Virtua Tennis 3 – Kultowe Gry Sportowe #3

Radosław Dąbrowski Publicystyka Publikacja: 5.01.2020, 13:00 Aktualizacja: 5.01.2020, 13:00
Rozpoczął się nowy rok, zatem do startu tenisowego sezonu pozostało naprawdę niewiele. Z okazji zbliżającego się Australian Open w ramach naszego cyklu postanowiliśmy przypomnieć przełomową dla serii gier o tenisie pozycję – wydaną w 2007 roku Virtua Tennis 3.
virtua tennis 3 - kultowe gry sportowe
5 Udostępnień

Virtua Tennis 3 – gra o tenisie jakiej potrzebujemy?

Tenis to sport, który jeszcze nie doczekał się idealnego symulatora zmagań na korcie. Jak w przypadku piłkarskich serii sporo jest narzekań na brak rozwoju i być może te najbardziej ekscytujące (choć nie tak doskonałe graficznie) części już za nami, tak sympatycy tenisa chyba wciąż muszą czekać na naprawdę zachwycającą grę.

Oczywiście nie jest to sport szczycący się popularnością pokroju piłki nożnej, koszykówki czy w wielu krajach nawet hokeja na lodzie, zatem docelowa grupa graczy jest zdecydowanie mniejsza, przez co twórcom potencjalnej gry o tenisie może się wydawać, że oczekiwania nie są tak spore albo przynajmniej nie warto się aż tak starać. I rzeczywiście dyskusji na temat produktów umożliwiających wirtualne poodbijanie piłeczki przez siatkę nie znajdziemy przesadnie sporo.

Niemniej od kilku lat w przypadku serii Virtua Tennis czy Top Spin zauważalny jest pewien progres i próby proponowania użytkownikom coraz to ciekawszych części. W dzisiejszym artykule skupimy się na Virtua Tennis 3 – grze, która w 2007 roku była pewnym przełomem. Wydana została na PC, Xbox 360, PlayStation 3 oraz PSP, zatem skorzystać z niej mogli gracze preferujący rozmaite urządzenia.

Gem, set, mecz, czyli o rozgrywce w Virtua Tennis 3

W porównaniu do swoich poprzedników Virtua Tennis 3 stanowi wyraźną różnicę od strony graficznej. Nic w tym dziwnego, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że od drugiej części serii minęło aż pięć lat. Przez ten czas udało się udoskonalić wygląd zawodników i zadbać nie tylko o podobieństwo ich twarzy do tych, które na co dzień podziwiamy na ekranie telewizora, lecz także o ruch fizyczny, charakterystyczny dla danego tenisisty sposób poruszania się na korcie czy układ sylwetki podczas serwowania.

Skoro jesteśmy przy tenisistach, to od razu warto podkreślić poważny mankament, który także obecny jest w następnych częściach serii. Chodzi mianowicie o mocno ograniczoną ilość zawodników. Trzynastu mężczyzn oraz raptem siedem kobiet to zdecydowanie zbyt uboga lista, a taką właśnie zaproponowali nam twórcy gry. Oczywiście w obu gronach nie brakuje zarówno największych, dominujących w tym sporcie sław (Rogera Federera, Rafaela Nadala, Andy’ego Roddicka, Marii Szarapowej, Venus Williams czy Martiny Hingis), jak i plasujących się na niższych rankingowych pozycjach graczy (jak Sébastien Grosjean, Taylor Dent czy Nicole Vaidišová), ale to wciąż zwyczajnie za mało.

W przypadku mężczyzn przydałoby się przynajmniej poszerzyć skład o trzy nazwiska, aby przy szesnastu zawodnikach zaistniałaby możliwość rozegrania jakiegoś turnieju od etapu 1/8 finału. U pań sytuacja jest już zupełnie dramatyczna – jak tu się dobrze bawić, gdy mamy do dyspozycji zaledwie siedem zawodniczek? Co prawda w Virtua Tennis 2009 zwiększono liczbę kobiet, ale za to ubyło dwóch panów… (nie liczę nowości w postaci zawodników-legend).

Wzloty i upadki, upadki i wzloty

Wiąże się to wszystko z innym mankamentem, a mianowicie ograniczonym trybem kariery. Na starcie rozgrywki możemy stworzyć własnego zawodnika i tutaj pochwała dla twórców za to, że mamy do dyspozycji szereg trykotów i ubieramy naszego tenisistę wedle preferowanego stylu. Sam tryb kariery też niesie ze sobą pewien potencjał, ale podstawową wadą jest to, że nudzi się on dość szybko. Głównie za sprawą powtarzających się naszych rywali. Po kilku godzinach kolejna potyczka nawet z Federerem czy Roddickiem staje się czymś żmudnym, coraz mniej ekscytującym. Zaletą trybu natomiast jest to, że nie tak prędko osiągniemy wysoki poziom grania i mamy poczucie, że startujemy z pozycji gracza naprawdę nisko klasyfikowanego. Jak w życiu.

Słowa pochwały należą się także za przygotowanie kortów. Po pierwsze, wizualnie przypominają te rzeczywiste, na których się wzorowano, a po drugie, panuje zupełnie inna atmosfera na korcie w Melbourne, Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. O inny klimat dbają również zróżnicowane warunki atmosferyczne oraz pora dnia, w jakiej odbywa się mecz. Na londyńskiej trawie gramy w towarzystwie słońca, podobnie jak na paryskiej mączce, na twardych kortach od Jankesów z kolei pobiegamy po zmroku przy sztucznym oświetleniu.

Virtua Tennis 3 to również przełom pod kątem detali. Naturalnie wyglądający tor lotu piłki, odgłosy wydawane przez tenisistów w zależności od etapu wymiany oraz włożonego przez nich wysiłku czy słyszalne szmery dobiegające ze strony publiczności to szczegóły, które wzmacniają poziom realizmu gry. Na paryskim korcie natomiast pozostawimy ślady na korcie – obecne aż do momentu przerwy, gdy odpowiedzialne za to służby wyrównają teren. Poza tymi czterema najważniejszymi obiektami mamy do dyspozycji kilka mniejszych stadionów, np. w Rzymie, Barcelonie czy Düsseldorfie.

Poza tym sama gra jest bardzo przyjemna. Oczywiście, że zauważalne są pewne ograniczenia w zagraniach tenisistów, po kilku partiach bowiem można wyczuć pewne schematy w rozgrywanej wymianie, a sporo do poprawy pozostawia np. funkcja serwisu. Niemniej Virtua Tennis 3 to prawdziwy przełom i z perspektywy czasu jedna z dwóch, może trzech tenisowych pozycji, do których lubię wracać.

Virtua Tennis 3 – podsumowanie

Virtua Tennis 3 nie jest dziełem pozbawionym wad, ale produkt Sega wyznaczył słuszny kierunek w doskonaleniu serii gier poświęconych tenisowej rozgrywce. Nawet po upływie ponad dziesięciu lat od dnia premiery strona graficzna pozostaje przyjemna dla oka, a precyzyjnie wykonane sylwetki zawodników zachęcają do podjęcia walki na jednym z kilku równie dobrze przygotowanych kortów.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o