Miesięczne top 5 komiksów – październik 2018

Aleksander Denkiewicz Komiksy Publikacja: 5.11.2018, 14:39 Aktualizacja: 5.11.2018, 14:39
Cieszę, że moje pierwsze miesięczne top 5 komiksów wydanych w Polsce przypada właśnie na październik, a nie na wrzesień. Ze względu na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi w pierwszym miesiącu roku szkolnego zostaliśmy wręcz zalani nowościami.
Pewnego lata
28 Udostępnień

Wybór pięciu z nich przypominałby najtrudniejsze dylematy z najbardziej krwawych tragedii antycznych. Na szczęście w październiku większość wydawców się uspokoiła, w związku z czym ułożenie w miarę sensownej topki był znacznie ułatwiony. Nie sugerujcie się kolejnością. Jest przypadkowa, a każdy z wymienionych komiksów wart jest uwagi.

Grass Kings tom 1

Grass Kings

Wyobraźcie sobie, że Jeff Lemire pisze historię w klimacie „Bękartów z południa” w settingu przypominającym „Briggs Land”. Do tego ten sam Lemire bierze się za rysunki przy wsparciu Gipiego. Brzmi nieźle, nie? I rzeczywiście wyszło bardzo dobrze.

Tytułowe Królestwo Traw jest samowystarczalną i samozwańczą enklawą na terenie Stanów Zjednoczonych. Oferuje schronienie dla jednostek zagubionych, bezdomnych, a także dla przestępców, którzy nigdzie indziej nie mogliby zaznać spokoju.

Problem w tym, że „idylla” oczywiście nie może trwać wiecznie. Najstarszy z braci rządzących miastem popadł w depresję i alkoholizm po stracie córki. Do tego prawdopodobnie na terenie Królestwa ukrywa się seryjny morderca. No i oczywiście policja z pobliskiego miasteczka nie za bardzo może się pogodzić z autonomią skrawka amerykańskiej ziemi.

Królestwo Traw – dużo się dzieje

W pierwszym tomie twórcy zarysowują nam wszystkie osie konfliktu między kilkoma głównymi postaciami, a napięcie wzrasta aż do spodziewanego, ale wciąż robiącego wrażenie brutalnego wybuchu. Jak na pierwszy tom dzieje się bardzo dużo. Po przewróceniu ostatniej strony nerwowo sprawdzamy, kiedy premiera następnej części.

Według mnie jednak największym walorem tej serii są rysunki. Zupełnie nie spodziewałem się czegoś takiego w amerykańskim mainstreamie. Stonowane akwarele genialnie oddają klimat spokojnego, amerykańskiego odludzia. Nieco karykaturalne szkice powodują, że postaci wydają się być trochę nienaturalne, ale jednak jak najbardziej autentyczne.

Jeśli czytaliście cokolwiek z wymienionych na początku tytułów, istnieje duża doza prawdopodobieństwa, że zostaniecie pochłonięci również przez Królestwo Traw.

Scenariusz: Matt Kindt
Rysunki: Tyler Jenkins
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2018
Seria: Grass Kings
Tłumaczenie: Grzegorz Drojewski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 184×286 mm
Stron: 176
Wydawnictwo: Non Stop Comics

Berlin – miasto światła

Berlin-Miasto swiatla

W końcu jest! 10 lat przyszło nam czekać na zamknięcie wybitnej trylogii Jasona Lutesa, a 20 lat od wydania pierwszej części w oryginale. Czy warto było czekać? Zdecydowanie tak. Zwłaszcza, że chyba nawet sam autor nie spodziewał się, jak bardzo aktualna okaże się jego praca w momencie wydania ostatniej części.

Końcowy tom trylogii opowiadającej o międzywojennym Berlinie rozpoczyna się od odpowiedzi na ostatnie pytanie padające w części pierwszej: „co czeka Republikę Weimarską?” Narodowi socjaliści wygrywają wybory, a Hitler zmierza do Berlina planując konsolidację swojej władzy.

Do tego zamierza ostatecznie położyć kres bałaganowi wynikającemu z wielkomiejskiego liberalizmu. Dostajemy kolejne historie wielu głównych bohaterów, których ustanowione w poprzednich tomach związki zaczynają się jeszcze bardziej rozpadać i degenerować. Rodzina Braun dzieli się między prokomunistyczną matkę i córkę a aktywnych w NSDAP ojca i syna, podczas gdy gdzie indziej rozczarowany pisarz Kurt i niedoszła artystka Marthe coraz bardziej się od siebie oddalają.

Zbiorowy bohater – mieszkańcy miasta

Mamy szansę w wielu miejscach przyjrzeć się temu zbiorowemu bohaterowi, jakim są wszyscy mieszkańcy miasta. Powszechny rozpad i rozkład związków międzyludzkich pozwala na bardzo nieoczywistym poziomie odczuć ówczesną sytuację polityczną i społeczną.

Najciekawsze jest jednak to, że sytuację przedstawioną w komiksie można to odnieść nie tylko do międzywojennego Berlina, ale też do trendów aktualnych dzisiaj. Nie chce mi się pisać o już dość mocno oklepanym temacie „dwóch narodów w jednym kraju” w kontekście polskim. Jednak podczas lektury niepokoimy się nie tylko o niedookreślony przyszły los naszych bohaterów, ale także o swój.

Komiks i bez tego by się doskonale bronił, ale trzeba przyznać, że obejrzenie po nim wiadomości z Trumpem czy świeżo upieczonym prezydentem Brazylii Jairem Bolsonaro dodatkowo wzmacnia przekaz.

Tania symetria u Lutesa?

I chyba tylko jedna rzecz mnie zabolała. Mam wrażenie, że w poprzednich tomach Lutesowi udawało się w miarę zgrabnie uniknąć taniej symetrii. Wiedzieliśmy, że nazizm oznacza nietolerancję, rasizm, przemoc i militaryzm, a komuniści występowali jako ich przeciwnicy, którym zależy na poprawie losu najbiedniejszych. W ostatnim tomie, kiedy to naziści już prężnie zmierzają w stronę dyktatury nagle okazuje się, że komuniści to właściwie ta sama przemoc. Tylko taka, której nie udało się zdobyć władzy. Wydaje mi się, że jest to zupełnie niepotrzebna relatywizacja, która nieco psuje antyfaszystowski przekaz całości.

Mimo tego zastrzeżenia „Miasto światła” to jak najbardziej godne zakończenie jednego z największych dzieł w historii medium. A tym, którzy Lutes’a w ogóle nie czytali polecam kupić od razu komplet trzech tomów. Lektura obowiązkowa.

Scenariusz: Jason Lutes
Rysunki: Jason Lutes
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2018
Seria: Berlin
Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Format: 19×25 cm
Stron: 162
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Pewnego lata

Pewnego lata

Główną bohaterką tej wspaniałej powieści graficznej jest dziewczyna balansująca pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Z jednej strony mamy więc niewinną wolność, która jest wszystkim, co dotychczas znała. Z drugiej zaś atakowana jest przez dziwaczny, nieznany świat, w którym czyhają rosnące piersi, krew i chłopcy, którzy tylko czekają, żeby ją poturbować i zniekształcić.

Jej wakacyjna koleżanka, Windy (półtora roku młodsza) jest zafascynowana główną bohaterką. Ale też bardziej nieufna niż zaciekawiona tym, co czeka ją za zakrętem. Obserwuje ją, szukając wskazówek na temat tego, co przyniesie jej przyszłość. Zarówno dobrego, jak i złego.

Akcja obserwowana, a nie doświadczana

Książka jest bardzo „cicha”. Większość akcji jest obserwowana, a nie doświadczana przez główne bohaterki. Za to wpływ, jaki wywiera na nie jest głęboko odczuwany. Jeśli oczekujemy w tym komiksie wielkich postanowień lub zamknięcia w postaci „zrozumiałam lekcję i teraz muszę się zmienić” to będziemy zawiedzeni. Ale właśnie o to chodzi. Życie rzadko oferuje nam tak proste lekcje. Są to raczej procesy w przypadku których trudno znaleźć jednoznaczny początek i koniec danego etapu.

„Pewnego lata” w przejmujący sposób przedstawia moment „stawania się” kobietą. Rose zaczyna rozumieć sposób, w jaki świat widzi kobiety i zaczyna sama rozumieć, jak chce być postrzegana. Główna bohaterka zmaga się ze społecznymi mechanizmami.

Stara się zrozumieć, co to znaczy być „fajną dziewczyną”. W jaki sposób można zostać „złą dziewczyną” czy „dziwką”. Czasami nie jest to komfortowe, ale wydaje się być całkowicie realne. Sposób w jaki ona i Windy chłoną opinie i zachowania otaczających ich osób, sposób, w jaki biorą te sygnały siebie i jak rośnie ich samoświadomość w procesie opuszczania pewnego etapu dzieciństwa jest bardzo szczery i poruszający.

Scenariusz: Mariko Tamaki
Rysunki: Jillian Tamaki
Wydanie: I
Data wydania: 15 Wrzesień 2018
Tytuł oryginału: This One Summer
Rok wydania oryginału: 2014
Tłumaczenie: Łukasz Buchalski
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Stron: 320
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Człowiek, który zabił Lucky Luke’a

Czlowiek, ktory zabil Lucky Luke'a

To jeden z tych albumów, w którym dostałem dokładnie to czego się spodziewałem. Bardzo się z tego cieszę. Reklamowany jest jako historia o najsłynniejszym kowboju świata dla dorosłego czytelnika. Rzeczywiście elementy humorystyczne są tu dość mocno ograniczone (ale nie całkowicie wycięte), a historia jest dojrzała i nieoczywista.

Zaczyna się standardowo. Kowboj przyjeżdża na noc do miasta, o którym nic nie wiemy. Tam splotem okoliczności zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie skradzionego ładunku złota. Mamy tutaj wiele oczywistych dla tego typu historii tropów, jak nieudaczny szeryf, fałszywe oskarżenia wobec Indian czy podstarzałego kowboja, który zaczyna traktować naszego głównego bohatera prawie po ojcowsku.

No i do tego punch line’y, bez których nie może zostać opowiedziana żadna historia o Dzikim Zachodzie (chyba mój ulubiony: „-podobno stoisz po stronie prawa!” „-nie, stoję po stronie sprawiedliwości.” Dobra, nie brzmi to tak dobrze jak myślałem, jak to napisałem na sucho, ale w albumie naprawdę działa. Serio!)

Mroczniejszy i bardziej nostalgiczny klimat

Rysunki z jednej strony doskonale wpasowują się w stylistykę oryginalnych albumów, a z drugiej strony wprowadzają nieco cięższy, mroczniejszy i bardziej nostalgiczny klimat. Warto też zwrócić uwagę na genialną kolorystykę, która pięknie współgra z emocjami bohaterów.

Żeby napisać coś więcej nie zdradzając fabuły musiałbym pójść w jakieś banały w stylu „fabuła jest bardzo wciągająca”, więc pozwolę sobie odpuścić tę część. Powiem tylko, że po przeczytaniu ostatniej strony pomyślałem, że dokładnie taka sama przygoda mogłaby się przydarzyć Blueberry’emu. A to chyba wystarczająca rekomendacja.

Scenariusz: Matthieu Bonhomme
Rysunki: Matthieu Bonhomme
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2018
Seria: Lucky Luke
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 21.6×28.5 cm
Stron: 64
Wydawnictwo: Egmont

Wąż

Waz

Tutaj co prawda trochę oszukuję, bo nie dość że to raczej picture book, to jeszcze swój egzemplarz miałem w rękach już we wrześniu. Ale oficjalna premiera miała miejsce na początku października, więc z czystym sumieniem mogę umieścić nową pozycję od Zavki w tym zestawieniu.

Jeśli ktoś miał przyjemność czytać „Głodnego Jasia i żarłoczną Małgosię”, powinien wiedzieć czego się spodziewać. Mamy więc twórcze przetworzenie jednej z oryginalnych baśni braci Grimm, zilustrowanej prawdopodobnie pod wpływem mocnego przedawkowania śmiesznych znaczków pocztowych. I to działa doskonale.

Kilka słów o baśniach braci Grimm

Kto czytał najstarsze wersje baśni słynnego rodzeństwa, ten wie, że można tam znaleźć szokującą jak na dzisiejsze standardy dawkę okrucieństwa. Krew lejącą się litrami, zabójstwa, zjadane czy torturowanie postaci. Tego wszystkiego przez stulecia słuchały dzieciaki przed pójściem spać. Zavka nawet nie za bardzo musi cokolwiek dodawać od siebie.

Wystarczy zilustrowanie klasycznej fabuły, która w gruncie rzeczy wydaje się być stworzona do tak kwasowych ilustracji. Bardzo polecam śledzić twórczość tej artystki, bo do jej prac po prostu chce się wracać.

Scenariusz: Zavka
Rysunki: Zavka
Wydanie: I
Data wydania: Wrzesień 2018
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 167 x 244 mm
Stron: 42
Wydawnictwo: Centrala

Bonus: Wydział 7 – Operacja Totenkopf

Wydzial 7

Teraz to już oszukuję tak na maksa. Miało być pięć pozycji, ale sam komiks miał premierę we wrześniu. Do tego to tylko jeden kilkunastostronicowy zeszyt. Załóżmy, że to mały bonusik. W październiku za to swoją oficjalną premierę miał wariant okładkowy „blank”, więc polecam go dokładnie tak samo, jak wszystkie inne warianty.

Tytułowy Wydział 7 zostaje założony w latach 60 w PRLu do badania i zwalczania zjawisk paranormalnych. Skojarzenia z „Archiwum X” czy mignolowskim „BBPO” jak najbardziej wskazane. Przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy zeszyt, bo nie za bardzo wiadomo, jakie tropy mogą poruszyć autorzy w kolejnych odsłonach. Jedynka to właściwie nawet nie rozstawienie pionków na szachownicy, a tylko ich zaprezentowanie. Mimo to historia ładnie się zamyka, więc jest to idealna sytuacja dla osób, które nie są pewne, jak się czują w takich klimatach.

Wrażenie robi ambicja i nietypowy jak na dzisiejszy rynek w Polsce model dystrybucyjny. Nie dość, że seria ma być wydawana w zeszytach, to jeszcze jest dystrybuowana głównie przez kioski. Każdy kolejny zeszyt ma wychodzić co trzy miesiące, w czym ma pomóc zmienianie rysownika w każdym kolejnym rozdziale. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak tylko kibicować i w ramach wsparcia kupić sobie na próbę pierwszy numer. Mi się bardzo podobało i zdecydowanie czekam na więcej.

Scenariusz: Tomasz Kontny
Rysunki: Grzegorz Pawlak
Wydanie: I
Data wydania: 15 Październik 2018
Seria: Wydział 7
Druk: kolor
Oprawa: miękka (C)
Format: 170×245 mm
Stron: 32
Wydawnictwo: Ongrys

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o