Batman – osiem najlepszych komiksów na 80 lat

Przemysław Pawełek Komiksy Publikacja: 31.08.2019, 12:00 Aktualizacja: 31.08.2019, 12:00
Wrzesień jest wyjątkowy. Właśnie w tym miesiącu obchodzimy Dzień Batmana. W tym roku mija osiemdziesiąt lat odkąd Bruce Wayne założył pelerynę w obronie Gotham. Zapraszam do mojego subiektywnego przeglądu komiksów o Batmanie, po które warto sięgnąć. Nie tylko z okazji jego urodzin.
batman 80 lat
45 Udostępnień

Batman. Rok pierwszy

Klasyczny już komiks Franka Millera (tu w roli scenarzysty) i Davida Mazucchelliego (ilustracje), idealny do polecenia absolutnie każdemu. W tej historii z 1987 roku Miller przypomina początki Batmana, kształtowanie się jego metod i wizerunku, a także budowanie pierwszych relacji z późniejszymi sprzymierzeńcami i przeciwnikami.

Rok pierwszy nie jest budowaniem kanonu od nowa, tak jak to DC miewa ostatnio w zwyczaju. To historia pozostająca wierna klasycznym opowieściom o początkach Gacka. Miller opowiada jednak swoją historię po swojemu, bawiąc się aktualnymi w czasie powstawania komiksu wątkami popkulturalnymi. Dla przykładu historia przyszłego komisarza Gordona zdaje się czerpać z filmu Serpico, a młodego Bruce’a Wayne’a z Taksówkarza. Rok pierwszy, choć jest przetworzeniem mitologii Batmana, stał się nową klasyką, docenianą zarówno przez wytrawnych batmanofilów, jak i przez osoby dopiero zaczynające sięgać po komiksy.

Zabójczy żart

Zabójczy żart – komiks wyjątkowy z kilku powodów. Najważniejszym pozostaje zaangażowanie do projektu brytyjskiego scenarzysty Alana Moore’a, będącego w latach osiemdziesiątych w jeszcze niezłych stosunkach z DC. Moore, autor Strażników czy Potwora z bagien, stworzył opowieść krótką i zwartą, ale pełną niuansów i poziomów.

Na pierwszy rzut oka to kolejna z konfrontacji Batmana z Jokerem, ale chyba nigdy wcześniej aż tak nie pogłębiano portretu psychologicznego morderczego błazna. Także późniejsze próby pozostawały w cieniu Zabójczego żartu. Moore przedstawia swoją genezę arcywroga Batmana, by pokazać jak niewiele zdaje się w istocie różnić obu bohaterów i jak dużą rolę w ich kształtowaniu odegrał przypadek.

Komiks został doskonale zilustrowany przez drugiego Brytyjczyka, Briana Bollanda. Team twórczy uzupełniał John Higgins, którego psychodeliczne kolory podkręcały klimat pierwotnego wydania tego komiksu (potem na nowo pokolorowanego przez Bollanda). Efektem pracy tego tria jest pozycja wymieniana za każdym razem w czołówce batmanowych top list.

Powrót Mrocznego Rycerza

Powrót Mrocznego Rycerza – czyli komiks, który razem ze Strażnikami zdetonował w 1986 roku amerykański mainstreamowy rynek. Frank Miller (w podwójnej roli scenarzysty i rysownika) opowiada na pytanie jak mogłaby wyglądać starość Bruce’a Wayne’a. W tej opowieści Wayne dawno temu odwiesił pelerynę na kołek, ale musi ją założyć ponownie, bo Gotham go potrzebuje.

Miller nasączył tę historię mrokiem, z Batmana czyniąc sadystycznego psychopatę, który musi się konfrontować nie tylko z bandziorami, ale też policją, władzą czy nawet Supermanem. Duże wrażenie robiły też od początku ekspresyjne rysunki Millera, mocno odchodzące od amerykańskiej sztampy.

Powrót Mrocznego Rycerza przywrócił Batmanowi chwałę, a jednocześnie udowodnił, że komiksy mają siłę rażenia większą niż banda dzieciaków. Miller grał zresztą w swoim komiksie na aktualnych nastrojach społecznych dorosłych Amerykanów, przez co ten album do dziś pozostaje pewnym parabolicznym obrazem tamtej epoki.

Azyl Arkham

Azyl Arkham – czyli Batman w domu wariatów. Mroczny Rycerz odwiedza zakład specjalny, będący miejscem zesłania niezrównoważonych łotrów, gdyż zakradł się tam nieopisany chaos, który tylko on może opanować. Okazuje się jednak, że cała akcja została precyzyjnie zaplanowana, a wyprawa Batmana po zabytkowym wariatkowie jest jednocześnie spacerem po meandrach jego nie do końca zrównoważonej świadomości.

Fabularnie mamy tu niezłą opowieść Granta Morrisona, posiłkującego się dokonaniami Freuda i Junga, ale komiks przeszedł do klasyki głównie dzięki oszałamiającej oprawie graficznej. Dave McKean korzystał przy jego tworzeniu z technik malarskich, osiągając poziom wizualny, któremu mało kto mógł przez dekady dorównać. Ale i niewielu próbowało, bo sztuka kosztuje, a DC bardziej zależy na szybkim rytmie wydawniczym i zyskach, a nie sprawowaniu mecenatu. W magicznych latach osiemdziesiątych mógł się ukazać jednak i taki komiks.

Długie Halloween

Długie Halloween – czyli mroczna baśń dla starszych czytelników, sporo zawdzięczająca na poziomie estetycznym filmom Tima Burtona. Jeph Loeb opowiada o początkach działalności Batmana, tuż po Roku pierwszym, a na kolejnych stronach naprzemiennie pojawiają się kolejni superzłoczyńcy i włoscy mafiozi rodem z Ojca chrzestnego.

Sama fabuła nie jest najmocniejszą stroną tego komiksu, bo Loeb korzysta tu ze swojego ulubionego chwytu przejazdu po kolejnych lubianych czarnych charakterach pokazujących się na rozdział, ale tajną bronią tego komiksu pozostaje Tim Sale. Jego charakterystyczna kreska ociera się o groteskę i cartoon, ale nie da się odmówić temu autorowi stylu i elegancji tworzących gęsty klimat dla tej potyczki Batmana ze Złem.

Nosferatu

Nosferatu – czyli druga część trylogii kina niemego, przygotowanej przez Teda McKeevera. Amerykański grafik posługujący się wyjątkowym stylem postanowił odwołać się do filmów niemieckich ekspresjonistów, stworzyć wariacje na temat trzech dzieł z wykorzystaniem najważniejszych postaci ze świata DC.

Metropolis jest oczywiście w jego wersji opowieścią o Supermanie. Wybór głównego bohatera jego wersji klasycznego horroru Friedricha Murnaua też był dość oczywisty, wszak Batman przez samą pelerynę i motyw nietoperza bywa wiązany z Draculą. Podobnie jak w przypadku paru wspomnianych tu komiksów najmocniejszy efekt wywiera tu oprawa graficzna. McKeever posługuje się ekspresyjnym, unikającym nadmiernych detali malarstwem, a jego warsztat okazał się być idealny do adaptowania niemieckiej kinematografii sprzed wieku.

Sanctum

Sanctum – króciutka i w zasadzie dość prosta historyjka o tym jak Batman idzie na cmentarz, by zmierzyć się z nadnaturalnym złem i oczywiście wygrać starcie. Tym, co wyróżnia ten komiks, jest kreska Mike’a Mignoli, w tym momencie kariery będącego jeszcze przed debiutem Hellboya, który miał uczynić z niego gwiazdę.

Sanctum to w 100% historia utrzymana w hellboyowym stylu, i gdyby podmienić obrońcę Gotham na operatora Prawej Ręki Zniszczenia, to nikt by się dziś nie połapał, że coś jest nie tak. Jest to więc krótka opowieść będąca ciekawostką dla fanów Czerwonego, a także jedna z ostatnich okazji, kiedy można było podziwiać wczesną kreskę Mignoli, zanim ostatecznie poszedł w minimalizm tworząc Hellboya.

Gotyk

Gotyk – czyli kolejna z klasycznych opowieści Granta Morrisona. Tym razem Batman w celu rozwiązania zagadki musi nie tylko opuścić Gotham i udać się do Europy, ale także przeanalizować wydarzenia z własnej przeszłości. Szkocki scenarzysta stworzył opowieść bardzo różną od typowych komiksów z Batmanem – brak tu typowego rozbuchania i groteski, więcej za to gęstego nastroju, wynikającego z dłubania w nie do końca naturalnych tajemnicach.

W zestawieniu zabrakło Huasha, rysowanego przez Jima Lee, czy tak ważnych dla dzisiejszej mitologii Batmana opowieści gdzie przetrącono mu kręgosłup, zabito jednego z Robinów czy zmagał się z uzależnieniem od narkotyków, ale tak jak pisałem – to zestawienie subiektywne. 80 lat Batmana to chyba dobra okazja, by przypomnieć sobie ulubione komiksy z tym bohaterem, a może nawet ułożyć własną topkę, czyż nie?


Przemysław Pawełek – redaktor Polskiego Radia, dziennikarz, bloger, recenzent gier i komiksów, a także fascynat tychże od lat trzydziestu. Pierwszy film z Hong Kongu obejrzał tuż po tym, jak zaczął chodzić.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o