Wojna Gwiazd, czyli Gwiezdne Wojny w PRL [WYWIAD]

Radosław Dąbrowski Publicystyka Publikacja: 16.05.2020, 15:32 Aktualizacja: 16.05.2020, 15:33
Tak pomyśleliśmy o przepisie na sukces tematyczny. Popkultura, Star Wars, PRL, retro - takie okazały się być składniki złotego tematu - mówi o kulisach powstania dokumentu Wojna Gwiazd Radosław Salamończyk, reżyser filmu o fenomenie Gwiezdnych Wojen w czasach PRL-u. Zapraszamy do lektury wywiadu!
fani Gwiezdnych Wojen przed poznańskim kinem Rialto
98 Udostępnień

Geneza Wojny Gwiazd

Radosław Dąbrowski: Przed realizacją danego dzieła reżyser powinien zadać sobie dwa pytania: Dlaczego chcę ten film nakręcić? Dlaczego miałaby ten film obejrzeć widownia? Jakich odpowiedzi udzielił Radosław Salamończyk i jak dawno dawno temu w odległej galaktyce miało to miejsce?

Radosław Salamończyk: Gwiezdne Wojny to uniwersum, które swego czasu wciągnęło mnie za dzieciaka totalnie. Szczególnie lata 2002-2005 wydają się dla mnie fantastycznym czasem oczekiwania na kolejne książkowe historie z Expanded Universe. W tym czasie również ukazały się takie tytuły do ogrania jak Jedi Knight: Jedi Outcast czy Knights of the Old Republic. Myślę, że każdy fan ma taki swój złoty czas zainteresowania swoim ukochanym uniwersum.

No i wszystko, co dobre lub dla niektórych fanów złe, w pewnym momencie się kończy. Disney przejął markę, a książki z Expanded Universe, które faktycznie zaczęły trochę zjadać swój ogon i nie mogły już zaskoczyć niczym większym, zostały potraktowane jako legendy, kanon alternatywny.

Co się wtedy zmieniło?

I to był trochę taki moment krytyczny, który zawsze wyjmuje z mojej pamięci, kiedy zastanawiam się nad genezą Wojny Gwiazd. Po obejrzeniu przyjemnego dokumentu The People vs. George Lucas Alexandra O. Philippe’a zacząłem widzieć w tym wszystkim ludzi i ich emocje, ich przywiązanie do własnych wersji odległej galaktyki. Bo oto historie, którymi żyli przez ostatnie 20 lat, kolekcjonowali je, zostały uznane za wersję alternatywną.

Polskie bootlegi, czyli figurki polskiej produkcji z lat 80.

Trzeba było w pewnym sensie pożegnać się z niektórymi uwielbianymi bohaterami wykreowanymi w Legendach: Marą Jade czy Corranem Hornem (choć niektórzy tacy jak Thrawn wracają, ale to już zupełnie inne zdarzenia.) Nie wszyscy się cieszyli, mimo zapowiedzi nowej filmowej trylogii.

Jakie reakcje wywołało to w środowisku?

Pamiętam taką akcję – gdzieś na jakimś skwerku grupa z redakcji portalu Bastion Polskich Fanów Star Wars spaliła symbol EU – książkę Dziedzic Imperium, dodając tragikomiczny komentarz w stylu: „To już jest nic nie warte, to się nie wydarzyło, to legendy”. Ten płomienny performance spowodował wtedy lawinę oburzonych komentarzy. Fandom Star Wars to trochę skonfliktowane w pewnych kwestiach środowisko, emocji nie brakuje.

I teraz wracając do filmu – to był czas, gdy zacząłem pierwsze zabawy z kamerą, montażem i pewnymi próbami okołofilmowymi. Wymarzyłem sobie dokument o fanach Star Wars – tych zapaleńcach, kolekcjonerach, skłóconych forumowiczach i tych biegających w strojach szturmowców, mandalorian czy Jedi. Może uchodzą oni za nieco toksyczny fandom, ale jednak jeśli chodzi o akcje charytatywne, jak na przykład WOŚP, to są na pierwszej linii ognia, bo super jest sobie zrobić zdjęcie z gościem w zbrojni szturmowca.

Tak miała powstać polska dokumentacja tego zjawiska z kulminacją na premierze Epizodu VII.

Nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Niestety, nie zdążyłem. I z przygotowaniami, i z umiejętnościami. Wtedy to, blisko premiery Przebudzenia Mocy, poznałem Kubę Turkiewicza, który od lat archiwizował coś, co rozpaliło moją wyobraźnię. Był to fenomen Gwiezdnych Wojen w czasach PRL: wycinki, zdjęcia, plakaty, figurki – jest tego sporo.

Fanowski rysunek z lat 80-tych na konkurs zorganizowany przez brzeski fanklub Star Wars Falcon

Stwierdziliśmy, że możemy się spotkać w połowie drogi – trochę edukacji i trochę opowieści o ludziach, ale zaczniemy od początku. W tym czasie odkryłem też echa nostalgii w Internecie za minioną epoką PRL. I tak pomyśleliśmy o przepisie na sukces tematyczny. Popkultura, Star Wars, PRL, retro – takie okazały się być składniki złotego tematu.

A więc dlaczego? Bo miałem marzenie zrobić coś dookoła tematu, który mnie tak pochłonął za dzieciaka, a była okazja zbadać i odkopać coś mało znanego młodszym fanom. Research był praktycznie gotowy – Jakub zdołał solidnie zbadać temat na przestrzeni kilku lat. W styczniu 2018 roku zaczęliśmy od nakręcenia krótkiego wywiadu, a potem to wszystko rozrosło się do śmielszych planów.

Narrację dokumentu zbudowali rozmówcy

Dokument miał opowiedzieć się po której ze stron konfliktu w środowisku fanów gwiezdnej sagi?

Tych sporów w środowisku fanów nigdy nie brakowało, ale wydaje mi się, że przed kilkudziesięciu laty było ich mniej ze względu na inny rodzaj komunikacji. Wtedy była to przeważnie korespondencja listowa. Myślę, że w Wojnie Gwiazd chcieliśmy więcej opowiadać o tych budujących aktach – współpracy, łączenia się entuzjastów, którzy podejmowali inicjatywy zrzeszania się i obcowania w towarzystwie ludzi o podobnych pasjach.

Jeżeli chodzi o wywiady, które budują film, nie staraliśmy się mocno nakierowywać na określone tematy. Może dzięki temu nasi rozmówcy są bardzo wiarygodni i wywołują uczucie nostalgii, kiedy słuchamy ich opowieści sprzed 40 lat. Jeśli natomiast zwrócimy uwagę na edukacyjną wartość filmu, to będzie to chyba ta surowa obserwacja, przedstawienie faktów takich, jakie one były.

Ale całe szczęście znalazło się też miejsce na refleksje i emocje – tę narrację zbudowali rzeczywiście nasi rozmówcy, my tylko znaleźliśmy na nie miejsce w filmie.

Podejrzewam, że przeprowadzenie rozmów zajęło nawet kilka godzin, a w Wojnie Gwiazd możemy poznać ich zaledwie niewielką część.

Fakt, tych kilkanaście wywiadów w filmie to kilkadziesiąt godzin rozmowy. Każdy z naszych rozmówców znalazł się przed kamerą z pewnego konkretnego powodu. Mieliśmy oczywiście pytania kluczowe, ale poza głównym tokiem rozmowy zawsze udało się dowiedzieć czegoś więcej, czegoś, co nasi bohaterowie sobie przypomnieli z tamtego okresu.

Postawiliśmy na porządek tematyczny i ku naszemu zaskoczeniu w trakcie montażu okazało się, że mimo iż nie moderowaliśmy rozmów w żaden większy sposób, nasi rozmówcy wspaniale się uzupełniają i łapią wspólny rytm. Moc czuwała nad montażem naszego dokumentu, bowiem czas nieubłaganie zmuszał nas do złożenia całości w miesiąc, przed premierą na Octopus Film Festival w 2018).

To była wielka selekcja i układanka, codziennie przez miesiąc. Ale co dwie głowy to nie jedna – razem z Jakubem odbijaliśmy się pomiędzy oczekiwaniami do filmu a wspólnym kompromisem. Udało się go wypracować – ja chciałem zrobić film o nostalgii i emocjach, Jakubowi zależało, aby nadać naszej dokumentacji wartość edukacyjną, przedstawić jak najszerszy kontekst.

Mam nadzieję, że ten przepis się sprawdził i film ma bardziej uniwersalną wartość dzięki połączeniu naszych planów.

Wojna Gwiazd to efekt współpracy duetu. Stanowiła jednorazową przygodę?

Bez wątpienia nie brakowało dyskusji i nie zabrakło nerwów, ale chyba o to chodzi. Jeśli podejmiemy dalsze prace nad kontynuacją tematu w formie filmu dokumentalnego, na pewno damy sobie więcej czasu na pewne etapy. Po publikacji dokumentu na YouTube chcemy wraz z Jakubem dalej rozwijać nasz kanał. Póki co wciąż działamy na tym polu – rozpoczęliśmy prace nad podcastem wideo Wojna Gwiazd. Kroniki.

Będziemy w nim rozmawiać o kwestiach, które do filmu się nie załapały, a które wydają się nam szczególnie ciekawe w odkrywaniu polskiej wersji zjawiska Gwiezdnych Wojen. I tak pierwszy odcinek traktuje o pierwszej, telewizyjnej emisji Nowej Nadziei w Polsce w 1989 roku. Będziemy wracać do tematów PRL-u, szczególnie jeśli chodzi o fandom, ale powoli będziemy też wchodzić w lata 90., bowiem tutaj zaczyna się kolejny rozdział polskiego fandomu Star Wars, którą być może opowiemy w kontynuacji.

Doświadczenie z produkcji dokumentu zmieniło coś w waszym warsztacie pracy?

Działamy w naszej sprawdzonej formule – Jakub przygotowuje fakty i źródła, ja sklejam materiał do ostatecznej formy. Mierzą się tutaj nasze dwa podejścia – jego, jako fana starszej daty, który pamięta polską premierę w 1979 roku w kinach, oraz moje, jako tego, który historię swojej galaktyki liczy od obejrzenia Mrocznego Widma nagranego przez tatę na VHS z Canal+. Raz coś ode mnie, raz coś od Jakuba.

W naszej dyskusji staramy się przytoczyć widzom nie tylko wykopaliska z pamięci fanów, ale również opowiedzieć o towarzyszących zjawiskach. Mam na myśli obszary, które szczególnie mogą zainteresować kulturoznawców, socjologów czy historyków.

Porywanie się z motyką na słońce?

Niesłusznym byłoby określanie cię mianem filmowca-amatora, ale Wojna Gwiazd stanowi dzieło człowieka, który nie ma za sobą łódzkiej filmówki czy innej tego typu szkoły.

Od kilku lat działam w tematach okołofilmowych, pracuję obecnie jako montażysta, czasami znajdę się za kamerą. Możliwości realizacyjne w dzisiejszych czasach są ogromne. Myślę, że to nie wykształcenie powinno determinować nasze działania – przecież chcieć to znaczy móc.

kadr z dokumentu Wojna Gwiazd

Miałem przesłanki, że być może porywam się z motyką na słońce, ale ostatecznie to wszystko udało się dopiąć do końca. Wojna Gwiazd to też nie był film realizowany w jakimś specjalnym systemie produkcyjnym. Byłem ja, Kuba i kilka osób, które nam pomogło, więc trzeba to nazwać totalnie niezależnym przedsięwzięciem. Być może w przyszłości będę zastanawiać się nad zbiorem funduszy, aby móc pracować z pełniejszą ekipą techniczną.

Nakręcenie filmu to jeden etap, drugim zaś jest jego promocja. 

Co do promocji filmu, to nigdy nie szarpaliśmy się o jego reklamowanie gdzie tylko się da. To temat filmu był swego rodzaju czynnikiem autopromocyjnym. Wiele portali filmowych i nie tylko pisało o produkcji czy na premierze dokumentu na YouTube bez naszej prośby. To bardzo cieszy, że wieść o Wojnie Gwiazd wędruje samodzielnie przez różne kanały.

Obecnie będziemy starać się o kolejnych widzów dla filmu – od początku kwietnia można go oglądać na naszym na kanale na YouTube, regularnie warto odwiedzać także fanpage Wojny Gwiazd. Być może będzie jeszcze okazja pokazać go na jakimś festiwalu filmów dokumentalnych, w końcu w sali kinowej ten film ma zdecydowanie więcej charakteru. Na YouTube Wojna Gwiazd trafiła w wyniku naszej wspólnej decyzji – odwołano kilka specjalnych pokazów, kwarantanna zaś stworzyła szeroką widownię w sieci.

Wojna Gwiazd to utwór powstały z myślą wyłącznie o rodzimej widowni?

Wiedziałem, że temat może podejść szczególnie w Polsce, ale nie brakuje choćby zagranicznych kolekcjonerów, którzy polują na polskie figurki z okresu PRL-u. Myślę, że Wojna Gwiazd i dla nich może być interesującym filmem. Postaraliśmy się o angielskie napisy do filmu i być może wkrótce ktoś na zachodzie również pozna tę historię, obejrzy polskie plakaty, figurki a i dowie się czegoś o polskiej historii.

Bohaterowie filmu to siłą rzeczy osoby starsze, wychowane w epoce PRL-u. Młodsze pokolenie może poczuć tę samą wielką pasję i emocje do Gwiezdnych Wojen?

Uważam, że każde pokolenie ma swoją wersję Odległej galaktyki. Ja sam zacząłem od Mrocznego Widma w 1999 roku, potem przyszła stara trylogia i Expanded Universe. Trylogia od Disneya zakończyła się i minie parę lat, zanim emocje ochłoną, ale ona również oczarowała pewnie część młodego pokolenia. I tutaj nie ma zasady, bo i w naszym filmie są fani pamiętający PRL, którzy są entuzjastami nowych filmów.

Wojna Gwiazd to wspomnienia najstarszych fanów Gwiezdnych Wojen

Gwiezdne Wojny w 1979 roku musiały być innym filmem wtedy, w czasie tylu deficytów, niż ten, który ja oglądałem na VHS z wydania wersji specjalnej z 1997. Dla młodych ludzi w tamtym czasie musiało to być coś niesamowitego, zupełnie inna jakość, inny rozmach. Ale dla mnie takim zachwytem była Zemsta Sithów. Pierwszego wrażenia nic nie zmieni, jak mówi w naszym filmie Piotr Cholewa. I chyba każdy fan Star Wars powinien czerpać z tego uniwersum to, co go wzrusza i raduje.

A czego życzyłbyś widzom swojego dokumentu?

Życzę im satysfakcjonującego seansu – starszym widzom wzruszenia i nostalgii za minioną epoką, tym młodszym „siły (Mocy!)” na poznanie historii, a fanom Gwiezdnych Wojen nowego spojrzenia na dzieje ich ruchu. Razem z Jakubem żywimy nadzieję, że w tym filmie każdy znajdzie coś dla siebie – od historycznych faktów po opowieść o ludziach i ich marzeniach.

Myślę, że po seansie każdy polski fan poczuje się wyjątkowo i uwierzy, że korzenie tej fascynacji zaczęły się dawno, dawno temu w czasach PRL-u. Gwiezdne Wojny wciąż przecież łączą pokolenia i to chyba najpiękniejsza Moc tego filmu. Życzymy tego, aby Siła była z wami Gwiezdni Myśliwcy!


Radosław Salamończyk – reżyser filmu dokumentalnego Wojna gwiazd, aktor poznańskiego Teatru u Przyjaciół i absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Grafiki w artykule pochodzą z prywatnego archiwum rozmówcy.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o