Usagi Yojimbo – Komiksowe Klasyczki #2

Radosław Dąbrowski Publicystyka Publikacja: 22.12.2019, 13:00 Aktualizacja: 23.12.2019, 13:19
W tym roku Usagi Yojimbo obchodzi swoje 35 urodziny. Początkowo wydawany w antologii komiksu Albedo Anthropomorphics oraz krótkich historiach od Fantagraphics Books, z czasem zapracował na odrębną serię tomów i od 1987 roku nieprzerwanie pojawia się na światowym rynku z nowymi przygodami. W niniejszym artykule przybliżamy tę znakomitą opowieść.
Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki
8 Udostępnień

Usagi na polskim rynku – jedna seria, dwa wydawnictwa

Usagi Yojimbo zawitał w naszym środowisku w roku 2002. Jak sięgam pamięcią do tamtych czasów, to odnoszę wrażenie, że przygody króliczego samuraja bardzo szybko zyskały sympatię naszych czytelników. Potwierdzać to może choćby wydawanie kolejnych tomów. Nie od razu jednak mogliśmy przeczytać dzieła amerykańskiego twórcy pochodzenia japońskiego Stana Sakaia zgodnie z ich chronologią.

Najpierw bowiem wydawaniem na polskim rynku amerykańskiej serii (nie zaś japońskiej) zajął się Egmont i rozpoczął od Daisho, czyli w oryginale dziewiątej księgi. Niewiele potem ukazały się Cienie śmierci będące ósmym tomem. Dopiero od Pomiędzy życiem a śmiercią zaczęto publikować tomy w zgodzie z wizją Sakaia i po dziesiątym ukazał się jedenasty, dwunasty itd.

Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki

Wciąż obecny był jednak problem dotyczący rozpoczęcia przez Egmont wydawania serii z pominięciem pierwszych siedmiu części. Za nie odpowiedzialna stała się Mandragora, która w 2003 roku umożliwiła czytelnikom sięgnięcie po Ronina – pierwszy tom przygód Usagiego. Założone przez Przemysława Wróbla wydawnictwo do 2005 roku wypuściło na rynek kolejnych pięć części. Wówczas wreszcie można je było połączyć z tymi od Egmontu i w efekcie nadać lekturze spójności.

Żeby nie było przesadnej krytyki odnośnie do tego powstałego małego chaosu, to warto zaznaczyć, że za wydawanie oryginałów także były odpowiedzialne dwa wydawnictwa. Pierwsze siedem tomów przypadło Fantagraphics, od 1997 roku i Cieni śmierci natomiast (aż do dziś) historyjkami z Usagim zajmuje się Dark Horse. Oczywiście wszystko zachowało porządek chronologiczny i nie było niepotrzebnego skakania po tomach, jak w przypadku polskiego wydania sagi.

35 lat z Usagim – Polacy świętują urodziny specjalnym wydaniem serii

Zanim przejdę do recenzji samego komiksu, pragnę poinformować, że z okazji 35 urodzin przygód Usagiego – króliczego samuraja – od kwietnia bieżącego roku na polskim rynku ukazują się zbiorcze wydania zeszytów zatytułowane Usagi Yojimbo – Saga. Jak już wspomniałem w leadzie, rysunki Sakaia poznał świat już w roku 1984 i na ten czas przypadają narodziny Usagiego. Zasadnicza część serii rozpoczęła się jednak trzy lata później, gdy w ręce czytelników trafił Ronin.

Każdą z wydawanych od kwietnia ksiąg, które liczą po 600-700 stron, tworzą trzy tomy. Gdy zerkniemy na pierwszą z nich, okaże się, że w jej skład włączono Cienie śmierci, Daisho i Pomiędzy życiem a śmiercią. Z jednej strony tym razem zadbano o należytą kolejność, z drugiej otrzymujemy wyłącznie to, co Egmont mógł nam zaproponować siedemnaście lat temu. Czwartego grudnia premiery doczekała się najnowsza, czwarta już księga, którą tworzą Pojedynek przy świątyni Kitanoji, Wędrówki z Jotaro oraz Ojcowie i synowie. Porządek chronologiczny zatem został zachowany, niemniej dla nowych odbiorców utworów Sakaia, ograniczony dostęp do pierwszych siedmiu tomów może niekorzystanie wpłynąć na lekturę.

Na tym jednak kończę wątek wydawniczy i najwyższa pora przejść już do treści samego komiksu.

Usagi – portret prawdziwego samuraja

Zacznę dość niestandardowo, ponieważ do czasu akcji opowieści, jej miejsc, nietypowych antropomorficznych bohaterów czy najważniejszych wątków, jakie włączył do swojego bogatego świata przedstawionego Stan Sakai, napiszę dopiero w następnych fragmentach tekstu. Najpierw bowiem chcę poświęcić trochę miejsca samemu protagoniście – to Usagi przecież jest tym, co w szczególności przykuwa uwagę i decyduje o kultowości serii amerykańskiego rysownika.

„Zawsze w drodze… Bez rodziny… Bez domu… Bez przyjaciół… Żyję jak żebrak… Nie wiem, kiedy będę jadł, ani za co… Takie życie wiodę!”

Takimi słowami opisuje swoje życie Usagi – króliczy samuraj – podczas intymnej rozmowy z Kimą w tomie Cienie śmierci. W obrębie tej jednej wypowiedzi została przybliżona czytelnikom specyfika codzienności bohatera, którą oczywiście mogli już poznać po zapoznaniu się z wcześniejszymi tomami.

Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki

Z indywidualnym, samotnym trybem życia Usagiego zderzamy się już na samym początku. Gdy tylko otworzymy na pierwszej stronie (inauguracyjnego całą sagę) Ronina naszym oczom ukaże się przemierzający zaśnieżone, górsko-leśne tereny samuraj – nieco zgarbiony, okryty grubszego materiału szatą oraz z charakterystycznym, azjatyckim, stożkowatym nakryciem głowy, zakrywającym mu większą część twarzy. Usagi od początku kreowany jest na postać tajemniczą, skrytą, niejednoznaczną. To protagonista, z którym na przestrzeni kilkudziesięciu tomów się zżyjemy i stanie się nam bliski, ale nigdy w zupełności nie poznamy jego wnętrza, jego skomplikowanego psychologicznie charakteru.

Są jednak takie cechy jego osobowości, które poznamy szybko i nigdy o nich nie zapomnimy. Usagi bowiem jest wierny wyznawanym przez siebie wartościom. Stanowi przykład bohatera, który postępuje nie tylko zgodnie z obowiązującym powszechnie kodeksem samuraja, lecz także ze względu na swoją naturę stroni od zachowań moralnie wątpliwych.

Kim jest Usagi?

Po przeczytaniu serii przygód Usagiego myślę, że można wyróżnić trzy podstawowe, niezwykle ważne cechy, jakie określają tę postać.

Po pierwsze, Usagi nigdy nie kłamie oraz dotrzymuje słowa. Honor nie pozwala mu na to, aby postąpić inaczej, niż obiecał. Swoje stanowisko podtrzymuje nawet w sytuacjach, gdy zadeklaruje coś swojemu antagoniście. Na przykład jeżeli zapewnił, że pozwoli złoczyńcy zabrać worek z pieniędzmi za uwolnienie zakładnika, to następnie nie rzuci się w pogoń z mieczem, aby poza przetrzymywaną osobą odzyskać także cenny skarb. Pomimo że ma świadomość, iż od danego przeciwnika jest dużo silniejszy i na pewno by sobie z nim poradził.

Po drugie, Usagi nie jest łowcą nagród. Często to podkreśla, a zwłaszcza w sytuacjach, gdy oferuje mu się współpracę i połączenie sił przy unicestwieniu przestępcy, za którego głowę wyznaczono pokaźną sumę pieniędzy. Usagi zarabia, np. pracując jako dowódca eskorty lub ochroniarz wysoko sytuowanej w społecznej hierarchii osoby. Wystarczającą nagrodą za mordowanie złoczyńców pozostanie jednak dla niego poczucie zwalczania zła.

Po trzecie, Usagi po miecz sięga tylko w naprawdę wymagających tego sytuacjach i swoje dwa ostrza traktuje jak coś świętego. Wyznaje pogląd starych mistrzów, że miecz to nie broń, lecz dusza samuraja i przedmiot ten odzwierciedla najlepsze strony duszy wojownika. Nie godzien noszenia miecza jest ten, kto traktuje go jak narzędzie zbrodni. Przywiązanie Usagiego do własnych ostrzy najlepiej pokazują te momenty komiksowej opowieści, gdy samuraj je traci. Wówczas nie interesuje go nic innego, niż odzyskanie fundamentalnej części swojego ekwipunku.

Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki

Na szczęście nie jest tak, że protagonista serii to postać wybielona. Zdarzają się sytuacje, w których wykazujący na co dzień stoicki spokój, opanowany samuraj dopuszcza się agresywnego zachowania. Sakai w takich chwilach decyduje się na sugestywne zbliżenia, eksponuje nagle zachodzące w Usagim zmiany, aby nie tylko jego kompanom, lecz także nam, towarzyszącym jego wędrówkom czytelnikom, udzieliły się te nieoczekiwane emocje i żeby dla nas samuraj także stał się nie do poznania.

I właśnie to sprawia, że pomimo śledzenia tylu wydarzeń, w jakich uczestniczy Usagi, główny bohater pozostanie dla czytelnika postacią nie do końca rozgryzioną. Autor komiksu pozostawił w nim cząstkę tajemnicy, jaką sukcesywnie możemy dopiero odkrywać.

Ponadto co jakiś czas Sakai serwuje nam sceny retrospektywne, gdy Usagi był początkującym wojownikiem, służącym mistrzowi Mifune oraz innym wyższej rangi i z większym doświadczeniem samurajom. Z jednej strony takie odsłanianie kulis czasów dojrzewania nie jest zabiegiem odkrywczym, z drugiej stanowi świetne urozmaicenie historii oraz dopełnia nam portret psychologiczny Usagiego. Jego dorosła postawa staje się bardziej uzasadniona, można zrozumieć, skąd w nim tyle pokory czy wyjątkowo silne przywiązanie do samurajskiej tradycji.

Usagi ma świadomość własnych umiejętności, jest pewny siebie, lecz nie arogancki, postępuje z zimną krwią i rzadko się daje oszukać. Na szczęście, choć czyni to rzadko, potrafi się również uśmiechnąć czy zażartować. W efekcie nie staje się postacią jednowymiarową i zwłaszcza w relacjach z przedstawicielki płci pięknej nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać.

Usagi Yojimbo – komiks inspirowany kinem Kurosawy

Akira Kurosawa – obok Masakiego Kobayashiego, Yasujirō Ozu czy Kenjiego Mizoguchiego – to jeden z największych reżyserów z Japonii. Można powiedzieć nawet więcej – to jeden z najwybitniejszych filmowych artystów w historii X Muzy. Kurosawa to przedstawiciel nurtu kina autorskiego, ale w swojej karierze niejednokrotnie czerpał z literackiej twórczości Maksyma Gorkiego, Fiodora Dostojewskiego czy Williama Shakespeare’a. Po czasie jego własny filmy stały się inspiracją dla innych filmowców, takich jak Sergio Leone czy George Lucas.

W swoich komiksach bez wątpienia nawiązuje Sakai do japońskiego Mistrza. Trochę już napisałem o Usagim i należy dodać, że z takim wizerunkiem samuraja wiele razy spotykamy się podczas obcowania z kinem Kurosawy. Spokojny, tajemniczy, choć nie pozbawiony charyzmy wojownik, który nie ma własnego rodzinnego kąta i w pojedynkę przemierza świat to portret bohatera, z jakim stykamy się m.in. w Straży przybocznej czy Sanjuro – Samuraj znikąd. Usagi to komiksowa wersja protagonistów, jakich często grał wybitny aktor Toshirô Mifune.

Do Straży przybocznej w twórczości Sakaia nastąpiło bezpośrednie nawiązanie – pierwsze sceny z rozdziału Shi z Cieni śmierci są niemal kalką z otwarcia utworu Kurosawy. Tyle tylko, że mamy tu do czynienia z komiksowym remiksem.

Główny wątek fabularny z dwuczęściowych Niewolników z tomu Daisho natomiast to niemal stuprocentowe przeniesienie motywu z Sanjuro – Samuraj znikąd. Protagonista Kurosawy także wpada na pomysł, aby dołączyć do terroryzującego miasteczko gangu, aby móc w ten sposób szpiegować i zwalczać środowisko złoczyńców od jego środka.

Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki

Sakai w podobny do reżysera sposób operuje symboliką deszczu. W przekroju całej komiksowej sagi opady pojawiają w jakichś szczególnie istotnych momentach, towarzyszą naprawdę ważnym i spektakularnym pojedynkom czy większym bitwom (jak np. w scenie retrospektywnej z Ronina, gdy Usagi na skutek zdrady jednego z wojowników traci swojego mistrza, przez co stał się, jak sam to ujmuje, samurajem bez pana). U Kurosawy deszcz się pojawia np. w Tronie we krwi, gdy Washizu i Miki spotykają leśną czarownicą, która przepowie im przyszłość, czy w Siedmiu samurajach podczas jednej z najważniejszych w tej epickiej, blisko czterogodzinnej opowieści batalii.

W niektórych historiach amerykańskiego rysownika zawiązana zostaje kryminalna intryga. Usagi podejmuje pewien trop i musi kogoś lub coś odnaleźć. Kurosawa powszechnie znany jest z kręcenia filmów samurajskich, ale w gruncie rzeczy to artysta odnajdujący się na wielu polach gatunkowych – kręcił bowiem kameralne dramaty psychologiczne (Piętno śmierci, Pijany anioł), opowiadał o pracy lekarza w szpitalu (Rudobrody) czy tworzył surrealistyczne obrazy marzeń sennych (Sny). Sprawdził się także we współpracy z Rosjanami, kręcąc przygodowe, choć nie pozbawione nuty sentymentu dzieło Dersu Uzała z akcją rozgrywaną na początku XX wieku. Wreszcie potrafił stworzyć porządny, trzymający w skupieniu kryminał stylizowany na kino noir jak Zbłąkany pies czy Niebo i piekło. Sakai równie umiejętnie buduje napięcie i jak choćby w tomie Tajemnice na Usagiego do rozwiązania czeka szereg wręcz detektywistycznych zagadek.

Kolejny wspólny mianownik dla twórczości Sakaia oraz Kurosawy stanowi to, jak świat został zbudowany. W filmach Mistrza najważniejsi są bohaterowie – ich zachowanie oraz wypowiadane kwestie. Kurosawa rzadko przykładał szczególną uwagę do scenografii i w jego filmach obecność rekwizytów redukowano do tych najpotrzebniejszych. Sakai stawia na podobne rozwiązanie. Jeżeli już znajdzie się w użyciu dany przedmiot (np. miecz, shakuhachi albo persimona) to niesie on ze sobą znaczenie symboliczne. Wyjątek mogą stanowić butelki sake, które w komiksowych historyjkach pojawiają się zdecydowanie częściej niż w utworach ekranowych i raczej służą przede wszystkim do świętowania i poprawy nastroju sięgającym po nie bohaterom.

Usagi Yojimbo – świat samurajów zamieszkany przez zwierzęta

Na poszczególny tom Usagi Yojimbo składa się kilka, czasami kilkanaście rozdziałów. W przypadku pierwszych siedmiu części wydanych przez Mandragorę liczą one po ok. 130 stron. Od Daisho, jakie wydał już Egmont, nastąpiło zwiększenie do minimum 190 (w niektórych przypadkach nawet niespełna 250!).

Niektóre rozdziały składają się na jeden wątek, inne to niepowiązane ze sobą w szczególny sposób historie, pozbawione ciągu przyczynowo-skutkowego. Można się zastanawiać, które z nich są bardziej interesujące – krótsze bowiem nierzadko mają ciekawszą i lepiej wybrzmiewającą pointę, ale odczuwalny jest brak odpowiedniego rozwinięcia akcji. W dłuższych natomiast historia zostaje lepiej zarysowana, lecz czasami staje się zbyt rozwleczona i gdzieś po drodze zaburzony zostaje należyty rytm opowiadania.

Usagi Yojimbo - Komiksowe Klasyczki

Akcja rozgrywa się w siedemnastowiecznej Japonii, której ducha czujemy w każdym kadrze. Malownicze leśne bądź górzyste plenery, charakterystyczne dla tamtej epoki azjatyckie kostiumy czy wyposażenie wnętrz sprawiają, że Sakai precyzyjnie nakreślił świat przedstawiony. Czymś, co teoretycznie zaburzyłoby tę atmosferę i poczucie obcowania z kulturą japońską mogłaby się okazać natura występujących w tej komiksowej sadze postaci, do czego niebawem nawiążę.

Starannie przybliżono także codzienne realia ówczesnej rzeczywistości – w odwiedzanych przez Usagiego wioskach mieszkańcy wykonują poszczególne czynności, sporo się dzieje zarówno na pierwszym, jak i dalszym planie. Sakai często ukazuje wioskę w szerszym ujęciu, aby zademonstrować widzowi, jak wygląda układ domów, ilu jest mieszkańców i czym się zajmują.

W niektórych tomach (jak np. Szarych cieniach czy Masce demona) śledzone przez czytelników historie nabierają niemal surrealistycznego, metafizycznego charakteru. Sporadycznie Sakai lubi się pobawić formą i wprowadza np. niepokojące, pełne rozmaitych zjaw i potworów sny, jakie doskwierają Usagiemu. Zdecydowanie gorszym zabiegiem natomiast okazało się włączenie do japońskiego świata z XVII wieku bliższych naszej współczesności, popkulturowych aspektów. I tak w jednym z tomów u boku Usagiego walczą… Żółwie Ninja.

Jak już wspominałem w powyższych fragmentach artykułu – Usagi to królik. Wszyscy bohaterowie występujący w świecie Sakaia to zwierzęta. Niedawno recenzowałem Blacksad. Pośród cieni i na podobny zabieg trafiamy w serii komiksów o króliczym samuraju. Tak samo jak we francuskim komisie, w twórczości Sakaia pod antropomorficznymi postaciami także kryje się ludzkie wnętrze. Na przestrzeni kilkudziesięciu tomów poza królikiem spotkamy m.in. psy, nosorożce, dziki, żmije, pandy, lisy, wilki, koty, niedźwiedzie, tygrysy… Całą gamą rozmaitych ssaków oraz gadów. Każde z nich cechują umiejętności, potrzeby czy emocje, jakich doświadczamy w naszym świecie. Dlatego podobnie jak w Blacksad wprowadzenie zwierzęcych bohaterów to tylko przykrywa, pewien pretekst do tego, aby w gruncie rzeczy stworzyć zajmującą opowieść przepełnioną humanizmem.

Na tle tego sporego grona postaci niestety zdecydowanie słabiej wypadają postaci żeńskie. Wiele z nich nie tylko zostało przez Sakaia podobnie narysowanych (powtarzające się szczupłe sylwetki, delikatne rysy twarzy oraz długie czarne włosy), lecz także niespecjalnie odróżniają je nadane cechy charakteru. Na skutek tego np. Tomoe Ame, komiksowa postać inspirowana życiorysem autentycznej samuraj Tomoe Gozen, którą poznajemy już w pierwszym tomie Ronin, nie jest przesadnie inna od choćby Inazumy, Keiko czy nawet najbardziej ekspresywnej z nich wszystkich księżniczki Takani Kinuko. Na tym polu przydałoby się ze strony amerykańskiego rysownika zadbać o większe zróżnicowanie.

Znacznie cieplejsze słowa można powiedzieć na temat kreacji antagonistów. Co prawda większość z nich cechuje podobna żądza władzy i wzbogacenia się, skłonność do przemocy, ale przede wszystkim to dobrze zarysowane, pełnokrwiste postaci. Oczywiście jest wśród nich ten najważniejszy i najpotężniejszy – Jei.

Jeżeli przypomnicie sobie trwające kilkanaście odcinków starcia Son Gokū z Frizerem to pojedynek Usagiego z demonicznym wilkiem jest czymś podobnym, tylko że rozłożonym na wiele starć, odbywających się z przerwami na przestrzeni kilkudziesięciu tomów. Jei bowiem co jakiś czas powraca, aby podjąć kolejną szaleńczą walkę z królikiem-samurajem. Trzeba powiedzieć, że każda walka tego duetu to potężna dawka wrażeń.

Duża w tym zasługa Jeia. Długowłosy wilk z przenikliwym spojrzeniem, jakie rzuca na swoich rozmówców z pozbawionych źrenic oczu, to na pewno jeden z najlepszych komiksowych antagonistów, jakich doczekało środowisko sztuki komiksu. Jei przeraża na każdym kroku, budzi respekt i można się tylko domyślać, jak wielka jest jego siła. Bardzo dobrze, że nie jest to przeciwnik obecny w każdym tomie. Sakai dawkuje nam jego obecność, przez co każdy powrót do tej postaci to powiew świeżości.

Usagi Yojimbo - Komiksowe KlasyczkiNa przestrzeni całej serii akcji jest co niemiara. Każdy tom zapewnia porządną porcję rozrywki, a liczne pojedynki na miecze ukazane są w sugestywnych zbliżeniach ze skutecznym uchwyceniem ich dynamiki. Skala przemocy może nie jest przesadnie spora, ale krwi oraz poniesionych na skutek walki ran nie brakuje, co potęguje realizm opowieści. Jedyne, czego mogłoby być więcej, to bardziej spektakularnych bitew. Najwięcej zmagań obserwujemy w obrębie kilku, kilkunastu postaci (nierzadko w składzie: jeden Usagi vs. cała banda złoczyńców), a przydałoby się wprowadzić ciut więcej zademonstrowanych z rozmachem starć na otwartym polu, w których uczestniczyłyby pokaźne liczbowo wojska. Na takie obrazki częściej trafimy we wspomnieniach króliczego wojownika i scenach retrospektywnych, nie zaś w jego bieżących przygodach.

Za mankament można uznać pewną powtarzalność danych motywów. O ile pełne uroku są cykliczne spotkania Usagiego z nosorożcem Genem i następujące na ich końcu rozstania bohaterów (relacja tych dwóch wojowników ma w sobie tyle ikry, że pozostaje niecierpliwie czekać, aż ponownie połączą siły), tak częste rozwiązanie, jakim jest odwiedzanie przez protagonistę co rusz nowej wioski i ratowanie z opresji jej mieszkańców, może po kilku tomach stać się szybko odczytanym schematem.

Razić mogą także niektóre dialogi, a konkretnie stwierdzenia bohaterów, które są wykładaniem kawa na ławę o co w danej scenie chodzi i co ktoś miał na myśli. Trafimy na takie wypowiedzi jak „Zagadał nas, aby odwrócić uwagę i pozwolić swoim wojownikom zaskoczyć nas od tyłu” czy „Jest zbyt wąsko, musimy walczyć, stojąc jeden za drugim i nie możemy go zaatakować grupą”. Żeby zachować pewną konsekwentność zaznaczę, że z podobnymi zbędnymi kwestiami, sugerującymi, że scenarzyści powątpiewają w inteligencję odbiorcy dzieła, spotykamy się nawet w filmach Mistrza Kurosawy.

Ponadto nierzadko w obrębie jednej kratki ilość wypowiedzi jest zbyt duża. Bohaterowie wypowiadają serię krótkich zdań, dymki niemal na siebie nachodzą i istnieje pewne prawdopodobieństwo przeczytania danych dialogów w nieprawidłowej kolejności.

Seria Usagi Yojimbo – podsumowanie

Pod koniec niniejszego tekstu trochę ponarzekałem, ale przy takiej rozbudowanej i stale poszerzanej o nowe tomy serii jakichś słabszych stron zabraknąć nie mogło. Na szczęście nie wpływają one na ogólne przekonanie, że Stan Sakai stworzył wspaniałą opowieść stanowiącą atrakcyjny komiks nie tylko dla osób interesujących się kulturą japońską. Przygody walecznego i honorowego samuraja królika Usagi spodobają się także pozostałym miłośnikom historii obrazkowych.

Grafika: Egmont.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments