Bulletstorm: Duke of Switch Edition. Ociekająca testosteronem rozwałka [RECENZJA]

Michał Małysa Recenzje gier Publikacja: 25.09.2019, 18:00 Aktualizacja: 25.09.2019, 18:00
Bulletstorm to tytuł, który się nie starzeje. Najpierw wyszedł na PS3 i Xbox 360, później, w odświeżonej wersji na PS4 i Xbox One, a teraz możemy w niego zagrać na konsoli Nintendo Switch. I choć Bulletstorm: Duke of Switch Edition zżera baterię tak, że serce boli, za to wrażenia z rozgrywki są genialne.
7 Udostępnień

Duke w twoich rękach

Bulletstorm w końcu doczekał się wersji na Switcha. Tytuł zadebiutował w 2011 roku i po drodze zaliczył kilka odświeżeń. Jego najnowsza wersja, czyli Bulletstorm: Duke of Switch Edition to dobra, mocna rozrywka. Mimo upływu czasu ta produkcja się w ogóle nie zestarzała, a przynajmniej nie tak drastycznie, aby sprawiało to dyskomfort graczom.

Niektórzy na wieść o przeniesieniu Bulletstorma na Switcha nie dowierzali, że sprzęt bądź co bądź słabszy niż duże konsole i PC poradzi sobie z udźwignięciem tego tytułu. A jednak! Duke w wersji przenośnej daje radę. Daje też niesamowitą przyjemność płynącą z wykopywania w powietrze, nadziewania na różne elementy otoczenia i zabijania wrogów.

Rozgrywka w Bulletstorm: Duke of Switch Edition

W Bulletstorm: Duke of Switch Edition wcielamy się albo w Graysona Hunta – członka specjalistycznej jednostki Dead Echo, albo w Duke’a Nukema. Niezależnie od wyboru postaci inni bohaterowie i tak zwracają się do nas per “Gray”, na co Duke może się czasem oburzać. Warto zagrać Duke’iem, bo po pierwsze odświeża to rozgrywkę, a po drugie jego teksty sprawiają, że gra robi się jeszcze przyjemniejsza.

Na pewno jest znacznie ciekawiej, bo w końcu Duke to nie byle jaki charakter. O ile testosteron dosłownie wylewa się ze wszystkich męskich bohaterów tego tytułu, o tyle w tej kwestii i tak żaden nie może podskoczyć Duke’owi. Nasz książę po prostu tzw. prawdziwy twardziel, który skopie tyłek każdemu, kto stanie na jego drodze. Rozwala wszystko dookoła siebie, a jego kopniaki są w stanie odrzucić wrogów na naprawdę interesujące odległości.

Bulletstorm: Duke of Switch Edition oferuje nam sporo kreatywnych metod zabijania przeciwników. I jakby to nie brzmiało, to walka jest na tyle dobrze zrobiona, że to zabijanie autentycznie sprawia radość. Lubisz sobie postrzelać? W takim razie eliminujesz przeciwników starą, dobrą metodą wybijania ich kulami. Jednak jeśli chcesz podejść do sprawy nieco kreatywniej, możesz używać lassa, otoczenia i kopniaków, aby nabijać sobie punkty za rozrywkowe zabijanie wrogów. Widok wykopanego wroga, który wpada m.in. na zerwaną elektrykę to prawdziwa uczta dla oczu! Konsola Switch dobrze znosi te mocne walki i szybkie akcje – ani razu nie miałam problemu z przycinaniem się gry. Niestety tytuł na tyle obciąża konsolkę, że z baterią możecie pożegnać się po 2h.

Bulletstorm na Switcha od strony wizualnej

Wizualnie jest naprawdę w porządku, choć wiadomo, że nie uzyskamy tu efektu grafiki z dużej konsoli. A jednak naprawdę nie ma na co narzekać, chociaż standardowo gra znacznie lepiej wygląda w trybie przenośnym niż stacjonarnym. Bulletstorm: Duke of Switch Edition to jedna z tych nielicznych gier na Switcha, w którą mimo wszystko lepiej grało mi się stacjonarnie. Rozgrywka jest na tyle wciągająca, że nie miałabym serca potraktować tej gry jako krótki przerywnik na jazdę komunikacją miejską.

Bulletstorm: Duke of Switch Edition wymaga skupienia – chociażby po to, aby w pełni docenić rozbudowany system rozwalania wrogów. To, czego doceniać nie trzeba to fabuła, bo Bulletstorm nigdy praktycznie jej nie miał. Proste tło fabularne najzwyczajniej w świecie pretekst do pokazania, jak bardzo przyjemne może być kreatywne zabijanie. Bulletstorm: Duke of Switch Edition po prostu o tym przypomina.

Nasza ocena: 8/10

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments