Dr. Slump – Komiksowe Klasyczki #1

Radosław Dąbrowski Recenzje komiksów Publikacja: 26.11.2019, 14:00 Aktualizacja: 26.11.2019, 14:00
Powszechnie Akira Toriyama znany jest przede wszystkim jako autor Dragon Ball. Oczywiście dorobek tego wybitnego japońskiego mangaki prezentuje się okazalej, a poszerza go choćby Dr. Slump. W naszym kraju mogliśmy zarówno zaczytywać się w komiksach, jak i oglądać ich animowaną adaptację serialową.
dr slump - komiksowe klasyczki #1
12 Udostępnień

Dr. Slump – japoński klasyk minionego wieku

Oryginalnie Dr. Slump ukazał się już na początku lat 80. Przez cztery lata wydano łącznie osiemnaście tomów. Od 1981 roku mangowa seria była poszerzana równolegle wraz z emitowaniem kolejnych odcinków serialu anime. Ostatecznie na telewizyjną produkcję złożyło się ponad 240 epizodów.

Te liczby wskazują na niemały fenomen jaki powstał wokół dzieła Toriyamy. Popularnością cieszył się zarówno komiks, jak i serial. Odnoszę jednak wrażenie, że akurat na polskim gruncie więcej uwagi poświęcało się temu pierwszemu, pomimo że odcinki anime pokazywano na szeroko dostępnym kanale RTL 7.

Literacki pierwowzór ukazał się na naszym rynku w grudniu 1999 roku i wydawany był do 2003. Finalna liczba tomów wyniosła 36 (zgodnie z konceptem podziału jednego oryginalnego na dwa). Każdy z nich liczył około stu stron i tylko dwa pierwsze obłożono miękką okładką. W przypadku kolejnych pojawiał się już zdecydowanie twardszy, lepszej jakości papier.

Co dwie głowy, to nie jedna, czyli o duecie głównych bohaterów

W przekroju całej serii wskazać możemy nie jedną, lecz dwie wiodąca postaci. Pierwszym protagonistą jest rzecz jasna tytułowy doktor. W polskim wydaniu omawianej mangi zmieniono wiele imion i tak pod pseudonimem Dr. Slumpa kryje się nazwisko Jurka Spadkowskiego. Do tego będącego w średnim wieku, lekko zaokrąglonego mężczyzny o bujnych, czarnych włosach i charakterystycznym cienkim wąsiku zwracają się ludzie na różne sposoby. Niektórzy mówią „panie Jerzy”, dla innych pozostaje „Jureczkiem”.

Dr. Slump jest wynalazcą, człowiekiem wielkiego talentu i umysłu – za takiego przynajmniej on sam się uważa. I na tym też polega tragizm tej postaci. Spadkowski ma świadomość swojego potencjału (jak stwierdza z mocnym zacięciem narcystycznym: „Boję się… Boję się własnego geniuszu”), który jest jednak niewykorzystany. Zamiast podbijać świat własnymi wynalazkami, kolokwialnie mówiąc, kisi się w miasteczku Pingwinówek i eksperymentuje po cichu w swoim domowym zakładzie. Ponadto doskwiera mu jeszcze jeden problem – samotność.

Pomimo że Slump ma jeszcze jedną niezwykłą cechę i na kilkanaście sekund potrafi zmienić się w wysokiego, szczupłego i przystojnego gentlemana (po czym powrócić do swojej „szarej”, naturalnej wersji), to nie może znaleźć drugiej połówki i grozi mu zostanie „starym kawalerem”.

Pierwszy tom Dr. Slumpa rozpoczyna się od sceny, w której Spadkowski kończy budowę robota. Tym samym w obrębie jednej ekspozycji poznajemy drugiego z protagonistów – Aralkę. To młoda dziewczyna, stworzona na podobieństwo człowieka. Rzeczywiście trudno jest znaleźć w jej wyglądzie cechy wskazujące na bycie robotem. Dlatego o jej specyficznej naturze wiedzą wyłącznie ona sama oraz Spadkowski.

Aralka na co dzień mieszka w domu Slumpa, ale chodzi również do szkoły i bawi się z rówieśnikami. Bycie robotem daje jej przewagę na wielu polach, np. w zmaganiach na lekcjach wychowania fizycznego, w których dziewczyna wykazuje niespotykaną sprawność oraz dynamikę, czy podczas zajęć z matematyki, gdy migiem podaje zaawansowane rozwiązania. Z jednej strony wzbudza tym wśród swoich znajomych dozę niepokoju, z drugiej właśnie za tę wyjątkowość staje się bardzo lubiana. Ponadto sympatię innych młodych ludzi zdobywa Aralka czymś jeszcze – dowcipem. Nie wszystkie jej żarty są zaplanowane, ponieważ charakterystyka tej bohaterki ma wiele wspólnego z protagonistą Dragon Ball.

Pamiętacie jak mały Son Gokū opuścił las i zaczął poznawać miejską rzeczywistość? Prowadziło to do wielu zabawnych sytuacji. Z Aralką jest podobnie. Niczym chłopiec z ogonkiem doświadcza świata od podstaw, uczy się pewnych nawyków, zachowań, słów itd. To, co dla wszystkich dookoła jest czymś oczywistym, prozaicznym, dla niej może się stać powodem do zachwytu. Nikt z Aralki się jednak nie naśmiewa ani jej nie dokucza. Wręcz przeciwnie – w swojej naiwności, lekkomyślności i nieświadomości wielu rzeczy jest szalenie ujmująca, czym tylko zyskuje w oczach rówieśników.

Skoro mamy już duet protagonistów, to warto się zastanowić, jak wygląda sama relacja pomiędzy nimi. Aralka już od pierwszej sceny potrafi zażartować ze Slumpa albo zachowywać się wobec niego pozbawiona jakiegokolwiek dystansu. Nierzadko sobie wzajemnie dokuczają i się przekomarzają, ale jest w tym sporo uroku i po kilkunastu stronach lektury Czytelnik już wie, że zapowiada się fantastyczna przygoda w towarzystwie tak barwnego duetu. Poza tym Slump i Aralka potwierdzają, że kto się czubi, ten się lubi.

Pingwinówek – spokojne miasto, w którym na pozór nic się nie dzieje

Akcja rozgrywa się w Pingwinówku – niewielkim miasteczku, w którym głównymi miejscami dla rozwoju wydarzeń są dom Slumpa, szkoła gimnazjalna, kawiarnia, posterunek policji czy kilka stałych ulic, którymi np. Aralka wraca ze szkoły. Co prawda w dalszych tomach przestrzeń zostaje nieco poszerzona i nie brakuje nawet wycieczki w przestrzeń kosmiczną, niemniej Pingwinówek to miasteczko, z którego obszarem terytorialnym szybko się zaznajomimy.

Codzienność tego miejsca niczym szczególnym się nie wyróżnia, aż do momentu narodzin Aralki, co implikuje szereg wydarzeń. Potencjał do wielu zwariowanych przygód, które zaburzają spokojny i nieśpieszny tryb życia domowników Pingwinówka, tkwi również w tym, że nie zamieszkują go wyłącznie ludzie. Nie brakuje rozwiniętych fizycznie oraz intelektualnie zwierząt czy rozmaitych potworów – ci ostatni stają się szczególnym zainteresowaniem Aralki.

Sporadycznie Pinginówek odwiedzany jest także przez istoty pozaziemskie. Pojawiają się również czarne charaktery (od złodziei i porywaczy po pragnących zawładnąć światem złoczyńców), ale ze względu na gatunek komiksu, finalnie okazują się przyjemnymi dostarczycielami kolejnych powodów do śmiechu.

Oprócz Slumpa i Aralki śledzimy przygody kilku postaci drugoplanowych. Najważniejszymi jest paczka znajomych dziewczyny z jej szkoły, którą tworzą Pamelka (mająca wspólne cechy charakteru z Bulmą), Jaśko (zawadiacki niczym Yamcha) oraz Piciu. Od drugiego tomu jej stałym kompanem staje się również Gaciuś – przypadkiem zabrany z epoki prehistorycznej (do której bohaterowie trafiają dzięki wynalazkowi genialnego Spadkowskiego) mały chłopiec ze zdolnością latania. Sporo uwagi poświęca się także panie Zawierusze – atrakcyjnej nauczycielce, o której względy ambitnie walczy Slump.

Dr. Slump – spora dawka humoru od Toriyamy

O ile w Dragon Ball sceny humorystyczne są tylko sporadycznymi wstawkami, urozmaicającymi przebieg poważnej walki dobra ze złem, tak w Dr. Slumpie warstwa komiczna jest tą podstawową. Pojedynczy tom autorstwa Toriyamy poświęcony przygodom genialnego naukowca i jego dziewczynki-robota to właściwie zbiór skeczów i zabawnych sytuacji, pozbawionych ciągu przyczyno-skutkowego. Oczywiście dobrze jest znać serię od pierwszego tomu, aby sukcesywnie poznawać Pingwinówek i jego mieszkańców, ale nie będzie tragedii dla tego czytelnika, który wybiórczo sięgnie po jedną z późniejszych części.

Dowcip niekiedy bywa kontrowersyjny. Z pewnością znaleźliby się tacy czytelnicy, którzy powiedzieliby o przekroczeniu pewnej granicy smaku i obecności gorszących scen. Dla tych zaznajomionych z innymi japońskimi komiksami oraz specyfiką tamtejszej kultury nie powinno być jednak niczego szczególnie szokującego. Oczywiście, że obecność pewnych wypowiedzi z podtekstami seksualnymi może się wydać niestosowna, a nie wszystkich rozbawią perypetie Dr. Slumpa i jego zaloty do pani Zawieruchy, niemniej to tylko pojedyncze z wielu elementów rozbudowanej fabuły tej komiksowej serii.

Poza samym humorem zajmujące są także wynalazki Spadkowskiego. W każdym tomie czeka na nas przynajmniej kilka nowych projektów doktora i stworzenie Aralki z pewnością nie jest jego największym osiągnięciem. Dzięki dokonaniom Slumpa bohaterowie mogą wędrować w czasoprzestrzeni, zmieniać się w inne osoby lub przedmioty, stawać się niewidzialnymi, zmniejszać bądź zwiększać własny rozmiar, korzystać ze specjalnego aparatu fotograficznego, dzięki któremu na wywołanych zdjęciach zobaczą samych siebie za „x” lat albo wrzucić do Prawdziwka np. wyrwaną stronę z książki kucharskiej i po chwili wyjąć z niego gotowe danie… To tylko takie przykładowe, podstawowe wynalazki, ponieważ nie sposób przytoczyć wszystkich kilkudziesięciu, jakie się pojawiły na przestrzeni 36 tomów.

Na koniec kilka słów o stronie graficznej. To, że humor dla Toriyamy jest najważniejszy, może również poświadczyć poczucie, że japoński mistrz wyraźnie położył nacisk na dwa aspekty: zachowanie postaci oraz dialogi. W efekcie tła wydarzeń nie są nad wyraz szczegółowe, a bardzo często bohaterowie rozmawiają ze sobą na białym tle. Obecność rekwizytów została zredukowana tylko do tych najpotrzebniejszych, które zostaną użyte przez daną postać i nic innego nie skupia uwagi Czytelnika.

Zachowanie bohaterów, choć momentami mocno ekspresywne i przerysowane, także staje się podstawą dla rozbawienia odbiorcy komiksu i to właśnie one kreują obraz Pingwinówka i nadają temu miejscu konkretny charakter. Samo miasto jako przestrzeń dla rozgrywanej akcji, jak i czas śledzonych przez Czytelnika wydarzeń, nie mają aż takiego znaczenia. Liczą się przede wszystkim dobrze nakreślone postaci wpisane w daną czasoprzestrzeń.

Dr. Slump – podsumowanie

Dr. Slump to kultowa manga, która bawi niemal na każdej stronie. Oczywiście zdarzają się historie, które jakościowo odbiegają od innych, lecz w generalnym ujęciu to kolekcja przezabawnych, szalonych przygód z udziałem doktora Spadkowskiego, robota Aralki oraz całej galerii komicznych postaci.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments