Resident Evil 8 to gra bardziej nierówna i dużo mniej straszna niż doskonały Resident Evil 7. Nie znaczy to jednak, że to gra nieudana. Poznaj jej wady i zalety.

Fot. Steam

Powrót Wintersów

Fabularnie RE8 to bezpośrednia kontynuacja swojej poprzedniczki. Ethan Winters i Mia Winters – uratowani z luizjańskich bagien przez pracującego dla Blue Umbrella (czyt. tę dobrą Umbrellę) Chrisa Redfielda – osiedli gdzieś w Europie. Najprawdopodobniej w Rumunii, ale sami wiecie, jak popkultura postrzega naszą część Europy. Chaty jak z lat 30. XX wieku, wychodki na zewnątrz, czosnek wiszący w każdym oknie, wraki traktorów, dużo zwierząt zagrodowych, gotyckie zamki na każdym kroku i ludowe przesądy tak silne, że ludzie wciąż składają w ofierze zwierzęta.

W tej właśnie malowniczej części świata Ethan i Mia urządzili piękny dom, spłodzili córkę – Rose – i próbują żyć normalnie. Idyllę przerywa pojawienie się Chrisa, który z zimną krwią morduje Mię, a Ethana i Rose porywa. Nie na długo oczywiście, bo zgodnie z chlubnymi tradycjami serii wszystko od razu idzie nie tak. Transport przewożący Rose i Ethana zostaje zaatakowany przez tajemnicze potwory. Dziewczynka znika. Ojciec rusza, by ją odnaleźć.

Podczas poszukiwań nasz bohater zwiedzi wioskę zdziesiątkowaną przez wilkołaki, gotyckie zamczysko zamieszkałe przez rodzinę wampirzyc, nawiedzony dom lalkarki, bagna terroryzowane przez wielką rybę i złowieszczą fabrykę produkującą monstra. A wszystko po to, by odkryć kolejny spisek bioterrorystyczny, w którego centrum stoi potężna Miranda – kobieta zaskakująco blisko związana z największymi złoczyńcami uniwersum Resident Evil.

Fot. Steam

Europa zamiast Luizjany

Siódemka żerowała na pulpowym amerykańskim horrorze w rodzaju Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Opuszczona posiadłość gdzieś na bagnach Luizjany. Rodzinka o morderczych zapędach. Podmokłe piwnice pełne pokawałkowanych ludzkich zwłok i tym podobne atrakcje.

Ósemka zostawia te dekoracje za sobą, by zmierzyć się z klasyką europejskiego horroru literackiego. Miejsce rednecków kanibali zajmują wampirzyce wprost z powieści Brama Stockera. Zmutowany pokraczny garbus nosi nazwisko słynnego doktora Moreau z powieści H. G. Wellsa. A Heisenberg to wypisz wymaluj doktor Frankenstein, próbujący wlać życie w zwłoki. Jestem prawie pewien, że lalkarka Donna Beneviento także jest nawiązaniem do jakiejś konkretnej książki czy sztuki, ale niestety nie jestem w stanie namierzyć do jakiej.

Takie przeniesienie akcentów sprawia, że potworów Resident Evil 8 o wiele trudniej się bać. To już nie bliscy nam współobywatele, którzy okazują się seryjnymi mordercami, ale postaci obecne w masowej wyobraźni od stuleci, dawno oswojone i ujarzmione.

Dimitrescu, Moreau i Heisenberg zamieszkują także dużo mniej straszne lokacje. Dom Bakerów był znajomy i realny. Każdy z nas był kiedyś w takim domu. Ba, nawet pokoje w polskich blokowiskach urządzamy podobnie do Bakerów. Postaci z Resident Evil 8 urządziły się zaś w opuszczonych fabrykach, gotyckich zamczyskach i tajemnych uroczyskach. Owszem, łatwo się w takich lokacjach zestresować, a jump scary są na tyle uniwersalne, że działają w każdych dekoracjach, ale trudno się tak naprawdę przestraszyć.

Fot. Steam

Błąkając się po posiadłości Bakerów ocierałem się momentami o prawdziwy egzystencjalny horror. Gdzieś na skraju świadomości kołatały się pytania: a co gdybym miał takich sąsiadów? Czy we mnie też drzemie potencjalny zabójca? Czy w mojej piwnicy też ktoś ukrywa zwłoki? Zamek Lady Dimitrescu czy fabryka Heisenberga nie budzą takich lęków. To po prostu lokacje z filmów książek i filmów grozy. Bardzo odległe od codzienności, stworzone tylko po to, by ładnie i strasznie się prezentowały.

Inaczej jest z domem Donny Beneviento. Nic więcej jednak nie napiszę, bo nie chcę psuć zabawy z odkrywania tej fenomenalnej (i naprawdę strasznej) lokacji.

Z siódmą częścią łączy ósemkę także perspektywa. Zamiast kamery ustawionej za plecami gracza lub nieruchomej kamery w konkretnych punktach lokacji, postrzegamy świat przedstawiony oczami głównego bohatera. O ile jednak w siódemce wykorzystano tę intymniejszą perspektywę, by mocniej straszyć, o tyle najnowszy Resident zerka w kierunku shooterów.

Przez większość czasu strzelania będzie akurat tyle, ile potrzeba, by budować napięcie. Ani za dużo, ani za mało. Zwiedzając podziemne lochy, będziecie liczyli pociski, a nowe bronie i dodatki do nich przywitacie z poczuciem ulgi. Balans pomiędzy walką o przetrwanie a akcją psuje się dopiero w ostatniej lokacji – fabryce Heisenberga. Kończąca go walka z bossem to już rozbuchane kino akcji w hollywoodzkim wydaniu. Z mnóstwem wybuchów i drętwych one-linerów. Niestety dalej jest jeszcze szybciej i bardziej bombastycznie – w pewnym momencie gra skręca nawet w kierunku produkcji pokroju Call of Duty. I nie, nie jest to wyolbrzymienie.

To sprawia, że kończąc grę, czułem wyraźne rozczarowanie. 11-godzinna kampania świetnie się zaczyna i bardzo ciekawie rozwija, ale w pewnym momencie po prostu traci kontakt z rzeczywistością. Jest w tej konstrukcji przewrotna wierność serii. Resident Evil wiele razy skręcał ku idiotycznym i rozbuchanym sekwencjom akcji, a szósta część to w zasadzie debilne kino akcji dla najbardziej tolerancyjnych konsumentów popkultury. Ale świadomość, że kiepskie zakończenie ósemki jest spójne z innymi kiepskimi grami serii, wcale nie sprawiła, że bawiłem się lepiej.

Fot. Steam

Karuzela wrażeń

Nie chcę jednak zabrzmieć zbyt krytycznie. Koniec końców Resident Evil 8 to kawałek naprawdę porządnej gry. Nieco gorszej niż Resident Evil 7, ale też wyraźnie od niej innej, stającej raczej u boku legendarnego Resident Evil 4 niż swojego bezpośredniego poprzednika.  Więcej tu akcji a mniej horroru. Więcej klasycznego dla tej serii przerysowania a mniej intymnych strachów.

Ale nawet w najbardziej przegiętych momentach, gdy ogłuszony kolejną eksplozją przewracałem oczami na głupie teksy bohaterów nie traciłem zainteresowania opowieścią. Bo jedno trzeba Resident Evil 8 przyznać – to gra, która nie przestaje zaskakiwać. Każdy kolejny boss jest inny od poprzedniego. Każda lokacja ma swój charakter. Wszyscy bohaterowie są fascynującymi obrzydlistwami. A sposób w jaki opowieść wpisuje się w poplątane uniwersum serii zachęca do wizyt na Wikipedii i zagłębiania się w tym przedziwnym świecie.

PS W internecie toczy się debata na temat poziomu trudności, na którym warto grać. Wielu wyjadaczy serii narzeka, że domyślny poziom Standard jest zbyt łatwy, gracz znajduje bowiem zbyt dużo amunicji, a Ethan Winters jest zbyt wytrzymały. Zalecają grać na poziomie Hardcore. Z zastrzeżeniem, że niemal na samym początku RE8 ma miejsce atak hordy wrogów, który na Hardcore naprawdę trudno przeżyć. Mnie się nie udało, choć próbowałem około 20 razy. Sfrustrowany tym obniżyłem trudność do poziomu Standard. I trzeba przyznać, że bawiłem się bardzo dobrze. Owszem, bardzo rzadko zdarzały się okazje, by zupełnie brakowało mi amunicji, ale momenty, gdy musiałem się liczyć z każdym pociskiem, były dość częste. Jeżeli więc – podobnie jak ja – nie jesteście weteranami survival horrorów i nie znacie na wylot wszystkich sztuczek i schematów, Standard powinien dostarczyć wam wystarczającej ilości emocji.

PPS Grałem w wersję na PS5. Przez niemal 12h zabawy nie natrafiłem na żaden bug czy glitch. Brawo Capcom!

Zdjecie recenzji

Dobra

Dwie trzecie Resident Evil 8 jest wspaniałe. Później jest gorzej. Ale nawet w swoich najgorszych momentach gra oferuje mnóstwo zabawy.

Oceń grę

  • ciekawa historia

  • zapadające w pamięć postaci

  • nawiązania do klasyki literatury

  • trzymający w napięciu klimat

  • dom Beneviento


  • bombastyczne zakończenie, któremu zupełnie brakuje klimatu

  • fabryka Heisenberga

Zdjęcia do filmu Borderlands zakończone pamiątkową fotką Claptrapa!

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Sonic uhonorowany symfonią – obejrzyj jubileuszowy koncert

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Monster Hunter Stories 2: Wings Of Ruin – wersja trial już jutro

Nowy gameplay Layers of Fear 2 pozwala mieć nadzieję, że druga odsłona przeboju Bloober Team także przypadnie do gustu graczom.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments