Wróżki i smoki lepsze niż Ekstraklasa? Wywiad z Grzegorzem „Urlichem” Kowalskim

Michał Małysa Publicystyka Publikacja: 15.04.2019, 17:31 Aktualizacja: 15.04.2019, 17:35
Magic: the Gathering to najpopularniejsza karcianka na świecie. Wśród profesjonalnych graczy, wygrywających na turniejach setki tysięcy dolarów, są też Polacy. Grzegorz "Urlich" Kowalski tłumaczy w wywiadzie, dlaczego występuje nie w piłkarskiej Ekstraklasie, lecz na turniejach z wróżkami i smokami.
wywiad grzegorz urlich kowalski mtg
177 Udostępnień

Czym jest w praktyce profesjonalne bycie graczem?

W dzisiejszych czasach oznacza to prawdziwą, pełnoetatową pracę. Jako profesjonalny gracz MPL, czyli Magic Pro League, mam podpisany kontrakt z producentem gry Magic: the Gathering i muszę spędzić określoną ilość czasu na streamowaniu swojej gry. Choć wiadomo, że wymagane dziesięć godzin tygodniowo trochę różni się od standardowego etatu w korpo.

W zamian za to dostajemy miesięczną pensję za promowanie gry, jesteśmy jej ambasadorami. Wysokość zarobków nie jest tajemnicą, kontrakt gracza MPL wynosi siedemdziesiąt pięć tysięcy dolarów rocznie, co daje nieco ponad sześć tysięcy miesięcznie. Z turniejami bywa różnie, bo jak w każdej grze karcianej i tutaj mamy do czynienia z wariancją, jednak dobry gracz jeżdżący na wszystkie eventy spokojnie jest w stanie zarobić na nich drugie tyle.

Kiedyś wyglądało to inaczej. Jeżeli byłeś na topie, to dostawałeś pieniądze za pojawianie się na turniejach na żywo. Nie było ich jednak aż tak dużo, więc MtG stanowiło dobre hobby, na którym można było dorobić sobie spore kieszonkowe. Teraz jest to normalna, stuprocentowo uczciwa praca. Wydawca gry przeznacza rocznie dziesięć milionów dolarów na nagrody w turniejach, jest zatem z czego korzystać.

Streamujesz rozgrywkę w wersji online, chociaż jest to karcianka towarzyska, w którą gra się na żywo?

Niedawno pojawiła się na rynku Magic Arena – nowy program do gry w MtG w wersji online. Wydawcy karcianki przeznaczają na sam program i jego promocję spore pieniądze, a my jako ambasadorowie zachęcamy do skorzystania z Areny poprzez streamowanie swojej gry. W papierowego Magica gram już ponad dziesięć lat, więc produkt Wizards of the Coast był dla mnie naturalnym wyborem. Tym bardziej, że wersja na żywo nadal istnieje i wciąż odbywają się turnieje z pulą nagród sięgającą nawet pół miliona dolarów.

Arena wpisuje się w światowy trend esportowy i ze względów promocyjnych jest w niej więcej pieniędzy, ale MtG nadal daje możliwość gry z ludźmi na żywo. Jeżdżenie na turnieje oraz rozgrywka face to face wciąż są istotne. Co więcej, inne powstające ostatnio karcianki online po prostu tego nie oferują.

Możliwość trenowania przez internet pomogła ci w profesjonalizacji?

Kiedy podejmowałem decyzję o zajęciu się grą profesjonalnie, znajomi ze środowiska graczy wątpili w sens takiego działania. Gdy byłem w połowie drogi do światowej czołówki, postanowiłem wziąć na studiach rok dziekanki i pójść w to pełną parą. Wiadomo, im więcej czasu na coś przeznaczasz, tym większe szanse masz na przebicie. Stykałem się wtedy z komentarzami, że MtG jest grą dla Amerykanów i gracz z Polski nie będzie miał szans na przebicie się.

W Stanach Zjednoczonych faktycznie jest łatwiej – odbywa się tam co najmniej 2/3 turniejów z dużymi pulami nagród. Kiedyś dostanie się na zawody oznaczało jeżdżenie po turniejach kwalifikacyjnych rozsianych po całej Polsce. We Wrocławiu mieliśmy taki jeden rocznie, więc musieliśmy wybierać się regularnie na wyjazdy do Łodzi, Warszawy czy Szczecina czy nawet do Pragi lub Berlina. Teraz dzięki internetowi i Magic Arena masz możliwość brania udziału w kwalifikacjach online, które prowadzą do turniejów z pulą nagród powyżej kilkuset tysięcy dolarów. Dla Polaków jest to na pewno dużym plusem i ułatwieniem.

A o czym powinni myśleć młodzi ludzie, chcący spróbować takiej kariery, lub rodzice słyszący od dziecka, że chciałoby zostać esportowcem?

Na samym początku nie powinno się poświęcać dla gier czegoś więcej niż tylko wolnego czasu. Wszystko może się znudzić, więc zawalenie szkoły nie jest najlepszym pomysłem. Warto iść do przodu i rozwijać swoją pasję, ale raczej w wolnym czasie i bez poświęcania innych rzeczy.

Magic ma ten plus, że nie jest typową strzelanką, którą rodzic odbierać może jako „granie w komputer” i strzelanie do innych. Wychodzenie do ludzi i odrywanie się od komputera, uczenie się z pomocą kart angielskiego, rozwijanie umiejętności związanych z logicznym myśleniem i planowaniem strategicznym… To dla dziecka dobre hobby z wartością edukacyjną i powinno się mieć to na uwadze.

Magic ma opinię gry, w którą trzeba inwestować sporo pieniędzy. Pójście w kierunku profesjonalnego grania wiązało się dla ciebie z jakimś ryzykiem finansowym?

Na pewno nie było mowy o żadnych drastycznych scenariuszach. Jasne, trzeba mieć swoje karty, a w początkach mojej kariery trzeba było jeździć na turnieje bez żadnej gwarancji zwrotu poniesionych kosztów czy zdobycia nagród. Dalej był to jednak wybór między dwiema weekendowymi imprezami, a spędzeniem wieczoru w domu i odłożeniem na przyszły wyjazd. Kwestia priorytetów.

Zdarzały się jakieś drobne pożyczki, jak brakowało paru groszy na duży turniej, na który udało się zakwalifikować, żeby było za co przeżyć na miejscu, ale nigdy nie były to jakieś duże kwoty. W tamtym czasie dużo grałem w MTGO (starsza wersja programu do gry online), gdzie wygrywając turnieje wygrywało się wewnętrzną walutę, którą można było potem bardzo łatwo sprzedać ludziom za realne pieniądze. Jeśli już coś pożyczałem, to tylko mając pokrycie w tej właśnie walucie i 100% pewności, że jeśli turniej na żywo nie pójdzie po mojej myśli, to będę miał się z czego rozliczyć. Nigdy nie pożyczyłbym kwoty, co do której nie miałbym 200% gwarancji, że zaraz po powrocie będę mógł ją oddać bez większych przeszkód.

Raczej nie mogło się więc to skończyć źle?

Najciekawsza tego typu sytuacja miała miejsce w Santiago de Chile, gdzie pojechałem na krótkie wakacje przy okazji Grand Prix w MtG i niespodziewanie doszedłem do finału. Nie zdążyłem przez to na lot powrotny, a w tamtym czasie nie było mnie stać na zafundowanie sobie z własnych środków kolejnego. Zorganizowaliśmy więc wśród znajomych małą zbiórkę, każdy się dorzucił ile mógł i jakoś się udało.

wywiad grzegorz urlich kowalski mtg

Strasznie wzruszył mnie fakt, że po wrzuceniu przez znajomego posta na otwartą facebookową grupę MtG dostawałem wiadomości od ludzi, których w życiu nie widziałem na oczy. Pytali o numer konta, na który mogą się dorzucić, a chodziło łącznie o kwotę dobrych kilku tysięcy złotych. Magicowa scena w Polsce to jest naprawdę cudo! Ale znowu, za samo dojście do finału miałem gwarantowane pięć tysięcy dolarów, więc wiedziałem, że po powrocie do Polski będę się mógł bez problemu rozliczyć i odwdzięczyć.

Gra w produkt analogowy jest więc znacznie droższa niż w przypadku karcianek wyłącznie cyfrowych.

Trochę tak jest, bo najlepsze karty swoje kosztują i matematyka nie kłamie – trzeba na nie wydać pieniądze. Z drugiej strony we Wrocławiu mamy dobrze rozwiniętą scenę gry na żywo, więc w przypadku lotu na turniej typu Grand Prix za granicą zbieramy w piątkę karty od kolejnych dziesięciu osób, które nie lecą. Community zawsze pomoże, działa w ten sposób większość scen w Polsce.

Wiele kart nie traci też na wartości lub nawet ją z czasem zyskuje. Jeżeli talia A już ci się nie podoba, możesz spokojnie ją sprzedać i za te pieniądze nabyć talię B. W grach online najczęściej wygląda to tak, że pieniądze wydane na cyfrową walutę w danej grze przepadają, a nabyte karty tracą co najmniej kilkadziesiąt procent wartości. W Magicu natomiast, jeżeli jesteś częścią fajnego community, nie ma z takimi rzeczami problemu.

Dobre relacje z innymi graczami opłaca się utrzymywać tylko ze względu na pożyczanie kart?

Oczywiście, że nie. W moim przypadku większość dobrych przyjaciół wywodzi się w jakimś stopniu ze środowiska – albo grali w MtG dziesięć lat temu, albo grają nadal. Odnalezienie fajnego lokalnego sklepu i znalezienie dobrych ludzi to podstawa, żeby mieć z gry pełen fun. Relacje z ludźmi są tym, co nadaje tej grze sens.

Ile pieniędzy trzeba wydać, żeby znaleźć przyjaciół?

Musimy zacząć od rozróżnienia gry profesjonalnej i casualowej. W tym drugim przypadku wejść można na Allegro, kupić kilkaset losowych kart za 10 zł i zacząć się tym bawić. To koszta niemal zerowe i choć karty te nie są najlepsze, stanowią fajną podstawę do zabawy z MtG. Producent gry oferuje też zestawy startowe, w których za kilkadziesiąt złotych dostajesz talię idealną do nauki gry. Tyle wystarczy, żeby fajnie pograć ze znajomymi i poznać zasady.

W przypadku grania profesjonalnego najlepsze talie nabyć można od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nie zawsze za wyższą ceną idzie większa siła talii. Ostatni duży turniej z nagrodą główną w wysokości pięćdziesięciu tysięcy dolarów gość wygrał talią za sto pięćdziesiąt złotych. To kwestia różnych strategii, które wymagają konkretnych kart. One mogą być zaś rzadkie i kosztować przez to więcej.

Gdzie powinien udać się gracz chcący wziąć udział w zawodach na żywo?

Najważniejszą rzeczą jeżeli chodzi o grę papierową jest znalezienie lokalnego sklepu. Wpisowe na małe turnieje typu Friday Night Magic czy Showdown zamyka się w dziesięciu-piętnastu złotych, a można powygrywać tam dodatkowe paczki z kartami. Jeżeli człowiek radzi już sobie dobrze na scenie lokalnej, następnym krokiem są turnieje Mythic Championship Qualifier. Dostać można się z nich do samego turnieju Mythic Championship, który starsi gracze kojarzyć mogą jako Pro Tour. Grać w nim można tylko poprzez zdobycie zaproszenia i jest to najwyższy rangą turniej, poza Mistrzostwami Świata.

Jeżeli ktoś zainteresowany jest grą na poważnie, dobrym wyborem są również turnieje typu Grand Prix. W Europie miesięcznie rozgrywane są zazwyczaj jeden lub dwa, więc na spokojnie znaleźć można swój ulubiony format gry i wybrać się na wycieczkę, a przy okazji robiąc top8 można dostać zaproszenie na wyżej wspomniany Mythic Champioship. Najbliższe Grand Prix w Polsce odbędzie się w Krakowie w połowie lipca. Samo wejście na salę nic nie kosztuje, zatem można się tam wybrać turystycznie i wziąć udział w turniejach pobocznych albo poobserwować najlepszych graczy z całego świata.

Co trzeba umieć, aby grać na najwyższym poziomie?

Magic jest grą przypominającą rozwiązywanie łamigłówek. W przeciwieństwie do wielu sportów nie trzeba tu być koniecznie wysokim lub superszybkim. Wiadomo, że niektórzy mają naturalne predyspozycje i talent do gier logicznych, ale koniec końców decyduje przede wszystkim ciężka praca. Nawet jeżeli ktoś jest wybitnie inteligentny, ale nie poświęca godzin na testowanie rozwiązań, to wiele mu to nie pomoże. Najlepsze talie zmieniają się co dwa-trzy miesiące i trzeba być po prostu przygotowanym na to, co może zagrać przeciwnik. Kluczową cechą jest więc zaangażowanie.

To prawda, że profesjonalna gra jest jednocześnie stylem życia?

Granie na wysokim poziomie to przede wszystkim częste podróże. Jeżeli ktoś nie lubi co dwa-trzy tygodnie wyjeżdżać, gra na topie będzie dla niego bardzo ciężka. Ja uwielbiam podróżować, więc wsiadanie samolotu co dwa tygodnie jest dla mnie przyjemnością, ale domatorom profesjonalne granie w Magic: the Gathering zdecydowanie bym odradzał.

Jak już wspominałem, wielu moich przyjaciół pochodzi ze środowiska graczy. Wspólne wyjazdy na turnieje i testowanie sprawiają, że wokół hobby zawiązują się liczne przyjaźnie. Znam wielu introwertyków, którzy po kilku miesiącach gry otwierają się na ludzi i stają się znacznie bardziej towarzyscy. Możliwość dołączenia do społeczności i wyjeżdżania na turnieje nie jest oferowana przez wiele gier, więc tym bardziej warto ją docenić.

Oglądaj użytkownika urlichmtg na żywo na www.twitch.tv

Jakie fajne miejsca ostatnio odwiedziłeś?

Mistrzostwa Świata, na których udało mi się zająć drugie miejsce się pod koniec 2018 roku, rozgrywane były w Las Vegas. To miejsce z zupełnie innego świata. Pierwsze co widzisz po wejściu do hotelu, jeszcze przed podejściem do recepcji i zameldowaniem się, to maszyny do gry oraz stoły do ruletki. Nikt nie sprawdza dowodów osobistych, zagrać mógłby chyba każdy. Hazard sam w sobie mnie nie bawi, ale naprawdę fajnie zobaczyć tę część amerykańskiej kultury. Stamtąd mieliśmy okazję pojechać do Wielkiego Kanionu i zobaczyć kilka innych znanych miejsc. To standard podczas wyjazdów na turnieje. Kilka lat temu dzięki wyjazdowi na turniej miałem okazję odwiedzić Honolulu, a że lubię się wylegiwać i leżeć na plaży, Hawaje zawsze były moim marzeniem.

Da się połączyć grę na najwyższym poziomie z turystyką?

Na Hawajach wyglądało to tak, że tydzień przed turniejem postawiliśmy na dobre przygotowanie się do niego. Gdy turniej się skończył, mogliśmy cały tydzień wypoczywać i traktować wyjazd jak zwyczajni turyści. Podobnie w zeszłym roku wyglądało to w Singapurze, a wcześniej w Japonii czy Australii. Dzięki wyjazdom na turnieje zwiedziłem wszystkie kontynenty poza tymi lodowymi, a loty i hotele często opłacane były przez producenta gry.

Wszystko jest kwestią wypośrodkowania. Wiadomo, że lecimy tam w konkretnym celu i musimy przygotować się dobrze do turnieju w magica, ale dobra organizacja pozwala na znalezienie złotego środka. Taki wyjazd jest dla mnie częścią pracy, więc muszę podejść do niego poważnie, jednak gdy schodzi presja związana z turniejem, leniuchowanie i picie drinków pod palmami jak najbardziej wchodzi w grę.

A jak tego typu zawód odbierany jest społecznie?

Generalnie staram się nie tłumaczyć nowo poznanym ludziom, co dokładnie robię w życiu. Odbiór społeczny esportu czy robienia czegokolwiek poza standardową ścieżką szkoła-studia-praca wciąż nie jest w Polsce najlepszy. Dopóki nie poznam kogoś dobrze, raczej nie ujawniam źródła swoich dochodów. Podobnie mają esportowcy, nawet ci grający w tak popularne produkcje jak League of Legends czy Counter Strike.

To wciąż na tyle niepopularny rodzaj spędzania czasu, że trudno wytłumaczyć taki sposób życia osobom niezainteresowanym grami. Możesz być wielką gwiazdą, robić zawodowo to co kochasz i zarabiać przy tym miesięcznie dziesiątki tysięcy złotych, a i tak zdaniem wielu ludzi, szczególnie ze starszych pokoleń, wybierając taką karierę marnujesz sobie życie.

Ma szansę się to zmienić?

Esport dociera do coraz szerszych grup, a w samym społeczeństwie następuje zmiana pokoleniowa. Dziś każdy dwunastolatek wie czym jest LoL lub CS, więc z biegiem lat sytuacja może być tylko lepsza. Swoje zrobią także pieniądze, ponieważ kariera gracza nie ogranicza się wyłącznie do grania w turniejach czy streamowania. Popularnym źródłem zarobku jest również występowanie w barwach esportowych klubów, zdobywanie sponsorów czy pisanie artykułów. Nie jest tak, że gracz musi wciąż wygrywać, aby mieć co włożyć do garnka. Wbrew pozorom jest to stabilna praca.

Masz zresztą niejakie porównanie ze sportem tradycyjnym.

Od siódmego do dziewiętnastego roku życia trenowałem piłkę nożną. Skończyłem na poziomie trzeciej ligi, chociaż było to bardziej duże kieszonkowe niż profesjonalny kontrakt. Za czasów juniorskich w Parasolu Wrocław na treningach bramkarskich trenowałem z Kubą Wrąblem, obecnie drugim bramkarzem Śląska i wielokrotnym reprezentantem Polski w kadrach młodzieżowych. Pamiętam, że razem z innymi bramkarzami często na treningach robiliśmy sobie jakieś głupie żarty, jak to zazwyczaj dzieciaki w tym wieku. On, mimo bycia parę lat młodszym, nie był nimi zainteresowany. Po prostu skupiał się na treningu i ciężko pracował. Wydaje mi się, że to dlatego on jest teraz w Ekstraklasie, a ja gram w karty z wróżkami i smokami.

Nie żałujesz jednak wyboru?

Zdecydowanie nie. Robię w życiu to co kocham i jestem w stanie zarabiać na swojej pasji. Kiedy była nią piłka nożna, wiadomo, że byłem trochę rozczarowany niepowodzeniem. Natomiast teraz moją pasją jest Magic i nie zamierzam patrzeć wstecz, zastanawiając się, co by było gdyby. Nigdy nie poszedłem do etatowej pracy. Pamiętam, że od małego starałem się poprowadzić moje życie tak, aby być dobrym w jakieś konkretnej dziedzinie i zrobić z niej swoją drogę w życiu. Najpierw była to piłka, potem krótka przygoda z pokerem. I tu, i tu nie wyszło, ostatecznie stanęło na Magiku i póki co nie jest źle.

Gdzie mnie dalej poprowadzi życie? Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Staram się unikać etatowej pracy jak ognia, najczęściej przynosi ona o wiele większy zysk zatrudniającemu niż zatrudnianemu. Profesjonalne zajmowanie się MtG czy jakąkolwiek inną grą nie daje oczywiście stuprocentowej niezależności, gdyż turnieje mają swoje harmonogramy, ale nadal jest tej wolności naprawdę wiele. Dzięki takiemu stylowi życia poznałem mnóstwo przyjaciół na całym świecie, co mogłoby się nie przydarzyć na standardowej drodze szkoła-studia-praca.

Wiadomo, niepewność co do przyszłości istnieje zawsze, ale stabilności w swoim życiu nie chcę szukać w etatowej pracy. Zawsze wolałem zaryzykować i mieć ciekawsze perspektywy niż ośmiogodzinne wykonywanie tych samych czynności każdego dnia.


A jak przedstawia się sam gracz na swoim profilu esportowym? Znaleźć możecie go na Twitchu, Twitterze oraz Facebooku.

wywiad grzegorz urlich kowalski mtg

Cześć! Jestem Grzegorz ‚Urlich’ Kowalski. W latach młodości byłem pół-profesjonalnym bramkarzem (piłka nożna), dobijając się najwyżej do 3 ligi. Całe dzieciństwo próbowałem zostać najlepszym sportowcem jakim tylko byłem w stanie i mimo że ostatecznie nic na większą skalę z tego nie wyszło, to dało mi to dobrą szkołę charakteru i wiele nauczyło. Teraz skupiam się na mtg i z całych sił próbuję być możliwie najlepszy na tej arenie, trzymając się mojego motta „hard work pays off” .

Dzięki MPL (Magic Pro League) magic stał się moją pełnowymiarową pracą i teraz mogę się w pełni skupić na grze, jednocześnie streamując dla Was część moich przygotowań do turniejów.

Osiągnięcia:

  • Indywidualny Wicemistrz świata 2018,
  • Wicemistrz pucharu świata 2017 z reprezentacją Polski,
  • Platinum Pro podczas sezonu 2018,
  • Pierwszy Platinum Pro w Polsce,
  • Zwycięzca GP Lyon.

Ulubione rzeczy:

  • Widelce
  • Pandy
  • Płaszczki
  • Kokosy
Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o