Zapiski detektywa Kindaichi – Komiksowe Klasyczki #3

Radosław Dąbrowski Recenzje komiksów Publikacja: 19.01.2020, 13:00 Aktualizacja: 19.01.2020, 13:00
W naszym cyklu mieliśmy już komiczne perypetie Doktora Slumpa oraz samurajskie przygody Usagiego Yojimbo. Dzisiaj sięgamy po zgoła odmienny gatunek i przypominamy Zapiski detektywa Kindaichi – pierwszorzędny kryminał z namiastką horroru, który na polskim rynku premierowo ukazał się w 2002 roku.
0 Udostępnień

Zapiski detektywa Kindaichi na polskim rynku

Wielokrotnie przy okazji tworzenia zestawień z premierami na platformie Netflix podkreślam szczególną popularność kryminału. Nie tylko w świecie filmu, seriali czy prozy gatunek ten odnosi spore sukcesy. Podobnej satysfakcji czytelnikom dostarczają detektywistyczne komiksy. Bezsprzecznie jednym z nich są Zapiski detektywa Kindaichi.

Autorzy tej japońskiej serii to rysownik Fumiya Satō oraz scenarzysta Yōzaburō Kanari. Należałoby jednak przytoczyć jeszcze jedno nazwisko. Kindaichi został bowiem napisany również przez Seimaru Amagi, ale w niniejszym artykule omówimy komiksy, które ukazały się na polskim rynku i stworzył je wyłącznie duet Satō – Kanari.

Japoński kryminał mogliśmy już czytać nieco wcześniej. W odcinkach ukazywał się w istniejącym zaledwie przez trzy lata czasopiśmie Mangamix. W sierpniu 2002 roku do kiosków trafił odrębny tom – będący niemal stuprocentową powtórką materiału ze wspomnianej gazety. Niemal, ponieważ wydawnictwo Waneko postanowiło poszerzyć wydanie i dołączyć połowę innej historii, w efekcie numerując składający się aż z czterystu stron tom jako 1 i 2.

Blisko pół roku później, w styczniu 2003 roku ukazał się tom trzeci – zawierający już „tylko” dwieście stron, a treść tworzyła druga połowa zapoczątkowanej w tomie 1 i 2 historii, a także obszerny wstęp do następnej.

Ostatecznie na naszym rynku ukazało się siedem tomów – ostatni, mający premierę w grudniu 2003 roku, nie rozpoczynał już nowej historii i tylko kończył zainaugurowaną w szóstej części.

Jak w przypadku wielu komiksów, także i polskie wydania Kindaichi to zaledwie namiastka tego, co od 1992 roku stale ukazuje się na wschodniej części naszej planety. A szkoda tym większa, że dzieło duet Satō – Kanari (oraz autora innych części Amagi) to fantastyczna porcja kryminalnej lektury. W niniejszym artykule pozostaje nam jednak skupić się wyłącznie na przetłumaczonych na język polski siedmiu tomach.

Poznajcie detektywa Kindaichi!

Jeżeli wśród Czytelników Zagrano.pl znajdują się takie osoby, które nigdy nie zetknęły się z Kindaichi, to zwłaszcza dla nich warto przybliżyć specyfikę tej postaci. Przede wszystkim nie jest to bohater, który swoim stylem bycia, ubiorem czy manierą przypominałby Sherlocka Holmesa, Herkulesa Poirot czy innego sławnego literackiego detektywa.

Wręcz przeciwnie – Kindaichi jest nastoletnim uczniem szkoły średniej, który wykazuje sporą leniwość w nauce, uwielbia wagarować, podrywać dziewczyny i płatać psikusy. W gruncie rzeczy to jednak człowiek o niezwykłym potencjale intelektualnym. Na tym polega jego problem – chłopak ani myśli, aby wprawić w ruch szare komórki i wykorzystać swoją inteligencję.

Przez siedem tomów nieustanną towarzyszką naszego protagonisty jest Miyuki – uczennica tej samej szkoły, do której uczęszcza Kindaichi. Jak można się domyślić – autorzy komiksu postawili na silne skontrastowanie bohaterów. Dziewczyna jest odpowiedzialna, przykłada się do nauki, zawsze nosi nienaganny strój i wykazuje dużą nieśmiałość. Zdaje się również nie do końca być świadomą swojej nieprzeciętnej urody.

Duet postaci polubimy bardzo szybko. Kindaichi nieraz rozbawi nas wygłupami lub słownymi żarcikami, Miyuki zaś staje się ujmująca dzięki swojej szczególnej zaradności, dojrzałości i rozwadze. A jak wiadomo – kto się czubi, ten się lubi, zatem na przestrzeni kilkuset stron z niegasnącym zainteresowaniem będziemy śledzić rozwój relacji pomiędzy tymi bohaterami.

Na dłuższą metę sielankowo jednak już nie będzie i w zasadniczej części danej historii kluczowa się stanie inna cecha Kindaichi – jego zmysł detektywistyczny.

Kindaichi na tropie, czyli nastoletni detektyw rozwiązuje zagadki morderstw

W większości historii, które tworzą zestaw siedmiu tomów, punkt wyjścia jest podobny – Kindaichi oraz Miyuki z różnych powodów przybywają do pewnego oddalonego od metropolii miejsca. Najczęściej takiego, które jest dość mocno ograniczone od reszty świata – a to przez morze, a to przez obszerny, gęsty las… Nie zawsze w użyciu znajdą się urządzenia technologiczne, a sprzyjające nie okażą się również warunki atmosferyczne. W efekcie nasi bohaterowie bardzo łatwo znajdą się w potrzasku i dopiero wyjaśnienie intrygi pozwoli im na wydostanie się z tarapatów.

Nie będzie zaskoczeniem, jeżeli stwierdzę, że podstawą dla poszczególnej kryminalnej historii jest dokonane morderstwo. Ktoś z grona kilku osób obecnych w miejscu akcji dopuścił się aktu zabójstwa i Kindaichi podejmuje wyzwanie ustalenia sprawcy.

I na ten czas w nastoletnim chłopaku zachodzi zmiana. Codzienny łobuz przeobraża się w pełnego powagi, wykazującego niezwykłe zdolności łączenia faktów i badania najmniejszego szczegółu amatorskiego detektywa. Zmienia się także Miyuki, która z upływem czasu staje się odważniejsza i bardziej skora do wykonania często wątpliwych moralnie i niezgodnych z prawem, ale pomocnych czy wręcz kluczowych dla rozwiązania zagadki czynności. Metamorfoza, którą przechodzą bohaterowie, to jedna z największych zalet tej opowieści.

Zapiski detektywa Kindaichi – kryminał mrożący krew w żyłach

Trzeba jasno powiedzieć, że dzieło duetu Satō – Kanari jako kryminał sprawdza się przede wszystkim z trzech powodów.

Po pierwsze, wykluczając Kindaichi i Miyuki, na początku każdej historii poznajemy grono sześciu, siedmiu podejrzanych. Autorzy komiksu doskonale wyczuli, ile potrzeba stron, aby czytelnik zdążył się zaznajomić z każdym z bohaterów.

Ich ekspozycja została tak poprowadzona, że nikogo nie można skreślić i każdy jawi się jako kandydat na potencjalnego sprawcę. Nawet ci najbardziej serdeczni i blisko trzymający się Kindaichi prędzej czy później wykażą cechę, która da czytelnikowi do myślenia.

Po drugie, na jednej ofierze się nie kończy i Zapiski detektywa Kindaichi stopniowo z kryminału zaczynają się przeradzać w istny horror. W jednych przypadkach wraz z bohaterami odkrywamy zwłoki, w innych początkowo wiemy więcej niż oni, i widzimy, jak dochodzi do kolejnego zabójstwa.

Sceny przemocy są sugestywne, nie brakuje krwi i bezkompromisowej demonstracji martwych ciał. Ale w przypadku tego gatunku należy to postrzegać jako pozytywną cechę – jako czytelnicy musimy czuć powagę sytuacji, bać się. Tylko dzięki temu utożsamimy się z Kindaichi.

Po trzecie, liczą się szczegóły. Autorzy podrzucają nam różne wskazówki i mamy podstawy do zabawy w detektywa. Warto z uwagą i nieśpiesznie przyglądać się poszczególnym kadrom. Czasami możemy zauważyć coś, co Kindaichi spostrzeże dopiero po czasie.

Zapiski detektywa Kindaichi – historie z przesłaniem

Na koniec pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedno – motywacje sprawcy. Za każdym morderstwem czy serią zabójstw kryje się pewna historia. Oczywiście poznajemy ją dopiero na samym końcu, gdy wyjdzie na jaw tożsamość zbrodniarza.

Bardzo często historie z przeszłości zabójcy, przez które dokonał on straszliwego czynu, niosą ze sobą pewien morał. Nieraz możemy się również wzruszyć i niemal współczuć antagoniście, że musiał doświadczyć danych sytuacji.

Autorzy komiksu nie uciekli do prostych uzasadnień i na poziomie psychologicznym ich dzieło również jest niezwykle zajmujące.

Zapiski detektywa Kindaichi – podsumowanie

Brak wad? A na co nam one? Zapiski detektywa Kindaichi to wybitny kryminał z elementami grozy. Pozostaje jedynie żałować, że w Polsce wydano raptem kilka historii, które składają się na zaledwie siedem tomów. Kindaichi to bezsprzecznie kultowa pozycja komiksowej literatury.

Grafika: Ebay.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o