Po kilku miesiącach od premiery na „dużych” platformach flagowa produkcja id Software trafiła na konsole Nintendo Switch. Czy rozrywanie demonów na kawałki sprawdza się na sprzęcie przenośnym? Zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją DOOM Eternal.

Piekło na Ziemi

W wir akcji wpadamy po dłuższym czasie od zakończenia poprzedniej części. Ziemia została opanowana przez demoniczne armie, połowa populacji wybita, a planeta zaczyna coraz bardziej przypominać piekło. Jedyną nadzieją jest Doomguy, który obiera za cel trzech piekielnych kapłanów. A potem jest już z górki, bo jak to zwykle bywa, żeby ocalić planetę nie wystarczą tylko trzy głowy i trzeba będzie przelać hektolitry diabelskiej posoki.

Scenariusz, podobnie jak w poprzedniku, jest prosty, ale jednocześnie niedosłowny. Nie mamy tutaj nachalnych ekspozycji, na takie zagrywki bowiem nie ma czasu. Dowiadujemy się tego, co najważniejsze i lecimy dalej, tnąc i rwąc. I choć historia nigdy nie była w tej serii ważnym elementem, to trzeba przyznać, że kreacja świata przedstawionego, sylwetki bohaterów i wrogów oraz pewne zwroty akcji na pewno spodobają się tym osobom, które będą chciały wejść w świat głębiej, niż ostrze Doomguya wchodzi we wraże gardła.

BFG over 9000

Fabuła fabułą, ale jak wypada najważniejszy element, czyli sama walka? Wyśmienicie! Gunplay w DOOM Eternal to prawdziwa przyjemność i nie wiem, czy w ostatnich latach wyszedł FPS, w którym strzelanie byłoby tak dobrze zrealizowane. Jednocześnie fani i fanki DOOMa z 2016 roku mogą się nieco zdziwić, ponieważ rozgrywka nieco się zmieniła.

Tak jak poprzednio, mamy oczywiście szybkie tempo i masę maszkar naprzeciwko, ale kilka elementów zmieniło się diametralnie. Po pierwsze, w Eternal duży nacisk położono na mobilność. Podwójne skoki czy podwójne dashe stają się koniecznością, korzystanie z licznych portali, ramp czy drążków również. Kiedy w poprzedniej części można było sensownie grać, zostając sporo czasu na twardym podłożu, tak w omawianej produkcji nie ma takiej możliwości. Przeciwnicy są szybsi i potrafią mocno skarcić gracza nawet za sekundę w bezruchu.

Co więcej, obok czystej akcji należy także nieustannie zarządzać zasobami. Korzystając z kilku dostępnych ataków specjalnych (jak brutalne, pięknie animowane finiszery czy podpalanie przeciwników), którymi musimy żonglować, zdobywamy zdrowie, amunicję czy pancerz. Z tego względu nie wolno po prostu bezmyślnie strzelać, szybko możemy bowiem zostać bez naboi czy zdrowia. Dlatego słabszych przeciwników nie powinniśmy zabijać od razu, a korzystać z nich niczym z apteczek czy skrzynek z amunicją. Rzecz jasna tych, w normalnej wersji, nie brakuje, ale uwierzcie mi – kończą się szybciej, niż my wykańczamy kolejne impy.

Jedyna rzecz, której się boją to ty

Pod względem projektu gry DOOM Eternal osiąga nowe szczyty. Wspomniane przeze mnie powietrzne akrobacje czy strategia związana z przeciwnikami są możliwe dzięki świetnemu designowi lokacji, gameplayu oraz demonów. Te trzy elementy w końcu łączą się ze sobą idealnie w sposób, który przypomina mi kunszt choćby pierwszego Dark Souls.

Każda mapa stawia przed nami nowe wyzwania. Gdy nie walczymy, to musimy pokonywać elementy rodem z platformówek, a zaimplementowane tam rozwiązania znajdujemy później na arenach. Te są zróżnicowane, bo dostajemy czasem rozległe pola walki z wieloma poziomami, a czasem wąskie korytarze najeżone pułapkami. Wrogowie również są niezwykle dystynktywni, a na każdego musimy opracować inny sposób. W poprzedniej części po prostu bezmyślnie prułem do wszystkiego ołowiem i/lub laserem, ale DOOM Eternal zmusza do żonglerki uzbrojeniem i wykorzystania słabych punktów piekielnych pomiotów.

Progres jest tutaj świetnie wyważony, ponieważ wszystkie te elementy, o których wspomniałem, przychodzą po sobie naturalnie, ale też szybko. Musimy ciągle uczyć się czegoś nowego i nieustannie dawać z siebie 100%, a w zamian dostajemy płynną, satysfakcjonującą i wymagającą rozgrywkę. Eternal jest trudniejszy niż poprzednia odsłona, lecz w sposób uczciwy, wynikający po prostu z modelu i filozofii rozgrywki.

Ikona Grzechu

Dobrze więc, dochodzimy do tego, co pewnie interesuje Was najbardziej. Jak wypada port na Switcha? Co najmniej dobrze! Sterowanie w trybie handheld jest bardzo precyzyjne, a autoaim nawet na najwyższym stopniu czułości wcale nie jest nachalny i wciąż trzeba mieć po prostu sprawne palce i oczy. Rozgrywka jest płynna (choć czasem cutscenki potrafią przyciąć, ale nigdy sam gameplay) i pozbawiona bugów.

Graficznie jest niestety dość przeciętnie i traci na tym czytelność. Całość pozostaje delikatnie rozmazana, co ostatecznie nie stanowi jakiegoś większego mankamentu. Animacje wciąż wypadają świetnie, a detale (jak choćby odpadające kawałki ciała z wrogów) mogą się podobać.

Jak zwykle doskonała jest muzyka, a także samo audio. Warto jednak grać na słuchawkach, ponieważ głośniczki konsoli nie oddają diabłu tego, co diabelskie.

Wieczna Zagłada

Zanim podsumuję moje wrażenia, napomknę jeszcze tylko o trybie multi. Bawiłem się z nim bardzo krótko, ale możliwość wcielenia się w demony jest całkiem ciekawa i pewnie jeszcze wrócę do tej formy zabawy. Czasem trzeba poczekać na innych graczy kilka minut, ale nigdy czas ten nie wydłuża się jakoś nieznośnie.

Reasumując, DOOM Eternal to kawał świetnej, krwawej, satysfakcjonującej rozrywki. Wymagający, ale uczciwy i płynny gameplay, rewelacyjny level design i nowe rozwiązania względem poprzednika to tylko część z elementów składających się na sukces tej odsłony przygód Slayera. Dokładając do tego bardzo udaną konwersję na Switcha (brawo Panic Button!), mamy duży hit zamknięty w małym pudełku. Polecam gorąco. Tak gorąco, że ognie piekielnie przy tym to nic!

Zdjecie recenzji

Znakomita

Oceń grę

  • rewelacyjny gameplay

  • doskonała muzyka

  • przemyślane i ciekawe projekty poziomów

  • świeża względem poprzedniej części

  • naprawdę udana konwersja


  • bardzo mocno czuć downgrade grafiki

  • nowy kierunek rozgrywki nie wszystkim się spodoba

To już pewne – Tekken X Street Fighter został zarzucony

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Pandemia sprzyja uzależnieniu od gier? Alarmujące wiadomości z Wielkiej Brytanii

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Daj sobie dziesięciominutowy gameplay Salt and Sacrifice

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments