Jeff Lemire – od zinów do Eisnera

Paweł Kicman Publicystyka Publikacja: 14.03.2020, 15:16 Aktualizacja: 14.03.2020, 15:16
Jeff Lemire za jeden ze swoich pierwszy komiksów, Lost Dogs, dostał Nagrodę Xerica dla niezależnych twórców komiksów. Niewiele dekadę później otrzymał najważniejsze zachodnie komiksowe wyróżnienie, Nagrodę Eisnera, dla najlepszej nowej serii (Czarny Młot). Jak to się stało, że od wydawanych samemu zinów autor stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych scenarzystów w mainstreamie?
jeff lemire - fot. luigi novi
20 Udostępnień

Och, Kanada!

Jeff Lemire (czyt. „lemir”) urodził się w małym miasteczku w hrabstwie Essex w Kanadzie. Nie wspominam o tym jedynie z kronikarskiego obowiązku, bowiem jeden z pierwszych dużych projektów, który wywindował Lemire’a do (lub blisko) pierwszej ligi, była trylogia pod tytułem Opowieści z hrabstwa Essex. Kolekcja zdobyła kilka nagród, w tym Nagrodę Joe Shustera, a Lemire’owi zapewniła nominację do Nagrody Harveya.

Opowieści z hrabstwa Essex zdobyły uznanie przede wszystkim za sprawą sprawnej, bardzo naturalnej narracji i poruszającej warstwie fabularnej dotyczącej skomplikowanych relacji rodzinnych. Na każdej stronie było czuć, że Lemire pisze i rysuje to, co zna, a jednocześnie potrafi nałożyć na to wszystko intrygującą warstwę dramatu, tak żeby fikcyjna historia stała się angażująca. Klimat hrabstwa Essex budują też rysunki. Specyficzny styl artysty widać przede wszystkim w projektach postaci, nieco karykaturalnych, ale jednocześnie czytelnie wyrażających wszystkie emocje.

jeff lemire - opowieści z hrabstwa esses

Mimo, że w kolejnych latach Lemire mocno związał się z gatunkiem superbohaterskim, tak naprawdę do dzisiaj nie przestał wracać do korzeni, czyli komiksów obyczajowych. Wypada tu wspomnieć choćby o wydanej w Polsce serii Royal City czy albumie Podwodny Spawacz. W obu tych tytułach kanadyjski autor bierze na tapetę rodzinne dramaty, snując nieco oniryczne wizje straty, traumy i odpowiedzialności.

To połączenie wątków silnie osadzonych w przeżywanych przez bohaterów i bohaterki emocjach z realizmem magicznym, fantastyką czy horrorem (w różnych proporcjach) to właściwie znak rozpoznawczy Lemire’a. Dzięki temu, nawet kiedy z racji konwencji musi podkręcić akcję i szaleństwo do maksimum, nie zapomina o swoich postaciach i stara się nadać im wielowymiarowość.

Uczłowieczyć superbohaterów

Tak stało się w chociażby w przypadku Bloodshota. Choć nie był to pierwszy mariaż Lemira z superbohaterami (kilka lat wcześniej zaczął już pisać i rysować dla DC i imprintu Vertigo), to niewątpliwie ten jest warty wspomnienia ze względu na podejście autora do procesu i marki.

bloodshot odrodzenie polowanie wydawnictwo kboom

Jak sam przyznał, od samego początku nie uważał, że to jest odpowiednia postać dla niego. Klasyczny, większy niż życie mięśniak z lat 90, którego przygody to głównie niezobowiązująca jatka. Jednak Lemire potraktował to jako wzywanie i starał się nieco zmienić konwencję. Choć seria wciąż pozostaje raczej standardowym akcyjniakem, można dostrzec w niej pewne tropy, które są bliskie autorowi – zagłębienie się w motywacje postaci, podkreślenie dramatycznej strony historii i wątek rodziny.

O tym ostatnim artysta powiedział, że właściwie w każdej historii w jakiś sposób stara się wykorzystać dynamikę rodzinną. I jeśli przyjrzeć się bliżej to rzeczywiście w wielu jego historiach taki motyw występuje i jest jasno zaakcentowany. Choćby w ciepło przyjętym body-horrorze Animal Man, czy seriach o łucznikach: Green Arrow (DC) oraz All-New Hawkeye (Marvel). We wszystkich tych pozycjach rodzina odgrywa dość ważną rolę w większej intrydze.

Wolność kreatywna

Po kilku latach pracy dla największych wydawnictw, głównie pisząc dość standardową superbohaterszczyznę, Lemire postanowił się uniezależnić. Rozpoczął współpracę z Image Comics, dla których napisał takie hity jak Descender (z pięknymi ilustracjami Dustina Nguyena), wspomniany Royal City (który rysował samodzielnie) czy wciąż wydawany, nagrodzony Eisnerem Gideon Falls (rysuje Andrea Sorrentino).

Pierwszy z wymienionych tytułów to pozycja sci-fi, opowiadająca o młodym androidzie, którego istnienie może być kluczem do wygrania wojny z robotami. Drugi to bardzo osobista, skąpana w muzyce lat 90, małomiasteczkowa opowieść o dziedzictwie i (tak, zgadliście) rodzinie. Trzeci to horror, w którym z tajemniczej Czarnej Stodoły wydostaje się pierwotne zło (ciekawostka: pierwszy zarys tej historii Lemire wymyślił w 1996 roku, będąc w szkole filmowej). Tym samym pokazał, że mając wolność, nie tylko potrafi swobodnie poruszać się w wielu gatunkach, a bez kreatywnych ograniczeń może pokazać pełen potencjał, przekraczając pewne utarte schematy.

jeff lemire - czarny mlot

Co ciekawe, Lemire nie zmęczył się wcale pelerynami i maskami. Mogąc swobodnie odetchnąć z dala od DC czy Marvela, pod banderą Dark Horse w 2017 roku zaczyna (wspólnie z Deanem Ormstonem) serię Czarny Młot. To nieco pulpowa, osadzona w klasycznym superbohaterskim settingu historia, która tak naprawdę ma więcej niż jedno dno.

Na powierzchni to kolejna wariacja na temat tego, co już doskonale znamy (nawet bohaterowie i bohaterki to kopie znanych herosów i heroin jak Kapitan Marvel/Shazam czy Martian Manhunter). Jednak pod tym wszystkim kryje się meta-opowieść o… opowieściach. Nie wchodząc w szczegóły, taki zabieg pozwala Lemire’owi i zespołowi bawić się światem Czarnego Młota, eksplorując różne możliwości gatunkowe i (póki co) dostarczając przy tym wciągającej, świetnej rozrywki.

Nic dziwnego, że ta seria otrzymała Eisnera w 2017.

O etyce pracy słów kilka

Jednym z ciekawszych aspektów pracy Lemire’a jest fakt, że jest zarówno scenarzystą, jak i artystą. Co prawda w tej drugiej roli pracuje wyłącznie samodzielnie (nie rysuje dla innych), ale i tak dynamika tej podwójnej pracy mocno wpływa na jego proces twórczy.

Jak sam twierdzi, pisanie skryptów przychodzi mu łatwo i robi to bardzo szybko, bo jako rysownik dużo łatwiej tłumaczy obrazy na słowa i odwrotnie, co pozwala mu znajdować pewne skróty w procesie pisania. Od poniedziałku do piątku, niczym na etacie, poświęca osiem godzin dziennie na rysowanie swoich projektów. Scenariusze pisze w wolnych chwilach wieczorami lub na weekendzie, ale nigdy nie poświęca na to drugiego „etatu”. Na raz pisze nie więcej niż trzy czy cztery komiksy, ale to wciąż imponujące, zważywszy, że robi to „po godzinach”.

jeff lemire - royal city

Na pewno pomaga mu w tym duża samodyscyplina. Lemire przeważnie nie potrzebuje redaktora prowadzącego, który będzie dzwonił do niego codziennie i sprawdzał postępy. Ceni sobie swobodę, choć niestety ta jest nie do uzyskania w Marvelu czy DC.

Silnie zmotywowany, pełen pasji, doskonale zarządzający swoim czasem. Znany głównie jako scenarzysta, ale też doceniany jako rysownik – w obu rolach osiąga świetne wyniki komercyjne i zbiera przychylne recenzje. Pisze o tym, co zna i co rozumie, starając się budować prawdziwie emocje i relacje, jednocześnie wrzucając je w intrygujące, często wzbogacone tajemnicą lub mistycyzmem fabuły (w końcu obok hokeja jego największą miłością jest serialowe Twin Peaks).

Jeff Lemire to jeden z najciekawszych twórców swojej generacji

Cóż, chyba właśnie to wszystko przekłada się na jego sukces i bez wątpienia zapewni Lemirowi miejsce jednego z najciekawszych twórców swojej generacji. I choć nie wymieniłem w powyższym tekście wszystkich jego prac, tak naprawdę żeby zacząć przygodę z tym autorem wystarczy jedynie określić swoje preferencje gatunkowe. Portfolio Lemire’a jest na tyle duże, że naprawdę każdy znajdzie w jego twórczości coś dla siebie.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o