Irlandczyk w Netflix [RECENZJA]

Radosław Dąbrowski Seriale Publikacja: 29.11.2019, 15:00 Aktualizacja: 29.11.2019, 15:04
Od zeszłego piątku w kinach, a od środy na platformie Netflix można oglądać The Irishman – najnowszy film Martina Scorsesego. To oparta na prawdziwych wydarzeniach epopeja gangsterska o metrażu trzech i pół godzin. Czy spełniła wielkie oczekiwania? Przeczytaj recenzję Irlandczyka!
irishman w netflix recenzja
12 Udostępnień

Spotkanie po latach, czyli Scorsese, De Niro, Pesci i Keitel

O wielu ciekawostkach dotyczących produkcji Netfliksa pisałem w zapowiedzi Irlandczyka, zatem postaram się pewnych rzeczy nie powtarzać. Niemniej warto ponownie podkreślić, że już w momencie ogłoszenia obsady oraz tematyki najnowszego filmu Martina Scorsesego, stało się jasne, że The Irishman to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier roku. Po Milczeniu można było nieco zwątpić w obecną pozycję Scorsesego na rynku (pojawiły się poważne problemy związane z realizacją tego filmu, jakie teoretycznie nie powinny dotyczyć tak zasłużonego twórcy), a przecież w związku z produkcją recenzowanego Irlandczyka również pewnych perypetii nie brakowało. Na szczęście dzięki współpracy z Netflix udało się dokończyć projekt.

Scorsese w swojej bogatej karierze pracował z Robertem De Niro wiele razy. Nierzadko na jego planie pojawiali się również Joe Pesci oraz Harvey Keitel. Po latach aktorski tercet powrócił do usług reżysera Kasyna, a obsadę dodatkowo wzmocnili Al Pacino oraz Bobby Cannavale. Nie brakuje również innych smaczków, jak np. obecność na dalszym planie Kathrine Narducci, znanej z tematycznie pokrewnego serialu Rodzina Soprano. W ostatnim czasie natomiast dosyć aktywny na rynku filmowym jest Jesse Plemons, którego mogliśmy oglądać w kilku telewizyjnych przedsięwzięciach (Breaking Bad, Fargo, Black Mirror). Teraz 31-letni aktor trafił pod skrzydła Scorsesego.

irishman w netflix zapowiedz

Najważniejsi są jednak De Niro, Pesci oraz na deser Pacino. Pierwsi dwaj zagrali razem we Wściekłym byku, Chłopcach z Ferajny czy Kasynie, skradając serca rzeszy widzów. Tym większe były nadzieje, że po ponad dwudziestu latach będą w stanie ponownie nas oczarować i dostarczyć wielkich emocji.

Aktorzy też się starzeją i potrafią zatracić formę, zatem obawy, czy ten projekt się powiedzie, mogły być nie mniejsze od sporego entuzjazmu. Od czasu czwartej części Zabójczej broni Joe Pesci pojawił się na dużym ekranie tylko dwukrotnie. Oczywiście jego epizod w Dobrym agencie jest doprawdy mistrzowski (słynna rozmowa na werandzie z postacią graną przez Matta Damona), ale nawet ta rola miała miejsce już trzynaście lat temu. Z De Niro zaś problem był nieco inny. Dwukrotny zdobywca statuetki Oscara nieprzerwanie grywa w wielu filmach, ale nie są one najwyższych lotów, a i on sam nie kreuje niczego zachwycającego. Bywają role przyzwoite, niezłe, może nawet dobre… Ale to już nie jest ten sam poziom co jeszcze na przełomie wieków. Nie mówiąc o dalszej przeszłości.

Niemniej chyba żaden sympatyk kina Scorsesego albo aktorskiego talentu wspomnianych gentlemanów byłby w stanie odpuścić sobie obejrzenie recenzowanego Irlandczyka.

Życie Franka Sheerana – materiał na filmową opowieść

Podobnie jak w przypadku artykułu zapowiadającego film The Irishman, także i w niniejszym absolutnie nie zamierzam bawić się w dokładniejsze przytaczanie fabuły. I tak każdy kinoman sięgnie po Irlandczyka, a poznanie głównych czy nawet pobocznych wątków może niekorzystnie wpłynąć na przebieg seansu i jakość wrażeń. Dlatego jedyne, co napiszę, to fakt, że Scorsese po raz kolejny w swojej karierze postanowił opowiedzieć o losach autentycznej postaci i w trwającym trzy i pół godziny filmie przybliżył nam wybrane epizody z kilkudziesięciu lat jej życia.

irishman w netflix zapowiedz

Biografia Franka Sheerana zawiera wiele popełnianych przez niego przestępstw, morderstw i stanowi przykład tego, co Scorsese w swoim kinie lubi najbardziej – wspinania się po drabinie sukcesu, przebywania długiej drogi pod hasłem „od zera do bohatera”. Pozostaje jedynie kwestia tego, czy tego zyskującego na sile bohatera w końcu dopadnie kryzys i czy zapłaci za swoje grzechy. Odpowiedź na pytanie o losy Sheerana można poznać po obejrzeniu filmu The Irishman.

The Irishman to stare kino w nowym wydaniu

Bez wątpienia Irlandczyk nakręcony został w duchu kina gangsterskiego Scorsesego z lat 90. O tym, że bardzo szybko odnajdziemy się w znanym nam doskonale świecie amerykańskiego reżysera, decyduje np. narracja pozakadrowa. Co pewien czas, a najczęściej na etapie ekspozycji, słyszymy głos Roberta De Niro, czyli tym samym postaci Franka Sheerana, który przybliża lub tłumaczy nam pewne zaistniałe w życiu protagonisty sytuacje.

Jest jednak kilka scen, które sugerują, że obecny monolog jest czymś więcej niż tylko klasyczną wypowiedzią z offu. To kilka bezpośrednich zwrotów Sheerena czy Russella Bufalino (Joe Pesci) do kamery bądź w kierunku (przypuszczalnie) siedzącej za nią prowadzącą rozmowę osoby. Momenty te mają charakter dokumentalny, są typowymi „gadającymi głowami”. Muszę przyznać, że o ile zabieg ten był zaskakujący, tak chyba niewystarczająco rozwinięty, aby mógł dodać utworowi nowej jakości. Z perspektywy czasu postrzegam go nawet jako zbędny.

irishman w netflix recenzja

O spójności z Chłopcami z Ferajny czy Kasynem decydują także inne aspekty techniczne – przede wszystkim zdjęcia oraz montaż. Kamera bardzo często sunie się po rozmaitych przestrzeniach (w plenerach ujęć pozbawionych cięcia jest zdecydowanie mniej), demonstrując nam obecnych w niej ludzi oraz wyposażenie. Staje się naszym okiem, przez które patrzymy na wykreowany przez Scorsesego świat i zawsze prędzej czy później zaprowadzi nas do najważniejszego zdarzania, pewnego punktu zaczepnego, miejsca, przy którym już pozostaniemy.

Rzecz jasna najczęściej tym punktem będą interesujący nas bohaterowie, przykładowo siedzący przy jednym ze stolików i prowadzący konwersację, do której lada moment pośrednio dołączymy. Kamera myśląca, obserwacyjna, prowadząca widzów to jedna z największych zalet Irlandczyka.

Zwłaszcza w pierwszej połowie filmu część wydarzeń z życia Sheerana bądź biografii innych przestępców zostaje podana w skróconej, skondensowanej formie. W tym przypadku Scorsese postawił na sprawdzony zabieg montażowy i stworzył szereg kolaży składających się z poszczególnych obrazów, wycinków z życiorysów postaci, wzbogaconych komentarzem z offu. Takie metody zaznajomienia widza z ważnymi, ale nie mieszczącymi się w obrębie bardziej rozbudowanych scen, wątkami widzieliśmy już w twórczości amerykańskiego filmowca wielokrotnie i także stanowi to jeden z rozpoznawalnych elementów.

irishman w netflix zapowiedz

Oczywiście jak zawsze u Scorsesego nienagannie prezentują się scenografia oraz kostiumy. Muszę przyznać, że sceny z lat 50. oraz 60. zostały przygotowane z większą dokładnością, niż te rozgrywane w późniejszych czasach. To właśnie w epokach, gdy prezydenturę w kraju sprawowali Eisenhower oraz Kennedy, zauważamy najwięcej charakterystycznych elementów, od pojedynczych przedmiotów po obiekty architektoniczne. Im dalej w las, tym sygnałów świadczących o zmieniających się czasach jakby było mniej, a prezentacja finalnego okresu z życia Sheerena prezentuje się pod tym względem dość ubogo.

