Niewiarygodne – piąte przesłuchanie w Netflix [RECENZJA]

Krzysztof Kapinos Seriale Publikacja: 30.09.2019, 16:00 Aktualizacja: 30.09.2019, 16:00
Netflix wybitnie wypolerował gatunek true crime, dlatego na nowe produkcje w tym nurcie pojawiające się na platformie patrzymy z ciekawością. Czy zespół scenarzystów z nagrodzonym Pulitzerem Michaelem Chabonem na czele stanął na wysokości zadania? Zapraszamy do recenzji serialu Niewiarygodne.
20 Udostępnień

Niespodziewanie wypolerowany gatunek

Jednym z największych zaskoczeń jeśli chodzi o rozwój seriali w ciągu ostatnich kilku lat jest wyciągniecie na główny plan gatunku znanego wcześniej jako zapychacz dziur wtorkowego programu i wypolerowanie go aż do granic Emmy. Tym gatunkiem jest True Crime, który już dawno nie przypomina produkcji z Johnem Schneiderem w roli głównej. Kolejnym na to dowodem jest wyprodukowany przez Netflix ośmioodcinkowy serial Niewiarygodne.

Serial jest adaptacją artykułu dziennikarzy T. Christiana Millera i Kena Armstronga An Unbelievable Story of Rape, za który otrzymali nagrodę Pulitzera. Dwutorowo opowiada historię 18-letniej Marie ( znakomita Kaitlyn Dever, szerszej publiczności znana z sitcomu Ostatni Prawdziwy Mężczyzna), która została zgwałcona we własnym domu, a następnie poddając się presji przesłuchań wycofała się ze swoich zeznań, co skutkowało oskarżeniem o krzywoprzysięstwo. Drugim elementem serialu jest śledztwo w sprawie serii gwałtów prowadzone przez dwie policjantki ze stanu Kolorado (Toni Collette i Merritt Wever).

Piąte przesłuchanie Marie

Symboliczna dla Niewiarygodne jest z całą pewnością scena z pierwszego odcinka produkcji. Zmęczona piątym przesłuchaniem Marie zaczyna gubić się w szczegółowo zadawanych pytaniach policjantów ( Eric Lange znowu nie do poznania, warto zobaczyć jak zmieniło się jego fizis od Narcos przez Ucieczkę z Daenemory aż do roli Detektywa Parkera). Ci z kolei nabierają wątpliwości odnośnie samego gwałtu po rozmowach z jedną z poprzednich opiekunek Marie.

W tym momencie na drugi plan schodzą fakty, a istotne stają się emocje i charaktery. Marie z ofiary staje się potencjalną oprawczynią. Bo jak można uwierzyć dziewczynie , która wcześniej szukała poklasku u rówieśników i nie mogła dostosować się do kilku domów zastępczych. Wycofanie się ze swoich zeznań powoduje, ze gwałt się zaciera. Społeczeństwo znowu jest bezpieczne.

Mało efektownie, bardzo realistycznie

Autorki pierwszych trzech odcinków serii – reżyserka Lisa Chodolenko ( Wszystko w porządku, Olive Kitteridge ) oraz nominowana do Oscara scenarzystka Susannah Grant (Erin Brokovich) od początku nadają serialowi mało efektowny, ale bardzo realistyczny ton. Mimo to, a może dzięki temu ogląda się go jak najlepszy kryminał.

Duża w tym też zasługa opisu pracy policji na przykładzie drugiego wątku. Rasmussen i Duval prowadząc najpierw osobne śledztwa o gwałt przypadkowo łączą dwie sprawy (reprezentują różne hrabstwa), gdyż, mimo podobieństw w działaniu, przez niedoskonałe procedury system policyjny sam ich nie rozwiązał.

Ciekawostką dla polskiego widza może być inne spojrzenie na prace policjantów – widzimy z jednej strony doskonale wyposażone biura, a z drugiej niedoskonałości amerykańskiego systemu sprawiedliwości i mocno poruszany problem przemocy domowej w środowisku mundurowych. Śledztwo jest mozolne, kilkukrotnie wpadamy na fałszywe tropy, a służby posiadając wiele danych o sprawcy ( na przykład jaki model butów nosi i jakie ma znamię na łydce) cały czas są taka samo daleko od wykrycia sprawcy jak na początku.

Paleta świetnych ról

Nie byłoby jednak tej całej siły oddziaływania serialu bez znakomitego aktorstwa. Z jednej strony mamy ofiary – wspomnianą wcześniej Marie – popełniającą szereg błędów, zagubioną, niekiedy wręcz irytującą. Drugą mocniej zarysowaną ofiarą jest Amber (Danielle Macdonald znana z Patti Cake i netflixowskiej Kluseczki) – opanowana, podchodząca z pozoru racjonalnie do swojej tragedii, jak się później okazuje stąpająca na granicy załamania nerwowego.

Z drugiej strony – panie detektyw. Żony swoich mężów a jednocześnie twarde szefowe walczące twardo o swoje stanowisko w systemie policyjnym . Cały kwartet aktorsko prezentuje się tu znakomicie. Każda z kreowanych przez nie postaci wychodzi poza schemat i zyskuje głębię często w małych scenach. Na pierwszy plan wybija się w mojej opinii Merrit Weaver. Jej postać wydaje się tutaj na pozór najbardziej schowana, ale bez efekciarstwa potrafi pokazać osobę za wszelką cenę dążącą do rozwiązania sprawy a jednocześnie rozczarowaną systemem, w którym funkcjonuje.

Niewiarygodny – podsumowanie recenzji

W serialu Niewiarygodne po raz kolejny stawiamy czoła błędom amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, ale tym razem widzimy też jak te błędy można naprawić. Widzimy też dokładnie jakie piekło przechodzą ofiary gwałtów tam gdzie powinny być najbezpieczniejsze – na posterunkach policji i w szpitalach. Dzięki temu też możemy sobie uświadomić jaki mechanizm powoduje, że osoby zgwałcone często wycofują swoje zeznania.

Zespół scenarzystów z nagrodzonym Pulitzerem Michaelem Chabonem przekłada rzeczywistość na język serialu tak, że wracamy w końcu do normalności. Bohaterami nie są bowiem gwałciciele, lecz osoby, które mimo przeciwności są w stanie zmierzyć się z bólem i stawić czoła przeciwnościom, doprowadzając do ukarania sprawcy.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o