Munchkin [RECENZJA]. W tej grze możesz się zakochać!

Michał Wieczorek Gry planszowe Publikacja: 20.02.2020, 10:00 Aktualizacja: 20.02.2020, 10:00
Munchkin to udana próba pokazania przez Steva Jacksona i Johna Kovalica, że nie tylko przy Monopoly kończą się wszystkie relacje. Jest to gra dla każdego, niezależnie czy lubicie planszówki, gry karciane albo systemy RPG. Rozgrywka jest na tyle przystępna, aby przypadła każdemu do gustu niezależnie od poziomu wtajemniczenia w gry bez prądu. Zapraszam do recenzji.
munchkin - recenzja
13 Udostępnień

Ocena wydania

W pudełku podstawowej wersji gry odnajdziemy dwa zestawy kart, kość sześciościenną oraz instrukcję. Zestaw ten według opisu z pudełka wystarczy na rozgrywkę dla grona od 3 do 5 graczy. Karty dzielimy na dwa rodzaje – karty drzwi i karty skarbów. To właśnie z ich pomocą odbywa się cała rozgrywka.

Karty są dobrej jakości, jednakże osoby często grające w planszówki powinny zainwestować w koszulki ochronne na karty. Niestety, niestandardowy, mały rozmiar kart może utrudnić to zadanie. Minusem jest też brak zestawu odpowiednich oznaczeń do zbieranego poziomu. W prosty sposób można byłoby to załatwić za pomocą jakiegoś suwaka lub żetonów.

munchkin - recenzja

Za podstawową edycję gry najczęściej powinniśmy zapłacić około 90 zł i spokojnie wystarczy ona na sam początek naszej przygody. Dodatkowo mamy możliwość zakupu zestawów uzupełniających do określonych wersji gry. W pudełku otrzymamy wtedy zestaw 110 dodatkowych kart utrzymanych w tych samych zasadach, co wersja naszej podstawki. Jest to o tyle ważne, że każda z wersji Munchkina wprowadza przynajmniej jedną dodatkową zawartość, która najlepiej będzie współgrała z zestawami z tego samego dodatku.

Różne dodatki można oczywiście ze sobą mieszać, jednak nie zawsze kończy się to satysfakcjonująco, przede wszystkim ze względu na mniejsze szanse na ewentualne synergie między kartami. Za dodatek powinniśmy zapłacić około 60 złotych polskich. To dobry zakup dla osób, którym bardzo spodobał się model rozgrywki Munchkina i chcą kontynuować swoją przygodę z grą.

Ocena zasad

Każdy z graczy zaczyna z pierwszym poziomem, a jego celem jest uzbieranie poziomu dziesiątego. Jak zatem zdobywać poziomy? Pokonując bardziej i mniej śmiercionośne kreatury, czyhające na nas za kartami drzwi. Za ich pokonanie otrzymujemy skarby, które mogą nam pomóc w walce oraz właśnie poziomy, zbliżające nas ku oczekiwanej wygranej.

Poziomy jesteśmy również w stanie zdobyć z pomocą kart natychmiastowego użycia lub sprzedając przedmioty, natomiast ostatni, zwycięski poziom otrzymamy już tylko i wyłącznie z walki z potworem. System ten jest bardzo uczciwy, a jedyną nieuczciwością w samej grze mogą być pozostali gracze.

munchkin - recenzja

Każda tura zaczyna się od symbolicznego zapukania w stół, imitujący w ten sposób pukanie w drzwi. Ciągniemy kartę drzwi, a za nimi możemy zastać:

  • potwora, z którym będziemy musieli walczyć,
  • klątwę, która na nas padnie,
  • inną kartę, z której treścią będziemy musieli się pogodzić.

Jeżeli potwora nie spotkamy po zapukaniu w drzwi, możemy sami wystawić takiego z dłoni lub pociągnąć dodatkową kartę do limitu naszej ręki. Dzięki temu każda tura może zaczynać się od potencjalnego mikrozawału, kiedy możemy nie dać rady z silniejszymi potworami lub inny gracz jest blisko osiągnięcia poziomu dziesiątego.

Co w takim razie z pozostałymi graczami? Otóż są oni po to, aby nam przeszkadzać w zdobywaniu poziomów dokładając odpowiednie karty do rozgrywki lub żeby nam pomóc, kiedy nie jesteśmy w stanie ubić własnoręcznie maszkary z powodu niewystarczającej mocy. To właśnie lootem z potwora jesteśmy w stanie podzielić się z towarzyszami za udzieloną nam pomoc. Kolesiostwo i układy są jak najbardziej mile widziane, ponieważ to one nadają najwięcej smaczku całej grze.

Ocena mechaniki

Munchkin w swoim założeniu naśmiewa się z różnych systemów RPG i widać to na każdym kroku począwszy od mechanik. Wszystko, co potrzebujemy wiedzieć o działaniu danej karty, jest w prosty sposób opisane. Kuriozalność działań niektórych kart sprawia, że często będziemy w stanie spowodować większe zło innym graczom, niż powodując, że nasz przeciwnik dobierze milion kart w Uno. Dobrym przykładem będzie karta Zbłąkanego Potwora, która sprawia, że podczas dowolnej walki możemy dorzucić kolejnego potwora z ręki.

Wszyscy gracze uczestniczący w potyczce są zobligowani do podjęcia walki lub ucieczki wobec dwóch (lub więcej, w zależności od przypadku) kreatur. Mechaniki tej gry pozwalają na różnego rodzaju manipulacje kartami podczas rozgrywki. Co się stanie, kiedy nie jesteśmy jednak w stanie w żaden sposób pokonać potwora? Pozostaje nam jedynie wcześniej wspomniana próba ucieczki, która polega na jednorazowym rzucie kością.

munchkin - recenzja

Jeżeli wylosujemy wówczas 5 lub 6 (nie zawsze, są wyjątki) będziemy wolni. Jeżeli natomiast wyrzucimy inne cyfry czeka nas tak zwany marny koniec. Różni się on w przypadku każdego potwora. 1/3 szans na ucieczkę to w zasadzie jednak mało, ale to nie problem, ponieważ istnieje karta, która pozwala dowolny rzut kością zakończyć potrzebnym dla nas wynikiem. Bez problemu można nazwać Munchkina symulatorem zwrotów akcji.

Jedną z moich ulubionych kart jest Kanciarz, który pozwala na naginanie zasad. Dla przykładu: jesteśmy w stanie użyć kolejnej broni oburęcznej, jeżeli obie ręce mamy już zajęte lub możemy używać kart nieprzeznaczonych dla naszej klasy lub rasy. Karta przeznaczona tylko dla przeciwnej płci? Proszę bardzo! Głowę posiadamy tylko jedną, a hełmy aż dwa? Bez najmniejszego problemu! Karta kanciarza jest stworzona po to, aby wykraczać poza szablon.

Subiektywna opinia

Warto zwrócić uwagę na karykaturalną oprawę graficzną kart stworzoną przez Johna Kovalica. Sama gra jest oczywiście parodią gier pokroju D&D, ale nie tylko. Znajdziemy tutaj wiele nawiązań do świata popkultury. Bardzo przypadła mi do gustu karta z jeżem z edycji Grimm nawiązująca do najbardziej ikonicznej postaci SEGI, którą jest Sonic the Hedgehog.

munchkin - recenzja

Przy każdym spotkaniu ze znajomymi na Pyrkonie, PGA, w Cybermachinie lub na wieczorku planszówkowym u mojej siostry od razu pytam o rozgrywkę w Munchkina. Jest to gra, przy której nie brakuje emocji. To właśnie ewentualne sojusze i znęcanie się niczym buc z amerykańskiego serialu nad upatrzoną ofiarą nadają tej grze smaczku. Smaczku, który stawia tę grę w jeszcze gorszym świetle względem niszczenia związków i przyjaźni od kultowego już Monopoly.

Ta gra ma nad Monopolem jeszcze jedną przewagę, mianowicie mimo losowości mamy tutaj o wiele większy wpływ na przebieg rozgrywki. Aby dobrze grać w Munchkina, należy bacznie się przyglądać poczynaniom innych graczy i w odpowiednich momentach wyrzucać z rąk odpowiednie karty. To gra, w której współpraca z innymi graczami idzie w parze z przeszkadzaniem im.

Recenzja Munchkina – podsumowanie

Munchkin to doskonała pozycja dla każdego zjadacza chleba. Mnogość scenariuszy, ilość dostępnych edycji i rozszerzeń oraz dosyć przyzwoita cena to na pewno ogromne zalety. Gra ma naprawdę proste zasady, aczkolwiek raczej na pewno nie obejdzie się bez tłumaczeń podczas pierwszej rozgrywki dla nowych graczy. Na szczęście zwykle potrzeba tylko jednej partii, aby świeży pogromca potworów mógł zaznajomić się w wystarczającym stopniu z zasadami i mechanikami panującymi podczas gry.

W zasadzie największym minusem tej gry jest brak znaczników na zdobywane levele, choć zawsze można poradzić sobie kartką z długopisem, notatnikiem na telefonie czy orzechami (przykład wzięty z życia). W skali od 1 do 10 wystawiam ocenę 8. Serdecznie zachęcam do spróbowania swoich sił w tej niezwykłej grze karcianej.

Grafika: Steve Jackson Games, Black Monk Games.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o