Nowożeńcy [RECENZJA]: niemy komiks

Radosław Dąbrowski Recenzje komiksów Publikacja: 27.10.2019, 14:00 Aktualizacja: 28.10.2019, 0:48
Halloween tuż, tuż, wobec tego warto zwiększać poczucie lęku oraz niepokoju, sięgając na przykład po komiksy. W niniejszym artykule recenzuję Nowożeńców – oryginalnie wydanych w roku 2012, na polski rynek zaś wypuszczonych przez Kulturę Gniewu w 2013. Jak bardzo straszy ten komiksowy horror?
nowozency
4 Udostępnień

Niemy komiks, czyli oglądamy, nie czytamy

Jeżeli ktokolwiek się zastanawia, czy o komiksie powinniśmy mówić jako dziele do czytania czy może oglądania, to w przypadku Nowożeńców takiego dylematu mieć nie będzie. Utwór trojga artystów bowiem został pozbawiony dialogów. Bohaterowie albo nic nie mówią i wyrażą swoje uczucia mimiką, albo słów ich wypowiedzi zwyczajnie nie poznajemy. I jest to pierwsza (z nielicznych) zalet tego komiksu. Nawet w kinie niemym pojawią się plansze z tekstem, zatem filmy sprzed przełomu dźwiękowego nie oznaczają zupełnej rezygnacji z dialogów. W przypadku Nowożeńców postaci nie wypowiadają ani słowa. Oczywiście pojawią się napisy typu szyld z nazwą motelu albo jakiś slogan na zapalniczce, lecz nie zaburzają one tego ogólnego poczucia oglądania, nie czytania.

Za scenariusz Nowożeńców odpowiadają Thomas Jane oraz Tab Murphy, stroną wizualną natomiast zajął się Thomas Ott. Komiks liczy niespełna siedemdziesiąt stron i nawet przy uważnej i nieśpiesznej lekturze zapoznanie się z jego zawartością może potrwać raptem kilka minut. Na pojedynczej stronie pojawia się od jednej do czterech kratek. Często wypełniają je sugestywne zbliżenia na twarz postaci albo daną część ich ciała. Takie rozwiązanie zdecydowanie przyśpiesza kartkowanie.

nowozency

I tutaj dochodzimy do pewnego mankamentu. O ile pomysł rezygnacji z dialogów jest świetny, tak zawodzi przebieg samej akcji. Poza początkiem, gdy dość szczegółowo zostaje nakreślone wnętrze pomieszczenia i zwracamy uwagę na mnogość rekwizytów (myśląc, że może niczym w Lost: Zagubieni do czegoś ta wiedza nam się później przyda), zasadnicza część historii opiera się na bieganiu i podobnych emocjach bohaterów. Oczywiście uzasadnione jest to całą intrygą oraz gatunkiem (w końcu w horrorze zazwyczaj ktoś jest w opałach), ale powtarzalny wytrzeszcz oczu protagonisty i skrzywione wargi wprowadzają znużenie.

Schemat goni schemat

Dopiero po skończeniu komiksu, na jego tylnej okładce trafiłem na następujący komunikat: „Thomas Ott, znany polskim czytelnikom z Exit czy Cinema Panopticum, tym razem stworzył adaptację niezależnego amerykańskiego thrillera”.

I to czuć. Przez blisko siedemdziesiąt stron nie mogłem się pozbyć wrażenia, że fabuła to kalka jednego z wielu amerykańskich filmów, jakie powstawały w latach 90. Nie mówię o horrorowej klasyce z wcześniejszej dekady, lecz serii slasherów i podobnego rodzaju horrorów, w których coś nagłego wydarzyło się na drodze, dany bohater spotkał jakiegoś nieznajomego i w efekcie wpada w kłopoty albo w środku nocy zatrzymuje się w stojącym na uboczu motelu…

Co prawda na tylnej części okładki mamy informację o thrillerze (nie wiadomo, z którego roku, ale najwyraźniej fabularnie nie odbiega on od wspomnianej serii filmów z końca poprzedniego wieku), niemniej Nowożeńcy promowani są jako horror, a na stronie, na której nabyłem komiks, także znajdowali się w zakładce dla tego gatunku. Zresztą sama okładka jasno wskazuje na to, że czeka na nas coś więcej niż thriller.

Szkoda, że ostatecznie historia tak mocno rozczarowuje. Właściwie trudno mi wskazać przynajmniej jeden motyw, którego nie znalibyśmy z kina thrillera czy horroru. Te wszystkie niespodziewane incydenty na drogach, morderstwa w motelach czy zamykające pewne koło „szokujące” zakończenia mamy przeżute, skonsumowane i dobrze przetrawione. Dzieło Otta, Murphy’ego oraz Jane’a nawet na chwilę nie próbuje nas zaskoczyć.

Czy są jakieś plusy?

Na upartego można wskazać kilka zalet. O warstwie słownej (czy właściwie jej braku) już pisałem. Na pewno przydałoby się także rozbudować portret dziewczyny, czyli połówki tytułowych nowożeńców. Z kilku kratek dowiadujemy się, że jest atrakcyjną blondynką z przeszłością zawodową w klubie go-go i przez pewien czas możemy się spodziewać, że to ona będzie wiodącą protagonistką tej historii. Niestety, przez gapiostwo jej partnera musimy ją zostawić i zacząć towarzyszyć samemu mężczyźnie. Ten niestety jest postacią nijaką.

Sama kreska również może się podobać. Jadący niemal w zupełności pokrytą mrokiem drogą samochód, sceny przemocy czy operowanie wyłącznie czernią oraz bielą to mocne punkty Nowożeńców. Niestety, poziomem nie dorównała narracja.

Recenzja Nowożeńców – podsumowanie

Nowożeńcy to przeciętny, ładnie opakowany (z niezłą okładką oraz szeregiem zachwycających opowieść hasełkami recenzentów) komiks, który można dosłownie przeczytać w oczekiwaniu na przesiadkę na przystanku tramwajowym albo w przerwie meczu Ligi Mistrzów. Mimo wszystko dla zadbania o odpowiednie warunki dla obcowania z horrorem i tak polecam czytanie tego utworu po zmroku, w ciszy, gdy sąsiedzi już śpią. Przestraszyć nie przestraszy, ale przynajmniej mamy pewność, że to nie wina słonecznej pory dnia albo dobiegającego zza okna hałasu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o