We’re Here [RECENZJA]. Święta trójca dragu na ratunek

Agnieszka Kocznur Seriale Publikacja: 21.04.2020, 9:33 Aktualizacja: 21.04.2020, 9:33
Międzynarodowy sukces RuPaul’s Drag Race otworzył drogę do kariery w show businessie dla wielu drag queen. Warto tu wspomnieć chociażby netflixowe serie takie jak Dancing Queen, Tales of the City, AJ and the Queen, kreskówkę Super Drags, Drag Me Down the Aisle na TLC, bardziej niszową Dragulę czy vicelandowe The Trixie and Katia Show. Do drag-inspirowanych stacji dołącza właśnie HBO z nowym dokumentalnym reality-show.
we're here - recenzja
0 Udostępnień

Drag Queens w biblijnych pasach

Shangela, Eureka i Bob the Drag Queen są gwiazdami znanymi każdej osobie, która kiedykolwiek interesowała się dragiem. Jednak w nowej serii We’re here nie rywalizują między sobą, a w każdym odcinku pomagają trzem osobom, które nigdy nie miały z tym nic wspólnego z dragiem do podjęcia wyzwania i przygotowania show. Outowanie się jest ważną, lecz nie jedyną poruszaną w serii kwestią.

Uczestnicy zmagają się z różnymi wyzwaniami – toksyczną męskością, odzyskaniem zaufania dziecka, wiarą i poczuciem odrzucenia w chrześcijańskiej społeczności. Nie bez znaczenia są również miejsca, w które królowe się wybierają. Południe Stanów Zjednoczonych wita je wszechobecnymi krzyżami, powiewającymi flagami konfederatów i nieukrywaną niechęcią ze strony mieszkańców. Dlatego ich misja jest tak ważna.

Drag Queen Eye

Trudno w tym momencie nie przywołać narzucającego się już od początku skojarzenia z wielokrotnie nagradzanym, netflixowym Queer Eye. Obie produkcje mają podobny format, jednak Queer Eye w każdym odcinku skupia się na historii pojedynczej osoby i czasem jej najbliższych, a siódemka niesamowitych gejów poprzez dokonanie metamorfozy otoczenia i wyglądu uczetnika/czki pomaga mu też dokonać zmiany w swoim wnętrzu.

W We’re here ze względu na ograniczony czas trwania odcinka nie mamy możliwości na dogłębne poznanie każdej historii. Przygotowania do drag show, które stanowi finał każdego odcinka, pokazane są skrótowo, w niezwykle wybiórczych urywkach. Jednocześnie nasilenie trudnych historii w każdym z odcinków jest tak duże, że widz ma wrażenie, jakby jechał na emocjonalnym roller-coasterze.

We’re here and we’re fabulous

50 minut pojedynczego odcinka to, jak się okazuje, za mało, by zawrzeć w nich nie jedną, ale trzy historie o małej prywatnej emancypacji bohaterów programu. Trudno nie przyznać się do pewnej dozy niedosytu po każdym seansie. Jak potoczyły się losy bohaterów? Czy Bob, Eureka i Shangela potrafiłyby połączyć siły i skupić się na jednej, pojedynczej historii?

Nowa seria liczy zaledwie sześć odcinków, a pierwszy z nich dostępny jest od 20 kwietnia w HBO GO. Publikacja kolejnego przeznaczona jest na 1 maja, a następne pojawiały będą się już co tydzień. Dzięki uprzejmości platformy mieliśmy okazję obejrzeć już trzy i zdecydowanie czekamy na kolejne!

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments