Call of Cthulhu [RECENZJA]

Michał Małysa Recenzje gier Publikacja: 14.11.2018, 17:52 Aktualizacja: 26.02.2019, 14:13
Call of Cthulhu to gra oparta na mitologii Cthulhu Lovecrafta. Opowiada historię prywatnego detektywa, który zjawia się na mrocznej wyspie Darkwater, aby rozwiązać zagadkę śmierci Sary Hawkins. Czy nowość od Cyanide Studio przypadła nam do gustu? Zdecydowanie!
Call of Cthulhu w games with gold w lutym 2020
9 Udostępnień

Call of Cthulhu od Cyanide Studio – fabuła i klimat

Fabuła Call of Cthulhu to historia prywatnego detektywa i weterana I wojny światowej Edwarda Pierce’a. W momencie w którym zaczynamy rozgrywkę Pierce detektywem jest już tylko z nazwy, bo od dawna nie przyjmuje nowych spraw. Dnie spędza na walce ze wspomnieniami za pomocą zbyt dużej ilości alkoholu i środków nasennych. Kiedy zjawia się u niego ojciec Sary Hawkins (popularnej malarki, która zginęła w dziwnych okolicznościach), Pierce nie może sobie pozwolić na odmowę prowadzenia tej sprawy. Wie, że musi utrzymać licencję.

Może odmówiłby, gdyby wiedział, co go czeka?

W każdym razie w ten sposób trafia na ponurą wyspę Darkwater, pełną brzydkich i mało przyjaznych ludzi. W tym miejscu mieszkała Sarah wraz z rodziną. Obecnie po jej życiu rodzinnym zostało tylko widmo wielkiej spalonej rezydencji, która góruje nad wyspą. Tutaj znajduje się także mroczna tajemnica, którą Pierce musi rozwiązać. Darkwater okazuje się nie tylko nieprzyjazne, ale przede wszystkim niebezpieczne. Pierce zaczyna osobiście angażować się w sprawę, co może doprowadzić do jego zguby.

Tytuł jest opartą na mitologii Cthulhu grą przygodową w klimacie horroru. Czy w Call of Cthulhu dobrze będzie się grało też tym osobom, które nie są fanami twórczości Lovecrafta? Zdecydowanie. Co prawda fani uniwersum znajdą w grze znacznie więcej smaczków i bardziej odczują klimat, ale pozostali gracze na pewno będą się nieźle bawić.

Żeby poczuć, jak świetnie twórcy zbudowali klimat, wystarczy zagłębić się w świat gry. Skupić uwagę na dziwnym, zielonym świetle lamp, albo z pełną uwagą przemierzać spalony częściowo dom Sary Hawkins, odnajdując wszystkie potworności, które się tam kryją.

Call of Cthulhu

Call of Cthulhu – grafika, animacje, dialogi

Lokacje w Call of Cthulhu prezentują się dobrze i klimatycznie. Czy to ponury port, czy spalona rezydencja, czy też opuszczony magazyn – w każdym z tych miejsc można dostać gęsiej skórki. Klimat osaczenia i bycia obserwowanym jest wręcz namacalny. Niestety, grafika postaci nie wyszła tak dobrze jak grafika lokacji. Modele są drewniane i poruszają się sztywno oraz nienaturalnie. A kiedy mówią, ich zęby żyją własnym życiem. Dosłownie potrafią wypadać im z ust.

Sam Pierce wygląda jak brzydszy Jonathan Reid z Vampyra. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że postaci w Call of Cthulhu brzydkie są celowo. Mimo tego animacje wymagają poprawy. Zdarza się, że zupełnie nie zgrywają się z dialogami, które wypadają z kolei bardzo dobrze. Intonacja w angielskim dubbingu jest odpowiednio dobrana, a polskie napisy raczej dobrze oddają to, co twórcy mieli na myśli.

Call of Cthulhu

Jest jeszcze jedna rzecz, którą trzeba twórcom wytknąć. To doczytujące się tekstury. Nie mówię już nawet o szkieletach drzew majaczących w tle. Tekstury doczytują się m.in. w książkach, które bierzemy do ręki. Najpierw widzimy zamazaną okładkę, a dopiero później tekstura “zaskakuje” i przedstawia nam prawidłowy, ostry obraz.

Mechanika rozgrywki

W Call of Cthulhu chodzi o to dokonywanie wyborów. To od nich zależy, jak potoczy się historia. Nasze działania jako Pierce’a prowadzą do jednego z czterech zakończeń. Żadnego nie można określić dobrym – są złe i jeszcze gorsze. Na to, co możemy robić i jak możemy rozmawiać z innymi, wpływają rozwijane umiejętności oraz wskaźnik poziomu poczytalności. To od gracza zależy, które zdolności będzie ulepszał – poprawianie wszystkich jednocześnie nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Pierce – system rozwoju postaci. Umiejętności:

  • elokwencja,
  • dociekliwość,
  • siła,
  • psychologia,
  • instynkt.

Pozostałe (te zwiększamy przez konkretne aktywności w rozgrywce, np. czytanie książek medycznych):

  • medycyna,
  • okultyzm.

Dużo zależy od naszego sposobu prowadzenia dialogów. Call of Cthulhu ma elementy bezpośredniej walki i elementy skradankowe. Jeśli chodzi o skradanie się, to trzeba powiedzieć, że w dużej mierze nasi przeciwnicy są debilami. Przed napastnikami można uciekać w kółko, chowając się za murami i skrzyniami, a oni natychmiast nas gubią. Potem szybko porzucają poszukiwania, bo skoro nie mogą nas znaleźć, to na pewno nikogo tam nie było. Następnie, kiedy dostrzegają nas ponownie, cała zabawa zaczyna się na nowo…

Jednym z elementów mechaniki jest także rozwiązywanie zagadek. To np. wybijanie sobie przejść czy kombinowanie, jak znaleźć apteczkę. W takich momentach postaci (bo nie zawsze patrzymy na świat oczami tylko głównego bohatera) potrafią pospieszyć się ze swoimi podpowiedziami dla gracza. I tak w pewnym momencie Pierce znajduje sposób na wyważenie przejścia, o którym teoretycznie nie powinien mieć jeszcze pojęcia. Mimo to rozgrywka jest całkiem przyjemna.

Call of Cthulhu – grać czy nie grać?

Nie jest to gra na najwyższym poziomie, ale warto zagrać w Call of Cthulhu. Znajomość mitologii Cthulhu na pewno pomoże wczuć się w klimat, ale nie jest konieczna. Tytuł ma swoje niedociągnięcia, jednak nie są one na tyle zniechęcające, żeby porzucić przygodę. Call of Cthulhu to tytuł na około osiem godzin dobrej rozrywki.

Call of Cthulhu

Plusy:

  • świetny klimat – czuć, że to Zew Cthulhu,
  • niesamowite wykorzystanie mitologii Lovecrafta – dziwne symbole, nieczyste księgi, wszechobecny obłęd, 1924 r.,
  • ciekawie przedstawiona fabuła z dobrym tempem rozwoju,
  • dialogi,
  • dobre tłumaczenie na język polski,
  • easter eggi dla znawców uniwersum,
  • świetny wskaźnik poziomu poczytalności, który wpływa na rozgrywkę, ale nie na zakończenia,
  • ciekawy system rozwoju postaci, który wpływa na to, w jaki sposób będziemy przechodzić grę,
  • postaci z charakterem.

Minusy

  • drewniana grafika modeli postaci – część osób, w tym sam Pierce, wygląda jak brzydszy Jonathan Reid z Vampyra,
  • doczytujące się tekstury,
  • wybory są marginalne i wpływają tylko na sposób dojścia do jednego z czterech zakończeń,
  • czasami brakuje wskazówek (przez 10 minut szukałam głupiej apteczki), choć z drugiej strony to gra przygodowa,
  • niektóre komentarze postaci pojawiają się za wcześnie (w nieodpowiednim miejscu); Pierce widzi jakiś przedmiot i stwierdza, że można tym otworzyć drzwi jeszcze przed znalezieniem obiektu, o który mu w ogóle chodzi (jasnowidz!),
  • braki w animacji – często animacja nijak ma się do właśnie prowadzonego dialogu, a postaci wyglądają jak po ostrej imprezie (bujają się na boki zwyczajnie stojąc),
  • długie ekrany ładowania,
  • niektóre elementy rozgrywki nie działają jak powinny – przed napastnikami można uciekać w kółko i łatwo zgubić ich za rogiem.

Ocena redakcji 7 / 10

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o