Assassin's Creed: Valhalla to pod pewnymi względami najlepszy z trzech Asasynów według nowej, erpegowej formy. A pod innymi - najgorszy. Świetnie pomyślana gra, która ukazała się przynajmniej pół roku za wcześnie.

Nie ma już zadań pobocznych. Przynajmniej w takiej klasycznej, erpegowej formie, że znacznik na mapie, zadanie, wpis do dziennika i cyk, przypadkowe zakończenie trzy godziny później. Zastąpiło je coś w rodzaju spotkań z dziwakami z Red Dead Redemption 1 i 2.

Jest to naturalniejsze, szybsze i odciąga grę od schematu MMO, w stronę którego mocno przesunęło się Assasin’s Creed: Odyssey. A do tego przez porzucenie ciasnej struktury nie prowadzi gracza za rękę. Kiedy przypadkiem trafiam na chałupę szalonego łucznika, który stwierdził, że oblepianie się zwierzęcymi odchodami czyni z niego lepszego wojownika… To bardzo mnie ucieszyło, że produkcja nie powiedziała wprost, jak pomóc jego cierpiącej rodzinie.

Musiałem sam po chwili biegania wokół domyślić się, że należy zestrzelić kładkę, na której stoi delikwent, tym samym wrzucając go do jeziora i zmuszając do niechcianej kąpieli. Mała rzecz – ale cieszy, że gra pozwoliła wpaść na nią samodzielnie. Co cieszy już mniej, to że smrodliwy łucznik po zniszczeniu kładki potrzebował jakichś 3 sekund, by przypomnieć sobie, że istnieje grawitacja i wpaść do jeziora.

Assassin’s Creed: Valhalla to gra pełna ciekawych konceptów, dobrych pomysłów, inteligentnie rozwijających Origins i Odyssey. Podejmuje słuszne decyzje projektowe, łącząc rozwiązania ze starszych i nowszych Asasynów. Ale jest jednocześnie nieskończona i pełna błędów. Bardziej niż wcześniejsze dwie odsłony. To poziom premierowego Assassin’s Creed: Unity. Działa, ale ledwo. Z tego powodu przy wszystkim, co w niej dobre, ciężko tę grę w aktualnym stanie uczciwie polecić.

Fabularne raz, dwa, trzy

Na początku nie jest tak źle. Assassin’s Creed: Valhalla potrzebuje jakichś ośmiu godzin, żeby podnieść swój parszywy łeb i pokazać wszystkie problemy. Początkowa sekwencja w Norwegii jest dużo bardziej liniowa od reszty gry, toczy się na małej mapie i tam jakoś jeszcze to wszystko działa. Nic nie przeszkadza w poznawaniu bohaterów, powolnym wciąganiu się w historię i budowaniu sobie oczekiwań na resztę rozgrywki.

Fabularnie to jeden z najmocniejszych Asasynów w serii. Co jest tym bardziej zaskakujące, że kiedy zastanawiałem się, co takiego właściwie konkretnie robi, że narracyjnie wydaje mi się tak mocno odstawać na plus od poprzednich części, to doszedłem do wniosku, że:

  1. Ma ciekawych bohaterów pierwszo- i drugoplanowych, których odróżniam między sobą i których motywacje są dla mnie czytelne
  2. Ma dobrze prowadzoną dramaturgię, z momentami akcji i momentami wyciszenia, dzięki czemu utrzymuje zaangażowanie gracza

I trzecie, najważniejsze!

  1. Jest zrozumiała!

To niby niewiele, ale patrząc nawet na dwie poprzednie odsłony – Origins, z jego poszatkowanymi scenkami przerywnikowymi i niedopowiedzeniami, z którego przysięgam, że oprócz tego, że źli ludzie zrobili Bayekowi krzywdę i Bayek musi ich zabić, nie zrozumiałem nic; i Odyssey, w którym działo się tyle, że – choć rozumiałem – to do teraz nie wiem, o czym konkretnym tak naprawdę była ta gra; w porównaniu z tymi dwiema jest to olbrzymi postęp.

Fabularnej stronie omawianego tytułu pomaga również jej epizodyczność. Koncentruje się ona na podboju i osiedlaniu się w Anglii, podczas których Eivor i jego brygada zawiązują sojusze i rozszerzają własne wpływy na kolejne obszary. Każdy z nich jest swoją małą historyjką, z bohaterami pobocznymi, osobną dramaturgią, decyzjami do podjęcia i jasnym zakończeniem – zdobyciem kolejnego sojusznika. W jednej takiej sekwencji potrafi być więcej pamiętnych bohaterów niż w całym Assassin’s Creed: Odyssey.

Słodka wolność

Pozytywnie na narracyjną stronę gry wpływa również to, że zdaje się ona dużo bardziej skoncentrowana na tym, czym chce być i co chce opowiedzieć niż dwie poprzednie odsłony. Nie ma tu tego tak częstego w RPG rozdźwięku między fabułą a rozgrywką (ekhm, dysonans ludonarracyjny).

Duża w tym zasługa subtelnej zmiany dotyczącej tego, jak AC: Valhalla komunikuje graczowi dostępne mu możliwości. Na mapie mamy przez większość czasu jedynie trzy rodzaje bardzo ogólnie opisanych znaczników – świetlistych kropek. Złote oznaczają „bogactwa”, niebieskie – „tajemnice”, a białe – „artefakty”. Poza tą ogólną informacją nie wiemy jednak, co spotka nas po udaniu się w dane miejsce czy też natknięciu się na nie po drodze.

Mogą to być znajdźki, zadania poboczne, zasoby do zdobycia, wspomniane spotkania z rozmaitymi indywiduami, zagadki logiczne w układanie na sobie kamieni, poszukiwania przeklętych symboli pradawnej magii, odkrywanie pozostałości dawnych asasynów, błędy Animusa, nawet i typowe obozy wojskowe (których początkowo myślałem, że w grze w ogóle nie ma). I wiele innych.

Z jednej strony może koniec końców nie ma tu niczego, czego nie byłoby wcześniej, lecz sposób, w jaki jest to graczowi podane całkowicie zmienia jego nastawienie. Zamiast pracy i mozolnego czyszczenia mapy ze znaczników, w końcu jest w Valhalli przygoda! Wreszcie nie wiemy, co czeka za rogiem; łatwiej też w ten sposób uzasadnić działania Eivora.

Bo kolekcjonowanie przez bohatera listy sprawunków od wszystkich okolicznych wieśniaków może nie mieć sensu, kiedy wisi mu nad głową los jego najbliższych. Ale już aktywności poboczne, które dzieją się zawsze „tu i teraz”, w których pomagamy komuś w danym momencie i od razu w dwie minuty, łatwiej zrozumieć. W końcu i w prawdziwym świecie niezależnie od tego, jak się spieszysz, odpowiesz komuś, kto pyta cię o drogę. Albo prosi, żebyś pomógł mu zrzucić cały jego dobytek ze szczytu, by trafił z nim do życia pozagrobowego.

Skradać albo nie skradać

Jednym z najważniejszych pytań, z jakimi musi się w ostatnich latach mierzyć seria Assassin’s Creed, jest to o tożsamość. Czy to w ogóle są jeszcze gry o działających w cieniu zabójcach? Czy przejście od (nazwijmy to) skradanek akcji do RPG akcji nie zabrało tym produkcjom jednej z ich najważniejszych cech?

Jest to pytanie, o którym z pewnością myśleli twórcy Valhalli. W efekcie mamy w grze połączenie rozwiązań z Origins i Odyssey oraz patentów, znanych z wcześniejszych odsłon serii. Powraca choćby chowanie się w tłumie, są rozbudowane misje skradankowe, w których bardzo odświeżająco gra nie prowadzi za rękę znacznikami, pozwalając użytkownikowi samemu odkryć, którędy ma przejść i gdzie w ogóle jest jego cel.

