Cztery komiksy nie tylko na wakacje – Comic Relief #11

Tomasz Pstrągowski Publicystyka Publikacja: 10.08.2020, 15:42 Aktualizacja: 11.08.2020, 13:29
W kolejnym odcinku cyklu Comic Relief Tomasz Pstrągowski przygląda się komiksom Sabrina, Ghost in the Shell: Comic Tribute, Słuchajcie dziewczyny! i Szczurwysyny. To komiksy, które warto czytać nie tylko w wakacje!
W Comic Relief 11 cztery komiksy nie tylko na lato!
0 Udostępnień

Czym jest komiksowy cykl Comic Relief?

COMIC RELIEF to cykl comiesięcznych polecanek komiksowych prowadzony przez Tomasza Pstrągowskiego – dziennikarza i scenarzystę, doktora Uniwersytetu Gdańskiego, współzałożyciela podcastu Niezatapialni.pl.

Tragedia i strata w epoce fake newsów

Najważniejszym komiksowym wydarzeniem ostatnich miesięcy, jeżeli nie roku, jest polska premiera powieści graficznej Sabrina autorstwa Amerykanina Nicka Drnaso (wyd. Kultura Gniewu, tłum. M. Szpak). To pierwszy komiks w historii, który załapał się na długą listę Nagrody Bookera – jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie. Żeby jednak nie było niedopowiedzeń, od razu zapewnię: Sabrinę warto przeczytać nie tylko ze względu na prestiżową nominację. To po prostu rewelacyjna, mądra powieść graficzna zrealizowana z wielką świadomością medium komiksowego.

okładka komiksu Sabrina

Rzecz rozgrywa się współcześnie: w czasach powszechnego internetu i telewizji informacyjnych nadających 24 godziny na dobę. Tytułowa Sabrina jest zwykłą kobietą, którą poznajemy w najbardziej prozaicznej sytuacji – oto pomieszkuje w domu rodziców, zajmując się pod ich nieobecność kotem. Plotkuje z siostrą, planuje wakacje, spędza noc w swoim dziecięcym łóżku. Następnego dnia znika. Wkrótce okaże się, że została porwana i zamordowana, a jej zabójca – nim popełnił samobójstwo – nagrał bestialski mord a kasety VHS rozesłał po redakcjach w całych Stanach.

Głównymi bohaterami Sabriny są jej siostra Sandra, partner Teddy i dawny przyjaciel Teddy’ego – Calvin. Sandra i Teddy próbują sobie poradzić ze stratą i przejść żałobę. Kobietę wspiera przyjaciółka, uczęszcza też na spotkania grupy wsparcia, której członkowie dzielą się historiami z własnego życia. Z kolei Teddy wpada w stan bliski katatonii – zaszywa się w pokoju, odcina od świata i zaczyna słuchać audycji radiowej prowadzonej przez propagatora spiskowych teorii.

Morderstwo Sabriny – choć doskonale udokumentowane (a być może właśnie dlatego) – stało się bowiem najnowszym tematem amerykańskich poszukiwaczy spisków, przekonanych, że do żadnego morderstwa nie doszło, a całą sprawę sfingowali funkcjonariusze rządu. O tym, jak szerokie kręgi zatacza toksyczna paranoja wokół sprawy, przekonuje się Calvin – urzędnik Departamentu Obrony – muszący nagle radzić sobie nie tylko z żałobą przyjaciela, ale i z mailami namawiającymi go do „ujawnienia prawdy” i szukającymi sensacji dziennikarzami.

Drnaso udaje się w Sabrinie osiągnąć niełatwą rzecz – opisać z jednej strony spustoszenie, jakie bestialskie morderstwo czyni w życiu bliskich ofiary, a z drugiej w przekonujący sposób sportretować mechanizmy medialnej paranoi czasów fake newsów. Paranoi, która z jednej strony odbiera prawo do żałoby, z drugiej zaś nakręca radykalnych wyznawców postprawdy, dostrzegających skomplikowane spiski nawet w najbardziej oczywistych sprawach. Drnaso przypomina czytelnikom, że żyją oni na jednej planecie z ludźmi piszącymi maile do rodziców dzieci zamordowanych w szkole Sandy Hook. W mailach tych tłumaczą oni cierpliwie, że ich dzieci wcale nie zostały zamordowane, bo nigdy nie istniały, a oni sami są podstawionymi przez rząd aktorami.

Ale gdyby Sabrina ograniczała się tylko do opisania tego fenomenu, najprawdopodobniej nie zasłużyłaby sobie na nominację do Bookera. Najbardziej zaskakujące jest to, że Drnaso idzie krok dalej i próbuje zobrazować, jak rodzi się wiara w skomplikowane spiski.

Najciekawszym wątkiem jest więc wątek Teddy’ego, który rozpaczając po stracie ukochanej uzależnia się od audycji radiowca, który twierdzi, że do żadnego morderstwa nie doszło. Jego skomplikowane wywody podsuwają w miarę racjonalne wytłumaczenie dla absurdalności zbrodni: pozwalają uwierzyć, że świat jednak nie jest tak bezsensownie okrutny, wszystkim rządzi wyższa siła (nawet jeżeli jest to rządowy spisek), a ludzie nie padają ofiarami brutalnych zabójstw ot tak, po prostu, bo znaleźli się w złym miejscu w złej chwili. Nie przekraczając granicy dobrego smaku, Drnaso skłania czytelnika do otwarcia się na perspektywę spiskowców. I właśnie za to najbardziej cenię Sabrinę.

Kartkując komiks w księgarni możecie się zniechęcić ascetyczną oprawą graficzną. Nie dajcie się zwieść. Oszczędna kreska i prosta kolorystyka być może upodabniają Sabrinę do instrukcji składania mebli z Ikei, ale doskonale pasują do nastroju opowieści o ludziach skrzywdzonych tak bardzo, że w zasadzie nie wiedzą już co czuć i jak się zachować.

Żenujący hołd dla Ghost in the Shell

Z dużymi nadziejami czekałem na album Ghost in the Shell: Comic Tribute zapowiadany od dawna przez JPF (tłum. U. Knap, M. Żmijewski). Niestety, okazało się, że jest to hołd najgorszego rodzaju – antologia nieciekawych, płytkich historyjek komiksowych, które ani nie rozszerzają uniwersum GitS, ani nie wykorzystują jego elementów w nowy, interesujący sposób.

Comic Relief 11 - Ghost in the Shell

Do GitS: Comic Tribute załapało się 9 krótkich historii, przy czym tylko 8 z nich opowiada spójną fabułę. Tony Takezaki zaproponował swobodną wariację na temat Masamune Shirow. Nieśmieszne seksistowskie żarty (na pierwszej stronie widzimy „cycki pani major”, „krocze operatorki” i „sutek Władcy Marionetek”) mieszają się z komentarzem odautorskim, a marka GitS zostaje sparodiowana na plakatach w stylu hollywoodzkich horrorów z lat 50. czy serialu Power Rangers. Jedyne, co ciepłego mogę napisać o hołdzie Takezakiego, to fakt, iż ze wszystkich zaproszonych artystów najbliżej mu do kreski Shirowa. Do tego stopnia, że z początku myślałem, iż mam do czynienia z jednym z asystentów twórcy GitS.

Nie lepiej jest z pozostałymi nowelkami. Dużo jest tu odkrywania przeszłości poszczególnych bohaterów, ale okazuje się, że autorzy nie mają nic ciekawego do odkrycia. Tom otwiera pozbawiona jakiegokolwiek dramatyzmu fabułka Akiry Hiramoto, przybliżająca okoliczności poznania Major i Saitō. Autor mnóstwo miejsca marnuje na sekwencję akcji, nie przejmując się w ogóle budowaniem postaci. Równie niesatysfakcjonującą nowelką sensacyjną jest W niewoli błogostanu Nobuaki Todano. Tym razem autor opowiada o przeszłości Paza, jednak nie wychodzi poza banały o tym, że grzechy niektórych świadków koronnych są zbyt ciężkie, by zgadzać się na współpracę. Z kolei Takumi Oyama skupia się na Togusie, przybliżając moment, w którym zainteresowała się nim Sekcja 9. Oyama ma nieco ciekawszą historię do opowiedzenia niż Hiramoto i Todano, ale wciąż jest to poziom „nie wymęczyłem się”, a nie „czytałem z zainteresowaniem”.

Komiks Tomonori Inoue opowiada o akcji w odciętej od reszty miasta dzielnicy, zamieszkałej przez ludzi odrzucających cyborgizacje. Jest tu pewien potencjał na filozoficzną refleksję, lecz autor poświęca ją na ołtarzu mało pomysłowych scen akcji. Podobnym torem idzie Nokuto Koike, który skupia się na postaci Batou. Melancholijny klimat historii zostaje zniweczony – wszystko rozgrywa się zbyt szybko i na zbyt niewielu kadrach, by rzeczywiście można było zanurzyć się w opowieści.

Yu Imai i Masayuki Yamamoto stworzyli komiksy tak nieznaczące, że niemal nie chce mi się marnować miejsca na ich streszczanie. Ale niech będzie: Imai narysował dziecinną, boleśnie nieśmieszną fantazję, w której Major jest nastolatką-obibokiem, a agenci Sekcji 9 to członkowie jej rodziny, próbujący skłonić ją do wzięcia się w garść. Jeżeli spodziewacie się zabawnej refleksji na temat hikikomori to będziecie równie rozczarowani jak ja. Yamamoto natomiast popełnił idiotyczny short o spotkaniu po latach, do którego w rocznicę własnej śmierci doprowadza Aramaki – szef Sekcji 9.

Na koniec zostawiłem sobie nowelkę koreańskiego artysty podpisującego się pseudonimem Boichi, który postanowił przypomnieć czytelnikom, że a) Masamune Shirow jest także autorem hentai, b) w komiksowym Ghost in the Shell były pornograficzne momenty. Cel został osiągnięty, przypomniałem sobie. Rzeczywiście, w komiksowym GitS była golizna i seks. Nie pamiętam jednak, by były one na tak żenującym poziomie.

Nowelka Boichiego opowiada o akcji, podczas której Major dostaje od Aramakiego rozkaz, by zaaranżować trójkąt miłosny pomiędzy Major, premierem i jego kochanką, a następnie w trakcie miłosnego uniesienia odstrzelić rzeczoną kochankę (będącą w rzeczywistości guru sekty w seksownym ciele). Szczytując i mordując Major przeżywa coś na kształt filozoficznego objawienia, które skłania ją do uronienia łzy i zadumy nad naturą człowieka. Jak wiecie chociażby z Comic Relief 9, nie mam nic przeciwko hentai. Jednak w tym przypadku nie ma czego bronić – nowelka jest dokładnie tak głupia i obraźliwa, jak możecie się spodziewać.

Stanowczo odradzam.

Feministyczna edukacja dla każdego

Katja Klengel to urodzona w 1988 roku niemiecka artystka znana w swojej ojczyźnie przede wszystkim z serii Kiedy byłem w twoim wieku, publikowanej na łamach poczytnej gazety Frankfurter Allgemeine Zeitung. W Polsce artystka debiutuje dzięki wydawnictwu Marginesy, które opublikowało niedawno tom Słuchajcie dziewczyny! Zbiera on krótkie komiksy Klengel publikowane wcześniej w internetowym serwisie Broadly (tłum. A. Kierejewska; jest to sprawne tłumaczenie, aczkolwiek nie jestem pewien, dlaczego tłumaczka zdecydowała się niektóre kwestie zostawić po angielsku; zdanie „don’t be such a dick, Freud!” można bez problemu przetłumaczyć na polski zachowując przy tym dwuznaczną wymowę obelgi).

Okładka komiksu Sluchajcie dziewczyny

W Słuchajcie dziewczyny! Klengel przyjmuje rolę edukatorki, która przekonuje czytelniczki, że w kobiecości nie ma nic wstydliwego – to tylko kultura nauczyła kobiety wstydzić się naturalnego owłosienia, unikać rozmawiania o waginie, tolerować seksistowskie zaczepki czy ukrywać apatyt seksualny. Klengel w dowcipny sposób tłumaczy skąd się wzięły pewne uprzedzenia i dlaczego są one szkodliwe. Proponuje też strategie mające pomóc poradzić sobie z niektórymi kompleksami czy zmierzyć się z tematami tabu.

Słuchajcie dziewczyny! to album dobry, ale nierówny. Najciekawiej wypadają fragmenty, w których Klengel zajmuje się edukacją na konkretny temat – owłosieniem, masturbacją, waginą, zabawkami „dla dziewcząt” i „dla chłopców” etc. Jako równościowa i feministyczna edukatorka Klangel wypada przekonywająco. Jej argumenty są trafne, a w ich przedstawieniu pomaga artystce charakterystyczny styl graficzny – mieszający cartoon z realizmem (zobacz także: Było sobie życie). Dzięki temu nawet tematy objęte tabu wypadają neutralnie czy pozytywnie, a ja – dorosły heteroseksualny mężczyzna – nie czułem się zmieszany, czytając fragmenty o owłosieniu łonowym nastolatek zilustrowane nagim nastoletnim łonem.

Gorzej niestety wypadają fragmenty autobiograficzne. Artystka porównuje się w nich do Carrie Fisher z Seksu w wielkim mieście, wspomina własne dzieciństwo, opowiada o pasji zbierania zabawek czy miłości do anime Czarodziejka z Księżyca. I choć zachowuje przy tym zdrowy dystans do siebie, to odniosłem wrażenie, że nie ma nic szczególnie interesującego do opowiedzenia.

Być może to wina czytelnika. Być może gdybym się bardziej postarał (był bardziej empatyczny?), odnalazłbym w komiksie Klengel marginalizowany głos, z którym mógłbym się identyfikować. Być może autobiograficzne wspomnienia autorki uwiarygodniłyby w moich oczach lekcje Klengel. Być może czytelniczki uznają, że ten głos jest im potrzebny. Niestety, jestem facetem, który napisał doktorat o komiksach autobiograficznych i nie znalazłem nic szczególnie interesującego ani w doświadczeniach Klengel, ani w sposobie, w jaki o nich mówi.

Wojna bez kontekstu

Wojna o wyzwolenie Gwinei Bissau to jeden z tych kolonialnych konfliktów, o których dziś w zasadzie się nie pamięta i nie mówi. Tymczasem mowa o wojnie, która trwała ponad dekadę (1961-74), kosztowała życie tysięcy ofiar i zakończyła się ustanowieniem w Afryce nowego, niepodległego państwa – Gwinei Bissau. Dlatego ucieszyłem się, odkrywszy, że o tym starciu opowiada komiks Szczurwysyny autorstwa Luisa Zhanga (scenariusz) i Fábio Verasa (rysunki) (wyd. timof comics, tłum. W. Orlińska, J. Jankowski). Niestety, choć Portugalscy artyści podejmują ambitną próbę przybliżenia czytelnikowi skomplikowanego momentu historycznego, to koniec końców ponoszą klęskę – głównie ze względu na chaotyczną narrację i zbyt duże skróty.

Comic Relief 11 - Szczurwysyny

Głównym bohaterem Szczurwysynów jest Camões: rodowity, czarnoskóry Gwinejczyk służący w portugalskiej armii. Gdy jego oddział zostaje zaatakowany przez niepodległościową partyzantkę, Camões musi walczyć ze współrodakami oskarżającymi go o zdradę i służalczość wobec kolonizatorów. Wspomnienie tamtej zasadzki powraca kilka lat później, gdy po zakończonej wojnie Camões staje się zwierzyną, na którą polują żądni zemsty rodacy z Afrykańskiej Partii na rzecz Niepodległości Gwinei i Wysp Zielonego Przylądka.

Zhang i Veres umiejętnie oddają paskudną naturę wojny o wyzwolenie Gwinei. To nie jest proste starcie dobrych ze złymi, a skomplikowany konflikt brudzący wszystkich, którzy w nim uczestniczą (głównie za sprawą sprytnej strategii Portugalczyków, rekrutujących żołnierzy spośród lokalnej biedoty). I choć siłą rzeczy sympatia czytelnika powinna iść w kierunku niepodległościowej partyzantki, autorzy stawiają w centrum komiksu człowieka, który zgodził się służyć po stronie Portugalczyków, a następnie ściągnął na siebie zemstę. Czy zasłużoną? Zhang i Veres nie zajmują jasnego stanowiska, pokazują jednak, że nawet jeżeli Camões powinien ponieść konsekwencje, to polowanie na ludzi to… cóż… wciąż polowanie na ludzi.

Dwuznaczność sytuacji podkreślają ciężkie, czarno-białe rysunki Veresa (artysta tylko sporadycznie sięga po kolor, by przyciągnąć uwagę czytelnika do konkretnych kadrów i sekwencji). Portugalczyk stosuję podobną technikę co Wojciech Stefaniec w komiksach Noir i Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk. Choć wydawałoby się, że czerń i biel upraszczają konflikt etyczny, jest dokładnie na odwrót. Skąpanie wszystkiego w cieniach sprawia, że wszyscy wydają się zbrukani toczącą się wokół nich wojną. Nikt tu nie jest do końca czysty, każdego dotyka mrok.

Niestety, Szczurwysyny zbyt skrótowo traktują o podejmowanych problemach. Do pełnego zrozumienia wydarzeń przedstawionych w komiksie niezbędna jest lektura posłowia umieszczonego na końcu albumu (a i tu dowiadujemy się tylko absolutnie podstawowych faktów). Dopiero ono nadaje sens enigmatycznie opowiedzianym wydarzeniom przedstawionym w Szczurwysynach. Dowiadujemy się, kim jest i z kim walczy Camões i kto właściwie na niego poluje w końcowej sekwencji.

I choć po przeczytaniu kilku artykułów na temat wojny w Gwinei Bissau o wiele lepiej rozumiem komiks Portugalczyków, to nie jestem przekonany, czy wydanie go po polsku było najlepszym posunięciem. Osobiście z większą radością przeczytałbym utwór głębiej wchodzący w tło historyczne, bardziej uporządkowany narracyjnie i szczegółowiej tłumaczący racje stron konfliktu.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marti
Marti
22 dni temu

Tomku jeśli z Seksu w wielkim mieście to Carrie Bradshaw. 🙂