Powyższe aspekty sprawiają, że przypominamy sobie zasłużone, klasyczne pozycje z dorobku Scorsesego, ale jednocześnie nie tracimy poczucia oglądania czegoś nowego. Stylistyka retro dotyczy wyłącznie konstrukcji świata przedstawionego, nie brakuje jednak pewnych ujęć czy zabiegów montażowych, jakich niegdyś nie uświadczyliśmy. Oczywiście nie zawsze jest to korzystne. Nie brakuje w Irlandczyku kilku dość kiczowatych obrazków, zabawy techniką slow motion, dziwnych zbliżeń na posągowe twarze bohaterów… Na szczęście takich momentów jest jak na lekarstwo.

Irlandczyk – trzyipółgodzinna historia z rozmachem

W artykule zapowiadającym premierę Irlandczyka zwróciłem uwagę nie tylko na silnie kojarzone z kinem Scorsesego nazwiska aktorów, lecz także pracowników technicznych. To właśnie dzięki operatorowi Rodrigo Prieto czy montażystce Thelmie Schoonmaker prezentowaną na ekranie opowieść ogląda się płynnie oraz z nieustannym zaciekawieniem. Gładko wchodzimy w gangsterski świat i swobodnie poruszamy się na osi czasu.

Akcja rozgrywa się bowiem na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a za pomocą montażu równoległego prowadzone są dwie historie z życia Sheerena, które z czasem znajdują punkt styczny. Pierwsza z nich rozpoczyna się w momencie, gdy kariera zaawansowanego wiekowo protagonisty ma się już powoli ku końcowi. Druga natomiast startuje na etapie, w którym postać De Niro dopiero wkracza w niebezpieczny oraz przestępczy świat. My, jako widzowie, bezproblemowo się w tym odnajdujemy, albowiem nie ma poczucia rozbicia narracji na kilka warstw i pomimo różnic czasowych, wszystko zdaje się być spójne i sensowne.

W dobrej orientacji pomagają nie tylko umiejętności ekipy technicznej, lecz także pieczołowicie przygotowane charakteryzacje. Z łatwością możemy rozpoznać, w jakim okresie życia znajduje się dany bohater. Inną sprawą jest to, czy zabiegi odmładzające oraz postarzające są korzystne dla bardziej ogólnego odbioru filmu, ale do tej kwestii jeszcze powrócę.

irishman w netflix zapowiedz

Najpierw poświęcę trochę uwagi scenariuszowi i temu, jak rozpisano tę bogatą w wydarzenia, niekrótką historię. Odpowiedzialny był za to Steven Zaillian (zdobywca statuetki Oscara za skrypt do Listy Schindlera Stevena Spielberga). Oczywiście jak większość tego rodzaju tekstów możemy go podzielić na trzy akty. W pierwszym otrzymujemy rozbudowaną ekspozycję, w której poznajemy Sheerena i ludzi, w których towarzystwie będzie się otaczać. W drugim istotną rolę odgrywa Jimmy Hoffa (Al Pacino) niemal równorzędny dla protagonisty bohater pierwszoplanowy. Na ten czas inne postaci, jak choćby Russell Bufalino, nieco się oddalają i zaczynają się pojawiać tylko symbolicznie. W drugim akcie zauważalna jest także mniejsza ilość akcji, stosowanej przemocy, więcej obecnych zaś jest biznesowo-politycznych gierek, scen na sali sądowej czy z udziałem przedstawicieli mediów.

W ostatnim akcie, poza jedną najwyższego poziomu dramaturgicznego sekwencją, napięcie najbardziej spada i historia zmierza w kierunku opowieści egzystencjalnej, w której autor porusza zagadnienia związane z przemijaniem, śmiercią, miejscem człowieka we wszechświecie itp. (brzmi to bardzo trywialnie, ale najważniejszy i tak jest sposób, w jaki te tematy poruszono, a pod tym względem Scorsese się broni).

Myślę, że z tych trzech aktów najsłabiej wypada pierwszy. Według Krzysztofa Kieślowskiego w filmie najważniejsze jest otwierające go piętnaście minut, podczas których widz zostanie zainteresowany i kupi oglądany na ekranie świat bądź nie. W przypadku recenzowanego Irlandczyka pierwszy kwadrans nie zawodzi i od początku dzieło Scorsesego intryguje, ale wydaje się, że pewne motywacje Sheerana należało ukazać precyzyjniej, bardziej je zgłębić. Dylematy moralne czy dotyczące wyboru właściwej opcji na przestępczej drodze bardziej pozostają w domyśle widowni niż zostały zademonstrowane w utworze.

irishman w netflix zapowiedz

Jak już powiedziałem, historię przedstawiono płynnie i ogląda się ją jednym tchem, ale może zbyt gładko po symbolicznej drabinie przemieszcza się sam Sheeran. Przydałoby się wprowadzić nieco więcej momentów zwątpienia, ukazania jakichś słabości, a dość szybko z nieśmiało witającego z gangsterskimi szychami kierowcy bohater staje się jedną z czołowych postaci tego środowiska. Brzmi to dość paradoksalnie, gdy pomyślimy o ogólnym metrażu Irlandczyka, lecz jeszcze raz podkreślę, że w tym momencie piszę wyłącznie o pierwszym akcie.

Scorsesego oraz Stevena Zailliana pragnę pochwalić jednak za to, że uniknęli wyeksploatowanych już dramatów rodzinnych. Burzliwe relacje na linii mąż – żona spotykane są w kinie nad wyraz często, a w Irlandczyku o rozpadzie małżeństwa u jednego z bohaterów dowiadujemy się jedynie z krótkiej informacji przekazanej dzięki narracji pozakadrowej. Zaillian postanowił nie wprowadzać żadnych scen kłótni, rzucania talerzami itd., a w przypadku Sheerana jedyną osobą z rodziny, która ma wyraźny problem z akceptacją trudnego charakteru tego bohatera, jest jego córka. Wątek z Peggy został poprowadzony dość subtelnie, z pominięciem ogranych schematów, za co twórcom należą się słowa uznania.

Nieco inaczej odbieram wpisanie w filmową biografię Sheerana rozmaitych kontekstów historycznych. W tle rozgrywają się ważne wydarzenia związane m.in. z takimi postaciami jak kubański rewolucjonista Fidel Castro czy amerykańscy prezydenci John F. Kennedy oraz Richard Nixon. Oczywiście obecność tych wątków ma swoje mniej lub bardziej widoczne uzasadnienie, niemniej poruszanie konfliktów amerykańsko-kubańskich, zamach na JFK czy niechlubne postępowanie Nixona następuje w filmowym świecie dość często. W Irlandczyku zatem takiemu rozwiązaniu ze strony twórców zabrakło świeżości.

Poza tym nie wszystkie wątki odpowiednio rozwinięto, część zwyczajnie porzucono. Przykładowo dochodzi do (nieudanego) zamachu na sali sądowej i teoretycznie mogłaby ta scena zasygnalizować pewien bardziej złożony problem. Szkoda, że w tym przypadku brakuje ciągu przyczynowo-skutkowego i incydent ten nie niesie ze sobą czegoś więcej. Takich momentów w przekroju całego Irlandczyka zauważymy co najmniej kilka.

irishman w netflix zapowiedz

W trakcie pierwszego aktu, do którego jeszcze na chwilę powrócę, niemałą bolączką dla niektórych może być także oglądanie odmłodzonych aktorów. Muszę przyznać, że mnie osobiście aż tak to nie przeszkadzało, ale jak najbardziej zrozumiem pojawiające się głosy, że częściowo wygenerowani cyfrowo De Niro czy Pesci niepotrzebnie odwracają uwagę od ważniejszych rzeczy w scenie. Jest w ich wizerunku wyczuwalna nuta fałszu.

Poza tym o ile postać Pesciego prezentuje głównie pozycję statyczną, tak bohater De Niro nie stroni od przemocy i tym samym 76-letni aktor uczestniczy w kilku bójkach. W jednej z nich, na ulicy przed sklepem spożywczym, gra i sposób poruszania się De Niro nie są niestety zachwycające… Na szczęście możemy szybko o tym zapomnieć i dalej cieszyć się innymi walorami filmu.

Zgoła odmiennie wypadają aktorzy w późniejszych rozdziałach życiorysu ich bohaterów. Gdy wiek postaci adekwatny jest do obecnego u aktora, to wszystko ze sobą współgra jak należy. Wiodący członkowie obsady Irlandczyka nie najgorzej wypadli również po zabiegach postarzających, ale z racji, iż jest to związane z finalną część fabuły i trzecim aktem, nie będą się w ten temat specjalnie zagłębiać.

Mogę za to bardziej ogólnikowo ocenić postawę grona wybitnych aktorów, co z dozą przyjemności uczynię w poniższym fragmencie artykułu.

Stara gwardia wciąż w formie, czyli o aktorskich popisach w Irlandczyku

Niniejszy fragment tekstu podzielę na kilka akapitów, aby każdemu z najważniejszych aktorów wydzielić osobne pole do refleksji z nim związanej. Zacznę od w moim odczuciu największego wygranego najnowszego przedsięwzięcia Scorsesego, czyli Joe Pesciego.

Jak już wspomniałem na początku artykułu, ponad dwadzieścia lat temu zdobywca statuetki Oscara za rolę w Chłopcach z Ferajny właściwie zakończył karierę zawodową. Jego powrót stanowił spory znak zapytania, lecz Pesci sprawdził się wybornie. Rozczarowani mogą być ci, którzy liczyli na kreację postaci zbliżonej do tych, jakie 76-letni dziś aktor odgrywał na przełomie lat 80. i 90. W recenzowanym Irlandczyku nie mamy ekspresywnego, gadatliwego i swobodnie sięgającego po broń gangstera, lecz przestępcę o statycznej postawie, wypowiadającego się z gracją i dozą spokoju. Oczywiście warunkuje to wysoka pozycja, jaką zajmuje Russell Bufalino w mafijnym środowisku, niemniej i tak warto podkreślić, jak inne oblicze ukazał Pesci.

irishman w netflix zapowiedz

Sheeran w wykonaniu De Niro natomiast pełni rolę przewodnika dla widza, postaci łączącej wszystko to, co dzieje się dookoła. Paradoksalnie, pomimo że w przypadku protagonisty na płaszczyźnie psychologicznej zauważamy największy łuk postaci, to sam aktor przemienia się dość niewyraźnie. Nie jest to jakiś szczególny zarzut w kierunku De Niro, ponieważ w scenach, w których musi się wykazać swoim kunsztem, robi to perfekcyjnie, niemniej zestawiając ze sobą Sheerana z początku z filmu z jego późniejszą wersją, różnic nie dostrzeżemy. Przynajmniej diametralnych, albowiem z bagażem wielu doświadczeń i cyklicznym odchodzeniem mu bliskich osób, Sheeran uświadamia sobie pewne rzeczy i w efekcie jego podejście do rzeczywistości ulega zmianie. Zwyczajnie tej metamorfozy niekoniecznie widać po odtwarzającym rolę aktorze.

Przez wiele lat swojej kariery Al Pacino stworzył szereg ekspresywnych, charyzmatycznych bohaterów i dlatego tym bardziej wydawało się, że do zagrania Jimmy’ego Hoffy będzie pasował idealnie. Istniało jednak ryzyko, że szalejący i gestykulujący Pacino przeszarżuje i stworzy postać karykaturalną; że niemal 80 lat, jakie w przyszłym roku będzie obchodzić nowojorski aktor, nie pozwoli już mu na tak wiarygodne odtworzenie dość skomplikowanej psychologicznie postaci. Na szczęście nie brakuje scen, w których zdobywca statuetki Oscara przypomina nam swoje najlepsze cechy i wyczuwalna jest chemia pomiędzy nim a De Niro niczym na planie Gorączki Michaela Manna. Jedyny poważny mankament, na jaki mogę zwrócić uwagę, to fakt, że Pacino najsłabiej odnalazł się przy licznych skokach na osi czasu. W jego przypadku charakteryzacja to za mało i zarówno pod względem mówienia, jak i poruszania się, młodszy Hoffa nie różni się przesadnie od swojej starszej wersji. Pod tym kątem Pacino wieku nie oszukał.

Zdecydowanie zbyt mało obserwujemy na ekranie Harveya Keitela. Spodziewałem się większego udziału tego genialnego aktora, lecz dla niego powrót do kina Scorsesego okazał się zaledwie symboliczny. Niemniej i tak pozostaje w naszej pamięci, nawet po obejrzeniu z nim raptem trzech-czterech scen.

Dialogi, muzyka, przesłanie – o innych aspektach Irlandczyka

W recenzowanym Irlandczyku akcji za wiele nie uświadczymy, a szczególny nacisk położony został na warstwę słowną. Scorsese w kręceniu poszczególnych scen ewidentnie się nie śpieszy – pozwala aktorom na spokojnie prowadzić rozmowę. W konwersacjach o większym ładunku emocjonalnym natomiast także ich nie skraca. Postaci rozmawiają zarówno na tematy stricte związane ze środowiskiem przestępczym, jak i dyskutują na nieco luźniejsze. W efekcie w Irlandczyku znajdują się sceny zabarwione humorem, w których gawędzenie o spóźnianiu się na spotkanie albo o pozostawionym przez transportowaną rybę zapachu w samochodzie tylko teoretycznie pozbawione jest większego sensu i nie wpływa na poziom dramaturgii.

Scorsese przyzwyczaił już nas do dbania o jakość ścieżki dźwiękowej. Aby lepiej poczuć poszczególną epokę, w jakiej rozgrywa się akcja, reżyser wprowadził szereg utworów muzycznych – zarówno diegetecznych, jak i niezwiązanych bezpośrednio ze światem przedstawionym. Poszczególne piosenki nie pojawiają się jednak na tyle często, aby stało się to w opinii odbiorcy filmu nachalne i uciążliwe. Reżyser Irlandczyka doskonale wyczuł momenty, w których warto umilić widzom seans jakimś starszym kawałkiem, gatunkowo charakterystycznym oraz odpowiednio reprezentatywnym dla danej epoki.

Myślę, że w niewielu pozycjach kina gangsterskiego tak wielkie znaczenie miał upływ czasu. W Irlandczyku motyw przemijania jest bardzo istotny i wokół niego Scorsese prawi swój morał czy po prostu nakreśla widowni pewną puentę. Całe szczęście, że amerykańskiemu filmowcowi udało się uciec od sztucznego dramatyzowania (choć może z dwóch zgrzytów nie brakuje), a niektóre „złote myśli” zostały podane w przystępny, stosowny sposób. W recenzowanym Irlandczyku wiele rzeczy wybrzmiewa odpowiednio, ale nie dzieje się to od razu. Wręcz przeciwnie – dopiero ostatnia część filmu, czy inaczej to określając, trwające około dwudziestu minut zakończenie, pozwala w pełni zrozumieć przesłanie najnowszego filmu Scorsesego. A to bezsprzecznie postrzegam jako mocną zaletę.

Recenzja Irlandczyka w Netflix – podsumowanie

Irlandczyk to dzieło niepozbawione wad. Nie zawsze prezentowana historia ma równy poziom, ale nie zmienia to faktu, że Scorsese zaserwował nam kawał porządnego kina. Seans ani przez chwilę się nie dłuży, a biorąc pod uwagę pewne mankamenty dotyczące niewystarczająco rozwiniętych wątków, to finalna trzyipółgodzinna wersja może się wydawać zbyt krótkim metrażem…

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments