Formula 1: Jazda o życie – sportowa petarda [RECENZJA]

Patryk Stec Seriale Publikacja: 17.03.2019, 14:04 Aktualizacja: 17.03.2019, 14:04
Jak Netflix za coś się zabiera to musi być petarda - tak już zapewne myśli 137 milionów subskrybentów portalu. Tym razem nadeszła pora na serial o najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata - Formule 1. Sprawdziłem, czy Formula 1: Jazda o życie to raczej petarda, czy głośny niewypał.
formula 1: jazda o zycie
6 Udostępnień

Przed ekranem, ale na sportowo

Netflix od pewnego czas produkuje filmy o tematyce sportowej. Takiego doczekał się Juventus Turyn, potem Karim Benzema oraz wielu innych sportowców. Jednak wydaje się, że to właśnie F1 oferuje historię idealną do przeniesienia na szklane ekrany. Formula 1: Jazda o życie to przede wszystkim emocje. Nie da się ukryć, że właśnie tego oczekujemy zarówno od seriali, jak i od sportu.

formula 1: jazda o zycie

Jest tu dużo patosu. Kierowcy opowiadają jak to jest być kierowcą F1, jak o tym marzyli i jak osiągnęli swój cel. Widać, że historie opowiadają ludzie z pasją, dla których bolid nie jest tylko pojazdem. Jest to coś, co urasta do rangi niemal mistycznej.

Presja – ona tam jest

Formula 1: Jazda o życie to również wiele ważnych kwestii, które wydają się oczywiste, jednak na co dzień w ogóle o nich nie myślimy. W pierwszym odcinku skupiamy się tak naprawdę na Danielu Ricciardo z Red Bulla i całym teamie Haas, a akcja rozgrywa się w trakcie pełnego dramatyzmu (przynajmniej dla Haasa) Grand Prix Australii, inaugurującego sezon 2018.

formula 1: jazda o zycie

To właśnie tutaj możemy ujrzeć, z jaką presją mierzy się Australijczyk na swojej ziemi. Melbourne nigdy nie widziało na podium swojego rodaka, stąd odpowiedzialność ciążącą na Ricciardo przyjmuje monstualne kształty. Niby jest to oczywiste, ale tak naprawdę zdajemy sobie z tego sprawę dopiero, gdy spojrzymy na bohatera. W kolejnych odcinkach obserwujemy rywalizację wewnątrz teamu czy stłuczkę Daniela z Maxem. Twórcy przygotowali więc sporo ciekawych informacji dla prawdziwych fanów F1.

Kierowca bombowca

Drugą ważną sprawą, którą porusza serial Netfliksa, jest punkt widzenia rodzica. Mama Daniela, Grace Ricciardo, również pełni ważną rolę we wspomnianym odcinku. Twórcy serialu całkowicie odwrócili punkt widzenia. Wiemy, co czuje kierowca, wiemy oczywiście jaką ekscytację odczuwają kibice, ale jeszcze inaczej reagują rodzice.

formula 1: jazda o zycie

Zależy im na dobrym występie (co równa się ze szczęściem) swojego dziecka, ale przede wszystkim trzymają kciuki za bezpieczny przejazd. Ich dzieci wsiadają przecież do rakiety, która rozpędza się do ponad 300 km/h. W tym momencie zdajemy sobie tak naprawdę sprawę, że w pewnym sensie kierowców F1 można porównać do pilotów myśliwców. Przy wysokiej prędkości opona w oponę ścigają się po wąskim torze, co wymaga wyjątkowych umiejętności i dużej odwagi.

Prawdziwy sport

Każdy fan Formuły 1 historię Haasa z zeszłorocznej inauguracji GP zna doskonale. Tutaj jest ona uzupełniona o zakulisowe nagrania. Nie chcę za dużo zdradzać, dlatego napiszę tylko tyle, że musi to obejrzeć absolutnie każdy fan wyścigów. Duże emocje, ciekawe reakcje i mocne tłumaczenia Günthera Steinera, szefa zespołu, przed Genem Haasem, właścicielem teamu. Miał być najlepszy weekend w historii zespołu, ale upadek był bardzo bolesny.

formula 1: jazda o zycie

Napisałem, że serial o F1 jest jak wyścig F1, gdyż mamy tutaj również do czynienia z powolnym wprowadzeniem, startem wyścigu i dynamicznymi scenami, a potem obserwujemy jak opada bitewny kurz (w tym przypadku konfetti po dekoracji) i jest moment na refleksję.

Serial oferuje dużo emocji, nie brakuje podniosłych słów i mistycznego podejścia do całej serii. Jednak przede wszystkim udało się tym razem Netfliksowi coś, co było problemem chociażby przy serialu o Juventusie. W programie zawarte zostały autentyczne emocje, a nie tylko pokazane na ekranie. Może je odczuć każdy z nas. Dlatego Formula 1: Jazda o życie jest petardą.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o