Plunderer 1-3. Klimat postapo i epickie sceny walki [RECENZJA]

Michał Małysa Recenzje komiksów Publikacja: 31.08.2019, 13:51 Aktualizacja: 31.08.2019, 13:55
Tym światem rządzą liczby. Jednak nie chodzi tu o stan konta bankowego, ale o stan punktów zapisanych na ciałach ludzi. Od tego, ile ich masz zależy, ile jesteś wart. Jeśli ktoś z większym licznikiem wydaje ci rozkaz - musisz go wykonać.
0 Udostępnień

Plunderer – świat tak bardzo inny od naszego

Akcja mangi rozgrywa się w 305 roku kalendarza alcjańskiego. Początkowo wydarzenia skupiają się na Hinie, młodej dziewczynie poszukującej legendarnego Czerwonego Barona oraz Rihito, który okazuje się być kimś znacznie więcej, niż sugerowałaby pierwsza scena z jego udziałem. Z czasem pojawiają się nowe, ważne postacie, które zupełnie zmieniają bieg całej historii.

W Plundererze ważne są elementy zaskoczenia oraz pojawiające się z czasem nowe fakty. Przez pierwsze dwa tomy czytelnik ma więcej pytań niż odpowiedzi, ale w trzeciej części sytuacja zaczyna się klarować. Robi się dziwnie, ale dzięki temu Plunderer jest mangą inną niż wszystkie. Nie da się go wsadzić do żadnej szufladki ani jednoznacznie polecić bądź odradzić.

Plunderer bardziej szczegółowo

Manga zawiera w sobie sporo elementów ecchi. Mamy tu więc podwiewające spódniczki, sprawdzanie koloru bielizny innych bohaterów i bardzo obfite biusty (miejscami na tyle obfite, że aż niesmaczne). W drugim tomie elementy ecchi pojawiają się coraz rzadziej, a akcja przechodzi w coraz bardziej postapokaliptyczne klimaty. Jest sporo walki (różną bronią i różnymi stylami) i trzeba przyznać, że autor wie, jak pokazać dobrą bitwę. W trakcie walk bohaterowie są świetnie narysowani, natomiast w momentach spokoju kreska miejscami jest mniej estetyczna.

Rihito – jedna z najbardziej intrygujących postaci – nosi maskę przez większość czasu, a że jest to maska obrzydliwa, to tak ważny bohater na początku mocno odrzuca. Poznajemy go, kiedy leży na ziemi jak typowy żul spod kiosku i prosi Hinę o pieniądze (niezbyt ciekawe wprowadzenie postaci). Przekonujemy się do niego dopiero z czasem – właśnie podczas scen walki, kiedy pokazuje, na co go stać… i kiedy w końcu da się na niego patrzeć normalnie. Rozumiem, że noszenie maski to celowy zabieg i że Rihito ma taki być, ale jej wykonanie mocno zniechęca.

Suu Minazuki połączył w Plundererze kilka świetnych pomysłów, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że “coś tu nie gra”. Miejscami ten tytuł jest strasznie nierówny. Mamy epickie sceny walki, ale biorą w nich udział miałcy i sztampowi bohaterowie (przynajmniej do końca drugiego tomu, potem autor zmienia podejście i robi się znacznie ciekawiej). Mamy piękne, bardzo szczegółowe tła, ale na ich tle zdarzy się znaleźć za grubą, brzydką kreskę, jakby autorowi nie chciało się już do końca dopracowywać danej sceny. Mamy też pewną niewyjaśnioną sytuację – tak jak wspominałam, w tym świecie o wartości człowieka rządzą liczby na jego ciele.

Kiedy ktoś robi coś, co daje mu punkty bądź je zabiera, liczby te automatycznie się zmieniają. Kiedy ktoś straci wszystkie punkty, a licznik na jego ciele wybije równe 0, to ta osoba jest wciągana do tajemniczej i przerażającej otchłani. Można się przed tym ochronić sztucznie podbijając sobie licznik – trzeba tylko posiadać artefakt (chociaż oficjalnie nie można tak robić, bo artefakty są nielegalne). Czyli właśnie dlatego Rihito może mieć na swoim ciele licznik -999, ale wciąż żyje – bo ma bardzo potężny artefakt.

Punktacja w mandze – wątpliwości

Natomiast już w pierwszej scenie widzimy, że matka Hiny jest wciągnięta do otchłani. Przed wciągnięciem (śmiercią? Nikt nie wie, co się dzieje w otchłani) przekazuje córce potężny artefakt (wart aż 10 000 punktów!). Tylko jeśli posiadała aż tyle dodatkowych punktów, to jakim cudem została wciągnięta? Tego autor jeszcze nie wyjaśnił i jeśli nie ma takiego zamiaru, to manga dużo traci na logice.

Czy warto kupić serię Plunderer?

Plunderer nie jest złą mangą. Jednak pierwsze dwa tomy nie zachęcają do dalszej lektury (poprzez zbytnią ekspozycję postaci i świata oraz obleśno-toporne elementy humorystyczne, która zupełnie nie pokrywają się z moim poczuciem humoru), ale w trzecim mamy już naprawdę sporo akcji. W żadnej innej serii nie widziałam tak dopracowanych scen walki oraz tak szczegółowego tła.

Świat Plunderera jest pełen życia, mimo że to historia w klimatach mocno pokręconego postapo. Zatem – czy warto? Na pewno warto spróbować. To tytuł tak specyficzny, że po prostu trzeba samemu sprawdzić, czy nam odpowiada. Trzeba tylko pamiętać, że dopiero po dwóch albo trzech tomach możemy tak naprawdę cokolwiek powiedzieć o tej serii.

Gatunek/tematyka: akcja, fantasy, ecchi, postapo
Autor (scenariusz i ilustracje): Suu Minazuki
Data wydania: 21 czerwca (III tom)
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Cykl: Plunderer
Wydawca: Waneko

Zobacz także:
Ayako [RECENZJA]. Klasyka, którą warto znać
Recenzje komiksów, 7 Maj 2020
Bloodborne [RECENZJA KOMIKSU]
Recenzje komiksów, 1 Maj 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o