Blacksad. Pośród cieni. Tom 1 [RECENZJA]

Radosław Dąbrowski Recenzje komiksów Publikacja: 12.11.2019, 15:00 Aktualizacja: 12.11.2019, 15:00
Już 14 listopada na konsole PlayStation 4 i Xbox One oraz PC ukaże się gra Blacksad: Under the Skin. Dwa tygodnie później wydana zostanie wersja dla użytkowników Nintendo Switch. Do premiery pozostało niewiele czasu, zatem to dobry moment, aby przypomnieć sobie literacki pierwowzór. Zapraszamy do recenzji komiksu Blacksad. Pośród cieni. Tom 1.
blacksad posrod cieni
0 Udostępnień

Komiks z potencjałem na grę

O premierze ciekawej produkcji na podstawie komiksu pisaliśmy już pod koniec października, gdy polski dystrybutor CDP opublikował gameplay Blacksad: Under the Skin. Powstanie gry o przygodach Johna Blacksada dziwić nie może – seria komiksów ze szczególnie utalentowanym i wysportowanym detektywem to kapitalna porcja lektury ze znakomitą kryminalną intrygą. Mieliśmy już produkcje o zaczerpniętym z literatury Sherlocku Holmesie czy stworzonym od podstaw Nicolasie Legrandzie – teraz serca sympatyków detektywistycznych zmagań może skraść Blacksad.

Stworzony przez autorów komiksów mroczny świat i liczne morderstwa, których sprawców ujęcie stanowi główny cel protagonisty to wystarczające argumenty, aby przenieść Blacksadową rzeczywistość do świata konsoli i PC. Warto dodać, że nie brakowało także planów, aby nakręcić filmową wersję. Ostatecznie gdzieś po drodze projekt podupadł, ale można się zastanowić, czy po przypuszczalnym sukcesie gry rozważania na temat ekranowej adaptacji nie powrócą.

Witajcie w kocim świecie

Pozostawiamy jednak grę i skupiamy się na samym komiksie. Serię tomów wypuściło na rynek francuskie wydawnictwo Dargaud, lecz rację będą mieli także ci, którzy powiedzą o Blacksad jako komiksie hiszpańskim. Za scenariusz bowiem odpowiedzialny był Juan Díaz Canales, a stronę graficzną przygotował Juanjo Guarnido.

Na polskim gruncie najpierw dzięki wydawnictwu Siedmioróg, a następnie Egmont Polska, na przestrzeni ponad dziesięciu lat ukazało się pięć tomów. We Francji kolekcję poszerzono o kilka zeszytów specjalnych, u nas niestety niewydanych (żeby uniknąć specjalnej krytyki – informuję, że nie doczekał się ich również rynek angielski).

blacksad posrod cieni

W niniejszym tekście w centrum uwagi, jako przykład kunsztu duetu Canales-Guarnido, znajdzie się pierwszy tom serii – Pośród cieni, mający premierę w roku 2000. W polskim tłumaczeniu ukazał się raptem ok później, zatem można stwierdzić, że recenzowany Blacksad nie jest już najmłodszym utworem i nadchodząca premiera gry może zadbać o pewien renesans zainteresowania tym komiksem.

Wiele się mówi o nas, o kotach. Podobno żyjemy siedmiokrotnie. Mnie jednak nigdy nie korciło, żeby to sprawdzać… – Blacksad. Pośród Cieni. Tom 1

Takie myśli pojawiają się w głowie Johna Blacksada vel Johna H. Blackmore’a – doświadczonego detektywa zamieszkującego Nowy Jork. W Pośród cieni nie mamy do czynienia z klasyczną ekspozycją ukazującą codzienność bohatera. Chyba że uznamy za nią przyjeżdżanie na miejsce zbrodni i oglądanie zwłok – tak bowiem rozpoczyna się dla naszego bohatera nowy dzień. Obecność Blacksada nie jest jednak przypadkowa i to nie pierwszy z brzegu detektyw, którego poproszono o pojawienie się w rezydencji, gdzie doszło do zbrodni. Ciało należy bowiem do jego byłej kochanki. Pomimo że, jak przyznaje sam Blacksad, rozstał się z nią już dosyć dawno, to najwyraźniej nie stała mu się obca i teraz koci detektyw ma niemałą motywację, aby znaleźć zabójcę.

Zanim trafimy na pierwsze kratki, autorzy komiksu przygotowali dla nas dwustronicową panoramę miasta, na której widzimy nie tylko naszego bohatera, lecz także szereg samochodów, imponujące drapacze chmur czy obszerne na całe ściany budynków bilbordy. Gdy zawiesimy wzrok nieco dłużej, zauważymy jeszcze strzelaninę, na którą kątem oka spogląda właśnie Blacksad. Panorama pozbawiona jest kolorów i wprowadza nas w świat, w jakim przebywa detektyw – świat wielkiej metropolii i obecnej w nim przemocy.

Blacksad – detektyw na miarę świata noir

Specyfika dzieła duetu Canales-Guarnido polega na tym, że bohaterami o ludzkich zdolnościach manualnych oraz nad wyraz wysoko rozwiniętym intelekcie są zwierzęta. Tytułowy bohater jest kotem, ale poza nim pojawiają się jeszcze m.in. psy, myszy, jaszczury, nosorożce, świnie, niedźwiedzie, krokodyle, lisy, morsy, goryle… Można wymieniać i wymieniać.

Najwięcej uwagi poświęcę rzecz jasna Blacksadowi. Co prawda w latach 50. styl noir miewał się już ku końcowi i jego szczytowy okres rozwoju przypada na wcześniejszą dekadę, niemniej są to jeszcze czasy, w których można trafić na charakterystyczne elementy tegoż nurtu. Omawiany komiks z akcją osadzoną w tychże latach 50. to potwierdza.

Już sam Blacksad jest klasycznym bohaterem, jakiego znamy ze znakomitych amerykańskich kryminałów. Niczym Humphrey Bogart czy Joseph Cotten porusza się z dłońmi schowanymi w kieszeniach beżowego trenczu, paląc przy tym papierosa. Jest charyzmatyczny, oszczędny, ale zawsze konkretny w swych wypowiedziach, nierzadko szorstki, a ciągną się za nim trudne doświadczenia z przeszłości. To bowiem weteran II Wojny Światowej.

Zauważalna jest jeszcze jedna istotna cecha – talent aktorski. Przyłapany przez sprzątającą mieszkanie mysz-pokójówkę, do którego Blacksad dostał się nielegalnie, potrafi na pstryknięcie palcem zmienić się z ponurego, zamkniętego w sobie jegomościa w sympatycznego, rozmownego i przede wszystkim pełnego uroku, czym bardzo szybko zyskuje zaufanie i tym samym ratuje własną skórę.

O Blacksadzie dowiadujemy się nie tylko z rozmów i jego zachowania, lecz także przemyśleń samej postaci. W komiksie bardzo często pojawiają się pola z zawartymi w nich niewypowiedzianymi spostrzeżeniami oraz odczuciami protagonisty. Na skutek tego możemy go bliżej poznać i lepiej zrozumieć. Recenzja Blacksad. Pośród cieni nie może jednak zakończyć się na opisie samego bohatera.

Blacksad – kryminalna intryga na poziomie

Od strony graficznej recenzowany komiks prezentuje się zachwycająco. Brudne, wyblakłe kadry brawurowo oddają gęstą atmosferę noir (jedyna stricte kolorowa i pozytywna scena to retrospekcja z dobrych czasów bohatera w towarzystwie ukochanej). Ponadto twórcy zadbali o zróżnicowanie długości oraz szerokości kratek, w efekcie nie wiemy, czego się na kolejnej stronie spodziewać. Przykładowo kilka węższych ujęć na przenikliwe spojrzenia skierowanych do siebie bohaterów kontrastują z zajmującą całą stronę efektowną demonstracją zdemolowanego pomieszczenia, w którym dopiero co doszło do intensywnych starć fizycznych.

Akcja jest wartka, a nawet w bardziej statycznych scenach wysokim poziom dramaturgii nie słabnie. Głównie za sprawą wspomnianej już narracji pierwszoosobowej oraz odwiedzanych przez Blacksada miejsc. Cmentarz nocą, podrzędna knajpa z oprychami czy mieszkanie ofiary, które należy dokładnie zbadać… Ani na chwilę napięcie nie spada.

W recenzowanym komiskie Blacksad. Pośród cieni nie brakuje aktów przemocy, ale na tym też polega siła tego komiksu. To dzieło bezkompromisowe. Wszystko ukazane zostaje w taki sposób, jaki jest w rzeczywistości. Bohaterami są zwierzęta, lecz zostały one tylko wpisane w świat o ludzkich problemach i prawach. Dlatego kocie, psie czy mysie twarze stanowią zaledwie maski, pod którymi kryje się człowiecza natura.

Za jedyny taki poważny mankament historii mogę uznać to, że w pewnym momencie naszemu detektywowi przychodzi zbyt łatwo dochodzenie do kolejnych zamieszanych w zabójstwo zbrodniarzy. Być może wynika to z ograniczeń objętościowych (komiks liczy niespełna pięćdziesiąt stron). O ile bohaterowi nie jest łatwo i zostaje kilkakrotnie zraniony, tak przydałoby się nieco rozbudować sam tok śledztwa.

Recenzja Blacksad. Pośród cieni – podsumowanie

Recenzowany tom Blacksad. Pośród cieni to inauguracja kapitalnej serii o kocim detektywie. Pełna napięcia, dobrze napisanych dialogów historia z wciągającym wątkiem kryminalnym. Bezsprzecznie jedna z tych mocno rekomendowanych pozycji, z którą warto się zapoznać. Zwłaszcza przez sympatyków stylu noir oraz detektywistycznych opowieści.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o