Marvel’s Punisher – sezon drugi [RECENZJA]

Krzysztof Kapinos Seriale Publikacja: 11.01.2019, 10:01 Aktualizacja: 15.01.2020, 12:40
Prawicowi ekstremiści, najemnicy przemierzający małomiasteczkową Amerykę w poszukiwaniu pewnej nastolatki, byli koledzy z tajnych jednostek wojskowych, a nawet rosyjscy mafiozi działający na zlecenie Kremla. Frank Castle miał zaznać spokoju, ale drugi sezon Punishera przynosi mu otwarcie kolejnych frontów w jego wiecznej walce.
35 Udostępnień

Punisher z przytupem!

Ogłoszona niedawno decyzja o kasacji podpory serialowego MCU – Daredevila zachwiała światem fanów ulicznej części uniwersum Marvela, która od kilku lat powstawała we współpracy z Netflixem. O ile anulowanie Iron Fista dla wielu widzów było zakończeniem nieudanej przygody, o tyle zamknięcie serii o Diable z Hell’s Kitchen po znakomicie przyjętym trzecim sezonie stanowiło jednak spore zaskoczenie.

Sytuacja ta połączona z wiadomym powstaniem w 2019 roku osobnej platformy streamingowej Disneya, postawiła pod dużym znakiem zapytania seriale związane z MCU a tworzone we współpracy z Netflixem. Na placu boju zostali tylko Punisher i Jessica Jones i ten pierwszy właśnie wszedł z klasycznym dla siebie przytupem z drugim sezonem swoich przygód.

Przemoc w nowym Punisherze eskaluje szybko

Frank Castle, a właściwie obecnie Pete Castilliogne po wymierzeniu sprawiedliwości mordercom swojej rodziny w pierwszym sezonie wiedzie spokojne życie włóczęgi, słuchając country i szlajając się po barach wschodniego wybrzeża. Spokój kończy się wraz z pojawieniem się na horyzoncie młodej dziewczyny, na którą polują najemnicy wynajęci przez prawicowych biznesmenów gdzieś z okolic pasa biblijnego.

Przemoc eskaluje szybko i dotyka również tych, których Frank darzy sympatią. Już pierwsze sceny, w których Punisher raczy zatrzymujących jego samochód ludzi serią z karabinu maszynowego obrazują, z jakim bohaterem mamy cały czas do czynienia i dlaczego Disney nie widzi dla tej części MCU miejsca w swoim uniwersum. Pod względem brutalności produkcja przywodzi na myśl inny superbohaterski serial, który wyprodukował z kolei Amazon – są to recenzowani przez nas The Boys, pełni bezsensownej nieraz brutalności.

recenzja serialu punisher

Do kogo skierowany jest Punisher?

Punisher jest skierowany do widza dorosłego, o czym świadczy nie tylko obrazowość przemocy (w jednej ze scen dosłownie wybija kości z twarzy przeciwnika przy pomocy ciężarka), ale też ciężar ran zadanych – zarówno ten fizyczny, jak i psychiczny. Bernthal – człowiek, który dosłownie stał się Punisherem – umiejętnie przedstawia osobowość borderline charakterystyczną dla Punishera. Z jednej strony szuka normalności i szczęścia, z drugiej kiedy tylko widzi taką okazję – ciągnie go do masakry i powrotu na stopę wojny. Na tej wojnie właśnie spotyka swoje nowe demony.

Marvel's Punisher season 2

Akcja sezonu jest prowadzona dwutorowo kontynuując jednocześnie historie zawiłych relacji Franka z Billym Russo (Ben Barnes) oraz wprowadzając wspomniany wcześniej motyw pościgu zabójców za chronioną przez Franka Amy (w tej roli znana z Trzynastu powodów Giorgia Whigham). I trzeba przyznać, że showrunner serii Steve Lightfoot dopilnował, żeby nie powtórzyły się błędy z drugiej serii Daredevila – mimo dwutorowej akcji wszystko działa sprawnie, chociaż czasem kosztem logiki akcji.

Tematyka

W pierwszej relacji mamy do czynienia z powracającym tematem braterstwa oraz konsekwencjami dawnych wojennych czynów. (Uwaga spoiler!) Billy Russo wprawdzie przeżył spotkanie finałowe z pierwszego sezonu, ale jednocześnie oprócz pokiereszowanej twarzy dorabia się utraty pamięci. Nawiedzające go koszmary z czaszką w roli głównej doprowadzają go do obłędu, który w konsekwencji odbija się na mieszkańcach całego Nowego Yorku.

Druga nitka wprowadza elementy archetypiczne w kinie akcji, znane chociażby z Leona Zawodowca. Niechętny na wstępie i nieufny wobec Amy Frank ostatecznie staje się jej przewodnikiem wojennym, a w zamian otrzymuje lekcje normalności. Bernthal i Whigham tworzą świetny duet, co najlepiej widoczne jest w scenie z fotografem (odcinek 5), którą polecam każdemu fanowi połamanej psychiki marvelowskiego antybohatera.

John Pilgrim w wykonaniu Josha Stewarta

Największe brawa należą się jednak Joshowi Stewartowi kreującemu jedną z najciekawszych postaci złoczyńcy w serialowym MCU. John Pilgrim w jego wykonaniu jest jednocześnie przerażający i fascynujący. Łącząc religijną żarliwość i posłuszeństwo wobec swoich szefów z bezwzględnością wobec wrogów, tworzy człowieka z jednej strony złego, z drugiej wierzącego w swoją misję. I to wydaje się motywem przewodnim całej serii.

Wierząc w swoje przeznaczenie i w szczytność wyznawanych idei cała trójka antagonistów potrafi usprawiedliwić zadaną przemoc i o ile jeszcze dla Russo jest ona wynikiem zemsty, tak zarówno Punisher, jak i Pilgrim, w swoim przekonaniu naprawiają świat.

Jeśli gdzieś szukać ewentualnych mankamentów sezonu, to pojawiają się one w najbardziej zaskakującym miejscu – scenach akcji. Ich jakość wprawdzie nie zawodzi, ale wielu fanów Punishera może być jednak rozczarowanych, że przez 13 godzin sezonu dostaniemy stanowczo za mało. Tutaj jednak warto zauważyć, że Lightfoot wywraca typowe spojrzenie na świat Punishera i postanawia go zdecydowanie pogłębić, dzięki wspominanemu wcześniej rozbudowaniu charakterystyki postaci. Ostatecznie otrzymujemy danie, które wymaga w takim samym stopniu uwagi, jak i odporności na pokazywaną przemoc.

Wszystko odcinki będzie można obejrzeć już 18 stycznia na platformie Netflix.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments