Kaczor Donald nr 1000 – czy warto kupić jubileuszowe wydanie?

Radosław Dąbrowski Komiksy Publikacja: 2.11.2019, 18:00 Aktualizacja: 4.11.2019, 8:51
Kaczor Donald znany jest przede wszystkim z telewizji, ale podejrzewam, że nie tylko dla mnie, postać ta kojarzy się również z komiksami. Niegdyś co środę, dzisiaj już tylko w raz miesiącu, do kiosków trafiają rysunkowe przygody słynnego kaczora. 25 października ukazał się tysięczny numer czasopisma.
kaczor donald
0 Udostępnień

Kaczor Donald od 25 lat w Polsce

Zanim przejdę do tysięcznego numeru, warto przypomnieć, że w tym roku czasopismo Kaczor Donald obchodzi także 25 urodziny. Pierwszy numer ukazał się na polskim rynku 28 kwietnia 1994 roku i stanowił kontynuację serii Mickey Mouse, wydawanej nakładem Egmont American Ltd. od października 1990.

Tysięczny numer wzmacnia wobec tego poczucie wyjątkowości tego roku. Szkoda tylko, że czasopismo nie jest już tak popularne jak pod koniec lat 90. czy jeszcze na początku bieżącego wieku. Świadczy o tym niższy nakład oraz stanie się przez Donalda miesięcznika. Niegdyś ukazywał się raz w tygodniu, a i ta częstotliwość wydawała się zbyt rzadka i wyczekiwanie całych siedmiu dni na nowy numer było prawdziwą udręką.

Kaczor Donald – nr 1000

Gdy dowiedziałem się, że wydano tysięczny numer Kaczora Donalda, od razu podskoczyłem do saloniku prasowego i dokonałem zakupu. Jak zerkam na zawartość szafki, to w całości skompletowałem roczniki ’98-’03 i zarówno z wcześniejszych, jak i późniejszych lat posiadam już tylko wybrane zeszyty. Nie ma co ukrywać, że w pewnym momencie człowiek po prostu zaczął rzadziej kupować, a przecież oprócz Kaczora Donalda okazjonalnie fundusze wydawało się jeszcze na serię GIGANT czy inne poboczne tomy przygód (ot choćby ten słynny z przygodami Sknerusa). Nie zmienia to jednak faktu, że ukazanie się tysięcznego numeru to wyborna okazja (czy może pretekst), aby ponownie udać się do sklepu (niegdyś kiosku) i poczuć nutę sentymentu. Przypomnieć sobie samego siebie sprzed dwudziestu lat…

A teraz przechodzę już do konkretów. Zacznijmy od samego wydania. Tysięczny numer jako osobne czasopismo został schowany do wnętrza dużego, plakatowego rozmiaru okładki, którą można rozłożyć aż na osiem stron. Co też one zawierają? Jest oczywiście ogólna informacja o symbolicznym numerze, a ponadto możemy prześledzić drzewko genealogiczne McKwaczów, obejrzeć okładki z wybranych numerów wydawanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat (w tym oczywiście tę najważniejszą – pierwszą w historii), zapoznać się z zasadami wielkiego konkursu jubileuszowego (do wygrania sto nagród), przeczytać wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem, wydawcą tygodnika w latach 1995-2012, a także poszerzyć swoją wiedzę na temat czasopisma i zaznajomić się z garścią związanych z nim ciekawostek.

Prezenty, czyli tradycji musi się stać zadość

Kaczor Donald to nie tylko komiks, ale także prezenty. Ileż to rozmaitych oraz pomysłowych gadżetów trafiało każdej środy w ręce czytelników… Myślę, że każdy z nas ma jakiś, który mu szczególnie utkwił w pamięci. Nierzadko służyły one do robienia psikusów i myślę, że warto wyrazić słowa uznania dla wydawców, którzy co tydzień zaskakiwali nas czymś nowym.

W tysięcznym numerze prezentów również nie brakuje. Łącznie jest ich pięć. Dwa z nich znajdują się na wspomnianej już rozkładanej okładce (można wnioskować, że autorom numeru, piszącym o dwóch plakatach XXL, chodzi o drzewko McKwaczów oraz galerię okładek z wybranych numerów). Inne dwa są wirtualne i należy zeskanować czytnikiem w telefonie kod QR, aby w formie elektronicznej pobrać pierwsze w historii wydanie magazynu (1/1994) oraz niepublikowany dotychczas komiks Korona Czyngis Chana autorstwa Carla Barksa – amerykańskiego scenarzysty oraz rysownika, żyjącego blisko sto lat (1901-2000).

Pozostał jeszcze jeden prezent do omówienia – zatytułowany jako „łapa stara jak świat”. Jest nim dłoń szkieletu, która po włączeniu świeci i pomaga błądzącym podczas zmroku. Trzeba przyznać, że jest w tym gadżecie pewna cecha z przeszłości i stylem przypomina ówczesne dodatki (a może i także współczesne).

Tysięczne przygody Donalda i przyjaciół

W ostatniej części artykułu przechodzę już do samego komiksu. I tutaj… Niestety, następuje rozczarowanie. Po otwarciu pierwszego numeru już sam spis treści wzbudził we mnie niepokój. Nie było żadnej wzmianki o jubileuszu, a pierwsza opowieść została poświęcona Gogusiowi. Następnie śledzimy przygody Donalda, Siostrzeńców, Myszki Miki, Wujka Sknerusa, Pluta, nie brakuje także standardowych stron z porcją dobrego humoru i ciekawymi poradami.

Niestety, ale nie mają one żadnego związku z ogólnym wyjątkowym wydaniem. Naturalnie same historyjki są ciekawe jak zawsze, a ku mojej uciesze ukazały się dwie jednostronicowe detektywistyczne opowieści, w których jak zawsze do rozwiązania zagadki prowadzi uważne czytanie i znalezienie w obrębie jednej kartki jakiegoś kluczowego detalu. Mimo wszystko spodziewałem się czegoś więcej. Liczyłem, że autorzy numeru poczęstują nas wyjątkowymi przygodami, pełnymi odniesień do przeszłości albo w jakiś sposób podsumowującymi dotychczasowe numery…

Być może uznano, że zawartość numeru nie ma być wyjątkowa i niech seria toczy się dalej, a to, co najważniejsze z okazji tysięcznego numeru, zostało umieszczone na rozkładanej, ośmiostronicowej okładce.

Spodziewałem, że w tej części artykułu będę mógł napisać najwięcej, a paradoksalnie, do powiedzenia nie mam zbyt wiele. Pomimo tego finalnego poczucia niedosytu, warto było zakupić ten tysięczny numer Kaczora Donalda. Człowiek mógł przeżyć jeszcze raz tę wspaniałą przygodę, kiedyś powracającą każdego tygodnia.

Na sam koniec dodam jeszcze, że nie ma racji redaktor Małysa, który na co dzień gardzi Myszką Miki i zarzuca jej bycie nudną postacią. Wręcz przeciwnie – uważam, że dla czasopisma Kaczor Donald równie ważnymi postaciami są te mieszkające w Myszogrodzie. Myślę, że same kacze opowieści mogłyby nie wystarczyć i jak pomyślę o tysiącu zeszytów, to mam przed oczami Donalda i Mikiego idących razem w parze. To magazyn poświęcony dwóch wspaniałym bohaterom. Nie jednemu.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o