Najważniejsze polskie komiksy ostatnich 10 lat. Część 1

Aleksander Denkiewicz Publicystyka Publikacja: 28.03.2019, 12:53 Aktualizacja: 28.03.2019, 12:53
To było bardzo dobre 10 lat dla polskiego komiksu. Zwłaszcza w drugiej tej połowie dekady wydawnictwa przedstawiły nam dużo bardzo dobrych i wybitnych polskich komiksów, z których niektóre wywołały wielkie dyskusje czy zdobyły popularność wśród szerokiego grona odbiorców poza Komiksowem.
polskie komiksy dekady 1
264 Udostępnień

Być może do końca tego roku jeszcze czeka nas jakieś objawienie, ale my już teraz przedstawiamy wam subiektywną listę najważniejszych 10 komiksów ostatnich 10 lat.

Chopin New Romantic

Chopin New Romantic

Dekada zaczęła się dla polskiego komiksu bardzo głośno. Niestety nie był to powszechny aplauz, tylko raczej huk pękających…

Ale zacznijmy od początku. Z okazji 150-lecia urodzin wybitnego polsko-francuskiego muzyka rok 2010 ustanowiono Rokiem Chopinowskim. Wiązało się to z mnóstwem wydarzeń kulturalnych, wystaw, koncertów i okolicznościowych wydań. Jednym z nich miała być antologia komiksowa z motywem przewodnim Chopina finansowana przez ambasadę RP w Berlinie i Ministerstwo Spraw Zagranicznych pod tytułem „Chopin New Romantic”. Autorami pracy są znani polscy twórcy: Jakub Rebelka, Jacek Frąś, Agata „Endo” Nowicka, Grzegorz Janusz i Krzysztof Ostrowski. I właśnie komiks tego ostatniego wzbudził największe kontrowersje.

„Na ch*j on tam stoi?”, „Gdzie jest ta c**a?”, „J**ny cweloholokaust”. To tylko próbka słownictwa, którego w swoim komiksie użył Krzysztof Ostrowski. Komiks wpadł w ręce jakiegoś społecznika i posypała się lawina. Reportaże w wiadomościach, wywiady, pełne oburzenia felietony, szukanie winnych, oświadczenia ze strony MSZu. Trzeba przyznać, że chyba nigdy wcześniej o polskim komiksie nie mówiono tak głośno w mediach głównego nurtu. Wydaje mi się również, że był to też swego rodzaju papierek lakmusowy tego, jak w Polsce odbiera się komiks.

Komiks niekoniecznie dla dzieci

Za przykład może tu posłużyć cytat z pracownicy ambasady RP w Niemczech: „Skoro komiks, to wychodziliśmy z założenia, że fajnie by było rozdać to na Dzień Polski w szkołach.” A tu klops, okazuje się, że „skoro komiks”, to niekoniecznie musi być on dla dzieci. W wyniku całej afery MSZ najpierw zdecydował o zniszczeniu całego nakładu, ostatecznie jednak komiks został oszczędzony, ale pozbawiony stron, na których widoczne było polskie godło.

Na koniec warto przytoczyć też znamienny cytat z oświadczenia Ministerstwa: „postanowiono o zmianie docelowych grup adresatów komiksu i skierowaniu go do zainteresowanych środowisk twórczych i artystycznych, zwłaszcza reprezentatywnych dla tego środka ekspresji twórczej, jakim jest sztuka komiksu.” Artyści niech czytają co chcą, może być to nawet przeklinający Chopin, ale my nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. I to chyba najlepiej pokazuje podejście do komiksowego medium większości Polaków.

Będziesz smażyć się w piekle

Bedziesz smazyc sie w piekle

Chyba możemy już z całą pewnością powiedzieć, że to najważniejszy dotychczas komiks w dorobku Krzysztofa „Prosiaka” Owedyka. Ten, znany głównie z trzeciego obiegu twórca, podjął się ambitnego zadania stworzenia pełnoprawnej powieści graficznej o członkach fikcyjnej (choć wzorowanej na rzeczywistości) kapeli metalowej Deathstar. Główny bohater od lat podziwia swoich idoli i kiedy ma szansę do nich dołączyć, liczy na to, że wraz ze spełnieniem marzeń przyjdą w końcu pieniądze, które pozwolą mu na utrzymanie rodziny. Czeka go jednak brutalne zderzenie z rzeczywistością.

Ten komiks to nie tylko gorzka refleksja na temat realiów panujących na polskiej scenie metalowej, ale też wzruszająca opowieść o szukaniu życiowych priorytetów, znaczeniu więzów rodzinnych i o kompromisach, na jakie musimy czasem iść ze swoimi marzeniami. „Prosiak” spisał się na medal, co zaowocowało całkowicie zasłużonym workiem nagród: na Festiwalu Komiksowa Warszawa za najlepszy polski komiks, najlepszego scenarzystę i najlepszego rysownika, na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi za najlepszy polski album komiksowy. Czy mogło być jeszcze lepiej? Owszem!

W lipcu 2017 roku autor podzielił się wieścią, że sprzedane zostały prawa do ekranizacji komiksu. Od tego czasu w temacie niestety panuje cisza, ale trzeba liczyć na to, że prace nad projektem konsekwentnie posuwają się do przodu. Lepszej okazji do pokazania szerokiej widowni, że polski komiks niczym nie odstaje od zachodniego szybko nie będzie.

Totalnie nie nostalgia

Totalnie Nie Nostalgia

Przepis na sukces był prosty. Wciągający, zaangażowany scenariusz opierający się na wspomnieniach Wandy Hagedorn, z którymi może się utożsamiać duża część czytelniczek wychowanych w PRLu, dość proste, ale wybitne ilustracje Jacka Frąsia i… mega fachowo poprowadzona akcja promocyjna.

Okazuje się, że dwa wydawnictwa (komiks został wydany wspólnie przez Kulturę Gniewu i Wydawnictwo Komiksowe) mogą w tej kwestii zdziałać zdecydowanie więcej niż jedno, co zaowocowało wieloma artykułami w prasie mainstreamowej, licznymi wywiadami z autorką scenariusza i znalezieniem się w publikacji podsumowaniach noworocznych dotychczas raczej zarezerwowanych tylko dla książek.

Okazało się, że można dotrzeć z komiksem do osób, które zazwyczaj nie sięgają po „książki z obrazkami”, a do dzisiaj zdarza mi się usłyszeć od osób w dowolnym wieku, że to ich jedyne spotkanie z tą formą narracji. Sukces komercyjny idzie tu w parze z sukcesem artystycznym, co poskutkowało dwiema nagrodami przyznanymi przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe: za najlepszy polski i komiks i dla najlepszego rysownika.

Komiks, który zainaugurował Nowy Komiks Polski

Warto też wspomnieć, że komiks ten był ważny również z innego powodu – zainaugurował bowiem cykl „Nowy Komiks Polski”, pod którego szyldem Wydawnictwo Komiksowe w następnych latach opublikowało właściwie tylko wybitne lub, w najgorszym wypadku, dobre dzieła polskich twórców. Szkoda, że zakończy on swój byt razem z Wydawnictwem, które zapowiedziało wygaszanie swojej działalności.

Jak schudnąć 30 kg? Prawdziwa historia miłosna

Jak schudnac 30 kg

Czas na komiks, który nie obił się bardzo szerokim echem w mediach, ale wywołał prawdziwą burzę w Komiksowie. Na początku bohater mówi tak: „Nazywam się Tomek Pstrągowski i opowiem wam o najbardziej żenującym okresie życia”. A później opowiada nam o swojej toksycznej, ciągnącej się latami relacji miłosnej (?) z o wiele młodszą od siebie, niepełnoletnią dziewczyną. Wywala tym samym wszystkie brudy, które mu się przydarzyły, uzewnętrznia się, wyrywa z siebie bebechy i pokazuje je czytelnikowi.

Nie dziwne, że komiks wywołał zdecydowane reakcje. W końcu opowiada o dorosłym facecie, który wykorzystuje i psychicznie usidla gimnazjalistkę, po czym masturbuje się do jej nagich zdjęć. Pstrągowski nie szczędzi nam najbardziej żenujących szczegółów swojego życia.

No właśnie, tylko czy to rzeczywiście jest jego życie? Warto pamiętać, że Pstrągowski pisał swoją pracę doktorską właśnie o komiksach autobiograficznych. I o tym, jak ściemniają w nich autorzy. Bo czy jeśli główny bohater powie nam, że nazywa się tak jak autor, to czy automatycznie wszystko, co zostaje opisane na kartach komiksu staje się prawdą? Czy jak w tytule mamy napisane „prawdziwa historia”, to musimy temu wierzyć?

Pstrągowski inteligentnie bawi się z czytelnikiem i daje sygnały z wielkim czerwonym napisem „uważaj!” już w biogramach autorów (z błędami) i w cytacie na pierwszej stronie (z błędnie przypisanym autorstwem). Jest to komiks, który poza brudzącą czytelnika historią (dzięki czemu po lekturze jego własne życie wydaje mu się stosunkowo czyste), skłania do refleksji na temat autobiografizmu i tego, co sprawia, że wierzymy autorowi tylko dlatego, że siada i niczym Jerzy Urban w stroju księdza popalając papierosa mówi „tak było”. Fascynujące i ambitne przedsięwzięcie zdecydowanie wykraczające poza ramy komiksu.

Tam gdzie rosły mirabelki

Tam gdzie rosly mirabelki

Chwytająca za serce historia czterech kumpli spod bloku. Każdy ich kojarzy. Przesiadują całym dniami w okolicach swojego osiedla, piją piwo, rozmawiają o życiu, czasem potrzebują paru drobnych na pół litra, czasem przegonią jakiegoś obcego, który akurat im się nie spodoba. Jan Mazur, z wykształcenia antropolog, świetnie odrobił swoją pracę domową obserwując tego typu osoby, wychwytując ich zachowania, przedstawiając ich z pewnym przerysowaniem, ale i ogromną dawką zrozumienia.

W warstwie fabularnej jest to komiks bardzo dobry, ale swoje znaczenie według mnie zawdzięcza kresce, jaką został narysowany. A raczej jej braku. Jan Mazur posługuje się stylem, który na pierwszy rzut oka można nazwać „patyczakami”, i w sumie nie będzie to daleko odbiegało od prawdy. Od razu podniosły się głosy, że komiks to nie tylko scenariusz, ale też rysunki, i że jak ktoś nie umie rysować, to nie powinien się za to brać, zwolennicy realistycznego rysunku frankofońskiego w najlepszym wypadku patrzyli z powątpiewaniem, jak ktoś typował ten tytuł do różnych rocznych podsumowań najlepszych komiksów.
Autor ze skromnością mówi, że wynika to po prostu z jego braków warsztatowych, ale trzeba przyznać, że ta „patyczakowatość” dodaje całej historii ogromną dawkę uniwersalności a przedstawienie takiego wachlarza emocji, z jakimi mamy do czynienia w Mirabelkach za pomocą ledwie kilku kresek wymaga czasem nie mniejszego kunsztu niż przy tworzeniu realistycznej, szczegółowej lokomotywy czy… pleców konia.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o