Co jest gorsze od ostatnich dwudziestu ośmiu godzin w nowej grze Hideo Kojimy? Tylko pierwsze dziesięć-dwanaście. Zapraszamy do recenzji Death Stranding, w której Tomasz Pstrągowski pochyla się nad wszystkimi wadami nowego hitu na PS4. A jest ich naprawdę mnóstwo!

Recenzja Death Stranding – co doprowadziło do tak niskiej oceny?

Death Stranding ma wszystko, co powinna mieć gra wybitna. Ważne rzeczy do przekazania. Nowatorski gameplay mieszający kampanię dla jednego gracza z mutliplayerem. Intrygujący, pięknie odwzorowany świat przedstawiony. Świeże podejście do znanych mechanik. Piękną grafikę i ścieżkę dźwiękową. Interesujący setting. Hollywoodzkich aktorów wcielających się w głównych bohaterów. Świetny silnik zapożyczony z Horizon: Zero Down. Olbrzymi budżet marketingowy i podsycane od lat zainteresowanie mediów.

A jednak ponosi klęskę.

death stranding recenzja

To jedna z tych gier, które bardzo chcą, ale nie dają rady. Ważkie przesłanie okazuje się typowym bełkotem Hideo Kojimy. Gameplay rozpływa się w nudzie dalekich wędrówek i irytacji z ich ciągłego przerywania (jednocześnie!). Piękne krajobrazy szybko zostają zaśmiecone metalowym śmieciem budowanym przez graczy. Świeże mechaniki grzęzną w źle zaprojektowanych menusach i zazębiających się, komplikujących rozgrywkę systemach. A hollywoodzcy aktorzy nie mają nic do zagrania.

Death Stranding jest grą, która męczy. Nadmiarem, upierdliwością, pretensjonalnością, złym designem. I choć doceniam ambicję jej twórców, to bardzo się cieszę, że już w nią nie gram.

Szybki przegląd gier Hideo Kojimy

Chyba żaden inny twórca gier nie wzbudza tak żywych emocji jak Hideo Kojima. Nazywany geniuszem i grafomanem (czasem w jednym zdaniu) polaryzuje graczy przynajmniej od czasów drugiego MGS-a, a być może dłużej. Zacznę więc od opisania moich związków z jego twórczością.

Metal Gear Solid 1 to jedna z najważniejszych gier w moim życiu. Gdy ogrywałem ją po raz pierwszy, byłem licealistą. Czytałem mnóstwo słabego fantasy i jeszcze gorszego science fiction. Uwielbiałem hollywoodzkie blockbustery i japońskie animacje. MGS1 trafiał we wszystkie te słabe punkty. I choć mój starszy przyjaciel wyśmiewał tę miłość, zwracając uwagę na telenowelowe zagrywki Kojimy i braki w gameplayu, serce nastoletniego Tomka pozostało niewzruszone. I do dziś myślę o MGS1 z sentymentem.

Z serią pożegnałem się na etapie dwójki. Można winić Raidena. Można zbyt skomplikowaną fabułę. Ale największe znaczenie miał fakt, że piracka, pecetowa wersja gry wywalała się podczas walki z wieloma Metal Gearami i, obojętnie jakie czary-mary bym nad nią odprawiał, odmawiała współpracy. A nie były to czasy, w których w ogóle rozważałbym kupno oryginału.

death stranding wystep szefa remedy entertainment

W trójkę grałem na jakimś konwencie – 3 pierwsze godziny ciurkiem, później ktoś wyrwał mi pada. Czwórkę przegapiłem, choć przez krótki czas rozważałem kupno PS3 właśnie dla tej gry (ostatecznie zdecydowałem się na Xbox 360). Do Peace Walkera zniechęciły mnie recenzje. Do serii wróciłem na etapie Ground Zeroes, a rok temu – głównie dla beki – postanowiłem w końcu porządnie do niej przysiąść.

Ogrywanie tych gier po tak długim czasie to doświadczenie tyleż zabawne, co fascynujące. Ale muszę przyznać, że grafomańskie scenariusze odnalazły drogę do mojego serca. W MGS-owym szaleństwie Kojimy jest coś cudownie odświeżającego i niesamowicie oryginalnego. Obojętnie jak ocenialibyśmy te gry, nie sposób zaprzeczyć, że są one niepowtarzalne, a granie w nie to prawdziwa przygoda. Nawet pomimo absolutnie niestrawnego dziś gameplayu, odstraszającego zwłaszcza od MGS4.

Nie jest więc tak, że nie lubię Kojimy. Ale nie jestem też jego zagorzałym fanem. Śmieszy mnie jego ego. Uważam, że gameplayowo zrobił jedną dobrą grę (MGS5), a fabularnie dwie (MGS2 i MGS3). Cenię jego poczucie humoru i niepokojąco zbieżny z moim gust muzyczny. Uważam, że jest wizjonerem gier wideo, któremu brakuje elementarnej wiedzy na temat projektowania przystępnych menusów i tabelek (przypomnijcie sobie zarządzanie ekwipunkiem w którymkolwiek MGS). A do tego fatalnym filmowcem, niemającym absolutnie żadnych szans w świecie kina.

