Kronika wojny o świętą pieczęć – tom 1 [recenzja]. Schematyczna opowiastka?

Michał Małysa Recenzje komiksów Publikacja: 24.11.2019, 18:34 Aktualizacja: 24.11.2019, 18:39
Charakterna główna bohaterka, walka z bezsensownymi podziałami i ładna kreska, a nawet jakiś zalążek romansu, ecchi i humoru. W teorii Kronika wojny o świętą pieczęć to seria, która posiada elementy sprawiające, że powinna być dobra. Jednak jej pierwszy tom zupełnie nie zachęca do kontynuacji Kroniki.
6 Udostępnień

Kronika wojny o świętą pieczęć – fabuła

Świat przedstawiony w Kronice to kontynent opanowany przez Chaos. Jego tajemnicze i mroczne siły atakują wszystkich, ale tylko niektórzy mogą z nimi walczyć. Dotychczas o bezpieczeństwo ludzi dbali tzw. lordowie, którzy dzięki posiadanym pieczęciom mogli skutecznie walczyć z mocami Chaosu. Niestety lordowie, zamiast na ochronie ludzkości, obecnie wolą skupiać się na walce o władzę i wpływy. Ten stan rzeczy nie odpowiada Siluci Meletes, magowi i uczennicy znanego Magicznego Uniwersytetu.

Rolą magów jest jedna zawieranie tzw. paktów z lordami i świadczenie im usług związanych z posiadanymi mocami i umiejętnościami. Siluca nie może uciec od systemu, choć wykręca się od swojego “przeznaczenia” tak długo, jak się da – m.in. przeciągając naukę na uniwersytecie. Pewnego dnia musi podjąć decyzję, z którymi lordem – a pogardza wszystkimi – zawrze pakt i chcąc nie chcąc zmierza do siedziby wybranej osoby.

Po drodze jej powóz zostaje zaatakowany, co wynika z gorącej sytuacji politycznej na kontynencie. Z pomocą Siluci przychodzi Teo – prosty chłopak i… lord, który wydaje się być inny niż reszta. Siluca sprytnie zawiera z nim pakt, zanim chłopak zdąży zaprotestować i razem zaczynają walkę o zaprowadzenie ładu.

Klimat Kroniki wojny

O ile sama fabuła brzmi zachęcająco, to wykonanie tego pomysłu nie ma w sobie krztyny oryginalności. Elementy fantasy wyglądają na nudne i powtarzalne, a relacja dwójki głównych bohaterów jak nic prowadzi do romansu, który też nie jest niczym nowym w takim formacie. Zdarzają się dobre, pojedyncze sceny, ale to dosłownie przebłyski w nudnej historii.

Można też odnieść wrażenie, że autor nie wiedział, czego właściwie chce od swojej serii, bo na początku pierwszego tomu mamy klimat fantasy (a przynajmniej klimat udający coś takiego) i podróży, a pod koniec robi się z tego regularne ecchi. Zupełnie to nie pasuje do powoli rozwijającego się romansu czy epickich walk, które się pojawiają w Kronice wojny. Cóż, przynajmniej sceny walk są dobrze i krwawo oddane, więc chociaż tutaj seria nie traci na autentyczności.

Kronika wojny od strony wizualnej

Wizualnie nie można nic zarzucić tej mandze. Jest czytelna, poza tym ma zachowane odpowiednio duże marginesy, dzięki czemu nie trzeba wyginać grzbietu. Główna bohaterka Siluca jest po prostu urocza, na uwagę zasługuje jej fantazyjna fryzura (szczegółowość na wysokim poziomie). Każda postać w tej historii jest charakterystyczna i miła dla oka. Widać, że Kronika wojny o świętą pieczęć są narysowana bardzo wprawną ręką.

Kronika wojny o świętą pieczęć – podsumowanie

To manga sztampowa, która miejscami wyrywa się z ustalonych ram, ale tylko po to, żeby szybko wrócić do utartego schematu odrzucającego bardziej wymagających czytelników. Pomysł na historię jest w porządku, zastosowana kreska też jest niczego sobie i nie brakuje tu nawet udanych elementów humorystycznych, jednak Kronika wojny nie była w stanie mnie sobą zainteresować.

Doczytałam ją do końca dla naprawdę ładnych, artystycznych kadrów i ciekawie narysowanych postaci. Nie sięgnę jednak po drugą część tej serii, bo zwyczajnie szkoda mi na to czasu.

Gatunek/tematyka: akcja, fantasy, przygoda, romans
Autor: Makoto Yotsuba (rysunki), Ryo Mizuno (scenariusz)
Data wydania: 27 września 2019 r.
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Cykl: Kronika wojny o świętą pieczęć
Wydawca: Dango

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments