Gra Kapitan Tsubasa - czy przenoszenie serialu animowanego do świata gier 3D ma sens? Najnowsze gry z serii Dragon Ball już to udowodniły! W ich ślady idzie Tsubasa: Rise of New Champions. Niestety, ta gra nie stanie się konkurencją dla serii FIFA czy PES. Zapraszamy do lektury recenzji i dowiedzenia się dlaczego.

Fabuła w nowym Tsubasie

Kapitan Tsubasa to kultowe anime czasu polskiej transformacji ustrojowej. Serial, choć nigdy nie dorównał sławie Dragon Ball, to na pewno jest dobrze kojarzony przez większość osób, które były dziećmi w tamtych latach. Mają one niepowtarzalną szansę przeżyć na nowo emocje towarzyszące oglądaniu bajki o dzielnym piłkarzu. Podobnie jak w części gier, z którymi można porównywać Tsubasę, czyli Dragon Ball Xenoverse czy FighterZ, nie odgrywamy tu fabuły z serialu, a uczestniczymy w całkowicie nowej historii.

W Tsubasie mamy do wyboru dwa tryby fabularne: w jednym z nich będziemy uczestniczyć w dalszej części przygód Tsubasy (już po zakończeniu serialu), a w drugiej pokierujemy losami samodzielnie stworzonego piłkarza (trochę jak w FIFA). Doświadczenia z rozgrywania trybu fabularnego przypominają te z oglądania sportowego anime – czy to dobrze czy źle, niech każdy oceni sam. Niewątpliwie właśnie takie było założenie twórców gry. To chyba najmocniejsza strona Captain Tsubasa: Rise of New Champions, oczywiście pod warunkiem, że fabuła w grze piłkarskiej jakkolwiek nas interesuje.

Mechanika rozgrywki

Niestety, ten element, chyba kluczowy dla sukcesu jakiejkolwiek gry piłkarskiej w Tsubasie kuleje. Osobiście liczyłem na rozgrywkę zbliżoną do FIFA czy PES, tyle że w kreskówkowym klimacie i bez licencji. Moje nadzieje nie spełniły się. Rozgrywka w Tsubasie po prostu nie sprawa mi wiele przyjemności i nie może w żadnym stopniu równać się z swoimi bardziej znanymi odpowiednikami. Rozgrywka w Tsubasie ma tyle wspólnego z „normalnymi’ grami piłkarskimi, co oglądanie serialu anime o futbolu z oglądaniem meczu prawdziwej piłki nożnej.

Ruchy postaci są sztywne, boisko wydaje się małe, a gra „oszukuje”. Słowem tym nie mam na myśli faworyzowania sztucznej inteligencji, tylko sytuacji, w której np. obrońca wykonuje wślizg już za piłkarzem z piłką i pomimo tego odbiera mu futbolówkę. Co gorsza, mam wrażenie, że takie i podobne „kwiatki” nie jest to pojedynczy bug w grze, a stała część mechaniki. Podobnie źle zaprojektowane są inne elementy mechaniki. Piłkarze przesuwają się w formacjach niczym kołki po czym wyskakują znikąd. Przypuszczam, że gdyby ktoś poświęcił więcej czasu na grę ze sztuczną inteligencją w Tsubasie, to z łatwością wykorzystałby liczne luki w mechanice i niedoróbki gry na swoją korzyść, czyniąc rozgrywkę już całkowicie monotonną. Nie uświadczymy tu żadnej subtelności ruchów piłkarzem, czy błyskotliwych zagrywek pozycyjnych. Wszystko opiera się na odpowiednim timingu przeróżnych kombinacji klawiszy. Dla jasności dodam, że grę ogrywałem oczywiście na padzie, a nie na klawiaturze.

Nie wszystkie elementy mechaniki zasługują w Rise of New Champions na krytykę. System „wytrzymałości” bramkarzy czy walki o piłkę są bardzo ciekawe i czynią rozgrywkę bardziej uczciwą (w porównaniu do np. PES, gdzie o wygranej nieraz decyduje szczęście). Takie rozwiązania mogą się podobać lub nie, ale zasługują na uwagę choćby ze względu na swoje nowatorstwo.

Grafika w Tsubasa: Rise of New Champions

Grafika Tsubasy może robić wrażenie, jeśli ktoś nie widział wcześniej „animowej” grafiki. Taki rodzaj efektu graficznego jest wykorzystywany w grach już od kilku ładnych lat, właśnie przez studio Bandai Namco. Efekt tworzy bardzo przyjemną dla oka, do złudzenia przypominający rysowany serial grafikę. Nie jest to zatem żadna rewolucja, ale też nie jest to coś, co stanowi słaby punkt gry.

Na większą uwagę zasługują wydarzenia specjalne z rozgrywki, które zostały bardzo starannie opracowanie wizualnie. Każdy gracz ofensywny posiada specjalną umiejętność strzelecką, która po użyciu zostanie ukazana w formie efektownej animacji. Nie można niestety powiedzieć nic pozytywnego o optymalizacji gry. Pomimo że technika, w której wykonano Tsubasę ma już kila lat, to gra potrafi klatkować na wyższych rozdzielczościach. W wersji na PC granie w 1440p mijało się z celem, pomimo że podobne gry z realistyczną grafiką na tym samym sprzęcie i w takiej samej rozdzielczości działają bardzo dobrze. Update: spadki FPS naprawiono w najnowszym patchu i gra działa już całkiem sprawnie.

Czy warto grać w nowego Tsubasę?

Z gry na pewno zadowoleni będą wszyscy oddani fani serialu anime o Kapitanie Jastrzębiu. Gra zapewnia bardzo podobne odczucia do oglądania tej znanej produkcji. Zrezygnować z niej powinny osoby liczące na ciekawą alternatywę wobec najbardziej popularnych gier piłkarskich, głównie ze względu na słabą mechanikę rozgrywki. Zakup gry miał sens, gdyż Tsubasa wyszedł tuż przed premierą bardziej znanych odpowiedników. Szkoda, że dopiero po premierze tychże gra została wystarczająco spatchowana by uznać ją za skończony produkt.

Zdjecie recenzji

Przejdzie

Gra stworzona dla fanów anime Tsubasa - i raczej tylko dla nich.

Oceń grę

  • animowana grafika

  • fabuła

  • ciekawe, niespotykane mechaniki gry

  • liczba trybów gry, dodatkowe opcje


  • bugi

  • grywalność

Doom Eternal na Switcha. Poznaliśmy oficjalną datę premiery

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Immortals: Fenyx Rising – premiera i pierwsze oceny. Udany debiut Zeldy od Ubisoftu

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Super Nintendo World to Disneyland dla fanów Maria. Otwarcie w lutym 2021 roku

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments