Weź się w garść Anny Krztoń [RECENZJA]

Hanna Łozowska Recenzje komiksów Publikacja: 29.10.2018, 13:00 Aktualizacja: 25.03.2019, 12:47
Wydana nakładem „Wydawnictwa komiksowego” debiutancka powieść graficzna Anny Krztoń to rzecz z ambicjami i jednocześnie antyprzykład opowiadania historii. lustratorka, znana ze współpracy ze znakomitymi tytułami, próbuje opowiedzieć historię mocno osadzoną w powrotach do okresu dorastania i wczesnej dorosłości.
Anna Krzton weź się w garść
61 Udostępnień

Weź się w garść – rozwód, przemoc, przełamywanie lęków

Schemat ten często rekonstruowany jest w niefikcjonalnej powieści graficznej – z różnym skutkiem. Historia opowiadana przez Krztoń sprawia wrażenie linearnie „wyrwanej” z opisywanej przez autorkę przestrzeni czasu – nie bazuje ani na konkretnym, istotnym (z perspektywy czytelnika) początku ani nie zamyka się w oczywisty sposób. Można to oceniać pozytywnie, bo jako ucieczkę od sztampy, jednak w przypadku Krztoń trudno określić, co w zasadzie autorka próbowała powiedzieć.

Jej okołoautobiograficzną opowieść poznajemy z pierwszoosobowej perspektywy Krztoni – Galla (warto zaznaczyć, że autorka mówiąc o bohaterach naprzemiennie używa imion i ksyw, nie wyjaśniając pochodzenia tych drugich – takich „zawieszonych” wątków w powieści jest więcej). Autorka obrazuje próby odnalezienia się w nierozumiejącym środowisku, szukanie podobnych, geekowskich znajomości. Treść wypełnia naiwna epistolografia nastolatków przełomu wieków. Przeczytamy więc o rozwodzie rodziców, przemocy, przełamywaniu społecznych lęków i „alternatywnej” muzyce.

Opowieść pełna stereotypów i prawd objawionych

Dlaczego „alternatywnej”? Główna bohaterka z uporem próbuje przekonać odbiorcę, że jej dorastanie nosiło znamiona nieskrępowanego poczucia wolności, potrzebę „inności”. Stąd naiwne hasła: „Nasza szkoła miała opinię «rockowej». Na korytarzach łatwo było spotkać kogoś z kostką i w koszulce Iron Maiden czy Metalliki”. W innym fragmencie powieści, trzecioplanowa postać – harcmistrz Łysy – zwraca się do jednej z bohaterek: „Nie oglądasz «Klanu» i czytasz książki? Słuchaj, to z tobą jest coś nie tak. Takich jak ty to od razu w kaftanik”.

Otrzymujemy opowieść pretensjonalną, pełną krzywdzących stereotypów i prawd objawionych. Pojawiające się epizodycznie, aczkolwiek regularnie imprezy naznaczone są odśpiewaniem „Czarnego chleba i czarnej kawy” czy (tu cytat za autorką) „Łiiiski, moooja żoooonooo”.

W Weź się w garść brakuje jednolitej osi narracyjnej. Fabuła kręci się wokół losów dalszych i bliższych przyjaciół Krztoni, z których nie wyróżnia się żadna historia. W rezultacie czytelnik ma poczucie rozmycia fabuły. Autorka wprowadza wiele nieznaczących dla fabuły postaci bez pomysłu na ich rozwinięcie, urywa nagle porozpoczynane wątki.

W jednej ze scen czytamy: „Dla mnie ten okres też był pełny zmian – po raz pierwszy zaangażowałam się w poważny związek. Byłam bardzo zakochana. Do tego stopnia, że nie mogłam spać nocami, bo na przemian płakałam i czytałam wiersze (…)”. Tu Krztonia cenzuruje swoją biografię – nie wiemy, w kim jest zakochana, jej nieszczęśliwa miłość nie pojawia się na kartach komiksu. Wzmianka zajmuje jedną planszę i być może ma obiektywizować opowieść. Obiektywizować, bo główna bohaterka często wypowiada się z pozycji mentorki i protekcjonalnie.

”Chłopaki sobie pogadają o grach, a my napijemy się razem wina…”

Kolejne etapy opowieści podsumowuje: „Podobnie jak w przypadku Asi, tak i u Igi – gdy byłam z nimi, prawie nigdy nie widziałam objawów choroby. Asia nawet na krótko po wyjściu ze szpitala potrafiła śmiać się razem ze mną (…)”; „Nie pamiętam dokładnie, kiedy i dlaczego zaczęłam wysyłać do Igi pocztówki”, „Może to właśnie poczucie straty kazało mi się znowu odezwać do Asi, po prawie dwóch latach milczenia” albo: „Z czasem ja też poznałam Marcina lepiej”.

W istocie nie ma jednak potrzeby podwójnego puentowania czegoś, co przedstawia się wizualnie. Nie ma też potrzeby wiernego opisywania doświadczeń, które nie są rozwijane i nie budują opowieści.

Tak jest np. z epizodycznym chłopakiem głównej bohaterki. Na kartach Weź się w garść pojawia się znikąd i bez żadnego uzasadnienia, przeważnie milczy, a jego rola ogranicza się do ocierania nocą łez (str. 210). W jednej z nielicznych scen z jego udziałem czytamy szufladkujące: „To może chłopaki sobie pogadają o grach, a my napijemy się razem wina…”. Naprawdę?

Obraz kobiecości odrzucający utarte, patriarchalne schematy

Z kadrów wyłania się tło tego dorastania i wczesnej dorosłości – Śląsk i Dolny Śląsk, ubrany w szare blokowiska, kloszardów, puste butelki, resztki jedzenia w dworcowej kasie biletowej. W jednej z takich scen (str. 176) bohaterka rozmyśla: „Fuuj, czy tu leży… parówka?”. Anna Krztoń wprowadza do narracji przedmioty, ale zapomina, że szczegół może zagrać – jak u Czechowa: „Jeśli w pierwszym akcie sztuki na ścianie wisi broń, to w ostatnim akcie koniecznie musi wystrzelić”.

Komiksowe plansze nie są równomierne. Znajdziemy zarówno grafiki przemyślane kompozycyjnie, ale też te, w których brakuje głębi. Widać jednak, że im bliżej końca, tym bardziej komiks rozwija się graficznie. Bardzo ciekawe są na przykład metaforyczne przedstawienia Asi, przebywającej w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku – kłęby czarnych bazgrołów zamiast twarzy.

Niewątpliwym plusem Weź się w garść jest zawarty w niej obraz kobiecości, odrzucający utarte, patriarchalne schematy, które zapewne w latach 90. i na początku XXI wieku wciąż jeszcze stanowiły trzon kulturowego funkcjonowania małych społeczności. Bohaterki Krztoń są pełne doświadczania, przeżywania, budowania własnej tożsamości w oparciu o pasje, a nie oczekiwania społeczne.

Wyeksploatowany motyw dorastania i wczesnej dorosłości

Trudno jednak dookreślić, o czym naprawdę jest najnowsza powieść graficzna Anny Krztoń. Autobiografizm, i to co się z nim często wiąże, czyli wyeksploatowany motyw dorastania i wczesnej dorosłości autorka wykorzystała selektywnie. Swoją narrację opiera na relacjonowaniu życia znajomych, wprowadza wątki, których nie kończy, a główną postać komiksu otacza tajemnicą. Można więc powiedzieć, że na wielu płaszczyznach powieści aspiruje do niefikcjonalności, co jednak rujnuje wybiórczym potraktowaniem wydarzeń wokół głównej bohaterki.

Anna Krztoń dotyka wielu palących problemów społecznych: depresji, fobii, przemocy czy sytuacji na rynku pracy. Wątki te jednak ledwie muska. Rozmydlona narracja Weź się w garść sprawia wrażenie, jakby była tylko pretekstem do zaprezentowania umiejętności graficznych. O tym problemie polskiego rynku komiksowego wspominał na przykład Wojtek Wawszczyk w rozmowie z dr. Przemysławem Zawrotnym, podczas ostatniego spotkania autorskiego w Gdańsku.

Wszystko to miałoby uzasadnienie, gdyby eksponowało nowatorską formę.

Szkoda, że w przypadku tak utytułowanej autorki nie sprawdza się mcLuhanowskie „przekaźnik jest przekazem”.

Zapraszamy do lektury wywiadu z Anną Krztoń.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o