Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki [RECENZJA]

Radosław Dąbrowski Recenzje komiksów Publikacja: 10.03.2020, 11:17 Aktualizacja: 10.03.2020, 11:17
Pod koniec stycznia bieżącego roku wydawnictwo Egmont wypuściło na rynek komiks Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki. Recenzja ocenia zbiorczy album, który tworzą materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach Batman #58-60, Batman Annual #3 oraz Batman Secret Files #1. To nie tylko opowieści napisane przez Toma Kinga!
batman drapiezne ptaki recenzja
3 Udostępnień

Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki – blisko 150 stron przygód w mieście Gotham

Zainteresowanie Pingwinem może już przeżywa, a na pewno niebawem przeżyje renesans, a to za sprawą występu tej postaci w mocno wyczekiwanej nowej produkcji o Batmanie. W rolę Pingwina wcieli się w kolejnym Batmanie Colin Farrel. W związku z tym widniejący na okładce wydanego na polskim rynku pod koniec stycznia komiksu Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki niskiego wzrostu, z cylindrem i parasolką czarny charakter może szczególnie przykuwać uwagę i zachęcać do sięgnięcia po komiks.

Historia z Pingwinem, która stanowi kontynuację serii pisanej przez Toma Kinga, to tylko pierwsza połowa tomu. Na drugą składają się nie mające ze sobą większego powiązania opowieści (oparte nie tylko na scenariuszach Kinga), w większości przypadków (albowiem za wyjątkiem ostatniej z historii) zajmujące od kilku do kilkunastu stron. Oczywiście poza obecnym w nich Batmanem trafimy na wiele innych rozpoznawalnych twarzy, aczkolwiek nie pojawia się już tak kultowy antagonista jak Pingwin. Akcenty zostają przesunięte np. na postać Alfreda, a czarne charaktery to przykłady postaci, o których po ukończeniu lektury i odłożeniu komiksu na półkę błyskawicznie zapomnimy.

standardowa okładka batman - drapieżne ptaki

Dlatego ostatecznie tym, co jest najważniejsze, pozostają pierwsze trzy zeszyty. Zawarta w nich potyczka Batmana z Pingwinem jest dość wyjątkowa – obydwaj bohaterowie przeżywają poważny kryzys, głównie natury psychicznej. Pogrążony w depresji antagonista cierpi po śmierci ukochanej, obrońca miasta Gotham zaś nie jest w stanie znaleźć sprawcy serii tajemniczych morderstw oraz ustalić kto zlecił zabójstwo Nightwinga. Wydaje się, że to właśnie Pingwin i jego teoria na ten temat stanowią klucz do rozwiązania zagadki. Problem jest jednak taki, że zdesperowany i coraz bardziej chaotyczny oraz agresywny w swym działaniu Batman ani śmie skorzystać z pomocy złoczyńcy, jednocześnie nie kupując jego hipotezy. Jak ostatecznie postąpi żądny dojścia do prawdy Mroczny Rycerz?

Mroki i cienie miasta Gotham, czyli o warstwie plastycznej komiksu

Jak się można spodziewać – w zbiorczym albumie trafiamy na owoce pracy kilku rysowników. Najlepiej wypadają rysunki Mikela Janína, który znakomicie operuje planami. Prowadzone przez bohaterów rozmowy śledzimy w wąskich, podłużnych kadrach, najczęściej od pięciu do siedmiu na jednej stronie. Na sceny akcji, których w pierwszych trzech zeszytach nie jest nad wyraz sporo, znaleziono rozwiązanie. Ujęcie z atakującym Batmanem potrafi zajmować połowę lub nawet całą stronę, przez co otrzymujemy efektowny, sugestywny obraz, na którym w sposób bezkompromisowy ukazano brutalność. Zdarzają się także bardziej panoramiczne obrazy i wówczas starcie obrońcy miasta Gotham z poszczególnymi rywalami obserwujemy na sąsiadujących ze sobą dwóch stronach.

W dalszej części komiksu na podobny koncept zdecydował się tylko Otto Schmidt. W przypadku Brada Walkera czy Jilla Thompsona ujęcia są dość klasyczne, standardowe, a u Jorge Fornésa sama kreska sprawia wrażenie dość archaicznej i być może Natura strachu (tak nosi tytuł opowieść, w której hiszpański artysta odpowiadał za rysunki) zyskałaby na rezygnacji z kolorów Matta Wilsona i pozostawienia jej w czerni oraz bieli. Notabene dość często spotykanych w pracach Fornésa.

Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki – ocena wydania komiksu

Liczący blisko sto pięćdziesiąt stron komiks zawiera miękką okładkę ze skrzydełkami, choć oczywiście nieco sztywniejszą od jego pozostałej, można rzec zasadniczej, części. Widnieją na niej postaci Batmana oraz Pingwina, co dla liczących, że ich starcie obejmuje pełną zawartość wydanego przez Egmont utworu, może wprowadzić w błąd. Nawet na jej tylnej części zdecydowana większość opisu fabuły poświęcona jest Pingwinowi, jakoby to wątek z nim związany był tym dominującym.

Poza samym komiksem mamy również galerię alternatywnych okładek z superbohaterami DC w Polsce dla poszczególnych składających się na całość zeszytów. Myślę jednak, że spotykany np. w zbiorczym wydaniu Doom Patrol koncept (każdą pojedynczą część poprzedza oryginalna okładka) jest zwyczajnie lepszy i łatwiej czytelnikowi wyznaczyć miejsce na przerwę w lekturze czy po prostu mieć silniejsze poczucie zakończenia pewnego rozdziału i rozpoczęcia kolejnego.

Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki – raz lepiej, raz gorzej, czyli specyfika wydań zbiorczych

Podejrzewam, że zdecydowana większość czytelników sięgnie po Drapieżne ptaki ze względu na pierwsze trzy zeszyty, stanowiące kontynuację serii. I moim zdaniem Batman z Tomem Kingiem jako scenarzystą spełnia swoje oczekiwania. W przypadku rysunków Mikela Janína już wspomniałem o bezkompromisowym demonstrowaniu brutalności. Do tego dodajmy panujący nieprzerwanie gęsty klimat oraz fakt, że większość wydarzeń rozgrywa się przy zupełnym zmroku lub oświetlającym noc bladoniebieskim świetle. Nawet w scenie, gdy Batman odwiedza Bane’a w jego celi, biel pokrywających ściany, podłogę i sufit kafelków oraz bijące z lampy soczyście żółtawe światło, w zasadzie gasną wobec długiej, czarnej peleryny Mrocznego Rycerza jakby przedłużonej rozstępującym się dalej cieniem bohatera.

Wykreowanie takiej atmosfery znakomicie dopełnia obraz upadku Batmana. Jeżeli pragniecie poznać przygody swojego ulubionego superbohatera, gdy nie do końca wszystko idzie po jego myśli i przechodzi głęboki kryzys – Drapieżne ptaki będą odpowiednim wyborem. Można rzec, że przebrany w kostium Bruce Wayne jest nie do poznania. Jako Batman nie wykazuje pewności siebie, odwagi, lecz ewidentnie nie radzi sobie z presją i jawi się jako zdegradowany, przyparty do muru, zwyczajny człowiek.

batman drapiezne ptaki z wrocławskim zoo na okładce

Na samej historii upadłego superbohatera raczej nie byłoby możliwe zbudowanie wielkiej mitologii (choć oczywiście znakomicie takowe wątki podjęto w Watchmen czy Doom Patrol), ale pomiędzy wielkimi triumfami warto od czasu do czasu wprowadzić epizod delikatnie kruszący pomnik wielkiego komiksowego herosa. Na taki właśnie manewr zdecydował się Tom King.

W pozostałych rozdziałach komiksu chyba po prostu każdy musi szukać czegoś dla siebie. Ciekawa jest intymna, bardzo kameralna opowieść pod tytułem Wystarczy o Bruce’ie Wayne’ie, który wybywa samotnie do leśnej chaty, wolnostojącej gdzieś pomiędzy wysokimi, zaśnieżonymi górami. Bardzo zajmujący bywa Dzień Ojca, w którym rolę pierwszoplanową poświęcono Alfredowi i jest to wart uwagi fragment komiksu dla tych, którzy przejawiają chęć zgłębienia życiorysu tej postaci. Sporo w tej historii o uczuciach lokaja, o tym, jak on patrzy na swojego pracodawcę oraz conocne bronienie miasta Gotham, ale w pewnym momencie scenarzysta Tom Taylor ewidentnie przesadził i pozwolił, mimo wszystko zaawansowanemu już wiekowo, Alfredowi na zbyt wiele. W rezultacie pod koniec tej opowieści robi się nieco groteskowo.

Niestety, ale w większości z tych krótszych historii brakuje jakiejś mocnej puenty. Nie brakuje wrażenia, że (poza najbardziej rozbudowanym Dniem Ojca) kończą się one zbyt szybko. To jak z filmem krótkometrażowym – jeżeli nie wybrzmi finał albo zabraknie jakiegoś dobrego morału, to o takim dziele bardzo szybko zapomnimy.

Batman. Tom 9: Drapieżne ptaki – podsumowanie recenzji

Recenzowany komiks będzie nie lada gratką dla niejednego sympatyka świata Gotham. Jest mrocznie, akcji nie brakuje, a świetnie napisane dialogi wzbogacają lekturę. Jak to jednak często bywa w przypadku zbiorczych wydań – jedna historia ciekawsza od drugiej. Po pierwszych trzech zeszytach kilka następnych opowieści może już nie dostarczyć tej samej dawki emocji, a na pewno niektóre mocno rozczarują. Komiks wyróżnia się jednak ciekawym, nietypowym konfliktem na linii Batman – Pingwin oraz poświęceniem większej uwagi drugoplanowym czy nierzadko wręcz epizodycznym postaciom jak Alfred.

Grafika: Egmont.

Zobacz także:
Ayako [RECENZJA]. Klasyka, którą warto znać
Recenzje komiksów, 7 Maj 2020
Bloodborne [RECENZJA KOMIKSU]
Recenzje komiksów, 1 Maj 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o