Battlefield V [RECENZJA]

Piotr Binkowski Recenzje gier Publikacja: 4.12.2018, 16:06 Aktualizacja: 26.02.2019, 7:47
Battlefield V to najnowsza odsłona sieciowej strzelanki od szwedzkiego studia DICE. W poprzedniej części gracze zostali rzuceni w wir walki na polach bitewnych I wojny światowej. Tym razem walka przenosi nas do czasów II wojny światowej. Czy wyszło to grze na dobre? Naszym zdaniem tak.
Battlefield V
0 Udostępnień

Witamy na polu bitwy DICE

Battlefield wraca z długiej podróży, podczas której poznaliśmy współczesne pola bitewne oraz okopy I Wojny Światowej. W Battlefield V wracamy do czasów II Wojny Światowej. Ten okres w ostatnich latach przeżywa swój renesans w strzelankach. Nie tylko BF powrócił do korzeni, ale także największy konkurent serii Electronic Arts – Call of Duty.

Oprócz umiejscowienia w czasie kolejną zauważalną na starcie zmianą jest rezygnacja z pakietów premium. Battlefield V ma być grą-usługą. EA ma w planach wspieranie jej minimum przez dwa lata. Moim zdaniem jest to krok w dobrym kierunku. Elektronicy wyciągnęli wnioski z nieudanego launchu Battlefront-a 2 i strat poniesionych w związku z modelem biznesowym zastosowanym w strzelance osadzonej w świecie Star Wars.

Czy szwedzkie studio DICE poradziło sobie z powrotem do największego teatru wojennego w historii? Jeżeli wyznacznikiem miałby być tryb dla jednego gracza, to odpowiedź będzie negatywna. Jeżeli chodzi o multi, to myślę, że pytanie jest retoryczne. Zacznijmy od tego, w czym DICE nigdy nie był dobry, czyli kampanii dla samotnych wilków.

Battlefield V

To nie jest pole bitwy dla samotnego gracza

W Batllefield V DICE wraca dom znanego z poprzedniej części modelu Opowieści wojennych. Twórcy wrzucają nas w na scenę w mniej znanych (zdaniem autorów) lokacjach drugowojennych potyczek. Opowieści wojenne łączą fikcyjnych bohaterów z historycznymi miejscami i w teorii mają pokazać wojnę od jej bardziej osobistej strony. Niestety ze względu na długość rozdziałów, średnio się to autorom udało, bo zanim polubimy naszego bohatera, to kończymy rozdział. Jeżeli miałbym porównać kampanie singlowe w BFV do BF1, to w grze z 2016 roku fani samotnego strzelania mogli być trochę bardziej zadowoleni. Poza tym w tej chwili dostępne są tylko trzy scenariusze. Czwarty ma pojawić się wraz z grudniową aktualizacją gry. Już dwa lata temu zastanawiałem się nad tym, czy przypadkiem EA nie powinno zrezygnować z kampanii dla pojedynczego gracza, bo znacząco odstaje ona w ocenach od zawartości stworzonej pod multi. Trudno nawet traktować zadania jako samouczek pod grę wieloosobową, bo mają się zupełnie nijak do tego, co czeka nas na polu bitwy.

Świszczą nad naszymi głowami kule

Podobno ludzie dzielą się na dwa typy – tych co lubią The Clash i tych co wolą Sex Pistols. Ja dodałbym jeszcze, że dzielą się na lubiących multi w Battlefieldzie i tych, którzy lubią pykać w Call of Duty po sieci. Gdybym miał do wyboru jeden FPS online, to niezależnie od wersji, zawsze wybiorę grę online w Battlefield. Pierwszowojenne realia z poprzedniej edycji bardzo przypadły mi do gustu. Jak każdy na początku narzekałem na bronie, ale już sama rozgrywka kupiła mnie prawie od razu. Sieciowy BF to chaos pola bitwy, gdzie dzieje się bardzo dużo i naprawdę łatwo jest zginąć. Jedyne, co może oswoić chaos, to współpraca między graczami. W Battlefieldzie V jest to element, który wynagradzany jest przez grę. Pole bitwy w BFV to nie jest miejsc przyjazne graczom preferującym styl gry a’la Rambo.

Battlefield V

Teraz każdy karabin zabija inaczej

EA położyło duży nacisk na zróżnicowanie klas. Oprócz typowego wyboru między szturmowcem, medykiem, żołnierzem wsparcia i zwiadowcą, mamy też wpływ na specjalizację klasy. Dla przykładu szturmowiec może należeć do lekkiej piechoty, co umożliwia mu szybszą regenerację życia i zdobywanie więcej amunicji z zabitych. Ale może też zdecydować się na ścieżkę niszczyciela pojazdów. To z kolei ułatwi nam wykrywanie wrogich maszyn oraz zwiększy liczbę punktów zaopatrzenia po ich zniszczeniu.

Większe znaczenie ma też obecnie współpraca między graczami. Tylko zgrana drużyna może osiągnąć sukces. Samotnie biegający żołnierze i kamperzy nie przyczynią się raczej do zwycięstwa. A często o wyniku wielkiej bitwy decyduje różnica jednego punktu między stronami.
Odpowiednie odgrywanie swojej roli w drużynie to klucz do przetrwania. A jest ono naprawdę kluczowe. W BF V nieuważny gracz będzie ginął często. Naprawdę często. Dlatego warto poruszać się w grupach. I warto słuchać swojego dowódcy – oczywiście, jeśli ma on głowę na karku. W nowej odsłonie strzelanki jeszcze większe znaczenie ma strategia. Bezsensowne bieganie od flagi do flagi może co prawda dostarczyć nam punktów, ale raczej nie pomoże wygrać.
Niestety w praktyce rozgrywką rządzi chaos. Ciężko o naprawdę zgraną drużynę, która sobie pomaga i efektywnie wykorzystuje nadarzające się okazje. Wyjściem jest oczywiście gra ze znajomymi i komunikacja głosowa. Bitwy bywają bowiem zmienne. Czasami prowadzimy dużą różnicą punktów, ale kilka błędów sprawia, że przeciwnik nagle zyskuje przewagę, którą później coraz trudniej odrobić.

Battlefield V

Taka piękna wojna

EA na premierę przygotowało 8 map. Trzeba przyznać, że zostały one wykonane z wielką dbałością o szczegóły i prezentują się świetnie. Zaśnieżone górskie lokacje czy pola zbóż na terenach wiejskich naprawdę robią wrażenie. Oczywiście jeśli tylko mamy moment wytchnienia, żeby nacieszyć się takim widokiem. Co ważne mapy nie tylko dobrze wyglądają. Świetnie nadają się do prowadzenia starć. Można jedynie narzekać na brak większych urozmaiceń, ale te być może pojawią się w kolejnych mapach.

Battlefield V

Jak w takim razie prezentuje się nowy Battlefield na tle poprzednich części? Solidnie, ale trzeba przyznać, że gra nie wnosi dużo nowości. EA DICE postawiło raczej na sprawdzone rozwiązania. Zrezygnowano z kontrowersyjnych płatnych paczek, co jest oczywiście dużym plusem. Można mieć za to zastrzeżenia do innych decyzji. Przyzwyczailiśmy się już, że gry pojawiające się w sprzedaży mają błędy, które są naprawiane dopiero w popremierowych patchach. Ale nowy BF ma też inne braki. Niektóre tryby są zablokowane, a kampania dla jednego gracza jest niekompletna (4 rozdział pojawi się dopiero 4 grudnia). Fakt ten rekompensuje to, że wszystkie kolejne dodatki otrzymamy za darmo. Ale mimo wszystko można mieć wrażenie, że Battlefield V to produkt jeszcze nie gotowy.
Na szczęście przestaje mieć to znaczenie, kiedy trafiamy na pole bitwy. Tu wszystko jest już jak powinno. Jest wymagająco i widowiskowo. Dlatego mimo braków zdecydowanie warto sięgnąć po nowego Battlefielda i już wprawiać się w walce. Tak, żeby być gotowym na kolejne tryby i wyzwania. Gra będzie się rozwijać i otrzymywać kolejne elementy. To sprawi, że tytuł pod kątem rozgrywki online będzie przez długi czas świeży i gorący. A właśnie rywalizacja w sieci jest tym, co w serii BF zawsze smakowało najlepiej.

Plusy:
– świetna oprawa audiowizualna
– dopracowane mapy
– dużo trybów (choć szkoda, że nie wszystkie są od razu dostępne)
– dobrze przemyślany rozwój klas
– darmowe dodatki

Minusy:
– gra jest trudna dla początkujących
– na sporo contentu trzeba jeszcze poczekać
– bardzo słaba kampania dla jednego gracza
– błędy i niedopracowania
– mało pojazdów w grze
– nie różni się znacząco od poprzednich części

Fani mogą czuć się trochę rozczarowani, bo gra nie wnosi (jeszcze) zbyt wiele nowego. Ale pomijając to (oraz nieszczęsny single player), mamy do czynienia z prawdziwym polem bitwy. I za to Batllefield V otrzymuje solidną 8.

Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od wydawcy – Electronic Arts Polska.

Grę testowaliśmy na konsoli PlayStation 4 Pro.

Ocena redakcji 8 / 10

Zobacz także:
Xbox Game Pass: siedem nowych gier w subskrypcji
Aktualności o grach, 23 Paź 2019
The Outer Worlds: oceny wskazują na fantastyczne RPG!
Aktualności o grach, 23 Paź 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o