W tej produkcji brak po prostu magii

Oto Ameryka po apokalipsie. Upadła i podzielona na autonomiczne państwa-miasta, próbujące radzić sobie w świecie, do którego wdarła się śmierć. Dosłownie – tytułowe Death Stranding tłumaczone jest na polski, jako Wdarcie Śmierci – umarli przebywają w naszym świecie, patrolując go i atakując ludzi. Wynurzają się ze smoły. Pragną kontaktu. Ich zwiastunem jest przyspieszający działanie czasu deszcz. A śmierć każdego żywego człowieka może się skończyć katastrofą, porównywalną z wybuchem bomby jądrowej.

Gracz wciela się w Sama Portera Bridgesa, kuriera pracującego na zlecenie zmarłej matki, ostatniej prezydent Miast Zjednoczonych Ameryki. Jego zadaniem jest łączyć miasta dawnego USA poprzez rozbudowę sieci chiralionowej – magicznego Internetu przyszłości, czerpiącego swą moc z krainy umarłych. Sam jest jednym z niewielu, którzy mogą podróżować po powierzchni. Dzięki temu, że kiedyś wrócił z krainy umarłych, jest odporny na działanie deszczu temporalnego. Do tego wyposażono go w dziecko łącznikowe (ŁD): trzymanego w fasolce na piersi pół-żywego, pół-martwego, prawie-że-poronionego bobaska, utrzymującego magiczne łącze z pogrążoną w śmierci mózgowej matką i potrafiącego wykrywać umarłych za pomocą mechanicznej ręki przymocowanej do kostiumu kuriera (sic!).

premiera death stranding

Ale nie tylko Sam wędruje po Ameryce. Są także inni kurierzy – pracujący dla Bridges i firmy kurierskiej Fragile. I terroryści pragnący, jak to terroryści, doprowadzić do ostatecznej zagłady ludzkości. No i MUŁ-y – zbuntowani kurierzy, próbujący ukraść wszystkie paczki świata, zwłaszcza te, które nosi Sam.

Większość ludzi tego świata może się wybrać na Plażę. To na wpół fizyczna, na wpół symboliczna granica między życiem i śmiercią, która wcale nie musi być plażą (ale zazwyczaj jest). To tutaj Sam ma się spotkać z Amelie. Swoją siostrą i jedyną nadzieją na odrodzenie Miast Zjednoczonych Ameryki.

Symulator kuriera? Nie zazdrościmy mu nawigacji

Jeżeli oglądając materiały promocyjne obawialiście się, że Death Stranding to tylko chodzenie, spieszę zapewnić, że wcale tak nie jest. Najwięcej czasu spędzicie wpatrując się w menusy zarządzania ekwipunkiem. Fatalnie zaprojektowane i bardzo nieintuicyjnie obsługiwane są kluczowe do przeprowadzenia udanej dostawy. Rozkład paczek na ciele Sama ma bowiem znaczenie dla jego mobilności i stabilności. A oprócz paczek warto też zabrać w podróż jakąś broń, drabinę do wspinania się na wzniesienia, chiralionowe assemblery mogące budować mosty i buty na zmianę. Death Stranding jednocześnie więc zachęca do dźwigania, jak największej ilości ekwipunku i przygotowywania się na każdą ewentualność, i uprzykrza graczowi zabawę, czyniąc z każdej dodatkowej paczki utrapienie.

Gdy w końcu wyruszycie, będziecie się musieli przejmować wieloma rzeczami. Po pierwsze: stabilnością i wytrzymałością Sama. Po drugie: stanem paczek niszczonych przez deszcz temporalny i wstrząsy. Po trzecie: stanem krwi/zdrowia Sama. Po czwarte: poziomem moczu Sama – mojemu zdarzyło się zsikać. Po piąte: stanem obuwia Sama – buty po pewnym czasie się rozpadają. Po szóste: pogodą. Po siódme: umarłymi. Po ósme: MUŁ-ami i terrorystami. Po dziewiąte: odbudowywaniem autostrad. Po dziesiąte: samopoczuciem ŁD, które można ukołysać, by przestało płakać. Po jedenaste: trasą.

death stranding sam porter bridges

Z połączenia tych wszystkich elementów powstała gra o wędrowaniu, w której zaskakująco mało jest radości z samej wędrówki. Za każdym razem, gdy udało mi się wpaść w trans i całkowicie skupić na chodzeniu, gra wybijała mnie z tego stanu kolejnymi przeciwnościami losu. I choć z początku cieszyłem się, że w Death Stranding jest akcja, szybko przekonałem się, że przydarza się ona niemal zawsze wtedy, gdy nie mam na nią ochoty.

Ale i sama akcja nie daje satysfakcji. W Death Stranding praktycznie nie ma wyreżyserowanych scen akcji. Zdecydowana większość z nich to przypadkowe spotkania, podczas których sandboxowy świat reaguje na obecność Sama. Ma to swój urok w grach ze sztywnym scenariuszem – w stylu Red Dead Redemption 2 czy GTA5 – w których zawsze można wrócić do głównego wątku. Jednak w momencie, gdy stanowią cały gameplay, ich chaotyczność i przypadkowość burzy dramatyzm opowieści.

Co więcej, dwie poetyki Death Stranding – wędrówka i walka – wciąż toczą ze sobą spór o pierwszeństwo. W rezultacie żadna z nich nie sprawia prawdziwej satysfakcji. Podczas 40 godzin gry ani razu nie udało mi się pospacerować w spokoju tak długo, jakbym chciał (nie usłyszałem do końca ani jednej piosenki Low Roar!). Z kolei momenty akcji niszczyły mi mechaniki gry o chodzeniu: absurdalnie wielki plecak Sama przesłaniał zbyt dużą część ekranu; leczenie się workami z krwią działa zbyt wolno; a skomplikowane, wieloekranowe menu ekwipunku przestaje być funkcjonalne, gdy musisz w ciągu ułamka sekundy zmienić broń.

Niezamierzony komizm Hideo Kojimy

Inna sprawa, że nawet podstawowe mechaniki Death Stranding działają źle i komicznie. Przez pierwszych 10-12h rozgrywki Sam jest skrajnie niestabilny, jakby dopiero uczył się chodzić (choć jest legendarnym kurierem!). Kończy się to ciągłymi wywrotkami, nawet na płaskim gruncie. Później chodzenie staje się łatwiejsze, za to coraz więcej czasu pochłania wspinaczka. Niemająca oczywiście nic wspólnego z realistyczną wspinaczką, a przypominająca uporczywe podskakiwanie przy pochyłej ścianie, praktykowane przez wielu w Skyrimie.

death stranding 2 hideo kojima

Jeszcze gorzej jest, gdy korzystamy z pojazdów. Motocykle i furgonetki przyspieszają podróż, ale fatalny model jazdy nie daje żadnej satysfakcji, a maszyny wieszają się na przypadkowych skałach. Ostatecznie najlepszym środkiem transportu okazują się linki rozwieszane pomiędzy tyrolkami – z tym tylko zastrzeżeniem, że taki sposób poruszania się w zasadzie zdejmuje z gracza jakąkolwiek odpowiedzialność. Co prowadzi do konkluzji, że w Death Stranding najprzyjemniejsze są te momenty, gdy nie musimy grać.

Na wszystkie niewygody rozgrywki można by przymknąć oko, gdyby gra potrafiła zmotywować gracza do podjęcia wyzwania. Problem w tym, że w Death Stranding – grze, która skupia się na budowaniu relacji pomiędzy ludźmi – jest bardzo mało ludzkich postaci. Przygniatającą większość kursów będziecie wykonywać dla stereotypowych urzędasów, widocznych tylko na hologramach. Większość nie ma żadnej historii, a ci, którzy mają, toną w stereotypach i banałach. Sam nie ma wstępu do podziemnych miast, więc jedyna ludzkość, jaką ratuje gracz, to betonowe bunkry wystające ponad powierzchnię ziemi.

Fabuła Death Stranding również leży

Nie lepiej jest z ważnymi postaciami fabularnymi. Die-Hardman, Deadman i Heartman ciekawe mają tylko imiona. Jeżeli jednak przyjrzymy się im samym, dostrzeżemy jednowymiarowe postaci o przerysowanej psychologii i życiorysie wprost z wyobraźni Kojimy. Ich główną aktywnością jest tłumaczenie graczowi świata przedstawionego w niekończących się monologach. Nawet po 30 godzinach Die-Hardman potrafił tłumaczyć mi rzeczy tak podstawowe jak „co to jest pancerz”.

Nieco lepiej sprawa się ma z postaciami kobiecymi: Mamą i Fragile. Obie mają interesujące życiorysy, a odgrywającym je aktorkom (zwłaszcza grającej Mamę Margaret Qualley) udało się nadać im nieco głębi. Ale już Amelie, czyli „ta, dla której to wszystko robimy”, „ta, przez którą to wszystko” i przyszła prezydent UCA pozbawiona jest jakiejkolwiek charyzmy.

death stranding na tokyo game show 2019

Sama fabuła też nie porywa. W Death Stranding jest zaskakująco mało kojimowego szaleństwa. Wszystkie najdziwniejsze rzeczy widzieliście już na trailerach i dzieją się one w ciągu pierwszych dwóch godzin gry (w trakcie których jest może 15 minut gameplayu). Później na wiele godzin historia się uspokaja i upodabnia do naprawdę źle napisanego filmu egzystencjalnego w dekoracjach taniego science fiction. By raz jeszcze przyspieszyć w szalonym, zagmatwanym finale, w którym zwrot akcji goni za zwrotem akcji, nikt nie jest tym, kim się wydawał, a zagłada ludzkości jest najmniejszym ze zmartwień gracza.

Większość opowiadanych w Death Stranding wydarzeń rozgrywa się na poziomie przeciągających się monologów, w których przestawiana jest sytuacja w Miastach Zjednoczonych Ameryki. Sam bardzo rzadko w ogóle się odzywa. Zazwyczaj jest po prostu biernym słuchaczem. Główne przesłanie gry – mówiące, iż „trzeba Amerykę znów uczynić całością” („Make America Whole Again”, subtelnie) – powtarzane jest niemal w każdym zdaniu. Jakby scenarzyści wątpili w jakąkolwiek inteligencję gracza.

Zresztą powtarzanie komunikatów – zabieg, z którego Kojima jest znany – to zmora także Death Stranding. Przygotujcie się na to, że każdą informację o świecie usłyszycie co najmniej 10 razy. Bądźcie gotowi na ciągłe telefony od Die-Hardmana, pragnącego wytłumaczyć jeszcze jeden oczywisty element fikcji Death Stranding. I na maile, w których te same rzeczy tłumaczone są raz jeszcze, tym razem na piśmie.

Gra pełna społecznościowych banałów

Najciekawsza w Death Stranding jest warstwa społecznościowa. Gra zachęca, by podpiąć konsolę do Internetu. Dzięki temu współdzielimy mapę z innymi graczami, co objawia się wybudowanymi przez innych budynkami i znakami rozrzuconymi w kluczowych miejscach. Zazwyczaj jest to pomocny most postawiony w niebezpiecznym miejscu rzeki albo ostrzeżenie przed strefą opanowaną przez zmarłych. Wspólnego wysiłku wymaga budowanie autostrad – znoszenie potrzebnych materiałów jest czasochłonne i choć wystarczająco uparty gracz mógłby podołać zadaniu w pojedynkę, to fakt, że jest to praca zbiorowa znacznie sprawę przyspiesza.

death stranding grafika oparta na silniku decima

Dzięki tym mechanikom po około 15-20 godzinach rozgrywki, gdzieś na poziomie 4-5 rozdziału, Death Stranding zmienia się w grę nieco przystępniejszą. Gracz nie musi już pokonywać wielkich odległości na piechotę, bo może skorzystać z sieci tyrolek albo przejechać się autostradą. Nie wpada też wciąż na przeciwników, bo strefy opanowane przez wroga oznaczone są znakami. A jak już wpada, to nie musi uciekać, bo we wspólnych skrzynkach często można znaleźć broń.

To rodzi wdzięczność wobec innych graczy i podkreśla zjednoczeniowy wydźwięk gry – rzeczywiście scalanie Ameryki ma sens, bo im bardziej jest ona scalona, tym lepszą grą jest Death Stranding. Dodatkowo fakt, że w grze nie ma możliwości wysyłania negatywnych sygnałów (są tylko lajki i sympatyczne pozdrowienia), czyni z Death Stranding grę podnoszącą na duchu.

Fałszywy morał Death Stranding

Doceniając to przesłanie warto jednak zadać pytanie, czy tak prosty morał naprawdę wart jest tak wielkich nakładów pracy. Osobiście uwielbiam twórców, którzy świadomie uprzykrzają graczowi życie i „uszkadzają” rozgrywkę, by przekazać coś ważnego. Idealnym przykładem takiej gry jest Papers, Please. Ale Lucas Pope używa nudnego gameplayu, zmuszającego gracza do nieznośnej drobiazgowości, by powiedzieć rzeczy skomplikowane.

Papers, Please to gra o funkcjonowaniu jednostki w totalitarnym systemie. Utwór zadający pytania, o to jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla ratowania bliskich przed brutalną władzą. Mówiąca jednocześnie, że totalitarnej machiny nie zadowolą nawet największe wyrzeczenia i najbardziej upokarzające kompromisy. Przyznacie, że to całkiem skomplikowane przesłanie. A Pope’owi wystarczą do tego 4 godziny gameplayu.

death stranding trailer

Death Stranding mówi, że warto być dobrym, a budowanie relacji międzyludzkich ma sens. Tak. To prawda. Ale to morał na poziomie szkoły podstawowej i naprawdę wątpię, by trzeba go było wałkować przez 40 godzin, z których pierwsze 20 to przeciągający się okres cierpienia i złego gameplayu, mający dowieść jak źle jest człowiekowi oderwanemu od społeczeństwa. Mówiąc krótko: lekcja Death Stranding jest słuszna, ale i oczywista. Zaś sposób jej przekazania męczący i odpychający.

Problemem jest też fakt, iż morał Death Stranding wybrzmiewa fałszywie, bo nie wspiera go warstwa fabularna. W grze tak mocno akcentującej konieczność budowania relacji społecznych, społeczeństwo zostaje ograniczone do zleceniodawców i zleceniobiorców, a wszystkie niemal interakcje międzyludzkie przyjmują charakter interesów (dostarcz przesyłkę, a w zamian dostaniesz ocenę, odblokujesz kolejne bronie i nauczysz się stabilniejszego chodu).

Zdumiewa też to, jak bezkrytycznie Kojima wykorzystuje hollywoodzki mit Ameryki. Górnolotne banały wygłaszane przez bohaterów Death Stranding brzmią czasami jakby zostały żywcem wyjęte z zimnowojennego kina akcji, w którym wolność mierzyła się z komunizmem. Sprzeciwiając się nacjonalistycznemu egoizmowi ludzi pokroju Donalda Trumpa (którego hasło wyborcze jest tu wprost parafrazowane), Kojima porusza się w tym samym systemie wartości. Być może Death Stranding stawia solidarność ponad egoizmem, ale Ameryka wciąż jest wyjątkowym, pięknym marzeniem o szczęściu i pomyślności.

Sam ma problemy z komunikacją

Bardzo naskórkowo potraktowano też problem komunikacji. Choć Death Stranding zachęca do wysyłania pozytywnych komunikatów, to są nimi zwykłe lajki. A przecież to nie tyle forma porozumiewania się, co markowania takiego porozumienia. Wymysł psychologów i marketingowców mający podrażnić przyczajony w mózgu ośrodek przyjemności i dawać wrażenie, że naprawdę w czymś uczestniczymy. Choć w rzeczywistości wciąż klikamy bezpiecznie w domu, nie wchodząc z nikim w prawdziwą interakcję.

death stranding trailer

Na tym froncie Death Stranding przypomina utwór sprzed 10 lat, gdy ludzie wierzyli jeszcze naiwnie, że wielkie cyfrowe korporacje zapewnią nam świetlaną przyszłość: na Facebooku będziemy odbudowywać szkolne przyjaźnie, YouTube uczyni z nas filmowców, wolna od polityki Wikipedia zastąpi dzieciom szkoły, a Twitter stanie się sensowną platformą wymiany myśli.

I jeszcze uszczypliwość na koniec. Niemal wszystko co można wybudować w Death Stranding – czy to samemu, czy to dzięki społeczności – wygląda szpetnie. To aż zdumiewające, jak leniwe zaprojektowane są te kryjówki, mosty i wieżyczki – zbudowane z betonu i stali, zimne, szkaradne bryły. Rozbudowując sieć autostrad i systemy parasoli oszpecamy oszałamiające krajobrazy wykreowane przez grafików. Bo, to trzeba przyznać uczciwie, świat Death Stranding wygląda przepięknie. Dopóki nie zepsują tego gracze.

Recenzja Death Stranding – podsumowanie

Staram się nigdy nie używać w recenzjach formuły: „gra nie dla wszystkich”. To intelektualne lenistwo, pójście po linii najmniejszego oporu. To oczywiste, że nie ma gry dla wszystkich i oczywiste, że pośród 7 miliardów ludzi znajdzie się miłośnik nawet najgorszego gniota. Zadaniem recenzenta wydaje mi się nie uciekanie przed odpowiedzialnością w gładkie banały, ale wydanie dobrze uargumentowanego werdyktu, którego logikę trudno będzie podważyć.

Ale Death Stranding mnie pokonał. Widząc, jak wiele zbiera pozytywnych ocen i jak gorąco jest broniony przez fanów muszę przyznać, że być może rzeczywiście śliska formułka o „grze nie dla wszystkich” ma tutaj zastosowanie. Mnie Death Stranding zniesmaczyło i zniechęciło, ale w tym oto miejscu przyjmuję do wiadomości, że są na świecie ludzie, którzy bawią się przy tej grze doskonale.

death stranding nowe screeny

Dlatego, jeżeli jesteś fanem bełkotliwych pseudofilozoficznych scenariuszy podawanych w formie ciągnących się w nieskończoność monologów, wygłaszanych przez sztywnych aktorów… jeżeli lubisz odmóżdżający, nieumiejętnie zaprojektowany gameplay, mający wprawić w stan odrętwienia, ale ponoszący na tym froncie klęskę i zamęczający irytującymi przygodami… jeżeli jesteś w stanie poświęcić 20 godzin grze po prostu złej, by później cieszyć się z gry co najwyżej przeciętnej, a po 40 godzinach dobrnąć do gry prawie że dobrej, tylko po to, by usłyszeć oczywisty morał o tym, że powinniśmy być mili… jeżeli uwielbiasz nieintuicyjnie zaprojektowane tabelki, opisane zbyt małą czcionką, a żmudne i upierdliwe zarządzanie ekwipunkiem brzmi w twoich uszach sexy… jeżeli lubisz zaśmiecać pięknie zaprojektowane krajobrazy jazgotliwym śmieciem, słuchając muzyki Low Roar… to mam ci do powiedzenia dwie rzeczy. Po pierwsze: jesteś przepiękną, unikalną istotą ludzką i nie masz się czego wstydzić. Po drugie: Death Stranding jest najlepszą grą, w jaką zagrasz w 2019 roku i szczerze zazdroszczę ci dobrej zabawy.

Serio.

Jeżeli jednak nie identyfikujesz się z powyższym opisem… jeżeli gry wideo nie są dla ciebie hipsterskim hobby wypełnionym cierpieniem… jeżeli cenisz towarzystwo przyjaciół, weekendy, Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, dobrą sztukę, wesołą zabawę, rozmowy z bliskimi, miłość, prawdę i piękno… słowem: jeżeli nie obca jest ci radość z życia… jeżeli grałeś kiedyś w jakąkolwiek inną, porządnie zaprojektowaną grę… jeżeli miałeś kiedyś do czynienia z poprawnie napisanym tekstem literackim… jeżeli lubisz ciekawą, angażującą intelektualnie rozrywkę… jeżeli cenisz swój czas… to w nowym dziele Hideo Kojimy dostrzeżesz męczącego, pretensjonalnego, niezamierzenie śmiesznego gniota.

Bo tym właśnie jest.

Zdjecie recenzji

Nie polecamy

Męczący, pretensjonalny, niezamierzenie śmieszny gniot.

Oceń grę

  • ścieżka dźwiękowa

  • ambicja

  • rzadkie chwile wędrówkowego zen

  • piękne krajobrazy


  • pierwsze 10-12h gry

  • kolejne 28h gry, ale już mniej

  • fabuła

  • miałcy bohaterowie

  • chodzenie

  • wspinaczka

  • strzelanie

  • długość

  • ohydne budowle

  • menusy, w których spędzamy mnóstwo czasu

  • model jazdy pojazdów

Tony Hawk’s Pro Skater 1 + 2. Remaster idealny

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Loki w Fortnite

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Nie żyje pierwowzór psa z Fallout 4

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Woroq
Woroq
6 lata temu

Czuje straszny dysonans, czytając ten tekst. Z jednej strony, Tomasz wyśmiewa stwierdzenia typu „to gra nie dla wszystkich”, z drugiej strony stosuje mechanizmy, które w moich oczach deprecjonują ten tekst do poziomu taniej sensacji. Wyolbrzymianie wad, aby podkreślić swój stosunek do gry jeszcze rozumiem. Ale szantaż emocjonalny „jeśli podoba Ci się ta gra, to jesteś idiotą”, zamyka jakąkolwiek dyskusję. Mam wrażenie, że takie argumenty nie powinny znajdować się w tekście tak doświadczonej osoby jak Tomasz. Chyba, że to świadoma prowokacja, jest tym wszystkim jakieś drugie dno. Sam gram od premiery w DS, 3ci rozdział. Nie jestem kodżimistą, nienawidzę otwartych światów… Dowiedz się więcej »

Adam
Adam
6 lata temu
Ocena :
     

Zgadzam się z recenzją. Poddaję się w połowie gry. Dla mnie ta pozycja to jedna wielka męczarnia, zmuszałem się ale nie dam rady…

A A
A A
6 lata temu

Chyba graliśmy w inne gry, robię platynkę i bawię się doskonale 🙂

Yossarian_pio
Yossarian_pio
6 lata temu
Ocena :
     

Chyba faktycznie gramy w dwie różne gry, bo mnie ta produkcja urzekła. „Po czwarte: poziomem moczu Sama – mojemu zdarzyło się zsikać. Po piąte: stanem obuwia Sama – buty po pewnym czasie się rozpadają.” Serio !!! ? Coś słabo recenzent grał, skoro nie zauważył, że należy opróżnić pęcherz xD, a przecież można to zrobić nie tylko w każdej bazie/kryjówce Sama, ale także w dowolnym miejscu – wystarczy ogarnąć dobrze interface gry. Buty się rozpadają ? Wow naprawdę ciężko tego nie kontrolować…. a może wystarczy np. zdobyć schemat poziomu 3-ciego. Chyba faktycznie gramy w dwie różne gry. Z zarzutami, że Samem… Dowiedz się więcej »

Zagrano.pl - Recenzje, premiery, zapowiedzi

Zagrano.pl to portal dla dojrzałych graczy i fanów jakościowej rozrywki. Znajdziesz tu nie tylko newsy ze świata gier na każdą z platform, ale też trafne i wyważone opinie o najnowszych i nieco starszych produkcjach. Zagrano.pl to jednak coś więcej niż gry. To newsy i ciekawostki na temat ulubionych seriali i kinowych nowości oraz recenzje komiksów i gier planszowych. Nie wiesz, czy długo wyczekiwany tytuł na PlayStation 4 wart jest ogrania? Sprawdź opinie naszych recenzentów! Planujesz kupić nowe słuchawki czy gogle VR, ale nie wiesz, na co dokładnie się zdecydować?

Doświadczeni gracze specjalnie dla ciebie testują najnowsze sprzęty i podpowiadają, co sprawdza się najlepiej. Na Zagrano.pl odnajdą się wszyscy: niedzielni gamerzy i oraz gracze z wieloletnim doświadczeniem. Daty premier wyczekiwanych tytułów, newsy i wrażenia z przedpremierowych pokazów gier, ciekawostki i wyjaśnienia dotyczące tych elementów gry, które bywają szczególnie zastanawiające. Świat technologii i dobrej rozgrywki nie ma przed nami tajemnic. Tradycja też jednak ma znaczenie, dlatego obszernie piszemy m.in. o komiksach, które cieszą się coraz większą popularnością (nie tylko wśród dojrzałych graczy). A dla tych, którzy nie mogliby żyć bez ulubionych seriali przygotowujemy solidną porcję ciekawostek na temat ich ulubionych bohaterów. Technologia, tradycja, recenzje, rozrywka i przede wszystkim jakość. Wszystko to zebraliśmy w jednym miejscu - na zagrano.pl. Twoim miejscu.

W aktualnościach znajdziesz najświeższe informacje ze świata gier i technologii. Newsy pobierane są ze sprawdzonych źródeł i dotyczą szerokiej tematyki - każdy gracz (i nie tylko gracz) znajdzie tu interesującą go informację. Chcesz sprawdzić, czy data premiery wyczekiwanej gry na PlayStation 4 nie została przesunięta lub na jakim etapie są prace nad nową produkcją? Albo kiedy na Netflixie pojawi się dobrze rekomendowany serial? Jeśli takie informacje są już dostępne - znajdziesz je także u nas.

Wiemy, jak trudno jest obecnie znaleźć sprawdzone informacje i jak ciężko jest wydobyć je z wielu fake newsów. Dlatego przekazywana jest nas wiedza weryfikowana jest przez kilku autorów, a jeśli aktualności dotyczą pogłosek i plotek na temat danej produkcji - wtedy jest to jasno podkreślane. Szanujemy czas graczy i pasjonatów technologii.

Subiektywna opinia może kogoś przekonać lub zniechęcić do zakupu gry, komiksu czy planszówki. Może też rzucić światło na mankamenty produkcji, których nie zauważa się wcześniej lub uznaje się je za mało istotne. Z kolei podkreślenie zalet może przekonać kogoś do kupna gry, której dany gracz wcześniej nawet nie chciał mieć w swojej kolekcji.

Nasi recenzenci dokładnie prześwietlają wszystkie produkcje i produkty po to, aby ułatwić wybór innym. Spędzają godziny przed konsolami i komputerami, a także przy stole za planszą lub przed ekranem z Netflixem, żeby wychwycić wszystkie nieprawidłowości i drobne smaczki. Później rzetelnie dzielą się wrażeniami z innymi graczami, widzami, czytelnikami.

I choć ich przeżycia są ważne, to każdy z recenzentów nie zapomina też o zdrowym obiektywizmie. Właśnie dlatego nasze recenzje są kompletne.

Komputery osobiste to coś, bez czego nie potrafimy już wyobrazić sobie życia. Pojawiły się w na początku lat 70. Pierwsze tego typu maszyny zostały wyprodukowane przez firmy Hewlett-Packard, IBM oraz Xerox. Spory o to, który producent był pionierem, trwają do dziś. Za pierwszy komputer osobisty zbliżony w swoim charakterze do obecnych maszyn, uważany jest Altair 8800, dzieło firmy MITS. Pojawił się w 1975 roku, a jego nazwa została prawdopodobnie zaczerpnięta ze „Star Treka”.

Kolejne lata w branży to dominacja dwóch firm – IBM oraz Microsoftu. IBM wprowadził modę na komputery osobiste i wyprodukował modele, które cieszyły się dużą popularnością. Z kolei firma Bila Gatesa, Microsoft, dostarczał do nich systemy operacyjne. Na początku był to DOS, a później kolejne wersje znanego wszystkim Windowsa. Zaletą komputerów była możliwość rozbudowy poprzez wymianę części. To z kolei napędzało rynek i ułatwiło rozwój branży. Z czasem komputery wyposażano w coraz bardziej wydajne podzespoły.

Obecne komputery znacznie różnią się od swoich pierwowzorów. Poza maszynami stacjonarnymi mamy możliwość korzystania z takich urządzeń jak laptop, netbook, ultrabook czy tablet. Warto pamiętać o tym, że komputery osobiste to nie tylko narzędzia do pracy. Z powodzeniem mogą konkurować z konsolami. Wśród kultowych gier dostępnych wyłącznie na tę platformę, znajdziemy takie tytuły, jak serie Age Of Empires, Heroes of Might and Magic, Cywilizacja, Settlers, Football Manager, czy pierwsze części Diablo lub Fallouta.

Xbox to dobrze znana marka stworzona przez giganta z Redmond, czyli Microsoft. Do tej pory w ramach serii na rynku pojawiły się trzy konsole, należące do szóstej, siódmej i ósmej generacji. Pierwszy model to Xbox, który zadebiutował w listopadzie 2001. W 2005 roku pojawił się jego następca, czyli Xbox 360.

Najnowszy model to Xbox One. Trafił na rynek 21 maja 2013 roku. Jego wielką zaletą jest częściowa kompatybilność wsteczna. Oznacza to, że bez problemu zagramy w większość starszych gier. Xbox one wyposażony jest w 8-rdzeniowy procesor z częstotliwością 1.75 GHz i 8 GB RAM-u. Atrakcyjnym dodatkiem do konsoli jest Kinect, czyli czujnik ruchu umożliwiający granie bez kontrolera. Do sterowania możemy wykorzystać własne ciało oraz głos.

W 2016 roku pojawiła się ulepszona wersja konsoli – Xbox One S. Charakteryzuje się białym kolorem i jest o 40% mniejsza niż wersja oryginalna. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, nowy model umożliwia obsługę filmów w 4K oraz przeskalowanie gier do takiej rozdzielczości. Pełną obsługę i granie w 4K zapewniła dopiero kolejna wersja konsoli, czyli Xbox One X.

Historia PlayStation rozpoczęła się 3 grudnia 1994, kiedy pierwsza konsola Sony została wydana w Japonii. Jej „ojcem” nazywany jest Ken Kutaragi. PS4 to czwarta konsola z rodziny PlayStation wyprodukowana przez firmę Sony Computer Entertainment. Model należy do konsoli ósmej generacji. Został wyposażona w 8GB RAM-u oraz 8-rdzeniowy procesor, który zaprojektowała firma AMD. Konsola zadebiutowała w świecie elektronicznej rozrywki 20 lutego 2013 roku w Nowym Jorku. Obecnie dostępna jest także w wersji Slim (mniejszy rozmiar) oraz Pro (większa moc obliczeniowa, obsługa technologii 4K).

Standardowo konsola wyposażona jest w kontroler DualShock. Mamy możliwość podłączenia również innych akcesoriów, jak na przykład kierownice, pistolety czy kontrolery PlayStation Move, które razem z goglami VR umożliwiają grę w wirtualnej rzeczywistości.

PlayStation to najpopularniejsza marka konsoli dostępnych na rynku, posiadająca największą bazę graczy. Liczba sprzedanych egzemplarzy PS4 przekroczyła 75 milionów. Do gry przez sieć wymagane jest wykupienie PlayStation Plus. W ramach abonamentu subskrybenci otrzymują każdego miesiąca kilka gier do pobrania bez dodatkowych opłat.

Wśród ekskluzywnych tytułów, wydanych jedynie na konsole PlayStation, znajdują się takie gry, jak God of War, Bloodborne, Crash Bandicoot, popularna seria Uncharted, Gran Turismo czy The Last of Us.

Nintendo to japońska firma bardzo dobrze znana w świecie elektronicznej rozrywki. Jej specjalność to produkcja konsoli, w tym modeli przenośnych. Sukces przyniosło firmie wypuszczenie na rynek konsoli NES (Nintendo Entertainment System) w 1983 roku, w czasie kryzysu w branży gier. Kolejnym dobrym posunięciem było stworzenie Game Boya, który szybko stał się flagową produkcją Nintendo i dla wielu osób do dziś jest kultowy. Kolejne warte uwagi konsole wypuszczone przez Nintendo to SNES, Nintendo 64, Nintendo 3DS, następne wersje Game Boya oraz wyposażona w bezprzewodowe kontrolery Wii.

Nintendo Switch to najnowsze dzieło japońskiej firmy. Poręczna konsola zadebiutowała 3 marca 2017 roku. To bezpośredni następca Wii U. Główną zaletą Switcha jest to, że można grać zarówno w wersji przenośnej, jak i podłączyć konsolę do telewizora. Sprzęt został wyposażony w procesory firmy Nvidia, oparte na technologii Tegra X1. W zestawie znajdują się dwa kontrolery. Poza standardowymi rozwiązaniami, zostały wyposażone w żyroskop, akcelerometr oraz wibracje haptyczne. Dodatkowo prawy kontroler, Joy-Con R posiada także sensor podczerwieni, który pozwala identyfikować gesty i obiekty. Najpopularniejsze gry wydane na Switcha to The Legend of Zelda: Breath of the Wild, Super Mario Odyssey, Mario Kart 8 Deluxe, Celeste czy Rocket League.

Technologia nie ma przed nami tajemnic. Sprawdzamy zarówno nietłukące się wyświetlacze (czy rzeczywiście takie istnieją?), jak i najnowsze klawiatury czy gogle wirtualnej rzeczywistości. Podpowiadamy, jakie modele komputerów, gogli, smartfonów i klawiatur są najlepsze. Tylko porządny sprzęt uzyska nasze pozytywne opinie - nie akceptujemy technologii, która zamiast ułatwiać życie powoduje frustrację graczy lub użytkowników.

Jeśli więc nie wiesz, na co się zdecydować- nieważne czego szukasz - sprawdź nasze opinie o sprzętach. Być może właśnie dzięki nam wybierzesz dokładnie to, czego potrzebujesz.

Netflix to najpopularniejsza internetowa wypożyczalnia. Platforma oferuje dostęp online do filmów i seriali w ramach miesięcznego abonamentu. Swoim zasięgiem obejmuje prawie cały świat (oprócz Chin, Syrii, Krymu oraz Korei Północnej). Według danych ze stycznia 2018 roku, liczba osób opłacających abonament to 117 milionów.
 
Firma została założona w Kalifornii w 1997 roku. Na początku jej działalność opierała się na wypożyczaniu płyt DVD pocztą. Dopiero dziesięć lat później, po wypożyczeniu ponad miliarda płyt, Netflix wzbogacił swoją ofertę, udostępniając produkcje online. W Polsce platforma zadebiutowała oficjalnie we wrześniu 2016 roku. 
 
Dzięki serwisowi mamy możliwość oglądania produkcji filmowych oraz seriali w ramach usługi VOD. Platforma jest dostępna przez internet, ale niektóre pozycje można oglądać także offline. Po opłaceniu abonamentu możemy oglądać wszystkie materiały dostępne na stronie – nie ma żadnych dodatkowych opłat.
 
Firma zajmuje się także produkcją. Seria Netflix Originals to filmy i seriale stworzone lub współtworzone przez Netflixa. Najpopularniejsze tytuły to seriale: Stranger Things, Orange is the New Black czy Narcos oraz filmy: Gra Geralda, Okja , Mudbound.

Chcesz wiedzieć, po jakie komiksy warto sięgnąć albo przekonać się, że ten gatunek to nie tylko Thorgal i Sandman? Jeśli tak, to dobrze trafiłeś - w tym dziale odnajdą się zarówno zagorzali fani komiksów, jak i kompletni laicy, którzy dopiero zaczęli interesować się tematem.

Naszym najważniejszym przesłaniem jest to, że komiksy są dla każdego. Różne rodzaje historii dopasowane są do wieku i doświadczenia czytelnika oraz jego gustu. Nasi recenzenci podpowiadają, na co warto zwrócić uwagę oraz na bieżąco informują o nadchodzących premierach i najważniejszych wydarzeniach.

Nie możesz doczekać się premiery kolejnego sezonu swojego ulubionego serialu i zależy ci na wszystkich nowinkach, jakie go dotyczą? A może szukasz opinii na temat nowej produkcji, do której nie jesteś do końca przekonany? Nie martw się, jesteśmy tu dla ciebie. Na bieżąco piszemy o nadchodzących premierach i wszystkich ciekawostkach związanych z serialami, a m.in. Netflix nie ma przed nami tajemnic. Dzięki temu działowi możesz spędzić ze swoimi ulubionymi serialowymi bohaterami jeszcze więcej czas niż tylko ten, który poświęcasz im siedząc przed ekranem.