Comic Relief #15: Trzy razy Polska i niemiecki Upadek

Tomasz Pstrągowski Publicystyka Publikacja: 14.12.2020, 10:05 Aktualizacja: 14.12.2020, 10:08
W kolejnym odcinku cyklu Comic Relief Tomasz Pstrągowski przygląda się komiksom Koniec lipca, Będzie dobrze, Rycerz Janek i Instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom i Upadek.
0 Udostępnień

Czym jest komiksowy cykl Comic Relief?

COMIC RELIEF to cykl comiesięcznych polecanek komiksowych prowadzony przez Tomasza Pstrągowskiego – dziennikarza i scenarzystę, doktora Uniwersytetu Gdańskiego, współzałożyciela podcastu Niezatapialni.pl.

Obezwładniający Koniec lipca

Uczciwie przyznam, że premiera nowego komiksu Marii Rostockiej umknęła mojej uwadze. Przypomniałem sobie o nim dopiero w momencie, gdy Koniec lipca (wyd. Kultura Gniewu) został wyróżniony nagrodą dla najlepszego polskiego komiksu roku na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Nadrobiwszy lekturę zapewniam, że decyzja o przyznaniu Rostockiej nagrody jest jak najbardziej słuszna, a Koniec lipca to jeden z najlepszych polskich albumów nie tylko 2020 roku, ale w ogóle ostatnich lat.

Od strony fabularnej niewiele się tu dzieje. 12-letni Alek spędza wakacje w domu zgorzkniałej babci. Wyprowadza psa, błąka się po okolicy, spotyka z okolicznymi dzieciakami. Myślami krąży wokół swojego ojca – mężczyzny mieszkającego tuż obok, za łąką, z którym chłopiec nie ma kontaktu. Kiedy zapracowana matka Alka przyjeżdża w odwiedziny, wydaje się, że młody bohater w końcu spotka się z tatą. Na przeszkodzie staje jednak proza życia.

Komiks Rostockiej to prosta opowieść o wycinku z życia zwykłych ludzi. Nie ma tu trzymającej w napięciu akcji czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. Są za to zadawnione urazy, tłumione emocje i rodzinne piekiełko. Autorka skupia się na napięciu wewnątrz rodziny Alka, przypominając, że nawet podczas beztroskich – zdawałoby się – wakacji u babci, można być skrajnie samotnym. A przy tym nie ma w Końcu lipca ani jednej fałszywej nuty, żadnego szantażu emocjonalnego, choćby grama taniego melodramatu czy rodzinnej opery mydlanej. Rostocka doskonale wyczuwa czytelnika i dostarcza mu dokładnie tyle informacji, ile potrzebuje, by zrozumieć bohaterów i emocje, przez które przechodzą.

Historia przedstawiona w Końcu lipca współgra z kadrami Rostockiej. Ich statyczność i malarskość sprawiają, że czytelnik zostaje przy każdej kratce nieco dłużej niż zazwyczaj i ciut mocniej przeżywa każdą emocję – jakby był z nią uwięziony. Samotność bohaterów podkreślana jest małymi sylwetkami namalowanymi na tle wielkich pustych teł. Stonowane, jakby wyprane, barwy zaś obniżają temperaturę historii i dodatkowo odciągają ją od melodramatu.

Koniec lipca to jeden z tych komiksów, które celowo drażnią czytelnika; włażą pod skórę i nie chcą spod niej wyjść. Dzięki ograniczonej ilości informacji odbiorca pozostaje z niedopowiedzeniami i własnymi domysłami, co z kolei zmusza go do włożenia wysiłku w zbudowanie własnej interpretacji tego, co przeczytał.

Fantastyczny album, gorąco polecam.

Nie jest dobrze

Nie mogę natomiast polecić albumu Będzie dobrze autorstwa Pawła Rzodkiewicza (scenariusz) i Tomka Woroniaka (rysunki) (wyd. Timof Comics). Jawi mi się on bowiem jako mało śmieszny, nietrafiony i niepotrzebny (nie lubię używać tego przymiotnika w stosunku do recenzowanych tytułów, bo za każdym komiksem stoją autentyczne emocje autorów i chęć powiedzenia czegoś, co uznali za istotne, ale w tym przypadku najlepiej opisuje on moje emocje po lekturze).

Zacznijmy od autorów. Paweł Rzodkiewicz znany jest przede wszystkim jako współautor komiksu Odwiedziny, zilustrowanego przez Pawła Gawrola. To bardzo udany komiks, który swego czasu przeszedł bez echa, a który w tym momencie chciałbym polecić wszystkim zainteresowanym polską wariacją na temat łamigłówkowych fabuł w stylu Tarantino zabarwionych socjologicznymi obserwacjami.

Tomasz Woroniak zaś zadebiutował w 2018 roku albumem Eden, będącym intrygującą, ale koniec końców nieco rozczarowującą rozprawą na temat stosunku ludzi do zwierząt. Akcja tego komiksu rozgrywa się w świecie, w którym te drugie przejęły władzę nad światem, a każdy człowiek jedzący wcześniej mięso i wspierający przemysł spożywczy jest rozliczany ze swoich zbrodni przed specjalnymi trybunałami.

Z tych dwóch tytułów zdecydowanie bardziej polecam Odwiedziny (naprawdę dobrze się bawiłem, wracając teraz do tego tytułu), ale i Eden jest interesującą pozycją – zwłaszcza dla czytelników, którzy mają otwarte głowy na przemyślenie pozycji człowieka w naturze.

Oba są zdecydowanie ciekawsze niż Będzie dobrze.

Rzecz dzieje się w roku 2014 podczas piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Autentyczna jest tu jednak tylko data i miejsce rozgrywania turnieju. Wszystkie przedstawione w komiksie wydarzenia to 100-procentowa fikcja. Główną bohaterką komiksu jest dyrektorka brazylijskiej federacji piłkarskiej, która zrywa z zabobonami i nie zgadza się, by do trampkarzy przyjęto wnuka wpływowego szamana Arubinho. Do tej pory czarownik zawsze wspierał reprezentację Canarinhos, ale wobec takiej obrazy wypina się na piłkę nożną, a typowani na faworytów mundialu Brazylijczycy zaczynają przegrywać. Kolejne kilkadziesiąt stron Będzie dobrze opowiada o pęczniejącym konflikcie pomiędzy dyrektorką a szamanem. Napięcie społeczne rośnie. W tle rozgrywa się wielka piłka. W finale zaś okazuje się, że cała ta opowieść służy tylko temu, by opowiedzieć dowcip. Zupełnie oczywisty.

I na tym właśnie polega mój problem z Będzie dobrze. To jeden żart. Rozciągnięty na kilkadziesiąt stron. Umiarkowanie zabawny. Poza tym żartem nie ma w albumie Rzodkiewicza i Woroniaka nic więcej. Żadnych interesujących bohaterów. Żadnego komentarza na temat popularności piłki nożnej w Brazylii (poza oczywistym: Brazylijczycy kochają piłkę nożną do szaleństwa). Żadnych wątków pobocznych. Nic.

Co gorsza komiks nie wygląda atrakcyjnie. Kolory zostały położone niechlujnie. Teł zazwyczaj w ogóle nie ma. Postaci wyglądają karykaturalnie. Takie podejście byłoby zrozumiałe, gdyby autorzy Będzie dobrze celowo sięgali po estetykę undergroundową, ale nie sięgają.

Mówiąc krótko: Będzie dobrze to komiks nieciekawy. Zarówno pod względem fabuły, jak i rysunku. Do pominięcia.

Rycerz Janek – fantastyczny pod każdym względem

Na początku ostrzeżenie. Znam niemal każdego z członków dream teamu odpowiedzialnego za album Rycerz Janek i Instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom (wyd. Kultura Gniewu). Co więcej, w pewnym momencie Jan Mazur poprosił mnie nawet o uwagi do scenariusza, miałem więc szansę przeczytać album jeszcze przed premierą i zgłosić autorom kilka drobnych zastrzeżeń. Czy wpływa to na moją ocenę? Wydaje mi się, że nie. Ale czujcie się poinformowani.

Komiks Igora Wolskiego (rysunek), Roberta Sienickiego (scenariusz), Jana Mazura (scenariusz) i Tomasza „Spella” Grządzieli (kolor) to kolejna odsłona cyklu o gapowatym, dzielnym woju, pragnącym przede wszystkim czynić dobro. Bez względu na konsekwencje, nie przejmując się skomplikowaniem sytuacji, nie bacząc na kontekst i nie zadając pytań. W Instrukcji prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom Janek wplątuje się w złowrogi spisek zbyt ambitnego władcy, walczy z wielką szczypawką i nawet większym kroczącym zamkiem (napędzanym przez owe zapomniane bóstwa), staje w obronie godności damy, a na koniec zdobywa się na największe poświęcenie, by dobro zwyciężyło. Tak jakby.

Jeżeli szukacie spektakularnej przygodówki fantasy to Instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom jest dokładnie tym i bardzo gorąco namawiam do lektury. To 64 strony wypełnione przygodami, bitkami, spiskami i zwrotami akcji. Strony Rycerza Janka aż kipią od akcji i poczucia humoru, kolorowy świat zdaje się pulsować pomysłami (jest tu jednocześnie mnóstwo znajomych elementów quasi-średniowiecznego fantasy i cały szereg pomysłów oryginalnych, nadających światu Rycerza Janka własnego charakteru), a fabuła poprowadzono w zgodzie ze wszystkimi prawidłami sztuki scenopisarskiej. Puenty wybrzmiewają, napięcie narasta, finał jest odpowiednio bombastyczny i spektakularny. Kilka razy nawet się naprawdę zaśmiałem.

Pomimo że scenariusz Sienickiego i Mazura jest udany, to na szczególne wyróżnienie zasługują Wolski i Grządziela, odpowiedzialni za warstwę graficzną Instrukcji prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom. Ilość szczegółów, jaką udaje się temu pierwszemu upchnąć w kadrach jest niesamowita i przywodzi na myśl prace mistrza Geofa Darrowa (Hard-Boiled). Naturalny instynkt czytelniczy każe przez komiks przelecieć na szybciocha (toć to komiks akcji), ale zalecam uważną, powolną lekturę. Wczytujcie się w kadry, szukajcie smaczków i nawiązań, zachwycajcie pokrywanymi dowcipami i cudownymi, żywymi kolorami.

Świetna zabawa.

Triumf empatii

Bohaterem Upadku Mikaela Rossa (wyd. Timof Comics, tłum. M. Jankowski) jest niepełnosprawny umysłowo Noel. Młodym mężczyzną (protagonista ma ponad 20 lat) zajmuje się matka, ale akcja komiksu zaczyna w dniu, w którym doznaje ona udaru i pozbawiony opieki Noel trafia do ewangelickiej wspólnoty Neuerkerode w Dolnej Saksonii. To prawdziwe niemieckie miasteczko zarządzane przez specjalną fundację, w którym osoby borykające się z upośledzeniami zbudowały zdrową społeczność i starają wieść normalne życie.

Noel z początku jest zagubiony i wystraszony, wszak wcześniej nie znał życia bez mamy. Szybko jednak odnajduje się w społeczności Neuerkerode, nawiązuje przyjaźnie, a nawet angażuje w miłosny trójkąt. Najpoważniejszą próbą będzie jednak zmierzenie się z prawdą na temat stanu zdrowia matki.

Komiks Rossa powstał w ramach uczczenia 150-lecia istnienia Neuerkerode i ma na celu nie tylko opowiedzieć historię fikcyjnego Noela, ale i wytłumaczyć czytelnikom, czym tak właściwie zajmuje się fundacja i jak wyglądają realia życia w takim miasteczku. Ross radzi sobie z tym w najlepszy możliwy sposób – nie edukuje, nie narzuca perspektywy, nie zanudza czytelnika faktami, datami i przypisami. Zamiast tego, opowiada zabawną, poruszającą historię, rozgrywającą się po prostu w miasteczku nieco mniej typowym.

Na szczególną pochwałę zasługuje empatia autora. Upadek nie stroni od mrocznych tematów (wszak akcja zaczyna się w momencie, gdy główny bohater traci matkę; ważnym wątkiem jest też konieczność radzenia sobie z agresją i pogodzenia się z miłosnym odrzuceniem) i nie upiększa życia w Neuerkerode. Są w tym komiksie ból, strata, rozczarowanie. Ale jednocześnie Ross nie pozwala, by negatywy przysłoniły czytelnikom fakt, że Noel i jego przyjaciele są po prostu wspaniałymi ludźmi, czerpiącymi z życia pełnymi garściami. Upadek aż kipi od dobrych emocji – to jedna z tych historii, które dają czytelnikowi szansę, by spojrzał na świat oczami Innego i zobaczył, że jest on pełen odmiennych perspektyw.

Z historią doskonale współgra warstwa graficzna. Ross zdecydował się na cienką, cienkopisową kreską, pozwalającą mu oddać rozedrganie wielu scen i porywczość bohaterów. Autor ma także wyczucie do karykatury, dzięki czemu wiele kadrów Upadku budzi autentyczny śmiech. Dodajmy do tego nienachalne, naturalne kolory a otrzymamy album jednocześnie bardzo czytelny (nie spodziewajcie się narracyjnych eksperymentów) i przesiąknięty własnym charakterem.

Nie przegapcie Upadku. To jeden z lepszych albumów wydanych w Polsce w 2020 roku.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments