Ragnarok [RECENZJA]. Kolejny niewypał od Netflixa

Michał Małysa Seriale Publikacja: 12.02.2020, 8:00 Aktualizacja: 12.02.2020, 8:00
Nordyckie klimaty to z reguły fajne produkcje. Niestety nie tym razem. Netflix wypuścił serial Ragnarok, który śmiało można okrzyknąć jedną z najgorszych produkcji platformy. Szkoda, bo Ragnarok miał potencjał, ale został on zniszczony przez dłużyzny, zbytnią i niepotrzebną dramaturgię oraz teen dramę.
ragnarok - recenzja
0 Udostępnień

Ragnarok – niewiele rzeczy się udało w tym serialu

Jedną z lutowych propozycji seriali od Netflixa jest Ragnarok. Tym razem platforma sięgnęła po motywy z norweskiej mitologii, życia nastolatków i pokazanie typowego życia w małym, norweskim miasteczku. Do tego dołączyła ważne wątki ekologiczne i sporo pięknych ujęć krajobrazów.

ragnarok-recenzja

Zachęcona opisem – zapowiadany klimat Ragnarok wydawał mi się ciekawy – włączyłam serial. Po 20 minutach czułam, że coś jest nie tak, a po obejrzeniu całego sezonu było mi piekielnie szkoda zmarnowanego wieczoru. Wytrwałam dla obiektywizmu, ale gdybym nie podchodziła już do tego tylko pod kątem sprawdzenia, czy Ragnarok naprawdę nie ma nic do zaoferowania, to wyłączyłabym to po jednym odcinku.

O czym jest Ragnarok od Netflixa?

Nieprzystosowany społecznie, wycofany nastolatek Magne wraz z bratem i matką wprowadza się do miasteczka Edda. Próbuje dostosować się do nowego miejsca, nawet udaje mu się zaprzyjaźnić z miejscową aktywistką ekologiczną Isolde. Od początku jednak coś jest nie tak – Magne spotyka “dziwną staruszkę” i od tego momentu czuje, że coś się zmieniło. Nagle nie potrzebuje okularów, jego siła wzrasta do ponad ludzkich możliwości, a rzeczy, które sprawiały mu problemy, nie są już tak trudne do ogarnięcia. Kiedy Magne mówi o tym bliskim, ci nie chcą mu uwierzyć.

Jednocześnie dochodzi do tragicznego wypadku, w którym ginie Isolde. Magne nie wierzy w przypadek i drąży sprawę. Odkrywa rzeczy, które nie są normalne. Poza tym dowiaduje się, że walcząca o czystość środowiska i oskarżająca i jego skażenie bogatą, rządzącą wszystkim w okolicy rodzinę Isolde miała rację. To wszystko prowadzi do “wielkiego starcia”, które w nordyckiej mitologii zostało oczywiście zapowiedziane…

Obsada aktorska w Ragnarok raczej nie będzie dumna ze swoich ról

W tym projekcie wzięli udział aktorzy, którzy ani nie mieli szansy się wykazać, ani chyba za bardzo nie mieli czym.

David Stakston jako Magne irytuje i nie ma nic wspólnego z wyobrażeniem o współczesnym Thorze. Theresa Frostad Eggesbø jako szkolna gwiazda i najbardziej podziwiana dziewczyna w szkole z łatwością mogłaby stać się szarą myszką. W roli Isolde (granej przez Ylva Bjørkaas Thedin) znalazły się poważne luki. Wojująca ekolożka, działająca na rzecz Greenpeace w jednym z pierwszych odcinków ze smakiem wcina kurczaka, żeby zaraz potem grzmieć o zmianach klimatycznych (na które produkcja mięsa na świecie wpływa bardzo mocno).

ragnarok - recenzja

Ogółem aktorzy w Ragnaroku nie wzbudzają żadnej sympatii ani innych uczuć. Może znudzenie i śmiech, ale nie taki, jaki doceniliby twórcy. Patrzenie na to, jak Gísli Örn Garðarsson męczy się za każdy razem osłaniając swoją klatkę piersiową i próbując sprawić, żeby to wyglądało dumnie, było naprawdę komiczne. Nie ma co, dostojny olbrzym jak się patrzy!

Efekty specjalne, czyli wystarczy kupić soczewki w sklepie…

Jeśli myślałam, że to October Faction ma tandetne efekty specjalne, to widocznie weryfikacja największego kiczu czekała na to, aż obejrzę Ragnarok od Netflixa. Już w jednej z pierwszych scen Magne zostaje “przebudzony” przez tajemniczą staruszkę (swoją drogą wątek gadającej od rzeczy pani ze sklepu jako wielkiej wyroczni nie wyszedł epicko, tylko tandetnie), a w jego oczach widać pioruny i wielką moc.

ragnarok-recenzja

To znaczy tak miało być, ale te śmieszne przebłyski trochę nie wyszły. Jednak i tak największy śmiech wzbudza “epicka” scena zabijania bezbronnej zwierzyny przez nagiego, wychodzonego faceta wystawiającego tyłek do kamery. Na koniec zjada serce swojej ofiary, stojąc na klifie (cały czas nagi) i ociekając krwią… Niby wiemy, o co twórcom chodziło, ale Netflix! Epickość nie w tę stronę, tam jest tylko ośmieszenie!

Ragnarok od Netflixa: tego nie warto nawet opisywać

W życiu nie widziałam, żeby ktoś tak zarżnął ciekawą i mroczną norweską mitologię. Już nawet holenderski Ares od Netflixa przedstawia się odrobinę lepiej. Szkoda waszego czasu na tę produkcję, nawet jeśli to tylko sześć odcinków. Lepiej włączcie sobie świetnie zrealizowany Locke & Key, jeśli zależy wam na nieco mrocznej tajemnicy.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments