Taylor Swift – Reputation Stadium Tour

Michał Małysa Publicystyka Publikacja: 8.01.2019, 13:59 Aktualizacja: 25.02.2019, 4:04
31 grudnia 2018 roku Netflix opublikował koncert Taylor Swift – Reputation Stadium Tour. Dwugodzinne nagranie z tego wydarzenia śmiało możemy zaliczyć w poczet najważniejszych premier amerykańskiego giganta. To ostateczne homagium wobec globalizacji i przyszłość największych światowych widowisk.
taylor swift - reputation stadium tour
7 Udostępnień

O taką globalizację nic nie robiłem

To żeśmy się, kurwa, zglobalizowali – kwitował jeden z bohaterów Ucha Prezesa obecność globusu Polski w gabinecie na Nowogrodzkiej. Nam, ludziom oddalonym od meandrów polityki, pozostaje zupełnie inny rodzaj globalizacji. Uczestniczenie w największych wydarzeniach nawet nie popkultury, lecz kultury jako takiej. Paletę dostępnych opcji pozwolił mi zauważyć próbny miesiąc abonamentu Amazon Prime Video.

Wprawdzie po niecałych czterech tygodniach podziękowałem tej będącej jeszcze nad Wisłą w powijakach platformie, ale rzuciła mi się w oczy jedna konkretna produkcja. Mocno promowana w obrębie samego Prime’a, pozwalająca śledzić największych herosów XXI w. Robiąca z Pepa Guardioli topową gwiazdę światowego formatu, z samego zaś klubu – Klub, ten z piękną tradycją i historią. Wszystko dzięki temu, że możemy w dowolnej chwili poczuć się częścią zwycięskiego teamu z Etihad Stadium. All or Nothing: Manchester City – zapis materiałów dokumentujących rekordowy sezon niebieskiej części robotniczego miasta.

all or nothing manchester city amazon prime video

Globalny epos o równie godnej podziwu bohaterce współczesnego świata opowiada historia udostępniona z końcem grudnia przez Netflix. Taylor Swift – Reputation Stadium Tour to dokładny zapis przebiegu ostatniej nocy trasy koncertowej albumu Reputation.  Dzieło doskonałe nie tylko w warstwie muzycznej i emocjonalnej, lecz genialne również pod względem estetycznym. Co zaś do rozmachu – nie mające sobie równych.

Najgroźniejszy konkurent Gry o Tron

Jeżeli mówimy o globalnych fenomenach realizowanych z niespotykanym wcześniej rozmachem, na myśl przychodzi od razu Gra o Tron. A szczególnie jej 8 sezon, o którym wiemy tylko tyle. HBO obiecuje, że nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tak monumentalnym dziełem, a my nie mamy prawa wątpić w szczerość tych deklaracji. Zastanawiam się jednak, czy plany stworzenia najambitniejszego show wszechczasów nie legły w gruzach już kilka miesięcy przed premierą. Ze świecą szukać bowiem czegoś tak fenomenalnego i tak olbrzymiego jak Reputation Stadium Tour. Przebić pod tym względem produkcję dostępną na Netflix będzie naprawdę trudno.

taylor swift - reputation stadium tour

Łatwo byłoby podszczypywać Grę o Tron ze względów gatunkowych. W umysłach wielu odbiorców kultury fantastyka zawsze pozostanie fantastyką, eskapistyczną rozrywką dla mas o ubogim życiu intelektualnym. Cóż zatem prostszego, niż rzucić kilka śmieszkowych uwag o smokach latających przed oczami po kwasie? Tymczasem przemienienie kompletnie nierzeczywistych postaci w bohaterów bliskich widzom to niełatwa sprawa. Trzymając plastikowy miecz i walcząc na zielonej ściance z animowanymi smokami, aktor takiego serialu staje przed wyzwaniem urealnienia bohatera. To zaś udało się obsadzie Gry o Tron perfekcyjnie.

Równie wielkim wyzwaniem jest zachowanie zimnego profesjonalizmu podczas przekazywania emocji na żywo. Jeszcze większym – gdy w perspektywie majaczy światowy zasięg nagrania. Rozmach Reputation Stadium Tour wiąże się przede wszystkim z jego reżyserią. Jakkolwiek nie jaralibyśmy się scenami batalistycznymi oraz dokonaniami superbohaterów, zagranie na żywo tak sztucznie zaprogramowanego koncertu wydaje się milion razy bardziej heroiczne. Wyłożenie hajsu i ujarzmienie techniki w XXI w. jest o wiele mniej ekscytujące niż panowanie nad tłumem kilkudziesięciu tysięcy fanów oraz milionami widzów Netfliksa.

Przeciwieństwo teoretycznie możliwej katastrofy

Co do tego nie ma żadnych wątpliwości – Taylor Swift na krążku Reputation jest w największej życiowej formie. To po prostu świetna płyta, miażdżąca bogactwem stylistyki, kiełznanym harmonijnie przez warstwę tekstową. Gwiazda pod względem każdego pierwiastka muzycznego fachu doprowadziła swój warsztat do perfekcji, a wspierające ją w czasie Reputation Stadium Tour zasoby ludzkie i techniczne potęgują wrażenie muzycznej omnipotencji artystki.

taylor swift - reputation stadium tour

Okropnie bałem się, że koncertowe wersje wysmyczonych studyjnie piosenek wypadną na nagraniu znacznie gorzej. To, co ujdzie w ekstazie stadionu wypełnionego dziesiątkami tysięcy wrzeszczących ci do ucha współsłuchaczy, odtworzone z zapisu może wydawać się w końcu nieznośne. Najspokojniejsze z czarnych przewidywań opierały się na przeświadczeniu, że co najwyżej posłucham znanych na pamięć utworów w nieco gorszej jakości. Bardziej burzliwe koszmary zakładały kompletną katastrofę.

Stało się wręcz przeciwnie.

Warstwa dźwiękowa Reputation Stadium Tour w niczym nie przypomina prowizorycznych koncertówek. Więcej tu MTV Unplugged niż fanowskiej kakofonii. Co więcej, dobre odwzorowanie studyjnych kompozycji nie idzie w parze z ich powtarzalnością. Aranżacje utworów z nowej płyty oraz klasyczków ze starszych wydawnictw Taylor zostały tu skrojone pod pedantycznie rozpisaną narrację. Subtelne zmiany tempa w obrębie poszczególnych utworów idealnie wpisują się w wizję świata roztaczaną przez główną bohaterkę spektaklu. To globalna opowieść o milionach ludzi uczestniczących w jednej z wielu okazji do zatrzymania czasu na kilka godzin.

taylor swift - reputation stadium tour

Środki wyzyskiwane w celu wykreowania uniwersalnej atmosfery? Najprostsze w świecie, bazujące na sloganach o miłości, przemowach motywacyjnych, a w końcu i obietnicy dobrej zabawy. Wszystko to uwznioślane jednocześnie przez barokowość dźwięków, wśród których brawurowo i bez zbędnych zgrzytów mocne bity przeplatają się  z anielskimi solówkami przy akompaniamencie najzwyczajniejszej w świecie gitary.

Harmonia przepychu. Estetyczna uczta. Maestria reżyserii.

Reżyseria meczów i koncertów to przyszłość globalnej rozrywki

Nieprzypadkowo na początku tekstu wspomniałem o innym przedstawicielu programów, które włączają widza w świat współczesnych herosów. Nagranie koncertu zrealizowane tak jak Reputation Stadium Tour wybija się bowiem na miksie kilku cech, które czynią z najpopularniejszych rozgrywek sportowych na świecie produkt idealny dla masowego widza z każdego zakątka świata. Podobnie jak transmisje hitów NBA, finału Super Bowl czy futbolowych Mistrzostw Świata, najnowsza produkcja Netfliksa roztacza przed łaknącym widowiska widzem setki atrakcyjnych miraży.

taylor swift - reputation stadium tour

Jedną z wielu ułud programu Taylor Swift jest wrażenie egalitarności. Wśród odbiorców uniwersalnej produkcji nie może być różnic. Wszyscy włączeni zostają do kręgu Reputation Stadium Tour na równych prawach, czego oczywisty manifest stanowi przygrywająca TS ekipa. Podczas kurtuazyjnego przedstawiania każdej z aktorek choreograficznego spektaklu (wbrew standardom nadal królującym w popkulturze to panowie przypominali anonimową masę) przed oczami widzów przewija się grupa różnorodna w najściślejszym tego słowa znaczeniu. Kobiety białe i afroamerykanki, azjatki i latynoski, pulchniejsze i szczuplejsze, tancerki wyzywające i te przyjmujące subtelniejsze pozy… Swoje miejsce znaleźć może tam każda Swiftie.

Rozmach produkcji dostępnej na Netflix podkreśla dbałość o tego typu detale. Umacniają one jasno sprecyzowaną wizję. Na koncercie globalnej gwiazdy nie ma miejsca na spontaniczność, po policzkach ciekną wyreżyserowane łzy, a wysiąkanie nosa przez artystkę przyjmuje postać podniosłego misterium. Dokładnie wymierzono trajektorię każdego „dziękuję” oraz „jesteście niesamowici”, przewidziano ekstatyczne reakcje tłumu na wszystkie słowa i gesty Taylor. A tłum odpowiada na to całkowitym oddaniem artystce. Wyobraźcie sobie emocje płynące z wrzuconego poniżej fanowskiego nagrania z YouTube, lecz zarejestrowane i podane z rozmachem kinowej produkcji.

Dostarczenie milionom widzów tej energii w skończonej pod względem estetycznym formie jest szczytowym osiągnięciem popkultury (a więc – powtarzając po raz kolejny – kultury w ogóle). Możemy spodziewać się, że w kierunku wytaczanym przez Amazon Prime Video oraz Netflix będą zmierzały wszystkie widowiska światowego formatu – od koncertu Taylor Swift po Neujahrskonzert der Wiener Philharmoniker, od finału Ligi Mistrzów po zaślubiny brytyjskich następców tronu.

O taką właśnie globalizację nic nie robiłem.

Taylor Swift – Reputation Stadium Tour

Rozsiądź się w pierwszym rzędzie i ciesz się widowiskowym ostatnim koncertem Taylor Swift w ramach tournée „reputation” — najlepiej sprzedającej się trasy koncertowej w historii USA. Pokazy pirotechniczne, fajerwerki, kilka scen i oczywiście Karyn, czyli 19-metrowa kobra — to wszystko tylko na Netflix. Zapis koncertu stadionowego, na który sprzedano 60 tys. biletów (…).

Za produkcję Reputation Stadium Tour odpowiada Paul Dugdale, absolutny top topów w dziedzinie muzycznego show granego na żywo. Jako goście występują m.in. Camila Cabello (fantastyczna Hawana!). Dwugodzinne nagranie koncertu w Texasie dostępne jest na platformie od 31 grudnia 2018 roku.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o