Krew, Pijak, Bouncer… Podsumowanie listopada 2018

Aleksander Denkiewicz Komiksy Publikacja: 17.12.2018, 12:49 Aktualizacja: 25.02.2019, 5:40
Listopad to w komiksowie specyficzny miesiąc. Część wydawców stara się zamknąć ofertę, żeby mieć spokój w grudniu (Kultura Gniewu), część zostawia najciekawsze propozycje na okres przedświąteczny (Scream Comics), a niektórzy wybierają opcję pośrednią, puszczając ostatni pakiet na przełomie miesięcy (Egmont).
Kill or be killed
9 Udostępnień

Właśnie ze względu na wielką ofensywę pod koniec listopada muszę przyjąć jedno założenie, którego będę się trzymał również w podsumowaniach następnych miesięcy – komiks wydany pod koniec miesiąca, będzie brany pod uwagę dopiero przy następnej topce. No to lecimy!

Krew – Blood

Krew - blood - komiks wydawnictwo Centrala

Zdecydowanie najlepsza i zarazem najbardziej nieoczywista pozycja, jaka wyszła w tym miesiącu. Krew – Blood to antologia krótkich form komiksowych stworzonych przez polskie autorki, których tematem przewodnim jest tytułowa „krew”. Co bardziej podejrzliwym tropicielom „feminazizmu” pewnie już się zapaliły czerwone lampki, ale uspokajam: twórczynie nie poszły na łatwiznę. W większości szorty nie są poprowadzone z perspektywy stricte feministycznej (o którą w sumie aż prosi się taka tematyka). Mamy do czynienia z historiami intymnymi, będącymi wynikiem przemyśleń na przeróżne kwestie związane z tematem przewodnim.

Beata Sosnowska przedstawia nam psychodeliczną i mocno alternatywną wersję księgi Genesis. Natalia Kulka prezentuje nam swój cykl „remiksów” zakorzenionych w europejskiej kulturze wizerunków kobiet. Maria Kadyszewska podobnie jak Anna Krztoń i Aga Gójska prezentuje swoje interpretacje więzów krwi. Olga Wróbel wybiera strategię opowiedzenia o swojej rodzinie, a Marta Zabłocka i Katarzyna Kowalczyk uderzają w klimaty raczej symboliczne. No i oczywiście mamy też szorta Zavki, który jest tak samo psychodeliczny, absurdalny i genialny jak zawsze jej twórczość.

Mówi się, że antologia z zasady nie może być równa, zawsze któraś część jest lepsza od innej. Z taką sytuacją spotykamy się też w albumie wydanym przez Centralę, ale jej siłą jest to, że każda z zawartych w nim krótkich form jest w jakiś sposób wyjątkowa, intrygująca i skłaniająca do refleksji. Do tego mam wrażenie, że wszystkie biorące udział w projekcie autorki wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności jeśli chodzi o rysunek. Niektóre fragmenty są co prawda dość enigmatyczne i trudne do interpretacji, więc świetnym rozwiązaniem okazało się zamieszczenie na końcu komentarzy od samych twórczyń, które rozjaśniają niektóre sprawy.

Podsumowując: czapki z głów. Krew – Blood to najlepsza polska antologia od wielu lat.

Opowieści o niedoskonałej przyszłości

Opowiesc o niedoskonalej przyszlosci alfonso font

Obcy mają dla nas ważną wiadomość – ludzkość jest zarówno zagrożeniem, jak i wstydem dla całej galaktyki. Wyższe cywilizacje mają jednak dla nas ostatnią szansę. Dadzą nam wgląd w różne fragmenty przyszłości naszego gatunku i być może wtedy zdołamy się opanować. Optymistyczne założenie biorąc pod uwagę chociażby klimatologów, którzy ostrzegają jednym chórem przed globalnym ociepleniem, ale ani rządy ani korporacje udają, że problemu nie ma. I o tym właśnie jest ten album – o wizjach naszej niedoskonałej (spore niedopowiedzenie) przyszłości.

Kolejny zbiór krótszych historii, tym razem jednego autora. Każda z nich pokazuje inny aspekt nadchodzących problemów. Nie są to jednak mroczne, antyutopijne wizje w stylu Orwella. To raczej dość proste historie, często z zabawnym twistem fabularnym. Tak, skojarzenia Szokami Przyszłości z magazynu 2000 AD (w Polsce niektóre zbiorki dostępne dzięki Studiu Lain, koniecznie obczajcie!) są jak najbardziej uzasadnione.

Font składa różne klasyczne w science fiction i postapo motywy w czarujący i lekki sposób, dzięki czemu tylko czasami wydaje nam się, że wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Na pewno jednak polski czytelnik nie miał okazji wcześniej widzieć jego rysunków. Czarno-białe, nieco „szkicowe” rysunki mogą nie wszystkim podejść, ale jego dbałość o szczegóły i sposób przedstawiania emocji czasami wręcz zapierają dech w piersiach.

Alfonso Font nie ma najlepszego mniemania o ludzkości. Według niego jako gatunek jesteśmy głupi, nie zważamy na nadchodzącą katastrofę ekologiczną, bez żadnych zastrzeżeń zawierzamy technologii. Do tego bardzo łatwo nami manipulować, przez co stajemy się niezwykle podatni na ideologie faszystowskie. I mimo że zabawne puenty dość sprawnie rozładowują napięcie, to po zakończeniu lektury zaczynamy się zastanawiać, czy przypadkiem nie bierzemy już udziału w którejś „niedoskonałej przyszłości”, która nastąpiła wcześniej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Bouncer: Przeklęte złoto/Smoczy grzbiet

Bouncer boucq przeklęte złoto smoczy grzbiet

Western ma w sobie coś, co według mnie idealnie pasuje do medium komiksu. Nie jestem w stanie określić, co to dokładnie jest, ale nie zmienia to faktu, że jestem fanem większości komiksowych historii w tym klimacie. Nic więc dziwnego, że w podsumowaniu miesiąca znalazł tytuł, który garściami czerpie z dokonań poprzedników wprowadzając również sporą dawkę świeżości.

Bouncer to seria z wieloletnią tradycją. Dotychczas była tworzona przez wybitny duet twórców – Alejandro Jodorowsky odpowiadał za scenariusz, a Francois Boucq za rysunki. W tym tomie po raz pierwszy możemy zobaczyć, jak sobie radzi w ten konwencji tylko drugi z nich.

W poprzednich tomach mieliśmy do czynienia z klasycznymi zabiegami Mistrza Jodo – było dziwacznie i mistycznie, a całość była przesiąknięta krwią i seksem. I trzeba przyznać, że Boucq nie odcina się zupełnie od rozwiązań swojego byłego współpracownika, ale dawkuje nam je o wiele oszczędniej, co wychodzi serii na dobre. Do tego sama historia ma charakter trochę bardziej przyziemny i mniej metaforyczny. Przez to lektura jest płynniejsza, a satysfakcja z niej nie wymaga postawienia przed sobą pytania „ale w ogóle co ja właśnie przeczytałem?”

Warto też wspomnieć, że tomik mimo nawiązywania do poprzednich przygód głównego bohatera, ma charakter całkowicie niezależny i można go czytać jako osobną całość. Jeśli zatem trochę Was już męczy manieryzm Jodo, a macie ochotę na porządną dawkę przygody na Dzikim Zachodzie w trochę poważniejszym tonie, spokojnie możecie sięgać po ten komiks.

Zabij albo zgiń tom 4

zabij albo zgiń tom czwarty ed brubaker shean phillips elizabeth breitweiser

W końcu dostaliśmy ostatni album jednej z najnowszych serii stworzonej przez duet Brubaker/Phillips. Nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości, że to światowa topka jeśli chodzi o klimaty kryminalno-noirowe. Dla mnie też każdy kontakt z ich twórczością stanowi zawsze ogromną przyjemność, a scenariusze Brubakera mogą służyć jako podręcznik dla wszystkich twórców, którzy chcą stworzyć wciągającą i angażującą czytelnika fabułę.

Zacznijmy jednak od paru cierpkich słów. Zgadzam się z podnoszonymi coraz częściej zarzutami, że słynny duet zabrnął w ślepą uliczkę, jeśli chodzi o klimaty około-noirowe. Coraz częściej ma się wrażenie, że ich pomysły nie są już tak dobre jak kiedyś, a formuła po prostu się wyczerpuje. Zabij albo zgiń jest tego doskonałym przykładem. Nie jest to najlepsza seria tego duetu. Powiem więcej. Wydaje się, że jest to wręcz najgorsza seria tego duetu. Czemu więc znajduje się ona w jakiejkolwiek topce?

Mimo wszystko, jeśli chodzi o kryminały czy sensację, tam gdzie dla innych jest sufit dla Brubakera i Phillipsa jest podłoga. Panowie po prostu nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Zabij albo zgiń to wciąż kawał dobrego i mega wciągającego czytadła, które najlepiej się chłonie czytając wszystkie cztery tomy od deski do deski, zapominając o całym otaczającym nas świecie.

Pijak

Pijak hans fallada jakob hinrichs

Przyznam się, że nigdy nie czytałem żadnej książki Hansa Fallady. Czuję jednak, że po lekturze tego komiksu to się szybko zmieni. Z jego kart wyłania się obraz postaci fascynującej, świadomej swoich własnych wad i ułomności, a także popadania coraz głębiej w objęcia nałogu.

Główną zaletą Pijaka nie jest jednak aspekt kronikarski. Jest to prawdziwe arcydzieło, jeśli chodzi o umiejętności posługiwania się komiksową narracją. Jakob Hinrichs miesza ze sobą losy głównego bohatera książkowego pierwowzoru, samego Hansa Fallady i morfinisty, będącego głównym bohaterem jednego z jego opowiadań. To wszystko składa się na nieco chaotyczną, ale fascynującą i kompleksową impresję na temat tego, jak nałogi wpływają na człowieka. Ogromne wrażenie robią też dzikie i surrealistyczne rysunki w ograniczonej i ekspresyjnej kolorystyce.

Pijak nie jest ani biografią, ani przełożeniem tekstu literackiego na komiks. Jest to raczej kolaż oparty na wcześniej istniejących materiałach, dzięki czemu Hinrichsowi udało się uzyskać zupełnie nową jakość. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytał coś podobnego. Jeśli szukacie nowatorskich rozwiązań i wyjątkowych wrażeń, koniecznie sięgnijcie po ten komiks.

Polecamy też październikowy ranking komiksów.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o