Wydział 7, czyli komiks o paranormalnym PRL-u [RECENZJA]

Krzysztof Kapinos Recenzje komiksów Publikacja: 17.10.2019, 17:00 Aktualizacja: 22.10.2019, 13:14
Nie unikną skojarzeń z Kapitanem Żbikiem, ale póki co mozolnie wydeptują swoją własną ścieżkę w historii polskiego komiksu. Tomasz Kontny wraca z kolejnym zeszytem Wydziału 7. Recenzja może się skończyć jednym werdyktem - to kolejny dobry numer jedynej obecnie polskiej zeszytówki.
wydzial 7 recenzja
0 Udostępnień

Paranormalny Wydział 7 – recenzja

Wydział 7 przenosi nas do gomułkowskiej Polski, w której milicjanci muszą poradzić sobie ze zjawiskami paranormalnymi. Kraj jeszcze pamięta o wojnie. I od wojennej historii rozpoczyna się cały cykl. Cykl, który z każdym zeszytem się rozpędza. Startujemy w  Olsztynie, a konkretnie na Kortowie, gdzie w 1945 roku miała miejsce rzeź rzutująca na historii całego regionu. Następnie z nowo poznanymi członkami Wydziału 7 ruszamy w Polskę. 

Początkowo może razić dosyć prosta ekspozycja postaci, szczególnie rażąca w tomie 1. I to jest problem całej serii. Jeśli ktoś został po Operacji Totenkopf, to z każdym zeszytem dostaje więcej, szczególnie w warstwie scenariuszowej. Kuleją na starcie dialogi, jakby żywcem spisane z klasycznych książeczek z tygrysem. Jednak gdzieś od połowy drugiego zeszytu sytuacja się poprawia. Z perspektywy serii wygląda na to, że moment, w którym Kontny kończy ekspozycję postaci, staje się dla cyklu zbawienny. Bo o ile z dialogami jest różnie, to już sam pomysł na zeszyty sprawdza się dobrze. 

Tomasz Kontny jedynym pewnikiem

Podobnie ma się rzecz ze  współpracą przy każdym zeszycie  z różnymi rysownikami. Możemy dzięki temu sprawdzić zarówno klasyczną kreskę Grzegorza Pawlaka, jak i oniryczne rysunki Krzysztofa Budziejewskiego. Mankamentem dla niewprawionego oka może być jednak na początku pewne zróżnicowanie w przedstawianiu członków wydziału. Szczególności w tomie drugim można się nieco pogubić na początku. Nie zmienia to faktu, że warstwa graficzna stoi na przyzwoitym europejskim poziomie. 

Martwa Woda, czyli radzieckie wojsko i epidemia zombie

W tym miejscu warto skupić się na właśnie wydanym czwartym zeszycie Wydziału 7: Martwa Woda. Jest to kontynuacja wątku z poprzedniego zeszytu. W okolicach Wrocławia wybucha nieznanego pochodzenia epidemia. Bohaterowie serii w tym momencie będą musieli zmierzyć się  nie tylko z radzieckim wojskiem mocno wplątanym w sprawę, ale również z zombie.

wydzial 7 martwa woda

Tak jest! Gomułkowska Polska, radzieckie wojsko, święte obrazy i epidemia zombie. To gotowy materiał na kolejną Klątwę Doliny Węży, ale autorzy z pojedynku z potencjalnym kiczem wychodzą zwycięzcy. Kreska Roberta H. Adlera dobrze oddaje dynamiczny charakter tego tomu, a Kontny tworzy historię opartą o akcję, ale też coraz lepiej pisanych bohaterów. 

Recenzja Wydziału 7 – podsumowanie

Jak się skończy pojedynek polskiej milicji z potworami? Dla polskiego komiksu na pewno dobrze, a wszystko dzięki serii Wydział 7. Recenzowany komiks broni się zarówno na poziomie serii, jak i pojedynczych zeszytów. Oby ich było jak najwięcej.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o