Recenzja drugiego sezonu „Love, Death & Robots”

Grzegorz Ćwieluch Seriale Publikacja: 24.05.2021, 10:36 Aktualizacja: 24.05.2021, 10:36
Na Netflixie pojawił się kolejny sezon efemerycznej serii animacji “Love, Death & Robots”. Sprawdzamy, jak jest.
0 Udostępnień

Fot. Netflix/Twitter

Mam z tą serią pewien problem i nowy sezon te obawy niestety jeszcze bardziej pogłębia. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Przyjrzyjmy się zamiast tego poszczególnym odcinkom.

Skynet jako biuro obsługi klienta – tymi słowami można opisać fabułę odcinka “Automatyczna Obsługa Klienta”, która opowiada o miłości do pieska i pewnym robocie domowym. Całość ma mieć wydźwięk humorystyczny, którego ja raczej nie kupiłem, ale może mam inne poczucie humoru. Można odnieść wrażenie, że targetem są młodzi rodzice, którzy pomimo przekleństw obejrzą ten odcinek ze swoimi pociechami.

Kolejny odcinek, czyli “Lód” traktuje o wyalienowanym nastolatku na ziemskiej kolonii. Reszta społeczności to ludzie genetycznie modyfikowani. Nie wiadomo dokładnie, gdzie toczy się akcja, bo z tego co pamiętam, nie jest to wyjaśnione. Widz może się domyślać, czy jest to Tytan, czy jakaś daleka planeta. Forma animacji i styl rysunku przypomina ascetyczny w kolorach klip Gorillaz.

“Regulator”, czyli trzeci odcinek nowego sezonu to opowieść, która czerpie w oprawie ze schedy stylistyki cyberpunk noir. Czyli tej samej co m.in. filmowy Blader Runner. Animatorzy postawili na silny realizm swoich animacji. Natomiast fabularnie jest to odcinek trochę mniej oczywisty. Stawia najmocniej na trzon “śmierć” w serii. To chyba pierwszy z odcinek nowym sezonie, który jest faktycznie o czymś. Ludzkość po medycznym osiągnięciu nieśmiertelności jest zmuszona kontrolować populację.

“Śnieg Na Pustyni” między wierszami kontynuuje wątek poprzedniego odcinka. Tu było to chyba zamierzone w ustawianiu chronologii. Poza tym ponownie silny realizm animacji. Planeta o małej populacji w podobie do Tatooine. Klimat trochę jak w kultowym Hardware M.A.R.K. 13. Fabularnie to żadne rocket science, ale ogląda się przyjemnie.

“Wysoka Trawa” to już pełna jazda w lovecraftiańskim stylu. Tu raczej nie ma pomyłek i klimat jest jednorodny. Jeżeli jesteście fanami opowieści z początku XX wieku, w których racjonalizm jest butowany przez paranormalną kosmologię lovecraftiańskiego mythosu to jest to idealna pozycja dla was. Wizualnie też bardzo ładnie to wypada.

Kolejna pozycja dla młodych rodziców i ich pociech – “Straszny Dom”. Infantylna historyjka, ale dzieciom może się spodobać. Fabularne i animacyjne mediocre.

“Life Hutch” to turborealizm. Właściwie przerażające jest to jak dobra jest tu animacja, ale pozostawię was samych z refleksją na ten temat. Fabuła bez fajerwerków. Pilot, wojna w kosmosie, awaryjne lądowanie, schron i agresywny robot od maintenance.

“Olbrzym, który utonął” to animacja o olbrzymie, który leży na plaży jak martwy wieloryb. Odnoszę takie wrażenie, jakby animację tę zrobili Francuzi albo Belgowie, ale po przejściu Disco Elysium uważam, że mogli to być również Estończycy. Amerykanie nie piszą takich historii. Ciekawa pozycja zwieńczająca koniec tej serii.

Trochę jak praca dyplomowa

Mam z tym serialem problem, a właściwie z jego meta założeniem. Rozumiem, że formuła nawiązuje swoją eklektycznością do założenia, jakie przyświeca Black Mirror. Każdy odcinek o czym innym to bardzo fajny trop. Tylko że w formule dziesięciominutowych odcinków nie da się nic ciekawego opowiedzieć. Dlatego też nawet jak jakaś historia ma spory fabularnie potencjał, to jest on palony i przycinany do krótkiej formy, jaka obowiązuje wystawiających tu swoje animacje.

W nowym sezonie rzuca się to w oczy jeszcze bardziej, ponieważ słabszych fabularnie klipów jest jeszcze więcej. Czasem mamy wrażenie, że to przegląd portfolio różnych studiów, czyli kolejka do jeszcze bardziej prestiżowych zleceń. Kiedy jest słabiej, można pomyśleć, że to przegląd prac dyplomowych studentów animacji.

Skupienie głównie na formie sprawia, że niektórzy popatrzą na ten kolejny sezon, jak na prezentację w power poincie – tyle tylko (czy jak dla kogoś aż tyle), że atrakcyjną wizualnie. Naturalnie w pierwszym sezonie taka refleksja nas nie dotykała, ponieważ była to nowość i nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Formuła jednak nieco się wyczerpuje kiedy mamy do czynienia z drugim sezonem.

Podsumowanie

Zaletą jak i wadą jest krótka forma klipów w obu sezonach serii. O tym, dlaczego wadą już pisałem. Zaletą natomiast jest możliwość szybkiego zbingowania w jeden wieczór. To naprawdę jest szybki przelot. Niestety w moim przypadku odcinki te wleciały i wyleciały momentalnie. Musiałem się zastanowić, o czym były, bo kompletnie nie utkwiły mi w pamięci. Zwyczajnie wolę dłuższą formę, w której można powiedzieć nieco więcej. Not bad, not terrible.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments