Spider-Man Far From Home. Tony Stark byłby dumny [RECENZJA]

Magdalena Witkowska Publicystyka Publikacja: 15.07.2019, 14:31 Aktualizacja: 15.07.2019, 14:39
To już normalne, że na filmy tworzone na zlecenie MCU idę nie z oczekiwaniami, a z pewnością, że wyjdę z nich zadowolona. Spider-Man Far From Home to kolejna produkcja z rzędu, która trzyma tak dobry poziom, że trudno usiedzieć w fotelu. Jeśli podobał wam się Homecoming, to ten film spodoba wam się jeszcze bardziej.
26 Udostępnień

Uwaga – poniższa recenzja zawiera spoilery.

Spider-Man Far From Home – superbohater na wakacjach

Fabuła najnowszej części Spider-Mana osadzona została na krótko po wydarzeniach z Endgame. Ludzkość zmaga się z trudnościami związanymi z efektem blipnięcia, czyli ponownego pojawienia się na świecie połowy populacji po pięciu latach od inwazji Thanosa. Wpływ działań Tytana jest widoczny na co dzień, o czym przypomina nam… kiczowaty filmik stworzony przez uczniów ze szkoły Petera Parkera (Tom Holland). W ten sposób twórcy uniknęli przeładowania patosem z Endgame. Produkcja tylko na tym zyskuje. Cały film ma pogodny, lekko wakacyjny klimat, chociaż ładunek emocjonalny jest wyraźnie zarysowany od samego początku.

Teraz na Spider-Manie ciąży duża odpowiedzialność. Można powiedzieć, że w końcu został tym, kim wcześniej usilnie starał się być, czyli poważanym bohaterem, członkiem grupy Avengers. Organizacji, która obecnie właściwie przestała funkcjonować. Ludzie chcą w nim widzieć drugiego Iron-Mana. Problem w tym, że Parker postanowił odpocząć od wszystkich obowiązków, zamiast spełniać oczekiwania innych osób. Siedemnastolatek nie jest gotowy na taką odpowiedzialność. Szczególnie, że jeszcze nie poradził sobie ze śmiercią mentora. Postanawia więc wziąć udział w wycieczce – wraz z przyjaciółmi wyjeżdża do Europy. Nie daje sobie zepsuć wakacji – nie odpowiada nawet Nickowi Fury’emu.

Przeznaczenie Petera dogania go jednak również w Europie. Podczas wycieczki chłopak został doścignięty przez Fury’ego. Pojawiło się nowe zagrożenie dla Ziemi. Na świecie pojawiają się tzw. żywiołaki mogące zniszczyć całą planetę, jeśli nie zostaną w porę powstrzymane. Nick Fury wybiera Spider-Mana – jedynego bohatera, którego można namierzyć i zmusić do wsparcia Mysterio, czyli pochodzącego z innego wymiaru Quentina Becka (Jake Gyllenhaal) w walce. Fury jest wściekły na nastolatka, że ten olewa jego telefony. Przekazuje mu jednak spadek po Iron-Manie. Chłopak otrzymuje Edith (sztuczna inteligencja pozwalająca na dostęp do wszystkich stworzonych przez Starka systemów i technologii). Takie dziedzictwo jest ciężarem, który przeraziłby niejednego nastolatka.

Wielka moc to wielka odpowiedzialność. Czy Spidey jest na to gotowy?

W niemal wszystkich poprzednich produkcjach ze Spider-Manem słyszymy to ikoniczne zdanie. Każdy kolejny Człowiek – Pająk musiał udowodnić sobie, że jest gotów na to, by unieść swoje przeznaczenie. W Far From Home Peter nie tylko początkowo w siebie nie wierzy, ale wręcz rezygnuje ze swojego statusu superbohatera. Okazuje się jednak, że wszystkie podjęte przez niego decyzje zostały… zaprojektowane przez bardzo zręcznego manipulatora, Mysterio.

Sama intryga nie jest zbyt skomplikowana – dostajemy drugi raz ten sam schemat, co w Homecoming. Tony Stark zdążył pozostawić po sobie nie tylko dobre, ale i złe wspomnienia. Szczególnie, że przez pierwsze lata bycia Iron Manem wcale nie należał do najmilszych osób. Przejęcie spadku po Starku oznacza dla Spider-Mana również odpowiedzialność za błędy dawnego mentora. Stawką okazuje się życie uczestników wycieczki – w tym Neda i MJ, najważniejszych z punktu widzenia Petera osób. Czy Parker poradził sobie z wyzwaniem?

Kiedy intryga wychodzi na jaw i trzeba się zmobilizować, chłopak nie traci czasu na wahanie. Bez większych trudności obmyśla plan. To jedna ze scen, które faktycznie pokazują, jak bardzo Peter jest inteligentny. Jako widzowie wierzymy, że to jeden z największych umysłów swoich czasów, intelektem dorównuje Tony’emu Starkowi. Dlatego w tym filmie nie dostajemy świetnie napisanych prac zaliczeniowych ani zamkniętego na zmyślny mechanizm pokoju. Dostajemy za to obrazek, w którym Spider-Man z dziecinną łatwością porusza się po stworzonych przez Starka systemach. Uwielbiam scenę, w której Peter sam sobie projektuje strój. Widząc luz z jakim podchodzi do nowych technologii, charakteryzującego również Tony’ego, miałam dokładnie taki sam uśmiech na ustach co Happy.

Wakacyjny klimat Far From Home

Jak większość filmów MCU, cała historia przesiąknięta jest dużą dawką humoru. Spiderman Far From Home to film o nastolatkach lecących na wycieczkę szkolną. Humor budują proste sytuacje – np. lot podczas którego Peter chciał usiąść z MJ (Zendaya), ale był zbyt nieśmiały, żeby sam o to zapytać. Typowe dla młodych osób i nieco nieodpowiedzialnych nauczycieli zachowania powodują całą masę żartów sytuacyjnych. Podobnie rywalizacja między Bradem Davisem a Peterem Parkerem o względy MJ.

Warto również wspomnieć o przesłodkiej relacji między Peterem a MJ. Twórcy stworzyli scenariusz, który przekonuje nas, że oni naprawdę bardzo się lubią. Jednocześnie nikt nie próbuje nam wmawiać, że to miłość do grobowej deski. MJ to nie irytująca Mary Jane w filmie z Tobym McGuire, nie określa jej bycie jedynie dziewczyną superbohatera. Michelle Jones jest równie inteligentna jak Peter. Samodzielnie odkrywa, że jej przyjaciel jest Spider-Manem (chociaż nie było to zbyt trudne do odgadnięcia). MJ zapiera dech – jest odważna i słodka (scena w której biegnie do Petera z maczugą, nie wiadomo po co ta maczuga, ale mogła się przydać). Jej wypowiedzi są zawsze dobrze przemyślane. Bardzo cieszy mnie, że twórcy odeszli od typowego schematu, podobnie jak twórcy Spider-Man Uniwersum.

Spider-Man Far From Home – jeden z najlepszych filmów MCU?

Mysterio w tym filmie to prawdziwy wilk w owczej skórze. Jake Gyllenhaal niesamowicie sprawdza się w tej roli. Główny antagonista od początku wydaje się dziwny. Jego sposób bycia budzi wątpliwości, a zagrożenie dla Ziemi w jego wykonaniu jest widowiskowe, ale kompletnie nie wywołuje poczucia zagrożenia. Jak żywiołaki mogły się równać z inwazją Thanosa?

Kiedy jednak Mysterio pokazuje swoje prawdziwe oblicze, widz może poczuć niepewność, a nawet strach. Iluzja na ekranie była momentami tak “realistyczna”, że sama dałam się podejść scenarzystom. Plot twisty wyrzucały z fotela, w paru momentach faktycznie czułam, że nie wiem co się dzieje. Doceniam, bo coraz mniej filmów naprawdę potrafi aż tak bardzo zaskoczyć. Mysterio nie ma zahamowań przed kłamaniem ani przed niedopuszczeniem, aby prawda wyszła na jaw. Nawet jeśli musiałby w tym celu zabić kilkoro dzieciaków. Jego motywacje są słabe w porównaniu do tego, co chciał zrobić Thanos, jednak te najprostsze motywy są najtrudniejsze do wykrycia.

Prostota opłaciła się. Film jest ciekawy, ogląda się go ze świetnymi emocjami. Twórcy połączyli letnie kino drogi z porządną dawką strachu i nostalgii. Tony Stark – choć wspominany na każdym kroku – nie jest jednak główną postacią tego filmu. Brak patosu nie pozbawił filmu wzruszeń. Po monumentalnym Endgame, Spiderman Far From Home jest genialnym sposobem na pogodzenie się z rzeczywistością. I świetną okazją aby jeszcze trochę namieszać przed wejściem w IV fazę MCU – polecam wszystkie sceny po napisach.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o