The Wicked+The Divine [RECENZJA]

Michał Krawiel Recenzje komiksów Publikacja: 17.07.2018, 14:06 Aktualizacja: 25.03.2019, 12:48
Na planszach The Wicked+The Divine spotykamy bogów. Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo od dawna świat komiksów zaludniony jest przez różnego rodzaju bóstwa i obdarzone nadnaturalnymi zdolnościami stworzenia. O tym jest całe superhero. Kieron Gillen tematykę boską ubiera w glamowe gwiazdorskie ciuszki.
the wicked+the divine
0 Udostępnień

W The Wicked+The Divine spotykamy bóstwa, które raz na dziewięć dekad przybierają ludzką postać na tylko dwa lata, po czym umierają i cykl zaczyna się na nowo. Bogowie nie rodzą się, ale zamieszkują na ten czas w ciałach młodych osób (po 24 miesiącach umiera człowiek i goszczący go bóg). W zamian śmiertelnicy stają się najbardziej wpływowymi postaciami show biznesu i kontrkultury. Koncertują w najważniejszych klubach, na undergroundowych imprezach i tworzą sztukę inspirującą tysiące fanów. Przeżywają najbardziej intensywną przygodę, jaką może wyobrazić sobie młody człowiek w XXI wieku. Żyją krótko, ale intensywnie. Są zepsuci i uwodzą śmiertelników dekadenckim stylem życia. Taki jest Panteon, supergrupa boskich artystów. Mają też swoich groupies. Jedną z fanek jest Laura, siedemnastolatka z południowego Londynu, która jest narratorką The Wicked + The Divine.

The Wicked+The Divine to kolorowy, komiksowy teledysk

Brytyjski scenarzysta Kieron Gillen nie bawi się w mitologiczne niuanse. Do jednego worka wrzuca Lucyfera, Odyna czy Minerwę. A ludzkie postacie bogów przypominają najbardziej rozpoznawalnych bohaterów naszej popkultury – Davida Bowiego, Daft Punk czy Rihannę. The Wicked + The Divine jest kolorowym teledyskiem, dlatego przebrania muszą być proste, rozpoznawalne, bo na tym koncentruje się szołbiz.

Jak w przypadku castingowych bojsbendów – jeden śpiewa, jeden się buntuje, a jeden tylko tańczy. Czytelny schemat, ale sprzedający styl życia i płyty. The Wicked+The Divine to kolorowy klip, do opowieści o przemijaniu. W końcu w tej historii nie tylko umierają ludzie, ale też bogowie mają ograniczony czas. Wszyscy są tego świadomi, ale nie mogę tego zmienić. Skoro ma być śmierć, to przynamniej do jej nadejście niech coś się dzieje. Jednak w trakcie nowego cyklu coś idzie nie tak. Jeden z bogów zabija publicznie śmiertelnika, a podejrzenie pada na Lucyfera pod postacią siedemnastoletniej Brytyjki. Sprawę próbuje wyjaśnić nastoletnia fanka i dziennikarka, która napisała o cyklach swoją pracę magisterską. Teledysk o przemijaniu splata się z kryminałem.

Wciągającą fabułę Gillena świetnie ilustruje Jamie McLevie. Strona wizualna The Wicked + The Divine robi ogromne wrażenie. Kreska McLevie’go jest szczegółowa, a kadry są pomysłowe, łamiące typową narrację. Brytyjski rysownik sprawia, że równie estetycznie wygląda na kartach komiksu koncert, podziemia Londynu czy wybuchające głowy. Wysoki poziom trzyma także Matthew Wilson, który odpowiada za stronę kolorystyczną albumu.

Gwiazdorski komiks, po którym chce się więcej

The Wicked+The Divine: Faustowska zagrywka wrzuca nas od razu na głęboką wodę. Scenarzysta nawet nie próbuje nam niczego tłumaczyć ze świata przedstawionego. Na tym koncercie nie ma żadnego suportu, od razu zaczyna się koncert gwiazdy. Po lekturze pierwszego tomu chcę więcej.

Kieron Gillen na bieżąco tworzy plejlistę do The Wicked+The Divine. Możecie ją sprawdzić na Spotify.

The Wicked+The Divine: Faustowska zagrywka

Scenariusz: Kieron Gillen

Rysunki: Jamie McKelvie

Tłumaczenie: Piotr Czarnota

Wydawnictwo: Mucha Comics

Liczba stron: 160

Format: 180×275 mm

Oprawa: twarda

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o