Days Gone. Apokalipsa na amerykańskiej prowincji [RECENZJA]

Michał Krawiel Recenzje gier Publikacja: 25.04.2019, 14:01 Aktualizacja: 25.04.2019, 14:50
Zastanawiacie się, jak Bend Studio poradziło sobie z wykreowaniem kolejnego głośnego tytułu przygotowywanego dla konsoli PlayStation 4 na wyłączność? Sony nie może się tej produkcji wstydzić, ale w przedpremierowej recenzji Days Gone nie możemy przymknąć oka na kilka niedoróbek. Zapraszamy do lektury!
Days Gone recenzja
111 Udostępnień

Days Gone – gra, na którą długo czekaliśmy

Days Gone powstawało długo i z problemami. Premiera produkcji została przesunięta z lutego na kwiecień, co zmartwiło fanów, którzy obawiali się, że gra nie spełnia wysokich standardów, do jakiego przyzwyczaiło nas Sony w swoich ekskluzywnych tytułach. Początkowo gra mnie nie porwała, jednak z każdą kolejną godziną coraz bardziej angażowała mnie historia bikera Deacona St. Johna.

Filmowość cutscenek i rozmach fabuły to pierwsza liga gier wideo. Oregon dwa lata po wybuchu epidemii, która zamieniła część populacji w nieumarłe Świrusy jest piękny i przerażający zarazem. Trochę brakuje Days Gone do tytułu idealnego, ale plusy z czasem zaczynają przysłaniać minusy. Zacznijmy jednak od początku. A na początku skończył się świat.

Days Gone wkracza na przeorany grunt

Twórcy kultury kochają zombie i koniec świata. Z jednej strony ten motyw jest mocno wyeksploatowany, z drugiej postapo daje możliwość opowiedzenia ciekawych historii z wykorzystaniem tak oklepanego motywu. Idealnie skrojona historia z tego nurtu powinna opowiadać o ludziach radzących sobie z upadkiem cywilizacji. Samo siekanie zombie jest na dłuższą metę nudne i wiele do gatunku nie wnosi.

Days Gone recenzja

Idealnymi przykładami, w których autorzy wykorzystują motywy postapokaliptyczne do opowiedzenia o ludzkiej naturze, są takie tytuły jak Droga Cormaca McCarthy’ego czy komiks The Walking Dead Roberta Kirkmana. Tam koniec świata jest tak naprawdę początkiem nowej rzeczywistości, w której o wiele bardziej niebezpieczni są ocaleni.

To dokładnie ten aspekt, który interesuje mnie o wiele bardziej niż zabijanie maczetą setek nieumarłych lub zakażonych jakimś wirusem ludzi. Z tego powodu pokochałem fabułę The Last of Us i czekam na ostatni tom Łasucha, świetnego komiksu Jeffa Lemire’a. Chodzi o ludzi, a nie o żywe trupy. Choć często tak naprawdę martwi są straumatyzowani bohaterowie wrzuceni do świata po końcu świata.

Bohaterowie Days Gone dają się lubić

Twórcy z Bend Studio odrobili lekcje z popkultury i postanowili opowiedzieć historię osób, które przetrwały epidemię choroby zamieniającej ludzi w bezmyślne zombie. Fabuła gry zaczyna się dwa lata po wybuchu globalnej pandemii, która doprowadziła do upadku cywilizacji. Głównym bohaterem jest motocyklista Deacon St. John, były weteran wojny w Afganistanie i motocyklista.

Postać Deacona stworzona została według schematu miłego łobuza. Z jednej strony wiele w nim z brutala, który nie cofa się przed przemocą, ale jednocześnie jest prawy i zabójczo zakochany w swojej żonie. To właśnie jego uczucie do żony, z którą rozdzielił się w trakcie ewakuacji determinuje większość jego zachowań i jest główną osią fabularną całej gry.

Days Gone recenzja

Z jednej strony Deacon jest postacią płaską, ponieważ większości jego decyzji możemy się domyślić, ale już po pierwszych kilku godzinach spędzonych z nim na motorze da się go polubić mimo pewnych nieścisłości biograficznych (jak na bikera czasami zachowuje się dość miękko). Imponująco w Days Gone pokazana została siła uczucia Deacona do jego żony, Sarah. Retrospekcjom nie można odmówić bardzo udanej gry na uczuciach odbiorców. Days Gone jak na grę z otwartym światem mocno stawia na filmowość. Główny nacisk położony został właśnie na relacje między bohaterami. W trakcie gry pojawia się cała plejada drugoplanowych postaci reprezentujących różne postawy wobec końca świata.

Żelazny Mike jest konserwatywnym liderem, który wierzy, że ludzie tak naprawdę zdolni są do kooperacji i dogadania się w imię dobra ogółu. Carlos, lider sekciarskiego gangu, to szalony i pozbawiony skrupułów potwór. Copeland, szef jednego z obozów, jest paranoiczny i mimo upadku cywilizacji wciąż szuka spisku federalnych. Days Gone wypełnione jest po brzegi postaciami drugoplanowymi, które mają wpływ na fabułę, a każda z tych osób ma swoją historię do opowiedzenia. W Days Gone dostajemy sześć godzin filmowych cutscenek na bardzo wysokim poziomie, do którego przyzwyczaiły nas ekskluzywne tytuły od Sony.

Days Gone – filmowość rodem z produkcji Sony

Bend Studio idzie utartą drogą znaną z produkcji studia Naughty Dog i mocno stawia na filmowość całej gry. Z jednej strony Days Gone jest sandboxem, ale to tak naprawdę liniowa gra przygodowa przebrana za dużą piaskownicę. Nie znajdziemy tu jak w przypadku innych gier z otwartym światem kilkudziesięciu znaczników. Gra w Days Gone nie polega na skakaniu od jednego znaku zapytania do drugiego. Świat nie jest celem sam w sobie, lecz tylko miejscem, w którym twórcy opowiadają nam ciekawą historię ludzi radzących sobie z całkowicie nową rzeczywistością. I tym mnie Days Gone kupiło.

grafika days gone

Jestem już chyba zmęczony bieganiem po wielkich mapach w poszukiwaniu mało istotnych rzeczy. Sandboksy cierpią na problem z rozmywaniem się głównego wątku fabularnego. Wyjątkiem jest tu Red Dead Redemption 2, gdzie Rockstar dość mocno pcha nas w stronę zakończenia fabularnego. Days Gone nie jest też typową grą z otwartym światem, ponieważ twórcy nie oferują nam zbyt wielu aktywności pobocznych. No ale czy gramy w gry po to, żeby móc połowić sobie rybki?

Twisty fabularne robią w Days Gone robotę

Twórcy zapewnili kilka naprawdę fajnych twistów fabularnych, które sprawiały, że ciężko było mi wyłączyć grę. Nie wszystkie zabiegi twórców są moim zdaniem konieczne i pewne relacje między postaciami budowane były jak na mój gust zbyt irracjonalnie. Days Gone to jednak gra o zombie, więc trochę miejsca muszę poświęcić Świrusom – tak w tej grze nazywają się zombiaki.

gameplay days gone

W żadnej innej grze nie czułem tak dużego napięcia związanego z zagrożeniem ze strony hord nieumarlaków. W trakcie eksploracji możemy natrafić na ogromne hordy żywych trupów i lepiej, żebyście mieli wtedy pełen bak, bo inaczej czeka was los przystawki. Zombie atakują siebie nawzajem i dzikie zwierzęta. Hordami podróżują głównie w nocy, a za dnia przebywają w okolicach swoich gniazd. Na swojej drodze spotykamy także zakażone zwierzęta: wilki, ptaki czy niedźwiedzie. W sytuacji spotkania większej grupy zawsze możemy zamiast konfrontacji wybrać ucieczkę (i właśnie to radzę wam robić).

Gameplay Days Gone nie jest przełomowy

Gameplay Days Gone to połączenie wielu rozwiązań sprawdzonych w grach z otwartym światem. Nasze zadania polegają głównie na pokonaniu w walce przeciwników, znalezieniu jakiegoś przedmiotu czy złapaniu maruderów. W nowym tytule Bend Studi znalazły się również elementy skradankowe i fragmenty rozgrywki, w których musimy tropić przeciwnika. W zasadzie gra nie przynosi w temacie gameplayu nic nowego. Każdy element rozgrywki jest na solidnym poziomie, ale na tle konkurencji nie wyróżnia się w żaden sposób.

Nie jest to zarzut, bo dzięki temu bardzo szybko odnajdujemy się w świecie stworzonym na potrzeby nowej produkcji na wyłączność Sony. Ważnym elementem rozgrywki jest jazda motorem, którym pokonujemy czasem całkiem spore odległości. Musimy pamiętać o tankowaniu i utrzymywaniu w dobrym stanie naszego motocykla. Spotkanie z hordą przy pustym baku najczęściej kończy się śmiercią Deacona. Brak nacisku na eksplorację uważam za dobry zabieg, bo nie jestem fanem przeszukiwania każdej chaty (do części budynków możemy wejść).

Łowca nagród Deacon

Robiłem to w ograniczonym stopniu, ponieważ za wykonane dla obozów zadania możemy uzupełniać zapasy u handlarzy. Kredyty zarabiamy sprzedając mięso i trofea w postaci obciętych uszu świrusów. Crafting jest ważnym elementem gry, ale nie jest to taki hardkorowy survival jak w Red Dead Redemption 2.

Za każde wykonane zadanie oprócz kredytów obozowych zdobywamy także punkty doświadczenia. Po zdobyciu nowego poziomu możemy rozwijać trzy drzewka umiejętności:

    1. walki wręcz,
    2. walki dystansowej z bronią,
    3. umiejętności pomagających w eksploracji.

Dodatkowe skille pomagają nam w przetrwaniu w Syfie (tak w grze nazywa się świat poza obozami). Jak już wspomniałem, produkcja Bend Studio nie zarzuca nas znacznikami, dzięki czemu w trakcie podróży możemy skupiać się na wypalaniu gniazd czy otwieraniu baz NERO (co daje nam zwiększenie atrybutów zdrowia czy staminy).

W moim odczuciu walka wręcz wypada lepiej od strzelania, które jest dość nijakie, a różnice między gunplayem różnych broni są naprawdę małe. Za to korzystanie z broni białej i rozłupywanie czaszek wrogom jest naprawdę przyjemne.

Świat Days Gone

Miejscem gry jest fragment amerykańskiego stanu Oregon. Są to głównie tereny leśne i małe miasteczka porozrzucane między górami. Graficznie gra prezentuje się naprawdę dobrze. Projekty miasteczek, obozów czy drogowych serpentyn przechodzących przez mroczne tunele to naprawdę kawał świetnej roboty w tworzeniu świata.

Przestrzeń jest wykonana bardzo realnie i super oddaje świat dwa lata po globalnej apokalipsie medycznej. Gra pod względem graficznym to kawał świetnej roboty, od drzew po projekty postaci.

Niestety, Days Gone to także problemy techniczne

Niestety gra ma też sporo niedoróbek technicznych, które bywają kropnie irytujące. Na przykład taka sytuacja: przed cutscenką w obozie szaleje śnieżyca, a po cutscence mamy piękną pogodę bez grama śniegu. Przejeżdżając po ciele przeciwnika po prostu przepływamy po nim motorem. Często zdarza się też, że przeciwnicy przenikają przez drzwi, a problemy z kamerą w walce to w Days Gone codzienność. Zdarzają się też spadki animacji w trakcie podróży motocyklem, ale chociaż nie spotkałem się z tym w czasie walki z hordami.

Days Gone recenzja

Nie są to błędy psujące rozgrywkę, ale sprawia to, że miałem problem z wejściem w świat gry. Po prostu coś mi w nim nie grało. Oczywiście większość tych bugów czy niedoróbek zostanie naprawionych kolejnymi patchami, być może również tym z dnia pierwszego, ważącym aż 13 GB. W moim odczuciu niedoróbki techniczne nie psują aż tak bardzo rozgrywki, żeby nie decydować się na zakup gry w dniu premiery. Mam też nadzieję, że twórcy popracują także nad skróceniem loadingów, które wybijają narrację z rytmu w momencie przejścia od gry do cutscenki.

Czy warto kupić Days Gone? Podsumowanie

Days Gone to wielka przygoda. Gra na początku mnie nie urzekła. Obawiałem się, że będę grał z przymusu. Jednak świetnie prowadzona filmowa narracja, dobrze napisane role bohaterów pobocznych i piękno Oregonu ostatecznie mnie kupiły. Fabularnie gra jest ścisłą czołówką, nie tylko wśród gier z otwartym światem. To epicka jazda przez martwy świat. Deacon mimo bycia harcerzykiem da się lubić, a postacie drugoplanowe rozpisane są jak w dobrym hollywoodzkim filmie.

Days Gone ma swoje problemy, ale przy rozmachu Bend Studio są to rzeczy drugorzędne, bo najważniejsza jest pogoń Deacona za sensem w świecie, który tworzony jest przez ludzi od podstaw. Twórcy bardzo dobrze remiksują motywy i wyciągają z nich to, co mnie interesowało najbardziej – ludzkie historie i emocje.

Jestem też zły na twórców, że nie zrobili pod względem technicznym gry lepszej, a gameplay mógłby w kilku elementach wychodzić poza przeciętność. Wtedy mógłbym tej grze dać ocenę znacznie wyższą, bo niestety nie można przymykać oczu na niedoróbki. Jednak pomimo nich jest to jedna z ciekawszych pozycji ostatnich miesięcy. Days Gone na pewno zostanie w mojej głowie na dłużej i to chyba najlepsza rekomendacja.


Grę do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy Days Gone w Polsce – Sony Interactive Entertainment Polska.

Grę testowaliśmy na konsoli PlayStation 4 Pro.

Ocena redakcji 8.5 / 10

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o