Zaskakująco bardzo pomaga tu fakt, że główny bohater jest wikingiem (bądź wikinżką). Kiedy Valhallę zapowiadano, można było zastanawiać się, ile w tym sensu – wiking – asasyn? Chyba albo jedno, albo drugie?

A jednak w praktyce dzięki temu ani nie gryzie nam się tłumne napadanie na klasztory z okrzykiem na ustach i pełna akcji bitwa, ani podkradanie się do obozu zdrajcy, od którego chcemy zdobyć miejsce aktualnego pobytu króla. Ma to wszystko ręce i nogi, w końcu i taki wiking (bądź wikinżka) czasami uciekał się do bitki, ale też czasami sensowniej było mu użyć podstępu, nie ryzykując niepotrzebnie życia jego żołnierzy.

Chyba najlepiej obrazuje to scena tuż po przybyciu do Anglii, w której bohater otrzymuje od poznanych członków bractwa ukryte ostrze. To, o którym wiemy, że przynajmniej jeszcze wtedy w fikcji gry wymagało obcięcia użytkownikowi palca, by mogło być schowane. Eivor zakłada je jednak na drugą stronę – na dłoń, zamiast pod nią – mówiąc, że nie lubi kryć swoich zamiarów. Palec uratowany razem ze spójnością ludonarracyjną gry. Można być zarówno brutalnym wikingiem, jak i kryjącym się w cieniach asasynem jednocześnie.

A w nagrodę sztabka węgla

Dzięki angażującej eksploracji, dobrze poprowadzonej fabule z ciekawymi bohaterami, pięknymi widokami – wiadomo, jak to w Asasynach – gra się w to bardzo dobrze (kiedy działa, ale o tym już zaraz, już za chwilę). W zasadzie jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić na poziomie projektu, to system lootu. Rozumiem, że w Origins i Odyssey mieczy, toporów, łuków, hełmów, zbroi, butów itd. było tak absurdalnie dużo, że każdy nowo znaleziony element wyposażenia szybko tracił na znaczeniu. I pochwalam zmniejszenie ich liczby – dobrze jest „przywiązywać się” do znajdowanych broni, mieć ulubione, korzystać z nich regularnie itd.

Zamiast zdobywania nowych rodzajów ekwipunku, w Valhalli przez większość czasu dostajemy surowce pozwalające ulepszać, rozwijać i zwiększać rzadkość tego, co już posiadamy. Co oczywiście fundamentalnie nie jest takie złe i również lepiej skleja się z fabułą – dużo więcej sensu ma, że bohater przez długi czas używa pamiątkowego toporka, który ma od ojca, ulepszając go i dbając o jego stan, zamiast wyrzucić go w krzaki po znalezieniu pierwszego lepszego nowego oręża u pokonanego wroga.

Ale na wszystko co piękne i dobre, jeżeli po 40 godzinach gry jedyne jednoręczne topory, które mam, to wciąż te zdobyte jeszcze w prologu, to chyba coś tu poszło nie tak w drugą stronę. Być może miałbym z tym mniejszy problem, gdyby w tym samym czasie, kiedy ja prosząc bogów Asgardu o to, by w otwieranej właśnie skrzynce był jakiś nowy topór albo miecz (nie kolejna sztabka węgla), wewnętrzny sklep gry nie sprzedawał superwyjątkowych, unikatowych, ciekawie wyglądających rodzajów broni za prawdziwe pieniądze.

Nie miałem z tym problemu w Origins i Odyssey, ponieważ tam w samej grze do znalezienia było dużo – zatem dodatkowe płatne pozostawiały mnie obojętnym. Ale tutaj? Tu, kiedy tej broni jest jak na lekarstwo, do tego stopnia, że po jakimś czasie już nie chciało mi się wchodzić do kolejnego lochu, jakkolwiek interesujące byłoby samo eksplorowanie go (bo na końcu i tak będzie cholerna sztabka węgla) – tutaj wydaje się to cokolwiek złowrogie.

To był błąd

Ale przecież nie chodzi o loot. Chodzi o zabawę, a ważna jest droga, nie cel. Wobec tego w porządku. Można tak dużo nie myśleć o ekwipunku. Można też nawet nie myśleć o nieco dziwacznie pomyślanym systemie rozwoju postaci, w którym przez większość czasu nie widzimy, w jaką właściwie stronę ewoluujemy (poza ogólną informacją, że „droga niedźwiedzia”, „droga wilka” i „droga kruka”). Chociaż tutaj już kogoś trochę poniosło z tym trzymaniem gracza w niepewności.

Bo ja rozumiem, że mogę nie chcieć wiedzieć, co czeka mnie za szczytem, zanim tam dojdę. Ale żeby tak samo działało drzewko umiejętności, będąc za czymś w rodzaju „mgły wojny” i odsłaniając się stopniowo w miarę odblokowywania kolejnych umiejętności? To chyba trochę przesada.

Ale nic to. Naprawdę, niech i tak będzie. Niech będzie. Jest okej. Super się gra tym wikingiem (albo wikinżką), super są przygody, fabuła jest super, wszystko jest super, tylko te błędy…

Jeżeli masz w tym momencie wrażenie, że trochę mi się ten tekst zaczyna rozpadać, to nie jest ono błędne (bo i Valhalla się rozpada, hahaha). Bo serio nawet będąc jednocześnie fanem serii, znającym jej przywary, i dziennikarzem growym od ponad 15 lat, trudno zachować powagę, profesjonalizm i recenzencki dystans. Problemów z grą jest na to zdecydowanie za dużo.

Z pewnością znacznie bardziej przejąłbym się dramatyczną sekwencją, w której nastoletni następca króla musiał nauczyć się zabijać w obronie własnego życia, gdyby przez całą bitwę nie szedł metr za mną, kompletnie nic nie robiąc. Same bitwy zresztą, których w grze niemało, pełne są żołnierzy, którzy stoją i po prostu nieruchomo patrzą na rzeź wokół siebie. Szok pourazowy czy ki diabeł?

Spotykane w świecie gry zwierzęta animują się bądź nie, zależnie od humoru zapewne. Ktoś pomyślał, że system, w którym rozmówca odwraca się w stronę bohatera przed rozpoczęciem konwersacji jest zbyt skomplikowany do zaimplementowania akurat w tej grze, więc przez połowę czasu rozmawiamy ludziom do pleców. Zacięcie się w geometrii podczas schodzenia ze szczytu, po którym trzeba ponownie wczytać grę? A jakże, i to jest. Tylko nie zapomnijcie wcześniej wyjść do głównego menu, bo sekcja „Wczytaj”, zanim to zrobiłem, wyświetlała mi wszystkie zapisy jako uszkodzone. Taki psikus.

Umiejętności specjalne czasami przestają być aktywne, mimo w pełni naładowanego paska adrenaliny. Spoko, wystarczy tylko wczytać poprzedni zapis i będzie w porządku. Znaczniki aktywności na mapie potrafią nie aktualizować się po ich wykonaniu – ale nie ma ich dużo, więc to nic takiego.

Na Ubisoft Forward została podana data premiery Assassin's Creed Valhalla

To wszystko relatywnie małe błędy, często spotykane w grach z otwartym światem. Ale jest pewna granica. Granica, za którą jest ich tak dużo, ich natężenie takie przytłaczające, że zaczyna to odbierać całą radość rozgrywki. Bywały okresy, w których jakiś rodzaj drobnego błędu miałem praktycznie przez cały czas zabawy.

Ja grałem na Xboksie One, z rozmów wiem również, że jeszcze gorzej potrafi być na PC. Tam już na porządku dziennym są błędy uniemożliwiające rozgrywkę. Przycisk RB (a to przycisk ataku) na padzie przestaje czasem działać (common issue), a rozwiązaniem jest – a jakże – restart gry. Potrafi się ona uruchomić bez dialogów. A uruchamiana będzie wiele razy, bo zawieszanie się zdarza się i parę razy na godzinę.

Po kilkudziesięciu godzinach zdałem sobie sprawę, że lepiej się w tej grze bawię, oglądając filmiki przerywnikowe, niż grając. Oczywiście do czasu, bo i tutaj Assassin’s Creed: Valhalla nie zawiódł. Scena koronacji marionetkowego króla (po wymuszonej przeze mnie abdykacji poprzedniego władcy) emocjonalnie rozpadła się na kawałki, bo gra zapomniała wyłączyć zapętlający się w tle dialog pomiędzy dwiema przypadkowymi postaciami, które minąłem wchodząc do sali tronowej.

Właśnie zakładają mu koronę, czy możecie przestać gadać?

Podsumowanie recenzji Assassin’s Creed: Valhalla

Przez to wszystko od pewnego momentu mam tej gry już serdecznie dość. A bardzo chciałbym kochać Assassin’s Creed: Valhalla. Jest tu wiele do kochania. Ale to jednocześnie produkcja ewidentnie nieskończona i nie powinna się ona w tym stanie ukazać.

Jest źle, a im dalej w rozgrywkę – tym gorzej. Po jakichś 40 godzinach zacząłem Valhallę regularnie wyłączać i włączać ponownie, w nadziei, że ukazała się jakaś nowa poprawka. Nie, jeszcze nie.

W aktualnym stanie Assassin’s Creed: Valhalla frustruje równie często jak bawi. Może nawet bardziej – jakby szydząc z odbiorcy. „Widzisz, jak dobrze mógłbyś się bawić, gdyby to działało? Ha ha, frajer, a mogłeś poczekać pół roku”.

A ja, Ubisofcie, jako fan Assassin’s Creed od początku serii, czekający z wypiekami na twarzy na każdą nową część, nawet nie jestem zły.

Jestem po prostu rozczarowany.

Zdjecie recenzji

Przejdzie

Gra w teorii świetna, w praktyce - ledwo działająca. Przed zagraniem warto poczekać na poprawki.

Oceń grę

  • fabuła!

  • postaci

  • system eksploracji, pozwalający graczowi na odkrywanie

  • trzymający przed ekranem świat


  • błędy

  • błędy

  • więcej błędów

  • system lootu

Tony Hawk’s Pro Skater 1 + 2. Remaster idealny

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Loki w Fortnite

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Nie żyje pierwowzór psa z Fallout 4

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Zagrano.pl - Recenzje, premiery, zapowiedzi

Zagrano.pl to portal dla dojrzałych graczy i fanów jakościowej rozrywki. Znajdziesz tu nie tylko newsy ze świata gier na każdą z platform, ale też trafne i wyważone opinie o najnowszych i nieco starszych produkcjach. Zagrano.pl to jednak coś więcej niż gry. To newsy i ciekawostki na temat ulubionych seriali i kinowych nowości oraz recenzje komiksów i gier planszowych. Nie wiesz, czy długo wyczekiwany tytuł na PlayStation 4 wart jest ogrania? Sprawdź opinie naszych recenzentów! Planujesz kupić nowe słuchawki czy gogle VR, ale nie wiesz, na co dokładnie się zdecydować?

Doświadczeni gracze specjalnie dla ciebie testują najnowsze sprzęty i podpowiadają, co sprawdza się najlepiej. Na Zagrano.pl odnajdą się wszyscy: niedzielni gamerzy i oraz gracze z wieloletnim doświadczeniem. Daty premier wyczekiwanych tytułów, newsy i wrażenia z przedpremierowych pokazów gier, ciekawostki i wyjaśnienia dotyczące tych elementów gry, które bywają szczególnie zastanawiające. Świat technologii i dobrej rozgrywki nie ma przed nami tajemnic. Tradycja też jednak ma znaczenie, dlatego obszernie piszemy m.in. o komiksach, które cieszą się coraz większą popularnością (nie tylko wśród dojrzałych graczy). A dla tych, którzy nie mogliby żyć bez ulubionych seriali przygotowujemy solidną porcję ciekawostek na temat ich ulubionych bohaterów. Technologia, tradycja, recenzje, rozrywka i przede wszystkim jakość. Wszystko to zebraliśmy w jednym miejscu - na zagrano.pl. Twoim miejscu.

W aktualnościach znajdziesz najświeższe informacje ze świata gier i technologii. Newsy pobierane są ze sprawdzonych źródeł i dotyczą szerokiej tematyki - każdy gracz (i nie tylko gracz) znajdzie tu interesującą go informację. Chcesz sprawdzić, czy data premiery wyczekiwanej gry na PlayStation 4 nie została przesunięta lub na jakim etapie są prace nad nową produkcją? Albo kiedy na Netflixie pojawi się dobrze rekomendowany serial? Jeśli takie informacje są już dostępne - znajdziesz je także u nas.

Wiemy, jak trudno jest obecnie znaleźć sprawdzone informacje i jak ciężko jest wydobyć je z wielu fake newsów. Dlatego przekazywana jest nas wiedza weryfikowana jest przez kilku autorów, a jeśli aktualności dotyczą pogłosek i plotek na temat danej produkcji - wtedy jest to jasno podkreślane. Szanujemy czas graczy i pasjonatów technologii.

Subiektywna opinia może kogoś przekonać lub zniechęcić do zakupu gry, komiksu czy planszówki. Może też rzucić światło na mankamenty produkcji, których nie zauważa się wcześniej lub uznaje się je za mało istotne. Z kolei podkreślenie zalet może przekonać kogoś do kupna gry, której dany gracz wcześniej nawet nie chciał mieć w swojej kolekcji.

Nasi recenzenci dokładnie prześwietlają wszystkie produkcje i produkty po to, aby ułatwić wybór innym. Spędzają godziny przed konsolami i komputerami, a także przy stole za planszą lub przed ekranem z Netflixem, żeby wychwycić wszystkie nieprawidłowości i drobne smaczki. Później rzetelnie dzielą się wrażeniami z innymi graczami, widzami, czytelnikami.

I choć ich przeżycia są ważne, to każdy z recenzentów nie zapomina też o zdrowym obiektywizmie. Właśnie dlatego nasze recenzje są kompletne.

Komputery osobiste to coś, bez czego nie potrafimy już wyobrazić sobie życia. Pojawiły się w na początku lat 70. Pierwsze tego typu maszyny zostały wyprodukowane przez firmy Hewlett-Packard, IBM oraz Xerox. Spory o to, który producent był pionierem, trwają do dziś. Za pierwszy komputer osobisty zbliżony w swoim charakterze do obecnych maszyn, uważany jest Altair 8800, dzieło firmy MITS. Pojawił się w 1975 roku, a jego nazwa została prawdopodobnie zaczerpnięta ze „Star Treka”.

Kolejne lata w branży to dominacja dwóch firm – IBM oraz Microsoftu. IBM wprowadził modę na komputery osobiste i wyprodukował modele, które cieszyły się dużą popularnością. Z kolei firma Bila Gatesa, Microsoft, dostarczał do nich systemy operacyjne. Na początku był to DOS, a później kolejne wersje znanego wszystkim Windowsa. Zaletą komputerów była możliwość rozbudowy poprzez wymianę części. To z kolei napędzało rynek i ułatwiło rozwój branży. Z czasem komputery wyposażano w coraz bardziej wydajne podzespoły.

Obecne komputery znacznie różnią się od swoich pierwowzorów. Poza maszynami stacjonarnymi mamy możliwość korzystania z takich urządzeń jak laptop, netbook, ultrabook czy tablet. Warto pamiętać o tym, że komputery osobiste to nie tylko narzędzia do pracy. Z powodzeniem mogą konkurować z konsolami. Wśród kultowych gier dostępnych wyłącznie na tę platformę, znajdziemy takie tytuły, jak serie Age Of Empires, Heroes of Might and Magic, Cywilizacja, Settlers, Football Manager, czy pierwsze części Diablo lub Fallouta.

Xbox to dobrze znana marka stworzona przez giganta z Redmond, czyli Microsoft. Do tej pory w ramach serii na rynku pojawiły się trzy konsole, należące do szóstej, siódmej i ósmej generacji. Pierwszy model to Xbox, który zadebiutował w listopadzie 2001. W 2005 roku pojawił się jego następca, czyli Xbox 360.

Najnowszy model to Xbox One. Trafił na rynek 21 maja 2013 roku. Jego wielką zaletą jest częściowa kompatybilność wsteczna. Oznacza to, że bez problemu zagramy w większość starszych gier. Xbox one wyposażony jest w 8-rdzeniowy procesor z częstotliwością 1.75 GHz i 8 GB RAM-u. Atrakcyjnym dodatkiem do konsoli jest Kinect, czyli czujnik ruchu umożliwiający granie bez kontrolera. Do sterowania możemy wykorzystać własne ciało oraz głos.

W 2016 roku pojawiła się ulepszona wersja konsoli – Xbox One S. Charakteryzuje się białym kolorem i jest o 40% mniejsza niż wersja oryginalna. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, nowy model umożliwia obsługę filmów w 4K oraz przeskalowanie gier do takiej rozdzielczości. Pełną obsługę i granie w 4K zapewniła dopiero kolejna wersja konsoli, czyli Xbox One X.

Historia PlayStation rozpoczęła się 3 grudnia 1994, kiedy pierwsza konsola Sony została wydana w Japonii. Jej „ojcem” nazywany jest Ken Kutaragi. PS4 to czwarta konsola z rodziny PlayStation wyprodukowana przez firmę Sony Computer Entertainment. Model należy do konsoli ósmej generacji. Został wyposażona w 8GB RAM-u oraz 8-rdzeniowy procesor, który zaprojektowała firma AMD. Konsola zadebiutowała w świecie elektronicznej rozrywki 20 lutego 2013 roku w Nowym Jorku. Obecnie dostępna jest także w wersji Slim (mniejszy rozmiar) oraz Pro (większa moc obliczeniowa, obsługa technologii 4K).

Standardowo konsola wyposażona jest w kontroler DualShock. Mamy możliwość podłączenia również innych akcesoriów, jak na przykład kierownice, pistolety czy kontrolery PlayStation Move, które razem z goglami VR umożliwiają grę w wirtualnej rzeczywistości.

PlayStation to najpopularniejsza marka konsoli dostępnych na rynku, posiadająca największą bazę graczy. Liczba sprzedanych egzemplarzy PS4 przekroczyła 75 milionów. Do gry przez sieć wymagane jest wykupienie PlayStation Plus. W ramach abonamentu subskrybenci otrzymują każdego miesiąca kilka gier do pobrania bez dodatkowych opłat.

Wśród ekskluzywnych tytułów, wydanych jedynie na konsole PlayStation, znajdują się takie gry, jak God of War, Bloodborne, Crash Bandicoot, popularna seria Uncharted, Gran Turismo czy The Last of Us.

Nintendo to japońska firma bardzo dobrze znana w świecie elektronicznej rozrywki. Jej specjalność to produkcja konsoli, w tym modeli przenośnych. Sukces przyniosło firmie wypuszczenie na rynek konsoli NES (Nintendo Entertainment System) w 1983 roku, w czasie kryzysu w branży gier. Kolejnym dobrym posunięciem było stworzenie Game Boya, który szybko stał się flagową produkcją Nintendo i dla wielu osób do dziś jest kultowy. Kolejne warte uwagi konsole wypuszczone przez Nintendo to SNES, Nintendo 64, Nintendo 3DS, następne wersje Game Boya oraz wyposażona w bezprzewodowe kontrolery Wii.

Nintendo Switch to najnowsze dzieło japońskiej firmy. Poręczna konsola zadebiutowała 3 marca 2017 roku. To bezpośredni następca Wii U. Główną zaletą Switcha jest to, że można grać zarówno w wersji przenośnej, jak i podłączyć konsolę do telewizora. Sprzęt został wyposażony w procesory firmy Nvidia, oparte na technologii Tegra X1. W zestawie znajdują się dwa kontrolery. Poza standardowymi rozwiązaniami, zostały wyposażone w żyroskop, akcelerometr oraz wibracje haptyczne. Dodatkowo prawy kontroler, Joy-Con R posiada także sensor podczerwieni, który pozwala identyfikować gesty i obiekty. Najpopularniejsze gry wydane na Switcha to The Legend of Zelda: Breath of the Wild, Super Mario Odyssey, Mario Kart 8 Deluxe, Celeste czy Rocket League.

Technologia nie ma przed nami tajemnic. Sprawdzamy zarówno nietłukące się wyświetlacze (czy rzeczywiście takie istnieją?), jak i najnowsze klawiatury czy gogle wirtualnej rzeczywistości. Podpowiadamy, jakie modele komputerów, gogli, smartfonów i klawiatur są najlepsze. Tylko porządny sprzęt uzyska nasze pozytywne opinie - nie akceptujemy technologii, która zamiast ułatwiać życie powoduje frustrację graczy lub użytkowników.

Jeśli więc nie wiesz, na co się zdecydować- nieważne czego szukasz - sprawdź nasze opinie o sprzętach. Być może właśnie dzięki nam wybierzesz dokładnie to, czego potrzebujesz.

Netflix to najpopularniejsza internetowa wypożyczalnia. Platforma oferuje dostęp online do filmów i seriali w ramach miesięcznego abonamentu. Swoim zasięgiem obejmuje prawie cały świat (oprócz Chin, Syrii, Krymu oraz Korei Północnej). Według danych ze stycznia 2018 roku, liczba osób opłacających abonament to 117 milionów.
 
Firma została założona w Kalifornii w 1997 roku. Na początku jej działalność opierała się na wypożyczaniu płyt DVD pocztą. Dopiero dziesięć lat później, po wypożyczeniu ponad miliarda płyt, Netflix wzbogacił swoją ofertę, udostępniając produkcje online. W Polsce platforma zadebiutowała oficjalnie we wrześniu 2016 roku. 
 
Dzięki serwisowi mamy możliwość oglądania produkcji filmowych oraz seriali w ramach usługi VOD. Platforma jest dostępna przez internet, ale niektóre pozycje można oglądać także offline. Po opłaceniu abonamentu możemy oglądać wszystkie materiały dostępne na stronie – nie ma żadnych dodatkowych opłat.
 
Firma zajmuje się także produkcją. Seria Netflix Originals to filmy i seriale stworzone lub współtworzone przez Netflixa. Najpopularniejsze tytuły to seriale: Stranger Things, Orange is the New Black czy Narcos oraz filmy: Gra Geralda, Okja , Mudbound.

Chcesz wiedzieć, po jakie komiksy warto sięgnąć albo przekonać się, że ten gatunek to nie tylko Thorgal i Sandman? Jeśli tak, to dobrze trafiłeś - w tym dziale odnajdą się zarówno zagorzali fani komiksów, jak i kompletni laicy, którzy dopiero zaczęli interesować się tematem.

Naszym najważniejszym przesłaniem jest to, że komiksy są dla każdego. Różne rodzaje historii dopasowane są do wieku i doświadczenia czytelnika oraz jego gustu. Nasi recenzenci podpowiadają, na co warto zwrócić uwagę oraz na bieżąco informują o nadchodzących premierach i najważniejszych wydarzeniach.

Nie możesz doczekać się premiery kolejnego sezonu swojego ulubionego serialu i zależy ci na wszystkich nowinkach, jakie go dotyczą? A może szukasz opinii na temat nowej produkcji, do której nie jesteś do końca przekonany? Nie martw się, jesteśmy tu dla ciebie. Na bieżąco piszemy o nadchodzących premierach i wszystkich ciekawostkach związanych z serialami, a m.in. Netflix nie ma przed nami tajemnic. Dzięki temu działowi możesz spędzić ze swoimi ulubionymi serialowymi bohaterami jeszcze więcej czas niż tylko ten, który poświęcasz im siedząc przed ekranem.