The Dark Pictures: Men of Medan [RECENZJA]

Ewelina Zdancewicz-Pękala Recenzje gier Publikacja: 7.09.2019, 10:00 Aktualizacja: 7.09.2019, 10:00
Supermassive Games wypuściło niedawno pierwszą część swojego nowego cyklu horrorów. The Dark Pictures: Men of Medan to mroczna przygoda, która wieloma rozwiązaniami odwołuje się do słynnego Until Dawn. Nowa produkcja nie jest pozbawiona spadku klatek, przycinek i innych bolączek, ale to dobra gra!
8 Udostępnień

Men of Medan to potężna dawka grozy

Mówi się, że klimat tworzą ludzie, dlatego zaczniemy od bohaterów. Piątka znajomych: Connor, Julia, Fliss, Alex i Brad wypływają na relaksacyjny wypad – ot, chcą trochę ponurkować, spędzić chwilę na wodzie i bezpiecznie wrócić do domu. Fliss jako właścicielka jachtu wydaje się mieć kija w tyłku, ale generalnie jest dobrą osobą. Julia i Alex są parą, ale ich relacje mogą się bardzo zmienić pod wpływem decyzji gracza. Brad to wycofany i z trudem nawiązujący kontakty chłopak, który zawsze zostaje nieco w tyle. Z kolei Connor – brat Julii – to klasyczny dupek, który myśli, że kasą i chamstwem można wszystko załatwić. Postacie nie są sztampowe, ponadto możemy wpływać na ich charakter poprzez podejmowane decyzje. Bohater z niską prawdomównością i dużym egoizmem pod koniec rozgrywki może stać się empatyczny i unikający kłamstw. Wszystko zależy od tego, jak będziemy się zachowywać w różnych sytuacjach.

Akcja produkcji rozgrywa się na pełnym morzu. Pierwszego dnia wszystko jest w porządku, ale w nocy bohaterowie zostają zaatakowani przez ludzi, z którymi wdali się w spór już po wypłynięciu na morze. Napastnicy okradają Julię i resztę, a potem kombinują, jak uzyskać za nich okup. Zbliżający się sztorm sprawia, że na jachcie robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Nagle przed bohaterami pojawia się prawdziwy statek widmo – wielki, przerdzewiały, opuszczony wojskowy wrak. Młodzi ludzie zostają zmuszeni przez napastników do wejścia na statek – i tu zaczyna się nasza właściwa przygoda. Okazuje się, że wrak nie jest tak bardzo opuszczony, jak się wydawało…

Uciekanie przed bandytami i nadprzyrodzonymi zjawiskami poprzez klaustrofobiczne korytarze to niesamowicie klimatyczna przygoda. Mamy tu sporo mocnych jump scare’ów, z których dobrze znamy Supermassive Games. Nawet jeśli się ich spodziewamy, to i tak łatwo o zawał serca. Dawno nie grałam w horror z tak mocnym klimatem. Nie mamy tu tanich zagrywek, tylko konsekwentne budowanie atmosfery grozy: lokacjami, muzyką, wyborami. Potem wystarczy już lekkie przekręcenie się trupiej czaszki gdzieś w tle, aby doszło do eskalacji strachu.

Gameplay Men od Medan

W tej grze przede wszystkim podejmujemy decyzje i eksplorujemy lokacje. Znajdziemy tu też sporo QTE, które wymagają dobrej sprawności placów. Miejscami quick time eventy były na tyle szybkie, że bez dużej wprawy zaliczenie danej sekwencji było niewykonalne. W momentach, kiedy naprawdę zależało nam na powodzeniu danej akcji, bywało to frustrujące.

Men of Medan przez wiele osób porównywane jest do Until Dawn z 2015 r. Nic dziwnego, ponieważ gra czerpie mnóstwo rozwiązań z tamtej produkcji. Na szczęście twórcy zostawili tylko to, co się sprawdzało i wywalili frustrujące elementy rozgrywki. Przykładowo w Until Dawn, aby uniknąć wykrycia przez wendigo, należało się nie ruszać. Nie można było dopuścić, aby pad choćby lekko drgnął nam w dłoni (odłożenie go na bok nie pomagało). To nie zawsze się sprawdzało. Tym razem zamiast tego mamy sekwencję QTE, która polega na przyciskaniu X za każdym razem, kiedy widzimy odpowiedni moment na pasku. W ten sposób uspokajamy puls naszych bohaterów, aby nie spanikowali i nie zostali wykryci. Spóźnijcie się chociaż raz albo pomylcie przycisk – już po sprawie, nie zrobicie nic po cichu. Zostajecie natychmiast złapani/zabici.

Men of Medan posiada dwa tryby rozgrywki multiplayer. Pierwszy to movie night mode, czyli tryb kanapowy, a którym gracze przekazują sobie pada w wybranych momentach. Pięciu graczy może pokierować piątką postaci (po kolei). Drugi tryb to shared story mode, w którym gra się przez internet. Każdy gracz podejmuje własne decyzje, które wpływają na bieg historii, więc jeśli chcecie uzyskać konkretne zakończenie – lepiej grać samemu lub z kimś, kogo znacie i z kim możecie się dogadać na wybrane działania. Jeśli gracze się rozdzielą, na ekranie zobaczymy dwie różne sceny (tak samo jak w A Way Out).

Dalej o rozgrywce. Dobre rozwiązania znane z Until Dawn w Men of Medan

W Until Dawn można było przewidzieć, jak zginie dana postać. Wystarczyło znaleźć tzw. totem, który ukazywał “migawkę przyszłości”. Po podniesieniu totemu widzieliśmy kilkusekundową scenę z wybraną postacią i już wiedzieliśmy, na co trzeba uważać. Nie dawało to 100 proc. wiedzy na temat tego, jak przeżyć, ale te drobne wskazówki potrafiły być zbawienne – oczywiście jeśli dobrze się je zrozumiało, bo wcale nie były oczywiste. W Men of Medan taką rolę pełnią obrazy, które znajdujemy na wraku. Znalezienie i obejrzenie ich wszystkich daje szansę na przeżycie całej piątki bohaterów. Totemy były ciekawszym pomysłem, za to obrazy wyglądają naturalniej w otoczeniu. Tak czy siak – dobrze, że twórcy zachowali ten pomysł.

Zachowali także specyfikę pokazywania wpływu wyborów na charaktery bohaterów. Tym razem widzimy napisany z konkretnymi cechami dookoła ich twarzy (na początku, jak ich poznajemy i później w opcjach). Im więcej u kogoś jakiejś cechy (np. empatii – ta wzrasta przez zachowania empatyczne), tym bardziej ta staje się większa i grubsza. Analogicznie inne cechy maleją, jeśli nie ciśniemy ich u swojej postaci.

W opcjach znajdziemy drzewko zależności (widok, jak nasze działanie wpłynęło na wydarzenia) oraz paski pokazujące relacje wybranego bohatera z innymi postaciami. To także rozwiązania doskonale znane nam z Until Dawna, choć wcześniej mechanizm działanie-konsekwencja widzieliśmy na skrzydłach motyla, a nie na okręgu.

Całą opowieść prowadzi tzw. kurator, czyli osoba, do której przychodzimy po “podsumowanie rozgrywki” po każdym epizodzie. W Until Dawn taką rolę pełni psychiatra Josha (jednego z bohaterów gry z 2015r.). Zapowiada się na to, że kurator, którego poznajemy w Men of Medan zostanie z nami przez całą serię – wszystkie gry z serii Dark Pictures Anthology.

Oprawa audiowizualna Men of Medan

Kiedy tylko odpalicie grę, natychmiast rzucą wam się w oczy charakterystyczne twarze i sylwetki osób – po prostu od razu widać, że to produkcja Supermassive Games. Mimika jest realistyczna, momentami przesadzona, ale wciąż bardzo przyjemnie się na to patrzy. Lokacje są świetnie wykonane.

Niestety przez całą grę można zaobserwować spadki klatek, doczytywanie się tekstur i nienaturalnie szybkie przeskakiwanie ze sceny na scenę (plus przycinanie się scen). W jednym momencie patrzymy np. na twarz Julii, a potem mija sekunda, pojawia się wrażenie “szybkiego przycięcia obrazu” i patrzymy już na innego bohatera. Bywało, że traciłam dobrą sekwencję QTE, bo akurat scena przycięła się w danym momencie. Zginął mi przez to Conrad (a akurat chciałam ograć wariant, w którym wszyscy przeżyją).

Muzycznie i dźwiękowo Men of Medan jest w porządku – szału nie ma, ale generalnie jest klimatycznie. Ogromnym minusem jest brak języka polskiego, nawet w napisach. Trailer gry z polskimi napisami oraz fakt, że i Until Dawn, i Hidden Agenda doczekały się tłumaczenia sugerowały, że z Men of Medan będzie podobnie. Niestety Supermassive Games postanowiło nie patrzeć na polskiego gracza, co jest przykre. Men of Medan nie jest mega głośną produkcją, ale pomijanie tak dużego rynku jak Polska… Trochę to słabe. Oczywiście, że można zagrać po angielsku, w końcu większość graczy zna ten język, ale niesmak pozostaje. Tym bardziej, że nawet po ustawieniu angielskich napisów dla ułatwienia zrozumienia bądź co bądź obcego języka niewiele widzimy. Napisy są bardzo, bardzo małe. Cóż.. kto chce, ten i tak zagra, ale jakaś część graczy została przez brak tłumaczenia z automatu odrzucona.

Nieliniowa rozgrywka, dobra historia

Supermassive Games specjalizuje się w tworzeniu historii, których bieg zależy od gracza. Po raz kolejny udało im się zrobić regrywalną produkcję, w której wręcz chce się poznać wszystkie możliwe warianty zachowań i zakończeń.

Czy warto inwestować w Men of Medan? Oczywiście, że tak. Gra ma swoje bolączki, ale to wciąż produkcja na wysokim poziomie. Dla Until Dawn w 2015r. kupiłam konsolę. Dla Men of Medan też warto kupić PS4. Nie spodziewajcie się gry bezbłędnej. Dostaniecie grę z błędami, która zostanie w was na długo – ale w tym pozytywnym sensie. A to chyba ma największe znaczenie.

Nasza ocena: 7/10

P.S. Supermassive Games pracuje obecnie nad kolejną częścią cyklu. Produkcja została zatytułowana The Dark Pictures: Little Hope. Projekt zmierza na pecety oraz konsole Xbox One i PlayStation 4. Ma ukazać się w 2020 r. Nie możemy się doczekać!

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o