Locke & Key [RECENZJA]. Gdybyś miał klucz do swojej głowy, to co by tam było?

Ewelina Zdancewicz-Pękala Seriale Publikacja: 10.02.2020, 13:18 Aktualizacja: 10.02.2020, 13:28
7 lutego na Netflixie zadebiutował serial Locke & Key. To historia o trójce rodzeństwa, które wprowadza się do tajemniczego domu pełnych magicznych kluczy. Każdy klucz ma inne działanie, a wszystkie są w jakiś sposób niebezpieczne. Kinsey, Bode i Taylor muszą nie tylko nauczyć się, jak z nich bezpiecznie korzystać, ale też ochronić klucze i siebie nawzajem.
Locke & Key [RECENZJA]
7 Udostępnień

Locke & Key – kolejny serial Netflixa na podstawie komisu

Po nieudanych produkcjach, niezdarnie adaptujących komiksy, takich jak October Faction w końcu przyszedł czas na coś dobrego. Locke & Key to serial z dużym potencjałem. Mam nadzieję, że Netflix nie zarżnie go w drugim sezonie.

Jeśli chodzi o zgodność z komiksem, to wiele wątków zostało zmienionych, ale nie wpływa to na jakość produkcji. Wręcz ułatwiło to twórcom “odciążenie” nieco mrocznego i depresyjnego klimatu. Locke & Key wciąż nie jest lekkim serialem, ale nie jest też także czymś na tyle smutnym, żeby nie chciało się go oglądać.

O czym opowiada Locke & Key od Netflixa?

Pedagog Rendell Locke zostaje zamordowany w swoim mieszkaniu przez ucznia, któremu próbował pomóc. Tuż przed śmiercią słyszy, że ma opowiedzieć swojemu oprawcy o Key House – swojej rodzinnej rezydencji. Chwilę później zostaje zastrzelony. Jego trójka dzieci – Kinsey, Tyler i Bode oraz jego żona Nina ledwo unikają śmierci. Tracą jednak męża i ojca. Pogrążeni w rozpaczy porzucają życie w Seattle i wyprowadzają się do znienawidzonego przez Rendella Key House.

 Locke & Key [RECENZJA]

Już pierwszego dnia zaczynają dziać się tam dziwne i przerażające rzeczy. Bode jako pierwszy poznaje tajemnicę domu i zaczyna zbierać magiczne klucze. To przedmioty, które od pokoleń należą do rodziny Locke’ów i mają magiczną moc. Każdy klucz posiada inne właściwości. Jeden może zabrać swojego posiadacza dokąd ten tylko zechce, inny pozwala na zajrzenie do własnej głowy (dosłownie!).

Rodzeństwo nie cieszy się długo odkrytymi kluczami. Zła istota mieszkająca w ich domu chce im odebrać wszystkie znalezione przedmioty. W tym celu posunie się do wszystkiego. Rodzina Locke’ów nie jest więc bezpieczna. Zaczyna się walka o przetrwanie i powolne odkrywanie wszystkich tajemnic dziwnego domu i zmarłego ojca.

Obsada aktorska w Locke & Key

Aktorzy w serialu to mieszanka artystów na różny poziomie i z różnymi doświadczeniem, ale wszycy dobrze sprawdzają się w swoich rolach. Jackson Robert Scott w roli Bode’a wypada bardzo naturalnie – świeżo i dziecięco. Emilia Jones w roli zbuntowanej i przestraszonej Kinsey także dobrze się prezentuje na ekranie.

 Locke & Key [RECENZJA]

Darby Stanchfield jako samotna i pogrążona w żałobie alkoholiczka (Nina) jest postacią, którą ciężko polubić, choć aktorka dobrze wykonała swoje zadanie. Po prostu sama serialowa Nina raczej nie wzbudza sympatii, choć w teorii powinno się jej przede wszystkim współczuć.

Po drugiej stronie lustra…

Twórcy nie oszczędzali na efektach komputerowych. Jednym z najciekawszych jest ten, który “łamie” powierzchnię lustra w taki sposób, aby można było przez nią przejść. Większość rzeczy wygenerowanych komputerowo wygląda w miarę naturalnie i pasuje do całej otoczki serialu.

Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, to postać duchów – tych którymi stają się bohaterowie po użyciu klucza do wyjścia ze swojego ciała. O ile “pyłek” dookoła nich daje ciekawe wrażenie, o tyle ich twarze są zbyt “śliczne”. Zupełnie jakby ktoś użył filtra upiększającego na Instagramie. To jednak mocno nie razi i jest jedynym efektem, który może się nie spodobać. Poza tym nie oglądamy go zbyt wiele w pierwszym sezonie.

Locke & Key – czy to dobry wybór na wieczór z Netflixem?

Zdecydowanie tak! Serial trafi do wszystkich, którzy są fanami Harry’ego Pottera czy Serii Niefortunnych Zdarzeń (recenzję 3. sezonu znajdziecie tutaj).

Ma w sobie mnóstwo ze świata magii, sporo z horroru i przygody. Opowiada o dzieciach i nastolatkach, a jednak daleko mu do teen drama, więc nie musicie się obawiać, że stracicie czas (tak jak ja straciłam czas oglądając Aresa od Netflixa). Polecamy z czystym sumieniem!

Fot. Netflix

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o