Hypnospace Outlaw. Symulator internetu z lat 90.

Iga Ewa Smoleńska Publicystyka Publikacja: 29.03.2020, 13:05 Aktualizacja: 8.04.2020, 13:08
Być może tęsknicie za tym, że kiedyś zamiast informacji, twórcy kładli nacisk na kulturę i twórczość. Ale nie powinniście - to były czasy chaosu. Czasy, w których wyszukiwarki często nie były w stanie znaleźć same siebie - pisze o internecie z lat 90. oraz traktującej o nim grze Hypnospace Outlaw Iga Ewa Smoleńska.
hypnospace outlaw
11 Udostępnień

Tak wyglądał niegdyś internet

Kiedy Tim Berners-Lee u końca lat 80. ubiegłego wieku pracował nad protokołami HTTP, nie wiedział jeszcze, jak wyglądać będą początki medium, które wkrótce dostanie się w ręce masowego odbiorcy. O ile sieć służyć miała (i już wtedy służyła) wymianie informacji, przez długi czas brakować jej jeszcze miało narzędzi, które pomogą ją zorganizować i okiełznać wulgarną estetykę końca wieku.

hypnospace outlaw Fot. No More Robots

Okres przełomu wieków odnalazł nas więc w istnym chaosie informacyjnym. Lata 90. obfitowały w próby organizacji informacji, w czasach, kiedy mało kto pytał jeszcze o źródła. Wiedzieliśmy już, że Internet pozwoli nam na tak wiele i będzie najważniejszym narzędziem przyszłości, ale były to czasy czystego HTML-a, kiedy o arkuszach styli nikt jeszcze nie słyszał.

Szybko odkryto potencjał socjalny nowego medium i wkrótce sieć wypełniły strony z pierwszymi, nieanonimowymi użytkownikami, którzy chętnie dzielili się swoją twórczością, dostępną pomiędzy gifami obracających się trójwymiarowych modeli czaszek, spływającej krwi i bóg sam jeden wie czego jeszcze. W tle najczęściej autor umieszczał też plik midi, by odbiorca mógł zaczerpnąć choć trochę jego gustu muzycznego. Ci z dostępem do tak zaawansowanych urządzeń jak skaner, mogli nawet pochwalić się prześwietlonym (bo robionym aparatem analogowym) zdjęciem psa, albo nawet swoim własnym.

Czasy chaosu, sznurków i ksiąg gości

Były to również czasy przed algorytmami wyszukiwania stworzonymi przez Google. Użytkownicy zdani byli na katalogi, tworzone przez edytorów serwisów je zbierających, lub przez samych twórców poszczególnych stron. Były to czasy przycisków “Linki” w menu (często w polskim Internecie zapisywanych jako “sznurki”, hehe), ksiąg gości i adresów email ukrytych pod gifami ze skrzynkami pocztowymi, do których w nieskończoność wlatywały koperty.

hypnospace outlaw Fot. No More Robots

Jeśli przeżyliście te czasy, to myślicie pewnie teraz jak okropnie to wszystko wyglądało. Być może tęsknicie za tym, że kiedyś zamiast informacji, twórcy kładli nacisk na kulturę i twórczość. Ale nie powinniście – to były czasy chaosu. Czasy, w których wyszukiwarki często nie były w stanie znaleźć same siebie. Jeżeli natomiast jesteście zbyt młodzi, by to pamiętać, lub nie mieliście wtedy dostępu do Internetu – żaden problem. Hypnospace Outlaw da wam odczuć te czasy na różne sposobów i na wielu poziomach.

Hypnospace Outlaw to niezależna gra kolaboracji twórców z Tendershoot, ThatWhichIs Media i Michaela Lascha. Jest to jedno z tych cudeniek, które opowiada swoją historię za pomocą fałszywego GUI. Siadamy więc przed growym systemem, operujemy grową skrzynką odbiorczą i klikamy w growe ikonki growych aplikacji.

Co robimy w Hypnospace Outlaw?

W tym wypadku system, w którym się poruszamy, obsługuje specjalne opaski, które użytkownicy zakładają w trakcie snu. Zamiast bezczynnie leżeć więc w łóżku, mogą do woli “surfować w sieci”. My natomiast wcielamy się w ochotnika, który we współpracy z Merchantsoftem (twórcami oprogramowania i opasek) pomaga pilnować porządku na stronach, oznaczając wszelkie treści, które łamią regulaminy serwisu.

hypnospace outlaw Fot. No More Robots

Za pomocą specjalnych narzędzi, musimy wykonywać zadania zlecone nam przez programistów Merchantsoftu, za co płaci nam się wirtualną walutą, którą możemy dysponować jak tylko mamy ochotę: kupować nowe tapety, naklejki, specjalne aplikacje i wiele, wiele więcej. Naszym zadaniem jest też “flagowanie” stron użytkowników, którzy regulamin łamią nagminnie, co przypomina może nieco dzisiejsze działanie serwisów typu YouTube. Tak, gra jest tego świadoma i znajdziemy w niej liczne komentarze na temat wykorzystywania użytkowników do wykonywania zadań, które powinny być w obowiązkach samych deweloperów.

Twórcom gry fenomenalnie udało się uchwycić ten ulotny moment chaosu, o którym teraz niewielu już chce pamiętać. Badane przez nas strony są pełne odnośników do kolejnych, a każda z nich znajduje się w jednym z dziesiątek katalogów serwisu. Z czasem wchodzimy jednak na strony nieskatalogowane, a nawet growy odpowiednik ftp, których pliki niedostępne są dla tych, którzy nie znają hasła.

Bogactwo oldschoolowego internetu

Hypnospace Outlaw idzie jednak o krok dalej, niż odwzorowanie samej struktury. Bierze na warsztat wczesne elementy społecznościowe – na stronach znajdujemy informacje o przyjaźniach i wojnach, które rozgrywają się w ramach chatów i podstron serwisu. Trafiamy też na “hakerów”, którzy na własne potrzeby tworzą specjalne narzędzia i grupy dyskusyjne. Musimy też między innymi wpływać na szyfrowanie stron, otwierać pliki niekompatybilne z systemem, by w końcu natknąć się na kilka tajemniczych serwisów i tajnych informacji.

hypnospace outlaw Fot. No More Robots

Perfekcyjnie zostało tu też ukazane tworzenie niedorzecznych, “potwierdzonych” informacji oraz ich błyskawiczne rozprzestrzenianie. Ci, którzy pamiętają “koty bonsai”, z pewnością wiedzą, co mogę mieć na myśli. Doświadczyć można też odwzorowania pierwszych prób gier przeglądarkowych, które powstawały przecież od samego początku, bez względu na ograniczone narzędzia, jakimi dysponowali twórcy. Co więcej, dużym tematem jest tutaj również archiwizacja danych (coś, z czym ludzkość na taką skalę nigdy jeszcze nie miała do czynienia), niepohamowana radość twórcza i, niestety, przemijanie technologii.

Wszystkie zagadki wymagają analizy i wyszukiwania informacji. Często zajęcie jest to dość czasochłonne, jednak rezultaty, oraz wszelkie ślady, na które wpada się po drodze, dają wyjątkową satysfakcję. Taką, jak chociażby pójście krok dalej w popularnych niegdyś notpron czy Zest – szczególnie, że doznania potęguje tu spektakularnie zaprojektowany interfejs, który pozwala zapomnieć o tym, że operujemy tak na serio na innym systemie operacyjnym (wiele razy orientowałam się dopiero po tym, kiedy odruchowo klikałam alt-tab i trafiałam na oryginalny, nowoczesny pulpit).

Hypnospace Outlaw – podsumowanie

Hypnospace Outlaw to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika technologii i nowych mediów. Ale gra jest też na tyle pomysłowa i przyjemna (o ile symulacja wchodzenia w kontakt ze “starym Internetem” może być nazwana przyjemną), że z pewnością mogę polecić ją każdemu, kto jest miłośnikiem rewelacyjnie zaprojektowanych gier przygodowo-logicznych.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments