W Uścisku Demencji – 3. sezon True Detective [RECENZJA]

Grzegorz Ćwieluch Seriale Publikacja: 22.03.2019, 11:53 Aktualizacja: 22.03.2019, 11:58
Zapewne spotkaliście się już z obiegową opinią na temat drugiego i pierwszego sezonu. Siwy włos Nica Pizzolatto to fakt, że wszyscy oceniają inne sezony przez pryzmat pierwszego. Zanim przejdę do samej recenzji spróbuję przybliżyć zasadność fenomenu tego serialu.
True Detective
23 Udostępnień

Wysoka poprzeczka

Jeżeli byłeś psychofanem pierwszego sezonu to istnieje duża szansa, że na drugim zwyczajnie się zawiodłeś. Scenarzyści sami sobie postawili wysoką poprzeczkę. Duet Matthew McConaughey i Woody Harrelson stworzył przekonywujący swoją chemią obraz dwóch śledczych wydziału zabójstw. Pierwszy z nich grał diabelnie inteligentnego, aspołecznego, cynicznego antynatalistę. Rust Cohle, bo tak nazywa się postać grana przez McConaugheya, ma za sobą przeszłość związaną z tajniactwem w ramach wydziału narkotykowego.

Wydział zabójstw to kolejny, umartwiający egzystencjalnie etap w jego karierze na tym łez padole. Z kolei żonaty konformista, wyluzowany byczek zaangażowany w trivię romansu z młodszą, którego grał Harrelson jest totalną antytezą pierwszego. Dialogi, które odbywają się między tymi dwoma są esencją tego serialu. Rzadko kiedy słyszy się na ekranie tak wyśmienicie skonstruowane potyczki słowne, które wyraźnie kreślą rys charakterologiczny postaci. Przypomnijcie sobie dialog w charyzmatycznym kościele – namiocie prowadzonym przez rockabillowego kaznodzieję, który stara się podczas kazań naśladować manierę głosu Elvisa.

To i nieznośny, sączący się powoli jak żółta ropa Króla w Żółci (który jest nawiązaniem do powieści kolegi Lovecrafta po fachu – Roberta W. Chambersa) i wiszący demiurgicznie nad bohaterami klimat południowo – wschodniej Luizjany tworzą tę wisielczą, ale też wciągającą atmosferę. Zjawiska paranormalne i wszędobylska idea Carcossy to tylko pieprz cayenne w tym gęstym wywarze gumbo, który sprawia, że serial ten pozostawia tak dojmujący niedosyt.

Niedosyt niezaspokojony przez drugi sezon

W przeciwieństwie do obiegowej opinii, że drugi sezon jest zły uważam, że jest naprawdę okey. Mam jednak świadomość, że twórcy padli ofiarą trudnej formuły, którą obrali. Colin Farrel gra naprawdę dobrze – można odnieść wrażenie, że tak wyglądałby Nick Cave jakby zamiast estrady wybrał pracę psa. Reszta postaci też dodaje fajnych, burych barw do tej dołującej palety. Mają dobrze napisane dialogi. Życie w cieniu monumentalnej pętli arterii komunikacyjnej też jest ciekawym zabiegiem. Zdjęcia są super, ale brak mitologizacji i podskórnej paranormalności dowiezionej od Chambersa.

Oprócz pościelowego wywodu o niefarcie znalezienia się po niewłaściwej stronie konfliktu klas nie za wiele jest tam highlightów dialogowych. Intryguje barowa bylejakość, kiedy wszyscy (włącznie z Lynchem) chcą pokazać, że nawet w zapyziałych barach i klubach Północnej Ameryki warto być. Pizzolatto udało się coś odwrotnego. Strasznie nieprzyjemnie i odstręczająco się ogląda ten egzystencjalny spektakl. Zwróćcie na to uwagę, gdy będziecie wieszali psy na drugim sezonie, bo takie nieprzyjemne nastrojem sceny to naprawdę nowa jakość w serialowych produkcjach.

Dobra szpryca

Dla wszystkich, którzy ubóstwiali pierwszy sezon i mieli po nim syndrom odstawiennictwa trzeci będzie dobrą szprycą. Znany z House of Cards, Moonlight i roli Cottonmoutha w Luke Cage, a także Oscara za drugoplanową rolę w Green Book Mahershala Ali gra w nowym sezonie True Detective pierwsze skrzypce. W przeciwieństwie do McConnaughey nie gra przećpanego, intelektualisty i mizantropa – odgrywa jednak postać co najmniej równie nietuzinkową.

Wayne ‘Purple’ Hays to weteran z Wietnamu. Służył w rozpoznaniu jako tropiciel. Konkretny, małomówny, skuteczny, dociekliwy. Wychowany przez samotną matkę zaciąga się, bo jeżeli zginie państwo wypłaci jego matce pieniądze, które sprawią, że o nic się już nie będzie musiała martwić. Ilu czarnych chłopaków poleciało do Wietnamu mając na uwadze taką perspektywę? Sprawa, którą się zajmuje będzie się za nim ciągnęła aż do podeszłego wieku. Brzmi znajomo? Tych podobieństw jest naprawdę niewiele, a sprawa tylko z pozoru przypomina tę z pierwszego sezonu. Zresztą jest to świadome fabularnie zagranie scenarzystów.

Obędzie się bez większej ilości spoilerów. Dajcie temu sezonowi szansę i nie słuchajcie znajomych mówiących, że to kalka pierwszego sezonu – to bardzo powierzchowna, krótkowzroczna i mijająca się z prawdą ocena.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o