Seria Niefortunnych Zdarzeń – sezon 3 [RECENZJA]

Ewelina Zdancewicz-Pękala Seriale Publikacja: 22.01.2019, 12:42 Aktualizacja: 22.01.2019, 13:19
Wraz z nowym rokiem zadebiutował trzeci sezon Serii Niefortunnych Zdarzeń, czyli serialu opartego na serii książek dla młodzieży Daniela Handlera. Jako widzowie powracamy do “przygód” sierot Baudelaire w chwili, kiedy Klaus i Wioletka walczą o życie, pędząc z zawrotną prędkością ze Zjezdnego Zbocza.
0 Udostępnień

Iść, ciągle iść w stronę końca

I tak samo jak niefortunne rodzeństwo pędzimy my, widzowie. Choć chcielibyśmy jak najlepiej dla Klausa, Wioletki i Słoneczka, to za każdym razem, gdy na ich drodze pojawia się sprzymierzeniec, coś musi pójść nie tak. Większość osób, która chce im pomóc, szybko ginie, a młodzi bohaterowie muszą sami zmagać się z okropnymi działaniami hrabiego Olafa.

My możemy tylko oglądać wysiłki młodych Baudelaire’ów, choć z czasem ich pech staje się frustrujący. Jednak żeby nie było – w końcu byliśmy przed tym przestrzegani w każdym odcinku od początku serii. Co nie zmienia faktu, że mimo wszystko widz ma nadzieję, że wkrótce nastąpi koniec tej serii niefortunnych zdarzeń.

Trzeci sezon zawiera siedem odcinków, które zgrabnie prowadzą nas w stronę finału. Serial nie trzyma się sztywno treści książki, ale w wielu aspektach wiernie ją odwzorowuje, przy czym czerpie z całego uniwersum (w tym z Nieautoryzowanej biografii Lemony’ego Snicketa). Powracają postacie znane nam z poprzednich dwóch sezonów, w tym genialnie zagrana Karmelita Plujko. Ponownie widzimy Esmeraldę Szpetną, a nawet jej męża. Dostajemy sporą dawkę czarnego humoru, kuriozalności, absurdu (zjazd na sankach z zamarzniętego wodospadu, Słoneczko przygotowująca wykwintne dania pośrodku niczego i z niczego) oraze okazję do przemyśleń.

Moralna zmiana dobrych i inne spojrzenie na złych

Baudelaire’owie w trzecim sezonie zdają sobie sprawę, że podczas ucieczki przed hrabią Olafem sami zaczęli robić złe rzeczy. Podpalenie, kradzież czy kłamstwa to tylko niektóre z przestępstw, do których się dopuścili. Zawsze mieli dobre uzasadnienie dla swojego postępowania, ale nie zmienia to faktu, że zaczęli się zachowywać… jak ich oprawca!

Jak zresztą zauważa podekscytowany hrabia Olaf w jednym z ostatnich odcinków “Najmłodsza z Baudelaire’ów idzie w moje ślady”. Trudno się z tym nie zgodzić. Dodatkowo sama Wioletka w pewnym momencie stwierdza, że ich starania, aby zachowywać się moralnie zawsze idą na marne. Rodzeństwo przechodzi kryzys, a widzowie mają okazję zobaczyć, jak “ci dobrzy” powoli stają się “tymi złymi”. I mimo że mieli do tego wszelkie powody, przykro jest patrzeć na taką zmianę.

Za to Olaf się nie zmienia, ale w związku ze sposobem poprowadzenia jego wątku w serialu zmienia się spojrzenie widza na tę postać. Tak, wiemy, że hrabia jest zły, okrutny i jest w stanie zabić. Wiemy, że mordował niejednokrotnie… ale dlaczego się taki stał, skoro przyjęto, że nikt nie rodzi się z gruntu paskudny? Ostatni sezon doskonale to wyjaśnia, wprowadzając dwie genialne postacie: mężczyznę z brodą, ale bez włosów i kobietę z włosami, ale bez brody. Patrząc na to, jak traktują oni swojego (niegdyś) podopiecznego, rzeczywiście robi się żal tego człowieka. Do tego dochodzi wielka, niespełniona miłość i niezaspokojona ambicja.

Kreacje aktorskie i charakteryzacja

Neil Patrick Harris świetnie zagrał rolę beznadziejnego aktora, który myśli, że jest wspaniały. Ekspresja gestów, mimika, sposób wypowiadania słów – nie ma opcji, żeby móc jakkolwiek przyczepić się do jego gry aktorskiej. Przy postaci Olafa niknie zupełnie nawet ikoniczny już Barney Stinson z Jak poznałem waszą matkę. Aktorzy wcielający się w Wioletkę i Klausa też zrobili kawał dobrej roboty – tych postaci nie da się nie lubić! Trzymają poziom niezmiennie od pierwszego sezonu, co jest dobrą wiadomością – i wcale nieoczywistą, bo w serialach różnie bywa.

Całe show w trzecim sezonie kradnie im jednak Słoneczko. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak trudna musiała być praca na planie z tak małym dzieckiem, które już gdzieniegdzie wypowiadało nawet właściwie słowa. (“Mata Hari” w wykonaniu Słoneczka jest nie do podrobienia!) Nawet jeśli były to kwestie dograne wcześniej i podłożone pod obraz, to wciąż taka współpraca musiała być problematyczna.

Poza doskonale nam znanymi postaciami pojawiają się nowe osoby, których wątki są dobrze poprowadzone. Trzeba pochwalić dobór obsady aktorskiej – rzadko zdarza się, żeby aktorzy tak dobrze oddali klimat powieści, a przecież atmosfera Serii Niefortunnych Zdarzeń jest mocno specyficzna. Podkreślają ją świetne kostiumy (Esmeralda jako ośmiornica – cudo) i dobrze wykonane lokacje – przykładowo dokładnie widać, że sceny ze szczytu góry były kręcone w studio, ale to nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz podkręca klimat absurdu.

Trzeci sezon Serii Niefortunnych Zdarzeń zdecydowanie warto obejrzeć. To świetne kreacje aktorskie, stylizacje, potężna dawka dramatu i czarnego humoru. Poza tym dobra okazja do przemyśleń o moralności – jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało. Nie stracicie czasu, włączając Serię na Netflixie.

Nasza ocena: 10/10

Plusy

  • genialna obsada,
  • całkiem wierna ekranizacja serii – większość rzeczy zgadza się z książkami,
  • czarny humor na wysokim poziomie,
  • ukazanie przemiany Baudelaire’ów pod wpływem nieszczęść – świetne rozegranie tego, czy zawsze powinniśmy zachowywać się moralnie,
  • kostiumy – szczególnie kreacji Esmeraldy Szpetnej!,
  • domknięcie wątków, które w serii zostały bez ostatecznej odpowiedzi,
  • odpowiednia długość serialu – nikt nie zamęczał widzów dłużyznami, postawiono na akcję,
  • genialna absurdalność sytuacji – idealnie odwzorowany klimat książkowej serii,
  • pogłębiona analiza przeszłości Hrabiego Olafa.

Minusy

  • nie znaleziono!
Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o