Mister Miracle i nic więcej nie potrzebujesz – Comic Relief #6

Tomasz Pstrągowski Publicystyka Publikacja: 1.03.2020, 14:17 Aktualizacja: 1.03.2020, 14:28
Krążąca po sieci opinia, iż jest to jedna z najciekawszych pozycji superbohaterskich ostatnich lat wcale nie jest przesadzona - w kolejnym odcinku cyklu Comic Relief Tomasz Pstrągowski przygląda się jednotomowemu wydaniu serii Mister Miracle, wznowieniu komiksu Superman. Czerwony syn, pierwszemu tomowi fantasy Coda, hemingwayowskiej powieści graficznej Wilk i historii dla dzieci Pamiętniki Wisienki.
mister miracle - comic relief
25 Udostępnień

Czym jest komiksowy cykl Comic Relief?

COMIC RELIEF to cykl comiesięcznych polecanek komiksowych prowadzony przez Tomasza Pstrągowskiego – dziennikarza i scenarzystę, doktoranta Uniwersytetu Gdańskiego, współzałożyciela podcastu Niezatapialni.pl.

Cudowny Mister Miracle

Gdybyście łaknęli historii superbohaterskich, chwytajcie za Mister Miracle autorstwa Toma Kinga (scenariusz) i Mitcha Geradsa (rysunki). Zbierający 12 zeszytów tom w tłumaczeniu Marcelego Szpaka wydało właśnie wydawnictwo Egmont Polska i trzeba przyznać, że krążąca po sieci opinia, iż jest to jedna z najciekawszych pozycji superbohaterskich ostatnich lat, wcale nie jest przesadzona.

mister miracle - comic relief

Tom King to od kilku lat jedno z najgorętszych nazwisk w amerykańskim komiksie. Ten były agent CIA zadebiutował jako pisarz książką A Once Crowded Sky. Pierwsze komiksowe kroki stawiał pisząc przygody Dicka Graysona (Nightwinga). W Polsce znamy Toma Kinga głównie jako scenarzystę przygód Batmana i Visiona. Jak słusznie zauważa w podlinkowanej sylwetce Kinga Paweł Kicman, warto też zapoznać się z seriami The Sheriff of Babylon i The Omega Men. Ale to właśnie Miracle Man uważany jest za najwybitniejsze osiągnięcie Kinga. I bardzo słusznie.

King i Gerads sięgnęli po spychaną zazwyczaj na margines postać wymyśloną przez wielkiego Jacka Kirby’ego. Gdy po konflikcie z Marvelem współtwórca najbardziej ikonicznych bohaterów tego wydawnictwa odszedł do DC, postanowił stworzyć nową komiksową mitologię. Tak narodził się świat Nowych Bogów, opowiadający o odwiecznym konflikcie pomiędzy Wielkim Ojcem, rządzącym planetą Nowa Geneza, a okrutnym Darkseidem z Apokolips.

mister miracle - comic relief

Pierwszy był odzwierciedleniem dobrego, miłosiernego Boga, drugi był wszechpotężną niszczycielską siłą, prącą do wiecznej wojny. Po toczącym się przez tysiące lat konflikcie i miliardach ofiar, które pochłonęła, obaj władcy postanowili zawrzeć kruchy rozejm, przypieczętowując go wymianą synów. Wielki Ojciec dostał na wychowanie Oriona, syna Darkseida. Ten z kolei miał się zająć dzieckiem Wielkiego Ojca. Z powodu ciągłych prób ucieczki chłopak otrzymał ironiczne imię Scott Free, a gdy w końcu udało mu się uciec z piekła swojego dzieciństwa i dotrzeć na Ziemię, przybrał pseudonim Mister Miracle.

Streszczam genezę Mister Miracle, bo pochodzenie tej postaci jest kluczowe w opowieści snutej przez Kinga. W interpretacji scenarzysty jest to bowiem bohater naznaczony głęboką traumą, borykający się ze wspomnieniami przemocy i odrzucenia, niepewny siebie, kwestionujący własne umiejętności i zdrowe zmysły, który już na pierwszych stronach podejmuje próbę samobójczą. Dalej Mister Miracle musi ułożyć swoje małżeństwo z potężną Biga Bardą, wziąć udział w wojnie z Darkseidem, słuchając rozkazów coraz bardziej szalonego Oriona, skonfrontować się z Babcią Samo Dobro, odpowiedzialną za większość jego traum, i zmierzyć z najgroźniejszym wyzwaniem, przed jakim stanąć może Bóg, superbohater czy zwykły człowiek – rodzicielstwem.

mister miracle - comic relief

Olbrzymie wrażenie robi sprawność, z jaką King i Gerads mieszają typowe superbohaterskie starcia z szarą codziennością. Bohaterowie Mister Miracle są jednocześnie zwyczajni i magiczni. Obarczeni problemami, w których odnaleźć się może każdy z czytelników, prowadzą wojnę na drugim końcu wszechświata. Jak wszyscy młodzi rodzice Mister Miracle i Big Barda są wiecznie zmęczeni, ale to nie zwalnia ich z „pracy zawodowej”.

King świetnie czuje też tematykę traumy. To zresztą jeden z jego ulubionych wątków, poruszany w niemal wszystkich komiksach, które pisze. Zmagający się ze wspomnieniem trudnego dzieciństwa, przemocy i manipulacji Mister Miracle, pozostaje wiarygodny, nawet gdy przywdziewa kostium i rusza walczyć w międzygalaktycznej wojnie. Jeszcze lepiej wypada jego żona Big Barda, zmieniająca się w rękach Kinga w jedną z najciekawszych postaci kobiecych w uniwersum DC Comics.

King i Gerads wykorzystali klasyczny dziewięciokadrowy układ strony, nawiązując tym do Strażników Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa. To w połączeniu ze świetnie zaplanowaną konstrukcją zeszytów i całej miniserii, nadaje opowieści charakterystyczny rytm i sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Zwłaszcza, że King uniknął ciągnących się z offu przegadanych monologów, tak uwielbianych przez wielu scenarzystów piszących komiksu z nurtu superhero. W moim prywatnym odczuciu Gerads nieco lepiej radzi sobie w konwencji obyczajowej, przez co fragmenty dziejące się na Nowej Genezie i Apokolips wyglądają nieco gorzej. Ale naprawdę wyróżniają się te kadry, na których postaci stricte fantastyczne wkraczają do świata realistycznego dramatu obyczajowego. Zwłaszcza, że zazwyczaj King kwituje takie inwazje udanym dowcipem.

mister miracle - comic relief

Kolejną warstwę interpretacyjną dokłada historia powstania Nowych Bogów. Mister Miracle Kinga i Geradsa podejmuje próbę samobójczą po śmierci przyjaciela i mentora Oberona – dziwnie podobnego do Jacka Kirby’ego. Z kolei jedną z postaci drugoplanowych jest opiekujący się dzieckiem Mister Miracle i Big Bardy Jowialny Jack – krzyczący co jakiś czas „excelsior”, ulubione powiedzonko Stana Lee.

A przecież nie wspomniałem jeszcze o Darkseidzie, długo będącym tylko odległym zagrożeniem rzucającym cień na obecne życie Mister Miracle. Ani o świetnie napisanej (i przetłumaczonej) narracji z offu w stylu dawnych historii superbohaterskich, której wprowadzenie podbija atmosferę niesamowitości. I o „zakłóceniach” w transmisji, dzięki którym czytelnik nabiera paranoicznego przekonania, że coś jest nie tak i łatwiej mu się utożsamiać z lękami głównego bohatera. I o powracającej anegdocie na temat poznania oblicza Boga, nadającej całej opowieści drugie dno. I o świetnie zaprojektowanych scenach akcji, jednocześnie dynamicznych i nie wybijających z dialogów. I o seksie, bogowie, kiedyśmy mieli ostatnio dobre sceny erotyczne w komiksach superbohaterskich?! I o finale – którego nie opowiem z oczywistych względów – a który jest poruszający zarówno na poziomie ludzkim, jak i przygodowym. I o świetnym posłowiu Kamila Śmiałkowskiego.

Ech… Musicie ten komiks przeczytać!

Superman, wieczny komuch

A jeżeli jesteśmy już przy wymykającej się stereotypom superbohaterszczyźnie, to Egmont postanowił wznowić album Superman. Czerwony syn autorstwa Marka Millara (scenariusz), Dave’a Johnsona i Kiliana Plunketta (rysunki) w tłumaczeniu Jakuba Sytego. To ciekawa propozycja dla wszystkich tych, którzy nie boją się, że polityka zniszczy ich ukochane hobby.

superman czerwony syn - comic relief

Miniseria opowiada o alternatywnej wizji przygód Człowieka ze stali. Kapsuła z małym Kal-Elem ląduje w niej nie w Ameryce, ale w sowieckiej Rosji, a najsłynniejszy z superbohaterów zostaje przygarnięty przez Stalina i na jego zlecenie szerzy rewolucję proletariacką na całym świecie.

Wydany pierwotnie w 2003 roku Czerwony syn zachwyca punktem wyjścia i urzeka wieloma pomysłami fabularnymi (słynny Batman w uszatce), ale rozczarowuje płycizną politycznej refleksji. Millar nie wykorzystał okazji, by powiedzieć cokolwiek ciekawego na temat komunizmu czy kapitalizmu, zamiast tego skupiając się na typowym superbohaterskim łubu-du i skomplikowanej intrydze snutej przez Lexa Luthora.

superman czerwony syn - comic relief

Swojej okazji nie przegapili na szczęście rysownicy. Czerwony syn jest doskonałym studium na temat grafiki propagandowej, a fakt, że rola Supermana zostaje tu odwrócona, sprawia, iż czytelnik dostrzega, że postać ta zawsze była wykorzystywana w ten sposób. Tyle że wcześniej Człowiek ze stali stał po stronie „tych dobrych”, przez co więcej uchodziło mu na sucho.

Polecam, acz nie spodziewajcie się odmieniającego życie olśnienia.

Fantasy z pomysłem

Miłośników fantasy powinna zainteresować seria Coda autorstwa Simona Spurriera (scenariusz) i Matiasa Bergara (rysunki). Jej pierwszy tom w tłumaczeniu Marcelego Szpaka wydało właśnie Non Stop Comics.

coda - comic relief

Głównym bohaterem jest tu wędrowiec, były bard. Przemierza krainę, którą najkrócej opisać można jako postapokaliptyczne fantasy. Kiedyś zamieszkaną przez mityczne stworzenia, potężnych magów, królów, rycerzy etc. Dziś przeoraną kataklizmem, zamieszkałą przez zwarte grupki ocalałych, nękaną przez bandy rzezimieszków i niebezpieczne stwory. Wspomniany kataklizm nie tylko zniszczył piękną krainę, ale i wyssał z niej niemal całą magię. Jej pozostałości są więc najcenniejszym surowcem – odpowiednikiem ropy czy czystej wody z klasycznych historii postapo w stylu Mad Maxa i Fallouta.

Coda jest propozycją czysto rozrywkową, nastawioną na przygodę. Dużo tu pojedynków, spisków, uciekania, dowcipnych dialogów i wymykania się niebezpieczeństwu w ostatniej chwili. Ale jest to ten rodzaj rozrywki, którego autorzy umiejętnie czerpią z historii gatunku, dorzucając jednocześnie coś od siebie. W przypadku Cody jest to przebogaty, kolorowy świat fantasy wymieszany z konwencją postapo.

coda - comic relief

Chwaliłem Kinga za unikanie przytłaczających monologów. Spurriera niestety nie mogę za to pochwalić. Choć fabuła pierwszego tomu Cody jest wciągająca, bohaterowie interesujący, a świat wystarczająco dziwny, by przykuć moją uwagę, to przeładowane słowami kadry działają odstraszająco. Główny bohater wciąż ględzi z offu (zazwyczaj pisze list do żony, choć nie ma jej nic szczególnie interesującego do powiedzenia), odciągając uwagę czytelnika od kadrów. A jak tylko wpadnie na inną postać, to z miejsca wdaje się z nią w długą rozmowę. Nawet jeżeli mają sobie niewiele do przekazania.

Nadmiar słów jest tym bardziej irytujący, że przysłania doskonałe rysunki Bergara. Upadła kraina fantasy w ujęciu artysty wspomaganego przez kolorystę Michaela Doinga jest dokładnie taka, jaka być powinna – niesamowita, dziwna, brutalna, czasem brzydka, czasem piękna, przesiąknięta magią i rozkładem. Duże wrażenie robią potwory i lokacje. Ba, nawet zwykli, nieobdarzeni magicznymi zdolnościami bohaterowie ukazywani są z interesujących perspektyw, niemal zawsze w dynamicznych pozach. Do kadrowania wkradło się wprawdzie nieco chaosu, przez co śledzenie niektórych sekwencji wymaga wysiłku.

Zwłaszcza, że podążaniu za akcją na poziomie obrazu towarzyszy konieczność czytania ględzenie narratora. Nie jest to jednak problem psujący satysfakcję z lektury.

Hemingwayowski Wilk

I na koniec dwie pozycja zupełnie niefantastyczne.

Pierwszą jest Wilk Jeana-Marca Rochette’a (scenariusz i ilustracje) i Isabelle Merlet (kolory) w tłumaczeniu Pawła Łapińskiego. Ta powieść graficzna powinna trafić w gusta czytelników interesujących się ekologią, dziką przyrodą i myślistwem (tak, tak, te tematy się nie wykluczają). A także ceniących sobie hemingwayowski styl opowiadania o twardych, zamkniętych w sobie mężczyznach, mierzących się z brutalnymi, ale uczciwymi prawami natury.

wilk - comic relief

Głównych bohaterów Wilka jest dwóch. Pierwszy to Gaspard. Pasterz wypasający owce we francuskich Alpach. Samotnik. Twardy facet żyjący według własnych zasad. Noszący w sobie wiele bólu, rozpamiętujący rany z przeszłości, reprezentujący ten typ męskości, który dzisiaj wydaje się nieprzystający do czasów, może nawet toksyczny. Drugim bohaterem komiksu jest tytułowy wilk – silny, młody samiec, którego matkę zastrzelił broniący swojego stada Gaspard. Dzikie zwierzę wykazujące wystarczająco dużo rozsądku i inteligencji, by czytelnik musiał zadać sobie pytanie, czy aby nie planuje zemsty.

Rochette porusza się po bezpiecznym, dobrze zbadanym gruncie. Nie tylko dla czytelników książkowych (obok Hemingwaya warto wymienić twórczość Jacka Londona), ale i komiksowych. Podczas lektury Wilka wciąż powracały do mnie komiksy Jiro Taniguchiego, zwłaszcza Ratownik i Wędrowiec z tundry. Wymienieni artyści to oczywiście doskonałe źródła inspiracji. A Rochette czerpie z ich twórczości umiejętnie, korzystając z przetwarzanych figur, wątków czy zwrotów. Brakuje mi jednak w Wilku oryginalności. Francuz nie fałszuje, ale i nie wnosi nic od siebie. Ot, umiejętnie powtarza to, co przed nim powiedzieli inni.

wilk - comic relief

Na szczęście dla wydawnictwa Marginesy, które zdecydowało się wydać ten komiks w Polsce, nie ma wielu takich historii na półkach naszych księgarni. I być może właśnie dlatego lektura Wilka sprawiła mi tyle przyjemności. Jeżeli i wy lubicie zadumać się czasem nad losem człowieka skonfrontowanego z potęgą natury, jeżeli i was pociągają milczący twardziele, którzy swoje wiedzą, swoje przeżyli, a do życia potrzebny jest im tylko wierny karabin, to Wilk jest komiksem dla was.

Rochette jest świadom warsztatu. Nadaje fabule dobre tempo. Kiedy trzeba zwalnia, w odpowiednich momentach przyspiesza. Gaspard jest akurat na tyle małomówny, na ile trzeba – nie popadając przy tym w śmieszność czy parodię. Góry wyglądają monumentalnie. Wilk również. Drobnym zarzutem może być narracja słowna – w niektórych kadrach i sekwencjach zupełnie niepotrzebna, dopowiadająca zbyt dużo, niepozostawiająca miejsca dla myśli czytelnika, a do tego nadszarpująca więź emocjonalną pomiędzy czytelnikiem a bohaterami. Ale miałem to wrażenie tylko w kilku momentach i nie zepsuło mi ono zabawy.

Plusem jest rzeczowe posłowie autorstwa niepodpisanego w komiksie Baptiste Morizota.

Sympatyczny pamiętniczek

Drugą niefantastyczną pozycją jest pierwszy tom Pamiętników Wisienki autorstwa Joris Chamblain (scenariusz) i Aurélie Neyret (rysunki), wydany przez Egmont Polska w tłumaczeniu Marii Mosiewicz. To początek skierowanej do dzieci serii o sympatycznej rudej 10-latce, marzącej, że napisze kiedyś powieść detektywistyczną.

pamietniki wisienki - comic relief

W poszukiwaniu tematu dziewczynka i jej przyjaciółki zaczynają śledzić tajemniczego starca z farbami, co prowadzi do bardzo ciepłego finału. Młodość jedna się w nim ze starością, sztuka zwycięża, a stare, opuszczone zoo raz jeszcze wypełnia życie.

Napiszę krótko, bo i mowa o krótkim komiksie dla dzieci. Bohaterkami są sympatyczne, samodzielne dziewczynki o bujnej wyobraźni, z którymi nie sposób nie sympatyzować. Intryga jest ciekawa i nawet dla dojrzalszego czytelnika interesująca. Przesłanie ciepłe i godne pochwały. Album został przepięknie narysowany i pokolorowany.

pamietniki wisienki - comic relief

Obok tradycyjnych kadrów komiksowych znalazły się w nim dłuższe partie prozą – fragmenty pamiętnika Wisienki i artykułów prasowych. Z tego powodu polecałbym go raczej starszym dzieciom, niemającym już problemów z czytaniem.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o