Joker na miarę czasów? Porównajmy tę kreację z Ledgerem czy Nicholsonem

Przemysław Pawełek Komiksy Publikacja: 18.10.2019, 14:30 Aktualizacja: 23.10.2019, 12:19
Heath Ledger, Jack Nicholson czy Mark Hamill to nazwiska, których nikomu nie trzeba przedstawiać. Jak na tle swoich poprzedników wypada w roli Jokera Joaquin Phoenix? Na kreację gorszą niż w przypadku Jareda Leto nie było szans, ale czy porównanie z innymi aktorami wypada dobrze?
joker heath ledger
12 Udostępnień

Jokera Joaquina Phoeniksa nie byłoby bez poprzedników

Joker święci triumfy, przekonując do siebie krytyków i publiczność (choć nie całą), a także bijąc kasowe rekordy. Nie otrzymalibyśmy tego filmu, gdyby nie poprzednie produkcje z Batmanem, które spopularyzowały postać morderczego błazna i przygotowały publikę na praktycznie solowy projekt dedykowany tej postaci. Mroczny Rycerz przez dekady ewoluował się, reagując na zmieniającą się rzeczywistość i oczekiwania widzów (a także oczywiście czytelników). Nie inaczej sytuacja wyglądała z jego arcywrogiem.

Mroczny Rycerz debiutował 80 lat temu w 27 numerze Detective Comics, by niecały rok później doczekać się startu własnej serii. Pierwszy, kwietniowy numer Batmana, to także debiut Jokera, super-złoczyńcy, który miał już na stałe zostać przypisany do obrońcy Gotham. Żartowniś został zaprezentowany w miesiącu, na który przypada prima aprilis. Przypadek? Nie sądzę.

Psychopatyczny błazen trafia do kina i telewizji

Joker pierwotnie został przedstawiony jako psychopatyczny sadysta o wisielczym poczuciu humoru, jego charakterystykę zmiękczyło jednak wkrótce wprowadzenie Kodeksu Komiksowego, mającego bronić młodzież przed demoralizacją. Na jego inicjalny wizerunek złożyły się koncepcje pomysłodawców Batmana: Boba Kane’a i Billa Fingera, odwołujących się do filmu Człowiek, który się śmieje, ale take Jerry’ego Robinsona, który zaprojektował między innymi ikoniczną kartę komiksowego Jokera.

Książę błaznów nigdy nie zniknął z komiksów, ale szerzej do kultury masowej przeniknął dzięki telewizji i kinu. Trudno nie zacząć wyliczanki od serialu oraz towarzyszącego mu filmu kinowego z lat sześćdziesiątych. Telewizyjny Batman z Adamem Westem był nieodrodnym dzieckiem swoich czasów, gdy z jednej strony kontestowano porządek społeczny i wojnę w Wietnamie, a z drugiej strony społeczeństwo luzowało sztywny dotąd kołnierzyk obyczajowości, otwierając się na rewolucję seksualną czy eksperymenty z narkotykami.

joker cesar romero

W tamtych latach serial i film o Batmanie kroczyły radośnie ścieżką szaleństwa i przesady, autoironicznie wykpiwając wizerunek Mrocznego Rycerza. Batman przez długie lata kojarzony był właśnie z tą kiczowatą otoczką z lat 60., a i sam Joker, grany wtedy przez Cesara Romero, jako zabójczy clown nie wyróżniał się aż tak bardzo z całej kawalkady błaznów, będąc po prostu członkiem groteskowej ekipy, gdzie niemal każdy złoczyńca pozwalał sobie na rzucanie niewybrednymi żarcikami. Romero zapisał się jednak w historii jako Ten Joker O Przypudrowanych Wąsach, bo aktor zabezpieczył sobie w kontrakcie, że nie musi golić zarostu.

Joker u Tima Burtona to wielki sukces Jacka Nicholsona

Widownia musiała poczekać dwie dekady, by otrzymać nową kreację Jokera. Batman Tima Burtona z 1989 emanował jednak taką dawką mroku i powagi, że nowe wcielenie roześmianego błazna błyszczało na jej tle niczym światło w ciemnościach. Jack Nicholson stworzył wzorzec komiksowego złoczyńcy, z groteski i przesady na granicy aktorskiej szarży czyniąc atuty. Jego kreacja ściągnęła do kina rzesze widzów mniej zainteresowanych superbohaterami, a i sam film okazał się być dla aktora złotym interesem. Nicholson zrezygnował ze sprecyzowanej gaży na rzecz konkretnego procentu z wpływów, co w obliczu ogromnego kasowego sukcesu produkcji okazało się być strzałem w dziesiątkę.

joker jack nicholson

Film przeszedł do historii między innymi dzięki wizji plastycznej Burtona, ale jednym z najmocniejszych punktów programu okazał się wtedy właśnie Joker – szalony, tańczący do muzyki Prince’a w trakcie dewastowania galerii, z równą lekkością mordujący, co wybuchający śmiechem. Przy okazji był postacią wyrazistszą niż sam Batman czy Bruce Wayne, będący w tej adaptacji zahukanym neurotykiem. Sprawdziła się tu powtarzana od lat zasada, że to wyrazisty wróg tworzy bohatera, a Mroczny Rycerz nie mógł chyba wtedy liczyć na ciekawszego przeciwnika.

Jack Nicholson stworzył wtedy kreację kompletną, praktycznie definiującą bohatera na kolejne lata. Nie ma się więc co dziwić, że ani producenci, ani aktorzy nie byli zbyt skorzy do przywracania tej postaci na duży ekran, bo wyzwanie wydawało się być skazane na niepowodzenie.

Joker z głosem Marka Hamilla

Kino musiało na nowego Jokera poczekać 15 lat, ale w międzyczasie błazen zawitał ponownie na ekrany telewizorów. Kultowy serial animowany o Batmanie zaliczył swoją premierę w 1992 roku, ujmując widzów stroną plastyczną. Mroczne Gotham czerpie tu bowiem z filmów Burtona, jednocześnie tak samo jak on odnosząc się do art deco czy kinowych dokonań niemieckich ekspresjonistów. Nie gorzej było z oprawą dźwiękową i ponownie na tle pozostałych aktorów najwyrazistszą kreację stworzył odtwórca roli Jokera.

Mark Hamill wydawał się być w tym czasie aktorem bez przyszłości – na stałe przypisany do wizerunku Luke’a Skywalkera, od czasu zakończenia sagi Gwiezdnych Wojen praktycznie bez zapadających w pamięć kreacji, aktor jednej roli, w dodatku nie najlepiej ocenianej. Jego głos Jokera przeszedł jednak natychmiastowo do klasyki. Hamill nie bawił się w podrabianie Nicholsona, bez kompleksów stwarzając własne brzmienie tej postaci, dopasowane do kreskówkowego przerysowania. Zagrała tu wyrazista artykulacja, ale także diaboliczny śmiech, przy których inni aktorzy dubbingowi brzmią obecnie jakby próbowali podrobić tę kreację z lat 90.

Nic do dodania? Heath Ledger rzuca Nicholsonowi wyzwanie

Nowe tysiąclecie przyniosło nam trylogię Nolana, próbującą z co najmniej niezłym skutkiem wpisać obrońcę Gotham i jego miasto w naszą rzeczywistość. W końcu pierwsza dekada nowego tysiąclecia upływała w cieniu ataku na WTC i wojny z terroryzmem, a publiczność potrzebowała najwyraźniej nie eskapizmu, a mocnego portretu obrońcy z krwi i kości, który mógłby funkcjonować w naszym świecie.

joker heath ledger

Powrót Jokera w Mrocznym Rycerzu budził wielkie oczekiwania, ale też i sporo wątpliwości. W końcu wydawało się, że po Nicholsonie nie zostało już nic do dodania, a próba podrabiania go była skazana na porażkę. Jak swoją oryginalną formułę wypracował jednak Christopher Nolan, tak samo swojego unikatowego Jokera zaprezentował Heath Ledger.

Podobnie jak Batman, pomimo kostiumu i makijażu, nie jest tu już wyjętym z kart komiksu cudakiem, a wiarygodną, choć zwichniętą, postacią. Sypał żartami, ale ze swoim brakiem hamulców – w przeciwieństwie do Nicholsona – robiło to bardziej upiorne niż komediowe wrażenie, właśnie przez odejście od nadekspresji, ale także dzięki charyzmie aktora. Jak wiadomo, Ledger zginął w tragicznych okolicznościach. Nichlson pytany o śmierć aktora, który tak jak on wcielił się w Jokera, odpowiedział: Ostrzegałem go!

Chybiona metoda Jareda Leto, czyli Legion Samobójców

Kolejne lata to niemal dekada ciszy, po której obłąkańczy śmiech zabrzmiał w Legionie Samobójców. Film budził pewne oczekiwania, podkręcane między innymi przez doniesienia związane z przygotowaniami do roli Jokera ze strony Jareda Leto. Aktor miał tak zaangażować się w metodę, mającą mu ułatwić wcielenie się w rolę błazna, że robił ekipie na planie żarty, których nikt raczej ciepło nie wspomina.

joker jared leto

Metoda chyba nie pomogła, bo zarówno kreacja, jak i wizerunek jego postaci spotkały się z bardzo chłodnym przyjęciem. Reakcję na jego wersję Jokera można zrzucać na sam odbiór filmu, który mało kogo zadowolił, ale jednocześnie Margot Robbie w roli Harley Quinn do dziś jest wymieniana jako jeden z najjaśniejszych punktów tej produkcji. Jej postać doczekała się nowego projektu (Ptaki Nocy zapowiedziane już pierwszym trailerem), jest częstą kreacją wśród cosplayerek na konwentach, a Jared Leto i jego Joker, wystylizowany niczym gwiazda najnowszej fali rapu, został po prostu zapomniany. I dobrze.

Joaquin Phoenix powraca do szorstkich realiów

Joker z filmu Todda Phillipsa po niedawnej przesadzie znowu wraca do szorstkich realiów, jednak stanowczo bliżej mu do naszej rzeczywistości niż do wersji Ledgera. Joaquin Phoenix wcielił się w postać osoby z zaburzeniami, odstającej od normy, ignorowanej przez społeczeństwo i administrację państwową. Poniekąd to oni, pozbawiając Arthura Flecka wsparcia, z zaburzonej i tragicznej jednostki o komediowych aspiracjach tworzą ostatecznie Jokera.

Phillips krytykuje media, system socjalny, opiekę medyczną czy bezmyślnie witające kolejnych idoli masy. Ten film, choć osadzony jest w latach 70., w nieco łopatologiczny sposób mówi jednak o współczesnej Ameryce ery Trumpa, o USA czasu ruchu Occupy Wall Street i Annonymous, debat dotyczących przyszłości służby zdrowia, powszechnych strzelanin oraz braku większych szans, że refleksja nad zaistniałym stanem rzeczy cokolwiek zmieni. Phoenix nie tyle stworzył kreację Jokera, co przedstawił złamaną jednostkę w ostatniej fazie jej upadku, który stworzy ją na nowo.

Joker recenzja

Jednocześnie w filmie Phillipsa przegląda się historia kinematografii. Są tu ukłony do filmów Martina Scorsese, a sam Arthur wydaje się być odwróconą wersją bohatera Taksówkarza. Tu zamiast bohaterem staje się jednak złoczyńcą. Phoenix i Phillips zdają się także nawiązywać do innych kreacji Jokera, ale pozostają to mrugnięcia okiem czy też wyrazy szacunku wpisane w dzieło samodzielne, kompletne i niezależne od poprzednich filmów z uśmiechniętym psychopatą.

Phoenix nie tworzył konglomeratu poprzednich kreacji, zamiast tego bez kompleksów wykreował własnego bohatera. Żaden Joker przed nim nie śmiał się tak smutno ani nie był tak nieśmieszny. Żaden też chyba nie był aż tak wpisany w rzeczywistość, nie był aż tak nasiąknięty tragizmem. Żaden nie odnosił się aż tak do rzeczywistości. Joker Joaquina Phoenixa to po prostu Joker na miarę naszych czasów.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o