Kiedy przyjdzie do ciebie Pantera, Krystynko. Pantera [RECENZJA]

Hanna Łozowska Recenzje komiksów Publikacja: 8.09.2019, 10:00 Aktualizacja: 8.09.2019, 10:00
Pantera wychodzi z szuflady w komodzie, ma dworskie maniery i umie doskonale tańczyć. Zjada sztaby złota, żeby mieć błyszczącą sierść. Krystynkę przytula do snu, a w końcu też liże, masuje, rozbiera.
29 Udostępnień

Komiks, do którego trudno (nie) wracać

Wydaną nakładem Timof Comics, a tłumaczoną przez Agnieszkę Bienias Panterę Brechta Evensa, Georgina Gryboś (Literacka Kavka) nazywa arcydziełem, Wojciech Szot (wówczas Kurzojady) uznaje za komiks roku. Pantera hipnotyzuje.

Format i kolorystyka Pantery mogą przywoływać na myśl offową powieść graficzną dla dzieci. Ale komiks Evensa czytelnika wyżyma i druzgocze. Pozostawia niesmak i pragnienie, by do lektury natychmiast wrócić, choć i poczucie, że lepiej nigdy nie wracać.

Po premierze Nie mów nikomu Tomasza Sekielskiego i ujawnieniu przez Mariusza Zielkego pedofilii Krzysztofa Sadowskiego narracja Brechta Evensa dla polskiego czytelnika nabiera dodatkowego wymiaru. Niepostrzeżenie, ale konsekwentnie wprowadza w interpretacyjny mętlik. Zaczyna od niewinnych spotkań Pantery z Krystynką, choć już gdy dziewczynka śpi, majaczy nad nią nie wielokolorowa i opiekuńcza, ale mroczna i drapieżna postać.

Co leży ci na serduszku, moja dziecinko?

Krystynka ma kilka lat, mieszka z tatą oraz Panną Kocinką. Ale temu obrazowi daleko do sielanki. Ojciec bohaterki sprawia wrażenie zmęczonego. O mamie dowiadujemy się, że pewnego dnia kłóci się z mężem, wsiada w samochód i odjeżdża na zawsze. Już w pierwszej, harmonijnej na pozór scenie, w której Krystynka karmi Pannę Kocinkę na kuchennej podłodze, zauważa się żebra kotki wyraźnie zaznaczone pod czarnym ciałkiem. Po wizycie u weterynarza ojciec oznajmia: „Panna Kocinka bardzo cierpiała…”.

Pantera pojawia się wieczorem: wychodzi z najniższej szuflady w komodzie. Tak trafia do przygnębionej stratą Krystynki. Czarujący, czuły, elegancki. Na tym etapie nic jeszcze nie wskazuje, że jego zachowaniem kieruje coś innego niż troska. „Co leży ci na serduszku, moja dziecinko?”, „Może powinnaś się na chwilę położyć? O, tak, do łóżeczka. A ja opowiem ci bajeczkę, a ty pójdziesz spać”. Przedstawia się jako Książę Koronny Panterlandii. Chadza, dokąd chce, ma dworskie maniery i umie doskonale tańczyć. Zjada sztaby złota, żeby mieć błyszczącą sierść.

Pantera jest błękitny, różowy i zielonkawy. Niekiedy antyczny sfinks, niekiedy elegant z kina noir z papierosem w długiej lufce. Malowany na wiele sposobów: to będąc tylko rozwodnionym akwarelowym konturem, to znów jak postać z obrazu prymitywisty, innym razem – z naturalistyczną dokładnością. Brecht Evens z formy wyciska, ile możliwe.

Najpierw znika Bonzo

Pokój Krystynki jest inny, gdy jest w nim Pantera. Wnętrze ożywa. Barwy, kształty pulsują w psychodelicznym tańcu. Nagle dzieje się za dużo: przytulania, lizania, masowania. Rozbierania. Przed Panterą Krystynkę próbuje ostrzec Bonzo, ulubiony pluszowy miś. Jest więc niemalże jak w bajce, w której zabawki pod nieobecność dzieci wiodą własne życie. Pluszakowi nie udaje się do końca zapisać na ścianie ostrzegawczego „UważajnaPan…”. Z szuflady wychyla się wściekły Pantera.

Przybysz kontynuuje swoją grę. W przepięknej metaforycznej planszy, do przypominającego dżunglę pokoju Krystynki, wchodzi ojciec. Przez uchylone drzwi wpada światło, w którym mężczyzna widzi śpiącą w błękitach i różach córkę. Nie dostrzega majaczącej za nią złowrogiej sylwetki Pantery ani niepokojącego gąszczu bohomazów wokół. Evens doskonale operuje barwą, polaryzując to co bezpieczne, ale nudne i to, co nieznane, tajemnicze i fascynujące.

Tymczasem Pantera jawi się niczym schematyczny psychopata. To on jest dystrybutorem wszelkiej radości. Manipuluje, używając słów, które Krystynka chciałaby usłyszeć („Może nadszedł czas, żeby tata dał ci klucz do twojego pokoju? Nie jesteś już małą dziewczynką i zasługujesz na odrobinę prywatności”). Z biegiem wydarzeń coraz silniej uwidacznia się narcyzm jego działań. Ktokolwiek widział schemat cyklu przemocowego, natychmiast rozpozna, jak Pantera buduje przywiązanie i próbuje rekompensować krzywdzące zachowania, na przykład odwracając od nich uwagę. Krystynkę izoluje od bliskich. Najpierw znika Bonzo. Potem przybysz kreuje w głowie dziewczynki obraz kontrolującego ojca: „Twój tata nie widzi tego, co ja w tobie widzę. Nie jesteś już jego małą dziewczynką”. Wybiera dziecko osamotnione, osłabione trudnymi wydarzeniami.

Grafika jest łagodniejsza

Rysunek w Panterze jest interdyscyplinarny i natychmiast przywodzi na myśl awangardzistów I połowy XX wieku. Choć malowany akwarelą, pozostaje nasycony, a brudne, intensywne kolory budują napięcie. U Evensa znajdziemy elementy ekspresjonizmu, kubizmu i wiele innych inspiracji.

Pantera jest postacią wielokształtną. W kolejnych kadrach zmienia się jej sylwetka, kolor, układ cętek. Wieczorami Pantera jest czarny i rogaty, jego przerażająca postać już nie czuwa, ale góruje nad śpiącą dziewczynką. Noce w pokoju Krystynki Evens sensualnie rozrysowuje na całe plansze. W tych przedstawieniach Pantera siedzi na jej łóżku, wnętrze wiruje. Evens chwieje perspektywą, dorysowuje kształty, twarze – a wszystko czarne. Książę Panterlandii w tych scenach może nie mieć twarzy. Jeśli ma – łypie na Krystynkę czerwonymi oczami. Autor znakomicie wykorzystuje pełnię potencjału, jaki daje powieść graficzna. Opowiada historię kolorem, kształtem, przestrzenią, symbolem, słowem. Pan Wiadro z narkozą, pigułki, żmijowaty język Pantery… Evens do końca pozostaje niedosłowny, fascynujący. Wyolbrzymienie nie jest tu egzaltacją – do ostatniej strony utrzymuje w przekonaniu, że grafika jest „łagodniejsza”, że prawdziwej wersji lepiej nie oglądać.

Niespodzianką jest też wyklejka. Przednia – w powtarzalny wzór (niczym kafle bądź tapeta) będąca symboliczną przestrzenią początkowego, bezpiecznego i nieciekawego życia. Tylna to rozpadająca się na cząstki (zionąca?) Pantera w bieli i czerni – symboliczna krzywda. Dopiero pod nią, po rozchyleniu strony, widzimy Panterlandię w pełnej krasie z humanoidalnymi panterami w ich codziennej strukturze społecznej. Tę drobiazgową, hipnotyzującą planszę Marceli Szpak na łamach Dwutygodnika porównuje zresztą do Tryptyku Ziemskich Rozkoszy flamandzkiego prymitywisty, Hieronima Boscha.

Interpretacyjny chaos

Budowana niemal wyłącznie na metaforze „Pantera” nastręcza czytelnikom interpretacyjnych trudności. Choć Evens nie dopowiada treści, prawdopodobnie to molestowanie seksualne i pedofilia będą najczęstszymi hasłami w próbach zrozumienia treści. Przykładowo: Kinga Dunin w Krytyce Politycznej przypuszcza, że to ojciec jest głównym krzywdzicielem. „Miałam dzisiaj straszny sen. Ty byłeś w nim i byłeś zły na mnie… jak zwierzę” – mówi ojcu Krystynka, choć na wielu planszach widzimy ojca i Panterę jako osobne postacie. Do końca nie wiemy, kim jest Pantera, który w krytycznym momencie wychodzi z szuflady. Przez niedosłowność mnożą się teorie.

Pantera jest komiksem doskonałym. Nie ma wątpliwości, że ilustrator serwuje nam dzieło erudycyjne, porywające, intrygujące. Z ukłonem w kierunku awangardowych artystów, z wrażliwością wobec ofiar. Jeden z najtrudniejszych tematów społecznych podejmuje bez melodramatyzmu i tkliwości, ale też bez tabuizacji. Trudno czytać Panterę bez zdziwienia, a w końcu bez wzburzenia i smutku.

Ale smutniejsza od druzgoczącej komiksowej narracji jest jej realność. Na początku powieści Brecht Evens kreśli dedykację: „Z podziękowaniem dla (…) Heleen, którą niegdyś odwiedziła Pantera”.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o