Avengers Endgame. Spoilerowa recenzja filmu

Magdalena Witkowska Premiery i zapowiedzi Publikacja: 7.05.2019, 15:00 Aktualizacja: 7.05.2019, 11:55
Zakończyła się III Faza MCU. Już wiemy, że bracia Russo podołali, a Endgame - mimo pewnych problemów - to po prostu genialne zakończenie historii, spełnienie snu geeka zakochanego w produkcjach Marvela. Dzisiaj przychodzimy ze spoilerowym omówieniem tego filmu.
6 Udostępnień

Zanim przeczytacie tę recenzję…

Jeśli zależy wam na opinii bez spoilerów, zapraszamy do naszej poprzedniej recenzji Avengers Endgame, którą napisał Marcin. Jeśli jednak spoilery wam niestraszne – polecamy recenzję Magdy, w której ta omawia najważniejsze elementy Endgame. Trailery zapowiadały film na wysokim poziomie i prawdziwą gratkę dla fanów serii. A jak wyszło?

O czym opowiada Endgame?

Zanim przejdę do omówienia tego filmu, muszę uprzedzić – nie polecam seansu osobom, które nie miały w ogóle do czynienia ze światem MCU. Porównałabym to do czytania ostatniego tomu długiej serii książkowej bez znajomości poprzednich wydarzeń. Film da się zrozumieć, ale co to za przyjemność? Saga Infinity bazuje głównie na emocjach – szczególnie na przywiązaniu widzów do postaci. Poza tym nawiązania do poprzednich filmów obejmują nie tylko sceny z nich zaczerpnięte.

Film rozpoczyna się w jakieś 3 tygodnie po wydarzeniach z Infinity War. Wiemy, bo jedna z pierwszych sekwencji przedstawia Tony’ego Starka dryfującego w przestrzeni. Iron Man stojący przed perspektywą rychłej śmierci nagrywa wzruszającą wiadomość pożegnalną, dość konkretnie określając datę. Na szczęście w ostatniej chwili zjawia się Kapitan Marvel i – dzięki swojej potężnej mocy oddychania w sferze pozbawionej tlenu – odholowuje Starka na Ziemię. Spotykamy tam ocalałych Avengersów wraz z Pepper Potts. Grupa bohaterów niemal natychmiast postanawia wyruszyć w misję, aby jak najszybciej odpstryknąć co zostało pstryknięte. Szalonego Tytana odnajdują bardzo szybko, po czym sprawnie przechodzą do pokonania go, co jest tym łatwiejsze, że mają wśród siebie Kapitan Marvel. Jak można się domyślić, pokonanie Thanosa nie jest jednak takie proste. Po odebraniu rękawicy bohaterzy odkrywają że nie ma w niej Kamieni Nieskończoności. Tytan zniszczył je, tracąc przy okazji zdrowie i część swojej mocy. W tej sytuacji wydaje się, że nic nie ma szans zmienić biegu wydarzeń. Świetny prolog, który mógłby ukazać się już w poprzednim filmie stanowi przypomnienie z czym mierzy się grupa bohaterów.

Fabuły Endgame ciąg dalszy

Właściwa fabuła rozpoczyna się dopiero pięć lat później, kiedy Ant-Man zostaje (przypadkowo) uwolniony z Quantum Realm. Z jego perspektywy nie minęła nawet godzina od czasu zniknięcia połowy wszystkich stworzeń we wszechświecie. Scott przedstawia Avengers nawet nie plan, a pomysł na użycie podróży w czasie z wykorzystaniem cząsteczki Pyma. Czym jest ta cząsteczka? Endgame tego nie tłumaczy (bo wcześniej mogliśmy się tego dowiedzieć z poprzednich części Ant-Mana).

Pojawienie się Scotta stanowi mały kamyczek wywołujący całą lawinę wydarzeń. 5 lat po Infinity War nie spotykamy już tych samych ludzi co wcześniej. Wszyscy się zmienili, próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości nie jest łatwa. Na pewno nie obywa się to w taki sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Avengers formalnie jeszcze działa, ale w praktyce bohaterzy niewiele mają do roboty.

Nie wiadomo kto cierpi z tego powodu najbardziej. Czy Czarna Wdowa, dla której Tarcza stanowiła jedyną rodzinę? Hawkeye, który zwariował i lata po świecie zabijając ludzi i próbując nadać sens po utracie najbliższych? A może Thor, który wyparł się swojego dziedzictwa, siedzi na kanapie, gra na konsoli i opija się alkoholem?

Jak działają podróże w czasie według Avengers?

Jedną z licznych niezrozumiałych rzeczy, co do których dostajemy całe morze internetowej krytyki są podróże w czasie. Ludzie totalnie nie ogarnęli na czym one polegają. Nic dziwnego, bo 3 godzinny film nie każdemu pozwala na uważne oglądanie. Bo bohaterzy Endgame dokładnie tłumaczą, dlaczego nie można zabić Thanosa jeszcze w dzieciństwie. I po jaką cholerę te cząsteczki Pyma. Osobiście nie rozumiem tylko jednej rzeczy – skąd Thanos wziął tyle cząsteczek Pyma, żeby teleportować z 2004 roku całą swoją armię. Bo na Ziemi tyle tego nie mieli. No ale może np. drugi seans rozjaśni mi tę kwestię.

Z czasem w Endgame nie jest tak jak z Podróży do przyszłości i z innych filmów. Nie można zrobić tak jak proponuje Więzień Azkabanu. Każde cofnięcie się w czasie oznacza jednoczesne przemieszczenie się do innej rzeczywistości. Takie rozwiązanie jest zaczerpnięte z fizyki kwantowej. Bohaterzy nie mogli cofnąć się do przeszłości, aby zabić Thanosa, bo z ich punktu widzenia pstryknięcie palcami już się odbyło, a cofnięcie się w czasie jest ich przyszłością, a nie przeszłością. Innymi słowy tu nie ma efektu motyla (i dobrze, bo inaczej zniknęłaby Morgan. Stark nigdy by w tym nie pomógł). Jedyne co mogli zrobić to pożyczyć kamienie z innych rzeczywistości, a później oddać je z powrotem do tego samego miejsca. Gdyby tego nie zrobili, to jak wyjaśnia Ancient One, jeden ze wszechświatów mógłby zostać skazany na zagładę.

Whatever it takes bez patosu

Ostatnia część Avengers nie byłaby tym samym bez solidnej dawki dobrego humoru. Tym stoją wszystkie filmy MCU. Bracia Russo nie odeszli od zrównoważenia dramatycznych scen z tymi wywołującymi łzy śmiechu. Dzięki temu zupełnie nie czułam tych 3 godzin. Świetnie się bawiłam, ale że tłumaczone żarty nie są wcale śmieszne, przejdę do innych fragmentów. Te w kontekście zakończenia filmu są bardziej wzruszające.

Endgame daje nam możliwość zobaczenia ulubionych bohaterów od ludzkiej strony. Doceniają to szczególnie fani, którzy są z bohaterami MCU od lat. Dramat tych postaci odczuwamy razem z nimi, bo przecież doskonale rozumiemy przez co przechodzą. Najwięcej mamy oczywiście Iron Mana. Doceniam okazję by zobaczyć, że Stark ułożył sobie życie tak jak chciał, z małym dzieckiem i z Pepper. Taki zwykły moment z codziennego życia jak zmywanie naczyń, jedzenie lodów z Morgan i prześciganie się kto kogo kocha mocniej. “I love you 3000” to chyba najbardziej wzruszający mem. Rozmowa Tony’ego z Howardem Starkiem jest jak prezent pod choinkę. I w końcu dowiedzieliśmy się, dlaczego sztuczna inteligencja stworzona przez Tony’ego została nazwana Jarvis. Jednocześnie chyba każdy podskórnie przeczuwał, do czego prowadzi takie podbudowanie postaci od samego początku.

Nowe spojrzenie na bohaterów

Mamy też świetne spojrzenie na Kapitana Amerykę. On chyba najlepiej znosi tę całą rzeczywistość, bo wszystkie ukochane osoby już raz stracił. To on z całej ekipy najbardziej stara się znaleźć jasne punkty, za co prawie obrywa kanapką z masłem orzechowym. Jego rola jest tak samo epicka, jak rola Tony’ego. Niewiele jest w stanie przebić podniecenie geeków podczas sceny, w której Steve Rogers nareszcie podnosi Mjolnir i w pełni korzysta z mocy Thora. Jego odejście w ostatnim akcie było takie do przewidzenia. I ta niekonsekwencja fabularna jednocześnie pokazuje jak zmienił się Kapitan Ameryka od swojego pierwszego, nie najlepszego moim zdaniem filmu. Tego bohatera zawsze lubiłam najmniej, ale ostatnie filmy, od Civil War do Endgame zupełnie go odmieniają. Z nim mam taką relację jak z Sansą Stark z Gry o Tron. Cap w podobny sposób z irytującego chłopca w mundurku przeistacza się w intrygującego bohatera z którym łatwiej się utożsamiać. Tym bardziej doceniam łamanie przez niego zasad w ostatniej scenie.

Wzruszające są też “złapane chwile” podczas planowania zdobycia. Te momenty, gdzie wszyscy np. leżą na jakiejś kanapie, jednocześnie żartują, trochę sobie dogryzają, Widać, że wszyscy są jak rodzina, świetnie się czują we wspólnym towarzystwie. Czy Nick Fury pomyślałby, że jego Avengersi kiedykolwiek spotkają się na takiej stopie zażyłości, że będą jak żołnierze z których wojna robi najlepszych przyjaciół? Te drobiazgi nie tylko świetnie podbudowują dramaturgię późniejszych wydarzeń. Przede wszystkim dają one powody do tego, żeby tym chętniej oglądać Endgame i w ogóle wszystkie filmy Marvela jeszcze raz.

Superbohaterki rządzą

Finał roboczo nazwany (przeze mnie) “sztafetą superbohaterów” jest epicki. Przekazywanie między superbohaterami kompletnej rękawicy nieskończoności śledzi się z zapartym tchem. W pewnym momencie rękawicę przejmuje Kapitan Marvel i z pomocą innych bohaterek próbuje wysłać tę rękawicę w przeszłość. Cieszę się z tego, że superbohaterki w świecie MCU w końcu doczekały się uwagi. Nie zostały tutaj potraktowane na zasadzie “no dobra, fajnie że są superbohaterki, cieszcie się że tu jesteście,a teraz idźcie się pobić poza kadrem”. Zupełnie nie rozumiem tej krytyki, że scena została nakręcona “pod publiczkę”, że jest niepotrzebna i w ogóle to laski idźcie się lalkami bawić.

Ten moment jest świetnie zbudowaną sceną, z całą dramaturgią. Zauważcie, że superbohaterki w większości filmów mają dość mało okazji do takiej współpracy, w której są pozostawione same sobie, bez “opieki” mężczyzny. Nie zgadzam się, że taka scena była niepotrzebna. Przeciwnie – w końcu twórcy dostrzegają że w kinie potrzebne są różne postaci kobiece. Nie tylko te biegające w lateksowym stroju podkreślającym ich seksapil. Większość fanek superhero wcale nie chce się utożsamiać z biuściastą Catwoman, a z nietuzinkową Walkirią, mądrą Wasp, potężną Scarlet Witch i dumną Okoye.

Emocjonujące sceny

Tak samo odbieram scenę z kamieniem duszy, po który wybierają się Hawkeye i Wdowa. Wiele osób uważa, że scena walki i bicie się o to prawo do poświęcenia się dla Kamienia Duszy jest męczące. I że w ogóle to nielogiczne, że Nebula ich nie uprzedziła w jaki sposób ten kamień może zostać zdobyty. Brakuje tylko pamięci, że to nie są ludzie z marmuru, a zwykli ludzie z niezwykłymi umiejętnościami. Ludzie którzy się spieszą by odzyskać swoich bliskich (a pośpiech złym doradcą jest). A poza tym jak inaczej mieli zdobyć ten kamień? Przecież nie zaplanowaliby wspólnie śmierci innego bohatera. Nie mogą też nagle zabrać kamienia z rąk Thanosa.

avengers endgame recenzja

Moim zdaniem to jedna z najbardziej dramatycznych i wbijających w fotel scen, bo wiemy że nie ma innego rozwiązania. Może gdyby Black Widow i Hawkeye dostali film mówiący o tym, jak narodziła się ich przyjaźń, byłoby to lepiej zauważalne. No ale czy 10 lat temu ktoś w ogóle myślał o kobiecie jako głównej bohaterce “złolce”, która się nawraca? Żeby to on ją zmieniał, a nie ona jego – i to bynajmniej nie z miłości romantycznej? No właśnie. Słyszałam również zarzut, że brakowało tego elementu w którym któreś musiało zdecydować, że drugie upadnie. Oczywiste, że żadne nie chce, by to drugie umarło. Ich bójka, chęć chronienia siebie nawzajem i ostateczne “zwycięstwo” Nataszy spowodowało, że po raz pierwszy na tym seansie po prostu się rozpłakałam. Jeśli już się czepiamy takich szczegółów to Hawkeye musiał zdecydować się puścić tę dłoń.

Avengers Endgame – ostateczny koniec i nowy początek

Nie da się ukryć, że samo zakończenie Endgame trochę boli. Z jednej strony mamy epickie pożegnanie z Tonym Starkiem. Nawet teraz jest mi smutno, że wszystko skończyło się właśnie w ten sposób. Bracia Russo trzymają się jednak zasad, które sami stworzyli. Świetnie został też potraktowany Kapitan Ameryka, który może w końcu wrócić i zatańczyć z Peggy Carter. Gdzieś w innej rzeczywistości w domyśle stworzył udane małżeństwo. Czy również z Peggy? Tego nie wiemy, wszyscy możemy się jedynie domyślać. Świetny jest moment w którym Kapitan siedzi na tej ławeczce, starszy przystojny pan który przeżył swoje życie po zakończeniu ostatecznej misji.

Trudno ten film oceniać pod względem gry aktorskiej. Nie bez przyczyny od lat do tych filmów zatrudniani są najlepsi aktorzy, ale z drugiej strony rozwój postaci w tym ogromnym uniwersum śledzimy nie od dziś. Endgame, podobnie jak Infinity War jest bardziej eventem dla geeków. Nie jest to też historia zemsty, ale opowieść o godzeniu się z tym, co jest i ruszaniu dalej. Zemsta na początku widowiska nie zmienia nic, ale odpowiednie działania i skuteczny plan pozwalają przywrócić to, co zostało utracone. Cały film stanowi zwieńczenie 11 lat trwania MCU i ukłon w stronę tych, którzy przez cały ten czas śledzili wydarzenia w MCU. Bracia Russo dali nam nie tylko świetne zakończenie trzeciego rozdziału w historii filmowych bohaterów, ale też otworzyli wiele możliwości dla innych twórców na przyszłość. Na kolejny początek czekam z niecierpliwością. Już 5 lipca 2019 roku będzie miała miejsce premiera Spiderman far from home.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o